poniedziałek, 26 grudnia 2011

Limes inferior

Przeinstalowując dziś rano system (co, wygląda na to, stało się już zajęciem rutynowym: blueconnect konsekwetnie powoduje rozpad dysku startowego, coś na nim nadpisując – dziś kolorytu zabawie nadał fakt, że zapomniałem, jak się mechanicznie otwiera kieszeń napędu DVD, a system z dysku w ogóle już się nie ładował – i, nim sobie przypomniałem, jak włożyć płytkę, trochę czasu minęło… żeby na przyszłość sobie takich dylematów oszczędzić, wgrałem najuboższę wersję „Tigera“ na drugą partycję – można będzie naprawiać dysk startowy nie odpalając koniecznie tej nieszczęsnej płytki, która też przecież – wieczna nie jest!), sięgnąłem sobie dla zabicia czasu do półki z książkami. Padło na Limes inferior. Nie ukrywam, że czytać zacząłem dla otwierającej powieść sceny, w której Sneer leży sobie na łódce w towarzystwie biuściastej dziewczyny topless. Łódka, słońce, lato – to naturalna reakcja na dość podłą aurę jest (choć w sumie, nie ma co narzekać: przynajmniej kran pod wiatą nie zamarza!). A z tym topless, to już konsekwencja przeczytanego wczoraj wpisu blogerki Riannon: nie mogłem się oprzeć…

Jak już jednak czytać zacząłem, to przeczytałem do końca. W konsekwencji zaś – natchnęło mnie do polemiki z posłowiem pana Macieja Parowskiego, egzegezującym to znakomite dzieło. Oczywiście że (skądinąd dość enigmatyczni…) Obcy byli Zajdlowi potrzebni jako alegoria Sowietów – siłą narzucających i utrzymujących absurdalny system społeczny w krajach satelickich. Poza tym, taka kosmiczna ingerencja doskonale tłumaczy globalny charakter Wielkiej Reformy – bez czego, wynikły z owej Reformy dysfunkcjonalny system pewnie by padł w wyścigu z racjonalniejszą konkurencją. Choć… tego właśnie – nie jestem taki pewny!

Jak wiemy już po wspólnej lekturze de Tocqueville’a – nie jest łatwo wywołać rewolucję (czy tam Reformę…). Właściwie: jest to niemożliwe. O ile władza sama najpierw takowej starannie nie przygotuje – zmieniając zastane stosunki i burząc porządek, z którego sama ongiś wyrosła. Monarchia absolutna biurokratyzując się, centralizując i regulując zburzyła feudalny porządek społeczny: ludzie stali się sobie równi de facto (jeśli nawet nie byli jeszcze równi de iure), bo wszyscy w równym stopniu byli pokornymi petentami na przedpokojach władzy – i takie ich zrównanie przywiodło w końcu znaczną ich część (nie w sensie liczby, lecz w sensie – woli działania rzecz jasna!) do jedynego logicznego wniosku, że piramida prestiżu której zwieńczeniem był za ancient regime monarcha, to bajki dla dzieci i zwykła ściema. Władza leży bowiem gdzie indziej. Konkretnie zaś: leży na ulicy. Nie można rządzić ludźmi używając tylko i wyłącznie nagiej przemocy – a skoro zawodzi najpewniejsza podpora wszelkiej władzy, jaką jest możliwość dystrybucji prestiżu (bo ludzie splendorów rozdawanych przez władzę nie traktują już poważnie…) – to władza w praktyce znika. Leży na ulicy – i ten ją weźmie, komu nie zabraknie bezczelności i odwagi, żeby się po nią schylić…

W ten sposób miejsce porządku feudalnego, który był w pewnym sensie porządkiem totalnym (drabina zależności feudalnych była zarazem piramidą prestiżu, bogactwa – i władzy politycznej!), zajął na pewien czas porządek liberalny. Taki, w którym hierarchie bogactwa, prestiżu i władzy przenikały się, ale nie były już ze sobą tożsame. Pochodzenie ze znakomitego, zasłużonego rodu dalej mogło być (choć wcale nie musiało!) źródłem prestiżu, a w pewnych granicach – nawet bogactwa – nie dawało jednak automatycznie udziału we władzy. Największy nawet majątek nie wiązał się automatycznie z posiadaniem równie wielkiego prestiżu (w tamtych, odległych od nas o półtora stulecia czasach, ludzie zadawali sobie trud pytania o pochodzenie takiego majątku…) – i niekoniecznie musiał oznaczać jakikolwiek udział w sprawowaniu władzy. Teoretycznie władzę sprawować mieli ci, którzy cieszyli się największym zaufaniem swoich współobywateli. Wyrażanym albo poprzez wybory – albo, jak w monarchii obu Bonapartych – poprzez plebiscyty.

Od początku były z tym teoretycznym założeniem problemy. Rosnące w miarę, jak poszerzał się krąg wyborców – obywateli. Nie jest przypadkiem, że w chwili, gdy zaczęto w większej liczbie liczących się krajów wprowadzać wybory powszechne – porządek liberalny załamał się. Doszło do kolejnej rewolucji, choć nie wszędzie była ona tak widowiskowa i krwawa jak ta w Piotrogrodzie.

