piątek, 2 września 2011

Umysł niewolący


Wiele napisano na temat umysłu zniewolonego. Poniekąd zresztą „umysł zniewolony“, jest też umysłem niewolącym – ponieważ przynajmniej samego siebie niewoli. Mnie jednak bardziej od tego rodzaju subtelności interesuje motywacja stojąca za tak upartym trzymaniem się utopijnego, oderwanego od rzeczywistości myślenia – z jakim spotkałem się ostatnio kilka razy chociażby na moich ulubionych forach internetowych.

Przykłady? Ależ proszę bardzo! Najważniejsza była chyba ta dyskusja – o emeryturach dla koni (o czym już zresztą pisałem). Potem, na forum historycy.org pojawił się wątek o zniszczonym dworku księstwa Druckich – Lubeckich oraz – po części zresztą już wykasowana przez moderację, bo też i rzeczy wołające o pomstę do Nieba tam były – dyskusja o zbrodniach rewolucji bolszewickiej. A już tylko humorystycznie, bo inaczej nie można tego potraktować – polecam Państwa uwadze dla dystrakcji i śmiechu – ten oto wątek na forum Świata Koni: jakie podatki płacić od pensjonatu dla koni?

Wywiad z panem Wojciechem Seńkówem w całości można przeczytać w najnowszym, wrześniowym numerze „Końskiego Targu“ (swoją drogą, ironią losu jest, że wierszówkę za ten wywiad – musiała się dość późnym wieczorem w środę zaksięgować, ostatni raz sprawdzałem około 17.00 i na koncie był jeszcze tylko debet – bank mi skonfiskował, więc: wygląda na to, że zrobiłem to za darmo… co, biorąc pod uwagę jak bardzo mój interlokutor psioczył na interesowność „profesjonalistów“, pozostawia mnie w nieutulonym żalu nie tylko dlatego, że ta konfiskata zaburza mi plan finansowy na najbliższy miesiąc, ale i ze względów, by tak rzec – wyższych, albowiem: „godzien jest robotnik zapłaty swojej“ – czyż nie..?), kilka smakowitych fragmentów oraz zakończenie, które już się w miesięczniku nie zmieściło, zacytowałem w przywołanym wątku na Re-Volcie. Nie będę zatem powtarzał tego tekstu tutaj po raz trzeci, myślę że jeśli kogoś z Państwa to interesuje, to łatwo do niego trafi. Inny wybór fragmentów przygotowałem też dla „Najwyższego Czasu!“ ale nie wiem, czy w okresie przedwyborczym taka duperela jak jakieś tam konie znajdzie dla siebie miejsce w tygodniku, było – nie było – politycznym? Na razie, w każdym razie – nie znalazła.

Nie ukrywam, że mam osobiste powody dla tak obsesyjnego poszukiwania mechanizmów działania „umysłu niewolącego“ – jak miałem lat 13 czy 14, też uległem „ukąszeniu heglowskiemu“ i wydawało mi się, że obracając paroma tautologiami i kilkoma talmudycznymi dystynkcjami pojęciowymi z Hegla, Marksa czy Lenina wyjętymi – posiadłem wszystkie rozumy i nie ma już dla mnie tajemnic na tym świecie. Z czego na szczęście dość szybko wyrosłem. Jazda konna mi w tym też pomogła – świat z perspektywy kulbaki wygląda tak atrakcyjnie, że tylko jakaś wyjątkowa ślepota mogłaby ulegnięciu jego urodzie przeszkodzić. W moim przypadku to uwiedzenie przez świat tu i teraz istniejący równało się też i akceptacji jego niewyczerpanej tajemnicy – do czego zresztą wieloletnia lektura Mistrza Lema też mnie zawczasu przygotowała. Jeśli zaś akceptuje się niewyczerpalność tajemnicy, to przecież nie można zarazem wierzyć ani w to, że kilka tautologii i kilka talmudycznych dystynkcji pojęciowych zaraz dają klucz do wszelkiej wszechwiedzy, ani też w to, że świat ten daje się człowiekowi przekształcać jak glina garncarzowi (jest to swoją drogą wspólny mit wszelkiej maści lewicowców i romantyków – i chyba na tym tle możliwe było takie dziwadło jak niemiecki ruch „rewolucjno - konserwatywny“ okresu międzywojennego?) – ani nawet w to, że w ogóle warto ten świat przekształcać? Piękniejszym się go w ten sposób – nie czyni. Oczywiście, jeśli mówimy o przekształceniach totalnych, rewolucyjnych, z góry zaplanowanych – bo w to, że mój fragment Boskiej Woli przekształciłem w piękniejszy niż był, to akurat wierzę: nie była to jednak zmiana rewolucyjna, a o tym, na ile staraliśmy się oboje wykorzystać przede wszystkim to, co już tu było i co samo wyrosło, choćby liczba drzew jakie tu zostawiliśmy, wbrew psioczeniom Radka, druha mego serdecznego, któremu to bardzo przeszkadzało w jeździe ciągnikiem – chyba świadczy?

