wtorek, 20 września 2011

Wielki łup Krystyny

Krystyna przyniosła nam dziś w prezencie bardzo ładne zwierzątko:
Przy pomocy cioci Wikipedii zidentyfikowaliśmy zwierzątko jako młodą łasicę:
Pod ścisłą ochroną. Kociambry konsumpcją zdobczy nie były zainteresowane:
Ciocia Wiki podaje, że we wczesnośredniowiecznej Europie łasice zajmowały miejsce kotów (skądinąd, miejsce kotów zajmowały wtedy - jako domowe zwierzątka tępiące gryzonie - także zaskrońce...). Podejrzewamy zatem mord na tle zazdrości: łasic chciał się wprowadzić do naszej chatki, a Krystyna temu zapobiegła...

Żeby nie było tak słitaśnie (choć czy o mordzie można pisać słitaśnie?): kolejny dzień pod znakiem łapania niesfornego stada - mimo, że pół dnia rozbudowywałem tylną ścianą Wielkiego Padoku. Już nawet sąsiedzi zaczynają się wkurzać. Skończyło się to w ten sposób, że po południu po prostu pasłem konie - siedząc z nimi póki były na trawie. Jeśli tak to ma wyglądać w przyszłości, to czarno to widzę - chyba, że Państwo P.T. Pensjonariusze zgodzą się na znaczną podwyżkę stawki, boż siedząc z końmi całymi dniami, niczym sensownym już się nie zajmę!

Co się dzieje? Oprócz tego, że ogrodzenie Wielkiego Padoku nie jest jakoś zamczyste (ale, Dalibóg, rok temu było jeszcze lżejsze, a konie nawiały nam przez cały sezon może trzy razy - z czego dwa przy okazji przeprowadzania w ręku spod wiaty - bo wtedy nie było przepędu!) i że u niektórych członków Szacownego Stada występuje trwały syndrom braku szacunku dla jakichkolwiek ogrodzeń - zidentyfikowałem trzy problemy:
a) Glusia dopadła demencja starcza. Zawsze był uparty i złośliwy (i za to go kochamy!). Teraz upodobał sobie świeżo wzeszłe zboże naszego sąsiada i lezie nań per fas et nefas.
b) Szacowne Stado zasmakowało w kukurydzy, której dwa nieskoszone pola są jeszcze w okolicy.
c) Drogą za Wielkim Padokiem dwa razy dziennie pędzone są krowy. Szacowne Stado pragnie podążać za krowami - co miałem okazję zaobserwować pasąc je dzisiaj.

Cóż zrobić? Będę dalej umacniał ogrodzenie, zwłaszcza tylnej ściany. Gluś na razie nie będzie wychodził na trawę razem ze stadem - jest co prawda bardzo nieszczęśliwy gdy zostawiamy go na Pierwszym Padoku i głośno daje temu wyraz, ale nic na to się nie da poradzić. Dopóki kukurydza nie zostanie skoszona, nie widzę też innej możliwości, jak tylko stały dozór nad ruchami stada - nie można ich spuścić z oczu. Na szczęście da się przy Wielkim Padoku pozyskiwać drewno na opał, czym planuję się zająć jutro.

Ogólnie jednak - jest to upadlające. I zaiste - nic się nie da poprawić szybko. Na razie sukcesem jest, że udało się nam zabezpieczyć przynajmniej ściany padoku zimowego (Lepsza Połowa nie wywiązała się z obietnicy obfocenia tej inwestycji - ale miejmy nadzieję, że jeszcze to zrobi: na razie jest pochmurno i szaro). Dzięki temu możemy przynajmniej spać w nocy nie martwiąc się, dokąd to Szacowne Stado właśnie wędruje. Teoretycznie możemy to zrobić także ze ścianami Pierwszego Padoku (przynajmniej tymi zewnętrznymi - od naszej piaszczystej drogi i od strony wsi: że i tak planowałem wybudować nowe ogrodzenie od strony pustyni i nawet zacząłem już gromadzić na ten cel słupki - pozostałe ściany nie mają znaczenia, są zresztą solidne...), choć wymaga to kosmicznych długości przedłużaczy i - jak szacuję - ok. 100 kg drutu 3,5 mm (na padok zimowy użyliśmy 37 kg - i trochę zostało).

Wielkiego Padoku w ten sposób ogrodzić się nie da. Jedyne co mi przychodzi do głowy to użycie cieńszego drutu (o wiele cieńszego) - który zamontujemy tak, aby dało się nim puścić prąd. Co też trochę potrwa - te ściany mają łącznie ciut ponad kilometr długości - na szybko mogę co najwyżej dowiesić jeszcze kilka belek i do czwartej sizalowej linki powieszonej dzisiaj, dodać ewentualnie piątą i szóstą. Obawiam się jednak, że Frontiera ani prąd, ani druty, ani nawet i dziesięć sizalowych linek - i tak nie zatrzymają...

