sobota, 29 października 2011

Upadek

Oczywiście: nawiały. Akurat w momencie gdy wróciliśmy z targu, a kilka minut potem przyjechał kowal - zdążyłem akurat zmienić garderobę i wiązałem sznurówki, gdy nadjechał. A tu towarzystwo nad kanałkiem, na gruszkach... W sumie: i tak były miłe, mogły tak się zaszyć, że bym ich dwie godziny szukał, a tak tylko z godzinnym opóźnieniem wszystko szczęśliwie się odbyło jako należy!

Ale nie dlatego zamieszczam - ze specjalną dedykacją dla Kolegi R-O - "Kuszenie Ewy":
jakkolwiek, bardziej kanoniczna jest chyba jednak ta wersja:
(Lepsza Połowa ma wątpliwości, czy aby na pewno trzeba tu było kogokolwiek do upadku kusić...).

Zanim bowiem jeszcze nasi milusińscy sprawili nam szabasowy prezent - jużeśmy zaliczyli prawdziwy upadek. Umarła nasza piła motorowa Stihl. Sympatyczny pan z serwisu w Warce po rozłożeniu jej na czynniki pierwsze stwierdził, że nie tylko cały silnik miał poluzowane śrubki (od czego przestał ssać paliwo) - ale i tłok się zatarł, co zresztą na nim wyraźnie widać. Nowy tłok z niezbędnymi dodatkami: 700 złotych. Nowa piła Stihl tej samej klasy (no, bez niektórych i tak niezbyt potrzebnych bajerów): 970 złotych. Nie ma sensu naprawiać zatem...

Co możemy zrobić? Po pierwsze - popytam jeszcze w innym serwisie, czy aby na pewno takich tłoków się nie szlifuje. Bo może jednak..? Po drugie - opcję zakupu na targu piły "bezmarkowej" za niespełna 200 złotych, po naradzie z Lepszą Połową jednak odrzucamy. Mieliśmy już do czynienia z taką piłą: matka Radka, druha mego serdecznego, dała się ongiś nabrać Cyganom i kupiła od nich taką (przepłacając zresztą dwukrotnie...) - wypróbowałem. I więcej nie chcę: nasz umierający Stihl miał więcej ikry niż to coś!

Po trzecie - jeśli nie uda się oszlifować tłoka, to w zasadzie wybór jest między Stihlem (lub innym produktem mimo wszystko "markowym") o tej samej mocy co nasza dotychczasowa zabawka - a produktem nieco chociaż silniejszym (byle prowadnica miała 35 cm, bo akurat mamy nową i szkoda, żeby się zmarnowała).

Z czego jednakowoż wychodzi, że kolejny miesiąc nie oddam żadnego długu - a może nawet przyjdzie zaciągnąć jakiś nowy bo wcale nie jestem pewien, czy uzbieramy na taki zakup... I to jest właśnie: upadek!

6 komentarzy:

  1. Widzac tytul bylam niemal przekonana iz czterokopytne cie katapultowalo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te cygańskie Stihle mają mechanizm przekładniowy z plastiku (plastikowe zębatki) dlatego się rozpadają. Tak się robi w małych pilarkach elektrycznych.
    Normalna piła z marketu "made in China" powinna mieć jednak mechanizm z metalu, więc trwałość będzie znacznie wyższa.
    P.S. Ja mam od 11lat Partnera, tnie tyle lat bez żadnej awarii, choć wtedy sporo kosztował.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trwałość tego mechanizmu może będzie dłuższa, ale innego zapewne nie. Nie daj się naciągnąć na szemrany sprzęt no-name. W takich warunkach, jak my funkcjonujemy piła to jeden z naszych "być, albo nie być". Niech sobie mieszczuchy do ogródków rekreacyjnych kupują chińczyki. Lepiej uciułać pieniążki lub pożyczyć, bo "chytry dwa razy traci". Po miesiącu szemranego zakupu, trzeba będzie kupić nowy, tym razem markowy. Jedna piła, a dwie piły do kupienia nawet, jak jedna tańsza, to znaczna różnica. Przynajmniej dla mnie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. wersja nr 1 to sztuka idealnie w moim guście :)

    miks węża z łasiczką też ciekawy dla fana SF

    Dziękuję za dedykację :D

    OdpowiedzUsuń
  5. W tym roku w dobrych cenach można kupić pilarki Oleo-Mac. Podstawowy model 2,1 KM za 650 złotych można dostać. Spokojnie dorównuje Stihlowi za 1000, a trwałością go przewyższa. Gwarancję dają na trzy lata. Jest to okazja, bo inne sprzęty tej marki są sporo droższe niż Stihl, Makita czy Husqvarna, a tanią pilarką chcą zaistnieć na rynku.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Anonimowy

    Wielkie dzięki, sprawdzimy ten trop!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...