środa, 2 listopada 2011

Depresja matrony


Do naszej Dalii wlkp przyjechał dziś Pan Doktor. Pan Doktor stwierdził lekko przyspieszone tętno i zmiany na błonach śluzowych wskazujące, wraz z obrzękiem na brzuchu, na zaburzenia krążenia. Kobyła dostała porcję FloryBoostu (i dostanie jeszcze trzy porcje przez trzy kolejne dni) na poprawę konsystencji kału – w tej chwili już: całkowicie płynnego i woniejącego intensywnie siarkowodorem, co jest spotykane u koni bardzo rzadko – przy przebiałkowaniu na przykład. A co dalej? Dalej będziemy obserwować.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że kobyła ma po prostu depresję. Objawy somatyczne to tylko skutek, a nie przyczyna. W każdym razie: koincydencja czasowa (chyba, że to przypadek, a ja po prostu nie zaobserwowałem innego ważkiego czynnika?) na to by wskazywała.

Miesiąc temu w ciągu tygodnia padł Gluś i odszedł Melon, obaje wierne Wielkiego Strasznego Zwierza podnóżki, kapciuszki i przyjacielki. W efekcie, została całkiem bez podnóżka, kapciuszka i przyjacielka. Owszem – Buba przejawia czasem skłonność do podążania za Dalią jako jej wierna akolitka, ale ta wierność bywa dość ograniczona, są w końcu takie sprawy końskie, które się tylko między tekińcami dzieją i wierność wiernością, a profanom nic do nich. Owszem – Neptun od czasu do czasu przejawia skłonność do oddania się pod Wysoką Opiekę, ale skłonność ta kończy się w porze posiłku: za dodatkowy gryz owsa, przegoniłby Wysoką Opiekunkę bez mrugnięcia rzęsą! Tak więc: żadnego podnóżka, kapciuszka i przyjacielka nie ma. Po raz pierwszy od… 15 lat? Ma prawo kobyła do depresji? No ma prawo, nie można zaprzeczyć…

Od miesiąc też narastają problemy trawienne. Zrazu to był po prostu miękki kał, z czasem przyjmował coraz to mniej stałą konsystencję i teraz leje się z niej strumieniem jak z krowy. Śmierdząc przy tym zupełnie nie jak od konia: kobyła trawi samą siebie, stąd tyle siarkowodoru, który jest efektem ubocznym trawienia białka. Widoczny stał się w ostatnich dnia wyraźny ubytek masy, zwłaszcza mięśniowej. Pan Doktor ocenił ogólny stan kondycji konia jako „dobry“. Dla mnie, Dalia wygląda w tej chwili tragicznie: odkąd ją znam, a znam ją od lat… 15? – nigdy nie było możliwości zobaczyć jak pod skórą rysują się jej żebra czy kręgosłup! A teraz żebra i kręgosłup widać! Przy czym, nie jest to biegunka w ścisłym tego słowa znaczeniu, bo kobyła wcale nie defekuje częściej czy więcej niż zwykle to robiła i niż robią to inne konie: defekuje po prostu na rzadko. Czemu towarzyszy pomieniona wcześniej woń i nieustanne, rozgłośne bulgotanie w kiszkach – a także obfite wiatry, o równie jak kał zabójczej woni. Objawy te przy tym nasilały się bardzo powoli, niemal niedostrzegalnie – dopiero wczoraj osiągając takie nasilenie, które powyżej opisałem.

Dwa tygodnie temu pojawił się – nagle i bez żadnych wcześniejszych, dostrzegalnych objawów ostrzegawczych – obrzęk zastoinowy na brzuchu. Obrzęk nie zwiększa się, a może nawet kapkę się zmniejszył od tamtego czasu.

Poza tym, kobyła robi wszystko to, co inne konie i co wcześniej robiła: żre, snuje się po pastwisku, nawiewa na Ukochaną Łączkę nad Kanałkiem, przegania lub daje się przeganiać – tyle, że o ćwierć tonu wolniej. Bez przekonania. Bez entuzjazmu. Zdarza się jej nie dojeść owsa. Co wcześniej z całą pewnością się jej nigdy nie przytrafiało!

Owszem, depresja to nie jest jedyna możliwość. Być może zbieramy owoce tego, że nie udało się odrobaczyć stada przed zmianą pastwisk w lipcu. Co Pan Doktor też i sugerował – ale odrobaczanie koni w tej chwili nie ma sensu, chciałbym je na Wielkim Padoku potrzymać do śniegu, czyli pewnie jeszcze jakieś trzy, może cztery tygodnie – i dopiero potem odrobaczyć. Po co miałbym je wcześniej pozbawiać tej zwiędłej trawy i ziół, które sobie skubią?

