poniedziałek, 24 października 2011

"Ogół" i inne nieszczęścia

Odwiedzili nas wczoraj (nareszcie!) nasi najbliżsi "konni" sąsiedzi. Narzekali bardzo na "ogół". Co to takiego? Zwyczaj, wedle którego po żniwach na rżyska wypuszczane są wszystkie krowy z całej wsi, które chodzą sobie swobodnie od rana do wieczora, bez żadnych ogrodzeń ograniczających ich ruchy.

Ten zwyczaj z całą pewnością wywodzi się z czasów trójpolówki. Raz, że wówczas granice między działkami mogły być płynne (w okresie ugorowania i tak wszystko jednakim "perzem" - jak tu ogólnie wszelką dziką roślinność nazywają - porastało, więc gdzie miedza była, to tylko mniej - więcej dało się wyznaczyć), a dwa - że w ten sposób nawet najbiedniejszy gospodarz, który np. stracił swoją krowinkę - mógł liczyć na odrobinę choć nawozu na swoim polu przed jesienną podorywką. Taki rodzaj "urawniłowki" - ale długofalowo: we wspólnym interesie, bo jak sąsiadowi wyjałowieje jego paseczek ziemi, to i na moim gorzej będzie się rodzić...

W tej chwili to jest żywa skamielina - ile w końcu na wsi krów nie jest jeszcze trzymanych non stop w chowie alkierzowym?

Sąsiadom w każdym razie "ogół" dał się we znaki, bo krowy wlazły im na pastwisko, a nienawykłe do takiego widoku konie spłoszyły się, zdemolowały ogrodzenie (oni mają solidne ogrodzenie z desek, nie to co my...) - i poooszły w siną dal... Na szczęście: nikomu nic się nie stało koniec końców.

Tak, czy inaczej, wizytę sąsiadów wspominamy bardzo miło i już się zbieramy z siłami na rewizytę - ambitnie planujemy pojechać do nich wierzchem...

Za to dzisiaj - seria nieszczęść. Zaspałem całe pół godziny. Skoro zaś zaspałem i przy śniadaniu już świtało, to wyrzuciłem Szacowne Stado na trawę i posprzątałem pod wiatą chcąc mieć potem więcej czasu - planowałem wyjechać około 9.00 do Warszawy i poakwizytować po weterynarzach (pierwszy raz akwizuję z towarem, w którego skuteczność i sensowność sam wierzę - ale to inna sprawa...). Przedtem pokusił mnie Dyabeł pomajsterkować przy naszym ogrzewaczu: wprawdzie już grzeje i nawet całkiem przyjemną daje ciepłą wodę - ale tylko pod prysznicem, w kuchni leci wyłącznie zimna. Ponieważ wydawało mi się, że może to być wina sposobu, w jaki był podłączony (za pośrednictwem dodatkowego zaworka, który zmniejszał strumień ciepłej wody) - wziąłem się za podłączanie nyplami i wężykami. Tragedia! Lało się z każdego gwintu jak z cebra. Aż korki nam wysadziło, a po wężykach iskry biegały. Co więcej - raz zdemontowane podłączenie istniejące poprzednio nie dało się skutecznie, tj. bez przecieku, zamontować z powrotem.

Popadłem w czarną rozpacz. Pojechałem w końcu do Radomia - gdzie nabyłem nowe podłączenie i parę dodatkowych uszczelek. W końcu, po pięciu godzinach homeryckich bojów - udało mi się to jakoś tak zaklajstrować, że nie cieknie, w każdym razie - nie w sposób rażący i widoczny. Ale ciepłej wody w kuchni dalej nie ma...
Tak to wyglądało przedtem. Teraz wygląda... inaczej? Ale w kuchni i tak tylko zimna woda...

No i oczywiście jechać do Warszawy nie było już sensu. Chciałem chociaż drew porżnąć, bo przez czabanienie we wrześniu mamy zapas na może dwa miesiące w tej chwili - ale nim dałem czterokopytnym obiad, zrobiła się 15.00 - i też już nie było sensu, zaraz będzie ciemno. A czterokopytne, jak na złość, pasły się grzecznie, to nawet nie miałem pretekstu, żeby je pod wiatą zamykać - trzeba je zatem będzie przed nastaniem ciemności jeszcze zebrać. Z Wielkiego Padoku, albo z miejsca, do którego w międzyczasie zawędrują (przez okno ich w tej chwili nie widać, więc wszystko być może...).

7 komentarzy:

  1. Co akwizujesz po weterynarzach? Temat mi bliski, pytam, bo może sama coś skorzystam. Uzwierzęcenie domu mam nadal spore :-) I trochę znajomych weterynarzy do ewentualnego wyakwizowania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przede wszystkim TerraQuant: niemiecko-izraelski wynalazek, który jest jednocześnie laserem (pulsacyjnym), generatorem pola magnetycznego, podczerwieni i światła widzialnego - do fizjoterapii, w tym: zwalczanie stanów bólowych, opuchlizn, ropni, gojenie ran. Do tej pory stosowane to było tylko u ludzi - ale nie mamy wielkich szans przepchać się przez NFZ tym bardziej, że nasze urządzenie jest dwa razy tańsze od najbliższego dostępnego na rynku odpowiednika - to i "wziątko" proporcjonalnie mniejsze. Stąd pomysł, żeby wyjść z tym do weterynarzy. Zainteresowanie nawet jest - zobaczymy, co z tego wyjdzie...

    Do kompletu mam szwedzkie buty dla personelu medycznego i ultradźwiękowy odstraszacz pcheł i kleszczy (no, tu się akurat sezon kończy, więc raczej zamówienia na przyszły rok zbieram...). Ale jak ktoś ma problem z hemoroidami, to też zapraszam, a jakże...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ukręćcie wspólny biznes handlowy zatem.

    Ja szukam specyfików po których mi biceps pójdzie kolejne trzy centy do przodu, ale z wątroby nie zrobi sita, tj. bez koksu i lekarstw dla krów...

    OdpowiedzUsuń
  4. @ R - O

    Zainteresuj się sproszkowanym korzeniem Lepidium meyenii Walpers. Da się to kupić w niektórych aptekach lub sklepach zielarskich. A jeśli chciałbyś większe ilość - wal jak w dym do kol. Maczety. W Buenos powinno to się dać na bazarze kupić!

    Uwaga! To nie jest żaden "cudowny środek". Jak bdziesz to żarł, ale nie będziesz ćwiczył - to po prostu utyjesz. Możliwe są też ataki bezsenności, nadpobudliwość i zakłócenia w pracy tarczycy. Ale to chyba rozumie się samo przez się - nieprawdaż..?

    OdpowiedzUsuń
  5. a wiesz, że popytam :)

    ostatnio na Kociewiu jest taka moda, że chłopak w sile wieku musi mieć tatutaż, biżuterię i być napakowany

    tatuażu nie zrobię, zegarek od biedy ujdzie, ale aż tak odstawać nie mogę :>

    OdpowiedzUsuń
  6. 1. Widzę, że masz przepływowy podgrzewacz wody. Nie lepszy byłby pojemnościowy+II taryfa+zegar (najtańszy za 15 zł)?
    2. Nareszcie. Sprzedajesz towar w skuteczność którego sam wierzysz. To wróży sukces.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. 1. Może i lepszy. Ale w taryfie C, a taką mamy i jeszcze dłuuugo mieć będziemy (musielibyśmy coś wybudować i odebrać, żeby to się zmieniło...) - to nie jest aż tak istotna różnica.
    2. Nie wierzę w mit, że sprzedawca musi wierzyć w towar, który sprzedaje.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...