Odnosząc się do komentarzy pod poprzednim postem (skoro już jestem przy głosie...): Saudyjczycy odkryli podobno i to, że ropa naftowa nigdy się nie skończy, bo wytwarza się spontanicznie w skorupie ziemskiej i nic nie ma wspólnego z żadnymi karbońskimi lasami. Na tym tle odkrycie jakichś (jakich konkretnie?) dowodów na hodowlę koni w okolicach rewolucji neolitycznej, w której - co wiemy na ogół dość dobrze - Półwysep Arabski akurat jakoś szczególnie nie przodoował - nie wygląda aż tak sensacyjnie, jak to Onet przedstawiał. Poczekamy - zobaczymy. Na razie nie ma tematu...

Aniu B.: ujawniłaś się, Twoja historia wydaje się ciekawa i życiowa, mam przy tym wrażenie, że potrafisz ją zajmująco opowiedzieć. W imię walki ze słitaśnością i nieuzasadnionym optymizmem, apeluję: zacznij blogować!

Pozdrawiam :-)

10 komentarzy:

  1. forach, nie dość że mądrze prawisz, to pochodzimy z podobnej okolicy, tylko ja przesiedlony w porywie serca na Mazowsze, próbowałem złamać swego rumaka, ale jak zjawiła się moja latośl na świecPanie Jacku obserwuję Cię w wielu miejcach w internecie, na różnych ie muszę spieniężyć nabyte hektary i odpłynąć na Pomorzę, na ziemię ojców. Nie chęc Cię załamywać, wprost przeciwnie, mój dziadek lat 76 w swoim życiu tyle końskich porodów odebrał, że włos na głowie stoi i mimo, iż to marna rasa jaką wyrywał z kobylej macicy, to on człek na skraju życia nie mając ani hektara włanej ziemi ( bo wszytko kiedyś przed lat 2o na swą zgubę przekazał) nadal po od 5 po 7 zależy od sezonu koni posiada (a porusza się on o kuli i prawie nie słyszy) ale ma do nich rękę i za nie kilkoro swoich wnuków na magistrów wyuczył, choć sam ledwo pisać umię. No coś dorastał w czasie wojny, a starszych braci najpierw Werhmacht z Pomorza porwał a potem PRL resztę ojcowizny za te 30 hektarów rozkułaczono. Zostały mu konie i pszczoły. O tym kiedyś nawet młodzieńczy wiersz do duszy dopuściłem, ale to nie ważne, teraz jestem już inny, ale Tobie z całego serca dopinguję, oby marzenia się spełnilły. Ja swój dom rodzinny rzuciłem wraz z żoną po 460 zasiłku starzowego na osłodę plus samochód i dom do utrzymania oraz wielkie długi po matcę żony, króra po długiej chorobie zmarła jak skończyliśmy studia. I jakoś udało się przetrwać. Chcesz usłyszeć naprawdę szczere rady, to powiem Ci tyle choć może bmieć to dziwnie, zakakująco - kupój trzodę chlewną zabijaj pokątnie, zamrażaj, wędź, rób alkohol z tego co znajdziesz, przeranbiaj warzywa i owoce, siej, zbieraj i przechowój na własne potrzeby. Wiem, ze to brzmi momentalnie bardzo brutalnie, ale my tak musielieśmy robić. Owszem jestem jak mi się od ciebie znacznie młodzszy, ale studiowanie historii nauczyło mnie tego, że my nad Wiślą mamy silną motywację do przetrwania, do redukowania trudności, kiedyś pisałem o Heedegerze dokładającym do betoniarki w Polsce i niczym to mu nie umiejsza. I tak na marginesie Panie Jacku dla poprawy swojej kondycji finansowej niech Pan ze swoją wiedzą spróbuję zakotwiczyć się w administracji. W gminach i powiatach owszem jest ciężko jest dostać etat, ale proszę spobować, od siebie szepnę nie wiem na ile kompetentnie, Panie Jacku a iść do Radomia i zaciągnąć się do konnej policji euro 2012 coraz bliżej a za takie usługii w Wrszawie będą ciężkie pieniądzę płacić. Trza się Panie Jacku może zaciągnąć i wiek nie ma żadnego teraz tu znacznia, braki w resorcie takie, że z miłą chęcią kazdego przygarną, a że ktoś ma konie (z psami podobnie bo brędza się też w tym temacie zrobiła) to jak na Euro jak znalazł. Proszę albo do KWP z/s w Radomu albo w KGP. NIczego obiecywać nie mogę, ale panie Jacku jest okazja, grzech nie spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany.... W poście wystąpiłam, do tablicy wywołana zostałam... Bardzo dziękuję, że oceniona zostałam tak wysoko po dwóch komentarzach, ale jakoś przekonania nie mam, co do publicznych wystąpień - w niczym mi to nie pomoże, a jak się naczytam komentarzy, to deprecha pewna - od tzw.trolli aż gęsto na necie... Ale nic to, pogrzeję się w ciepełku kilku zaprzyjaźnionych blogów, jeśli pozwolą :-) Czasami najlepszym lekarstwem na własne kłopoty są cudze zmagania z losem... W których to zmaganiach (tych codziennych i tych całokształtowych ) nieodmiennie powodzenia życzę ! A Krystynę nagrodzic trzeba - jeśli mogę się wtrącic - łowna koteczka !!! Złoto-polsko-jesienne pozdrowienia od Ani B.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli stado (jak niestety się spodziewałam) z sąsiadami zaczyna poróżniać, bo w szkodę idzie. Źle się dzieje. Z sąsiadami, jak z rodziną na zdjęciu wcale nie wychodzi się najlepiej. A szkoda. Mam nadzieję, że uda się okiełznać nieparzystokopytne i utrzymać w granicach ich państewka, by nie robiły gromadnych wypadów na ziemie nieswoje.
    Kiedyś w jakiejś książce czytałam, że kiedy kot łowny, to głodny. Ale jakoś trudno mi w to uwierzyć, kiedy tak obserwuję koty blogowe i w zaprzyjaźnionym gospodarstwie. Jedzenia im nie brak, a i tak polują. A co upolują, to rzadko skonsumują, więc... może kiedyś tak było? Bo w książce rzecz się działa tuż po wojnie.
    A że łasicę...? No trudno. Kot nie wie, że coś takiego może być pod ochroną. Dało się, głupie, złapać, to się złapało i przydusiło. Naturalna selekcja i koniec.
    Mam nadzieję, że konie wreszcie zostaną ujarzmione w granicach swych włości, pilnowane przez prąd, a nie człowieka. W sumie można by pisać i tworzyć coś podczas wypasania, ale... chwila nieuwagi, zajęcia się inną rzeczą niż patrzenie na konie i... znów stado w kukurydzy... i tak źle, i tak niedobrze.
    I znów nasuwa się rzecz prosta - przydałaby się pomoc, niestety. Widać cztery ręce u Was, to za mało na taką gospodarkę. Może gdzieś kogoś znaleźć, kto by za możliwość jazdy wierzchem, za wikt i opierunek pomagał w obejściu? Ale to chyba dopiero na lato...