Już monarchia absolutna ancient regime wykształciła sobie liczne zastępy wiernych sług gosudarstwa – owych Tocqueville’owych intendentów, subintendentów i kontrolerów. Za pierwszego Bonapartego słudzy ci, umundurowani, zaszeregowani wedle tabel uposażenia i hierarchii rang – stali się siłą napędową wszystkich reżimów Europy: za jedno – stworzonych przez Bonapartego, czy walczących z nim. Albowiem posiadanie zastępu sprawnych i zdyscyplinowanych sług stało się dla gosudarstwa koniecznym warunkiem przetrwania – te, które się takiego zastępu w porę nie dochowały zniknęły z map. Skądinąd: wynalazku tego po raz pierwszy dokonali, zdaje się (jak wszystkiego, jak wszystkiego prawie…) Chińczycy w Epoce Królestw Walczących. I tak, jak walczące ze sobą państwa starożytnych Chin rywalizowały „w sztuce uprawy roli i wojny“ – tak nowożytne państwa Europy ścigały się „w sztuce wytopu stali i wojny“. Unowocześniając przy tej okazji swoich poddanych i przeorywując krajobraz minionego świata do imentu – o czym pisałem na innym miejscu obszernie.

Kłopot w tym, że gdzieś po drodze wierni słudzy gosudarstwa, stali się tegoż gosudarstwa władcami. Było to naturalne i nieuniknione. U podstaw XIX-wiecznego liberalizmu leżał pewien zasadniczy, systemowy optmizm: wierzono w postęp, zakładano że ludzie mogą ludzkie sprawy urządzić racjonalnie, humanitarnie i planowo. Ponieważ jedną z immanentnych cech postępu jest też i racjonalny podział pracy – któż inny miał nad tym panować niż posiadający odpowiednie przygotowanie fachowe specjaliści od racjonalnego, humanitarnego i planowego urządzania ludzkich spraw. Czyli kto..? Tak jest, zgadujecie Państwo bez pudła: oczywiście – wierni słudzy gosudarstwa! Czyli podreferendarze, referenci, inspektorzy, kierownicy, dyrektorzy i podsekretarze stanu… wiem, że nie wymieniłem wszystkich, ale czy jest ktoś taki, kto wszystkich – z gajowymi, leśniczymi, nadleśniczymi, a tudzież i naczelnikami poczt i stacji kolejowych, dróżnikami, policmajstrami, celnikami etc., etc. – wymienić zdoła..?

Kwestia zaufania współobywateli jawi się tu jako wtórna, jeśli nie – wątpliwa. Po pierwsze – sami to Państwo chętnie przyznacie – czyż rację można ustalać w głosowaniu? Jeśli jakieś rozwiązanie jest racjonalne i merytorycznie słuszne – to jaki jest sens nad nim głosować? Takie głosowanie dopuszcza przecież możliwość wyboru rozwiązania nieracjonalnego i merytorycznie niesłusznego!

Po drugie – pojawili się przecież także i specjaliści od zdobywania zaufania współobywateli, od wygrywania wyborów. A skoro tak – to czyż sam ów akt głosowania ma jeszcze jakieś znaczenie? Skoro jest to tylko WYNIK pewnych z góry zaplanowanych działań..?

Oczywiście, proszę Państwa, że przejaskrawiam, wyolbrzymiam, hiperbolizuję! Ale idzie mi tylko o to, żeby przekazać Państwu w możliwie niewielu słowach moją intuicję tego, czym była ta druga rewolucja – rewolucja która wszędzie na świecie zburzyła porządek liberalny i zastąpiła go porządkiem biurokratycznym. Skądinąd – wszędzie na świecie nader podobnym do Zajdlowego!

Historia zatoczyła koło. Wróciliśmy – czy może: wracamy, bo losy jeszcze się ważą, nie wszystko jeszcze się zdecydowało – do porządku totalnego. Takiego, w którym wszystkie hierarchie społeczne mają jedno źródło, w którym istnieje tylko jedna piramida społeczna, monopolizująca zarówno prestiż, jak i bogactwo i władzę. Owszem – najśmielsze eksperymenty jakie słudzy gosudarstwa podjęli w tej materii zakończyły się po niedługim czasie porażkami. Przecież jednak wierni słudzy gosudarstwa nie mogą na tym poprzestać! Oni muszą próbować znów i znów – i właśnie dlatego mam wątpliwość, czy dla zaprowadzenia na całym świecie takiego reżimu jaki opisuje Zajdel, rzeczywiście jest nam potrzebna jakaś inwazja z Kosmosu..? Merytokratyczna biurokracja powstaje w każdym państwie świata – nie ma jej w Somalii, ale Somalia przestała istnieć jako państwo i to jest jedyny powód tego stanu – a zarazem dowód, że państwo współczesne bez takiej biurokracji istnieć nie może.

