sobota, 1 października 2011

Z pamiętnika czabana 2 - Babie Lato

Nie pisałem tak długo nie tyle przez pamięć Glusia (życie toczy się dalej, a Staruszkowi można co najwyżej pozazdrościć końca...) - co przez kładące plackiem na mordę zmęczenie. Oraz ponownie narastającą niepewność jutra - ale o tym na razie nie ma co krakać, zobaczymy co przyszły tydzień przyniesie...

Ogólnie rzecz biorąc: w naturze panuje babie lato
za dnia ciągle dość ciepło - na słońcu nawet upalnie, czabaniąc trzeba szukać schronienia w cieniu, inaczej gorąc uderza do głowy - noce już zimne, a ranki i wieczory: zimne i bardzo wilgotne. Nad Wielkim Padokiem dosłownie co kilka minut przelatują zwarte formacje gęsi - w sile od 7 sztuk (najmniejszy klucz jaki widziałem), do ponad setki (więcej jak do 80 nie zdążałem policzyć, a była to góra połowa klucza...).

Dzisiaj chciałem być dobry, osobliwie dla Frontiera i Melona, co by się najadły chłopaki trawy przed drogą i nie narzekały potem, że ich w Boskiej Woli głodzili - też pasłem stado od świtu aż do zmroku. Wygonił mnie z Dzikiego Zachodu chłód nadchodzącej nocy, od którego dostałem takiego kaszlu, że dopiero solidny łyk wódki podanej przez Lepszą Połowę go przerwał. W domu oczywiście - brak fazy. To było do przewidzenia. Przez cały tydzień trwały jakieś prace na zasilającej Boską Wolę linii średniego napięcia, prądu częściej nie było niż był - jak nic, coś zepsuli i dobrze będzie, jak przywrócą tę fazę w poniedziałek... Znakiem tego: kolację trzeba będzie przy latarce wydawać, bo zewnętrzne oświetlenie bez fazy - nie działa!

A konie i tak spier...ły przy powrocie do domu - szczęściem, pić im się już chciało i schronić w ciepełku pod wiatą, to niedaleko i łatwo wszyscy bez prowadzania na uwiązie wrócili na drogę cnoty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...