    OdpowiedzUsuń
  4. łał, rewelacyjna zdechła łasiczka, włożyłbym do słoja z octem i zostawił na pamiątkę - córka by się nie mogła nacieszyć takim papuśnym zwierzaczkiem

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Admin

    To się chyba nazywa "turpizm"...

    OdpowiedzUsuń
  6. jako doświadczony pastuch mogę polecić kilka akcesoriów - rower coby się zbytnio nie nabiegać, pies w miarę młody i chętny do biegania, kij dość długi żeby robić lepsze wrażenie na zwierzynie no i laptop bo jak trafi się na smakowite rośliny to można trochę popracować :-) pozdrowienia z Kresowej Zagrody A.

    OdpowiedzUsuń
  7. turpizm to by był jak by ona była rozpaćkana i nadgryziona przez koty

    a tak cała, puchata i ładna

    mógłbyś pokazywać trofeum mieszczuchom :)

    OdpowiedzUsuń
  8. paść kozy z laptopem :)

    muszę o tym patencie pamiętać, jeśli też zostanę wieśniakiem (takie mam plany)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mamy ani roweru, ani psa ani laptopa (pomijam kwestię zasięgu internetu - to nie podlaska metropolia, u nas jest prawdziwa, podwarszawska dzicz i nawet komórki nie zawsze działają, a co dopiero blueconnect - bez anteny wyrzuconej nad kalenicę dachu nie ma mowy o połączeniu). Reakcji nieparzystokopytnych na kij wolę nie sprawdzać!

    OdpowiedzUsuń
  10. kupcie sobie krótkofalówki z lepszą połową, jak będziesz pasł w pocie czoła stadko na drugim końcu posiadłości, będzie mogła do ciebie dryndnąć aby np. spytać "Kochanie, czy może przynieść ci kawkę...?"

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...