piątek, 23 września 2011

Z pamiętnika czabana 1

Juhasowanie się nie podoba, hej! - To będę od tej pory czabanił. Jeden pies. Znaczy się - jeden koń, bo psa, prawda, nie mamy (i może lepiej, Dalia wlkp uwielbia bawić się pieskami - tylko one potem takie trochę zużyte są...).

Rano miałem farta o tyle, że Frontier dał nogę przez ogrodzenie zaraz przy wypuszczania - ale stado za nim nie poszło, tylko płot zdemolował. No to go uwiązałem do brzózki - i mogłem dzięki temu, zerkając tylko od czasu do czasu gdzie pasie się reszta, posprzątać pod wiatą i porąbać drewno. Popełniłem jednak błąd, bo puściłem ze stadem Glusia - i właśnie gdy prowadziłem już Frontiera do stada, wszystko co było do zrobienia przy domu zrobiwszy, stado było już w szkodzie, tj. na gruszkach (na szczęście - dzikich, to mam nadzieję, że nikt się nie przyczepi...) po sąsiedzku. W efekcie wszyscy wrócili pod wiatę.

Po południu dało się przez chwilę rozmarzyć i rozluźnić:
Nie tylko Buba się rozluźniła (ją zresztą właśnie dotknęła Wola Boża - co swoją drogą dowodzi, że niewykształcone te nasze kobyły - dzień coraz krótszy, a im jak się chciało seksu, tak dalej się chce - regularnie co trzy tygodnie... - widać książek o właściwym zachowaniu koni nie czytały!). Pan też. Wierna wierzchówka aż go musiała obudzić trącając nosem, bo przysnął w trawie:
W samą porę, bo zaraz potem Etatowy Rozbójnik rozpędził się i kłusem zaszarżował wprost na płot, oczywiście przerywając wszystkie sznurki. Na szczęście - dobiegłem, nim poszła za nim reszta stada. Wracając, bo złapać się za ogrodzeniem nie dał - rozerwał sznurki w tym samym miejscu jeszcze raz.

Frontier to naprawdę fajny koń. Rozpiera go ogromna siła życiowa, witalność - dzięki której nie widać jego dość istotnych fizycznych ułomności. Jednak sytuacja w której z radości życia koń celowo, świadomie i z premedytacją rozrywa ogrodzenie (rozerwać ogrodzenie zdaży się czasem i Maleństwu i Bubie - ot, pasą się obok, wystawią łeb za płot, naprą kłodą i sznurki pękają... ale to się dzieje - umówmy się - przypadkiem, a nie tak jawnie złośliwie i bez grama szacunku...) - nie może być tolerowana. Nie ma w tym nic zgoła śmiesznego.

Co miałem z nim zrobić? W końcu koń musi jeść, nie mogłem go już dłużej trzymać przy brzózce. Toteż resztę popołudnia pasł się na powrozie:
Miałem wielką ochotę napisać długi, filozoficzny tekst o państwie i prawie, na kanwie ostatnio założonego wątku na moim ulubionym historycznym forum. Darujcie jednak Państwo - jako czaban po prostu nie mam czasu, a teraz to już mi się tylko spać chce...

4 komentarze:

  1. No ładne zwierzątka, faktycznie :-) ...
    A czemu nie "komboj" po prostu ? Jakaś niechęc do hamerykanckich wzorców i zapożyczeń zza oceanu (coraz bardziej nachalnych) ?
    To już pytanie, dlaczego Państwo pieska nie posiadają w swoich zasobach, mogę sobie darowac...
    Za to następne pytanie ciśnie mi się na usta - jako "wścibskiej babie" - JAK wygląda piesek "zużyty" po zabawie z Dalią ?
    Nieustannie pozdrawiając - Ania B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. "kowboj" to od krów, a czaban może i konie wypasać (jeszcze mam w zapasie czikosza - choć jakoś Madziarem się nie czuję...).

    Zużytego pieska trzeba zakopać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednym słowem - coś na "cz"....
    A przy "zużytym piesku" - zeszłam śmiertelnie (jak mówi moja koleżanka-lekarka...)
    Boję się zapytac - JAK WIELE piesków zużyła Dalia...
    Proszę nie odpowiadac na to pytanie...
    Pozdrawiam kotowate.
    One nie mordują piesków :-)
    Dobrej nocy życząc - Ania B.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...