sobota, 3 grudnia 2011

Grudniowe pastwisko

Aura łaskawa w tym roku. Toteż wybraliśmy się z Lepszą Połową na mały spacer po Wielkim Padoku - kiedyśmy już wszystkie niezbędne w sobotę zajęcia, jak to: wizyta na targu i w Pierdonce, sprzątanie pod wiatą, naprawienie szkód wyrządzonych wichurą, ocieplenie hydroforni i temu podobne - wykonali. Towarzyszyła nam Krystyna:
Krystyna chodzi ze mną co rano włączyć prąd lub, jeśli akurat to robię - obejść ogrodzenia po wypuszczeniu czterokopytnych po śniadaniu. Nie, żeby robiła to bezinteresownie - kociambry dostają swoje śniadanie zaraz po koniach - a, że ostatnio się to zepsuło, bo zacząłem wywozić choć po kilka taczek zaraz po wyrzuceniu koniowatych na padok, ignorując głośno burczące brzuchy kotowatych - to woli mnie pilnować. Na ogół zresztą, oba koćkodany zgodnie dzielą walizkę "Conina":
Trochę przymała - ale cóż: większych na pokład samolotów nie zabierają..!

Pastwisko tymczasem może i nieźle się prezentowało w promieniach zachodzącego słońca:
ale prawda jest taka, że zostało przystrzyżone niemal do gruntu - i regularnie zafajdane, z czego się zresztą, skądinąd, nawet i cieszę - fajna trawa będzie w przyszłym roku!
Najbardziej ufajdane pastwisko jest w ulubionym miejscu czterokopytnych, czyli w tzw. "lewej kieszeni":
Ale i tu - po sąsiedzku - Lepsza Połowa wypatrzyła na Dzikim Zachodzie zakątek romantyczny:
Po sąsiedzku zaś... robi się siano!
To Radek, druh mój serdeczny, skosił wreszcie swój tzw. "perz" - na który cały wrzesień nawiewało mi stado, bo zielony był i pełen koniczyny!

A rok temu już od tygodnia leżało pół metra śniegu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...