Tak, czy inaczej – nie bardzo wiem, co mógłbym zrobić z głową naszego Zwierza. Od soboty ganiam ją po okręgu, a wczoraj nawet wsiadłem na stępa – w nadziei, że to ją trochę oderwie od ponurych widać rozmyślań. Wszystkie konie dostają teraz codziennie dodatkowo marchewkę, żeby łyknęły witamin. Już za tydzień zapewne nasze późno zbierane, więc bogatsze we włókna i popiół niż w cukier i białko siano zostanie zastąpione przez kupne, lupszej jakości (skądinąd nasze siano NA PEWNO nie może być powodem biegunki u konia!). Słyszał ktoś o Prozacu dla koni..? A może powinienem jej po prostu wlać solidnego sznapsa – jak się czasem robi przy kolce?

12 komentarzy:

  1. Przepraszam że się wtrącę ale alkohol nie pomoże ani na depresję (to depresant), ani na trawienie - jak Pan ma za przeproszeniem sraczkę to ma Pan ochotę lufkę strzelić?
    a może by tak jaki mesz albo insze ziółka?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zawsze mam ochotę strzelić lufkę!

    Aczkolwiek faktycznie: podczas sensacji żołądkowych mam na to ochotę o wiele bardziej niż gdy mam "doła" - a wódka z pieprzem to tradycyjny, uznany od wieków lek na takie dolegliwości, podczas gdy z "dołem" trzeba sobie, wcześniej czy później, poradzić także na trzeźwo...

    Ziółka właśnie dostała, a mesz ma właściwości przeczyszczające (i przy okazji wyjaławia przewód pokarmowy...). Kora dębu byłaby dobra. Co prawda - już nam obgryzła dębczaka rosnącego na padoku. Sama z siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogę podać jedynie znane mi sposoby na odczynianie z konia złego uroku. Bo Podlasiacy na pewno zaczęliby od tego. Opowiadano mi o tym kilka razy, podając przykłady. Nikt złym okiem nie spojrzał aby?
    Pozdrawiam
    Ewa S.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Ewo,

    Jeszcze pół roku temu odpowiedziałbym, że kto by na Zwierza złym okiem spojrzał, na tego i Zwierz by miło nie patrzył - ale teraz to już niczego nie jestem pewien...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedyś na pięknej ciepłej wyspie na południu zeżarłem coś przypadkowego i zaczęło mulić w żołądku

    myślę... myślę....

    jeśli coś wlazło do żołądka trzeba to dziadostwo zabić

    ćwiartka ciepłego ginu... gul gul....

    pomogło

    OdpowiedzUsuń
  6. aha, mimo swojego ostatniego szała na punkcie zdrowotno-ćwiczeniowym nie będę zaprzeczał, że...

    ...jak jestem w Pierdonce to zawsze, ale to zawsze, łakomie zerkam na tą butelkę Złotej Lochy..

    OdpowiedzUsuń
  7. Moze odrobaczanie faktycznie pomoze. Starsze konie zawsze ciezej znosza wszelakie inwazje tego typu. A siersc jej troszku nie zmatowiala przy okazji?

    OdpowiedzUsuń
  8. rozpoczynając kolejny offtop

    patrzę zazdrośnie na te zdjęcia na tym blogu już nie raz

    i podoba mi się takie "otoczenie biznesowe"

    ryje takie sympatyczne...

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam nadzieję, że pan doktor zaaplikował kobyłce solidną końską dawkę antybiotyku i sterydu. Sraczka to jest pikuś w porównaniu z obrzękiem spowodowanym problemami z krążeniem. Omal nie straciłam suki i łeb mi posiwiał, kiedy u nas coś takiego miało miejsce. Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Kamphora

    Sierść gruba, zimowa i (jeszcze) błyszcząca - i to jest na razie jedyne światełko w tunelu, wskazujące na to, że kobyła ma szansę z tego wyjść.

    @ Riannon

    Moim zdaniem akurat jak chodzi o jej krążenie to najlepszym, co zrobiliśmy, było zwerkowanie jej kopyt: koń ma pięć serc - jedno w piersi i cztery w kopytach właśnie... Na pewno jest jej teraz lżej - i nawet to, że schudła, to w kontekście wydolności sercowo - naczyniowej nie jest tak źle. W każdym razie: z tymi problemami koń może żyć długo. Z wyjałowionym układem pokarmowym i zaburzoną równowagą elektrolitów - bynajmniej!

    @ R - O

    Fajnie. Żebym ja tu tylko rzeczywiście jakiś "biznes" robił...

    OdpowiedzUsuń
  11. ja w moich okolicach z tych twoich koniowatych zrobiłbym biznes

    jazdy, dzieciaki, atrakcje, mini zoo, eko sreko

    no i zbyt na końską kupę też by się zrobilo

    (sorki, ja tak mam - lubię planować biznesy)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jacek obwies konie czerwonymi sznurkami a dookola domu cedeki coby zle oko mamuni wiecej szkody nie robilo. I zwierzat szkoda i Was. I przeczytaj wiedzma .com.pl Bialoleckiej

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...