Biurokracje rządzące poszczególnymi państwami oczywiście rywalizują ze sobą. Jednak identyczność ich położenia, tożsamość złudzeń, ambicji i lęków jakie wprawiają je w ruch – wszędzie na świecie daje plus minus podobny efekt: systematycznie rosnący stopień regulacji życia, atomizację społeczeństwa (tj. erozję więzi naturalnych, więzi krwi i ziemi…) i zarazem rosnącą kastowość i korporacyjność życia (coraz większe znaczenie więzi formalnych, opartych na nadawanym przez władzę statusie – tj. np. – na posiadaniu stosownego dyplomu bądź licencji…). Coraz stąd bliżej do podziału na utrzymywanych w ryzach odpowiednio zaprogramowanym „wyścigiem szczurów“ podzerowców i nadzerowców, dźwigających (oczywiście dziedzicznie i wyłącznie…) nieznośne brzemię władzy…

Zaiste, nie są nam potrzebni Obcy, abyśmy się do globalnego kancłagru wspólnym wysiłkiem wpędzili! I bardzo, ale to bardzo chciałbym być w tej materii złym prorokiem… Obawiam się jednak, że ratunek przed którymś z ponurych światów klasyków dystopii może być niewiele dla Państwa lepszy od choroby! Jak Państwo doskonale wiecie od dawna uparcie twierdzę, że nie sposób ludzkich spraw urządzić racjonalnie – że co byśmy nie robili, oczywiście racjonalnie, humanitarnie i planowo – i tak wyjdzie dokładnie na to samo. Moja pewność opiera się na – skrajnie przeciwnym niż marzenia XIX-wiecznych liberałów – założeniu niezmienności natury ludzkiej, tożsamej i takiej samej od górnego paleolitu po dziś dzień. Która to natura po prostu NIE JEST racjonalna, humanitarna i podatna na planowanie.

Istnieje jednak jeszcze jeden powód dla takiego pesymizmu (czy może akurat optymizmu właśnie..?). O którym nie wypada zapominać. Otóż w zasadzie nie ulega wątpliwości, że złożoność naszego świata znacznie przekracza możliwości regulacyjne myślących po staremu liniowo, na XIX-wieczny sposób racjonalnych (tj. nie uwzględniających złożoności i chaosu…) biurokratów. Wielokrotnie wyśmiewałem zresztą różne naiwne pomysły na regulacje prawne, z zasady – nie uwzględniające skutków ubocznych i niezamierzonych. Jak można zresztą w nieprzystawalność biurokratycznego myślenia do rzeczywistości wątpić, skoro myślenie to zawodziło już w prostym w porównaniu z naszym światem, świecie epoki napoleońskiej..? Jak u (importowanego z Holandii) napoleońskiego gubernatora Litwy, który zapomniał (bo mu do głowy coś takiego nie przyszło…) posypać piaskiem stromego podjazdu między Wilnem i Trokami – przez co jego szef zostawił tam ostatnie, z takim trudem przyciągnięte z Moskwy armaty!?

Oczywiście istnieją sposoby radzenia sobie z chaosem i nieliniowością. Tutaj jednak – idąc za świetnym, Zajdlowskim opisem idiocenia biurokracji – pozwolę sobie na nutkę optymizmu: ci kretyni, którzy nami rządzą – nie są mentalnie zdolni do tak dużego wysiłku! Czego i sobie i Państwu na Nowy Rok – w dalszym ciągu życzę…

9 komentarzy:

  1. Zatem cieszę się, że między innymi "moje" cycki były dla Ciebie natchnieniem dla tego wpisu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra książka – dobry wpis :)

    Mam podobne przemyślenia, myślę jednak, że system zawali się pod własnym ciężarem, co obserwujemy zresztą obecnie.

    Czy autor czytał „Atlasa Zbuntowanego” Ayn Rand?

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Jacku, niech pan coś zrobi - nie mogę wchodzic na Pańską stronę, bo antywirusowy krzyczy, że "konia trojańskiego" znalazł !!!!
    Pozdr. Ania B.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam to samo, co Ania. Avast informuje, że znalazł trojana. Źródło: permakultura.net... i coś tam, coś tam. Tak sobie pomyślałam, że to nawet pasuje- permakultura do konia :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochani - żadnych koni trojańskich Wam tu nie instalowałem, mam dość normalnych, mimo ostatnich strat - niestety, nie mam pojęcia co zrobić w związku z tym, że się Wam taki komunikat pojawia. Mnie się nie pojawia. Zresztą - ja tu odpowiadam tylko za treść, stroną techniczną zajmuje się przecież blogger.com...

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak jak i u Riannon - źródłem jest PERMAKULTURA - zróbcie coś z nią !!! Pozdr Ania B.

    OdpowiedzUsuń
  7. No cóż, skoro tak, to odklejam Wojtka z blogrolla i listy linków. Mam nadzieję - że nie na długo..?

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki, panie Jacku, pomogło... Antywirusowy już nie dzwoni - mogę znów podczytywac bloga.... :-))
    Pozdr. dla Lepszej Połowy i kotów ;-)) Ania B.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...