Działaliśmy też oportunistycznie – przede wszystkim dlatego, że inaczej się po prostu nie dało: najpierw, choć mieliśmy kapitał, nie sposób było dlań znaleźć siły roboczej, bo nikomu tutaj nie chciało się pomóc nam w oczyszczaniu terenu – musieliśmy więc to zrobić sami, siłą rzeczy idąc na wiele kompromisów (z których teraz na ogół jesteśmy zadowoleni) – a potem skończył się nam kapitał i już tylko działania na małą skalę nam pozostały.

Oportunistycznie działa też i ewolucja – zawsze do końca wykorzystując cały potencjał istniejących rozwiązań, nim – ostateczną koniecznością przymuszona, w obliczu zagłady stojąc – nie zdobędzie się na innowację. A jednak, przy takim oportuniźmie i przy tak kurczowym trzymaniu się wypróbowanych form i technik – daje ewolucja tak wspaniałe bogactwo i tak wielką piękność żywego świata, do której człowiek przyczynił się swoją mozolną pracą ledwo owym ostatnim szlifem, ostatnim dotknięciem pędzla (skądinąd też dla obrazu całości niezbędnie koniecznym – wszak nie byłoby tu pastwisk mojego oportunistycznego „lasostepu“, tylko gęsta dąbrowa i nie pasłyby się tu takie konie, jakie się pasą, tylko co najwyżej jakieś tarpany – gdyby nie tysiące lat owej mozolnej pracy…).

Te właśnie obrazy: powolnego, tysiącami pokoleń i milionami odmian i gatunków liczonego oportunizmu ewolucji – bogactwa form, kształtów, kolorów i głosów jakie są tego cierpliwego oportunizmu dziełem – mozolnej, codziennej pracy bez żadnej porywającej wizji ostatecznego celu, która jednak obfitość form życia powiększa i bez niczyjej świadomej woli upiększa i kształtuje – wreszcie: naszej własnej, oportunistycznej pracy nad przekształceniem Boskiej Woli – to jest baza, na której opieram mój pogląd na świat. I teraz nie wiem: zali takie doświadczenie, jakie było naszym udziałem, jest wyjątkowe i dlatego udało się nam wyzwolić z niewoli utopijnych schematów i tautologii – czy zgoła przeciwnie: utopistom czegoś brak, ich życie jest w jakiś sposób niepełne, nie do końca wartościowe – że przy swoich wierzeniach nawet w wieku całkiem już dojrzałym, dalej trwają i wręcz stają się coraz zawziętsi..?

Zadziwia mnie to nieodmiennie, ponieważ mam dojmujące wrażenie, że ograniczając się do wąskiego, ideologicznie uzasadnionego poglądu na świat – amputujemy sobie ogromną większość piękności tego świata. Taka samo-amputacja jest zresztą bardzo łatwa. Umysł ma to do siebie, że szybuje wysoko i daleko – czasem bardzo daleko od ziemi – i łatwo wtedy wpaść w taki ciąg rozumowania, która do całkowicie utopijnych prowadzi wniosków. Mnie zawsze w takiej sytuacji ratuje zdrowy rozsądek Lepszej Połowy, która nie czekając ściąga mnie na twardy grunt rzeczywistości, czasem przy pomocy lodowatego prysznica. Najwyraźniej wielu ludzi szybuje tak sobie non stop i – wygląda na to – że w ogóle nie dostrzegają faktu, jak bardzo są oderwani i „równolegli“..?

A co Państwo o tym sądzicie?

Rosa zeszła, konie dalej grzecznie się pasą na widoku – idę posprzątać pod wiatą, potem będę musiał je na chwilę przerzucić na solidniej ogrodzony teren, bo przecież trzeba pojechać do Warki do serwisu z piłą, która jednak za nic nie chce odpalić (wczoraj, okazało się, serwis działał tylko do 12.00, a tak wcześnie – nie zdążyliśmy). Jeśli zbierze się Państwu na jakieś refleksje, to wieczorem chętnie o tym podyskutuję…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...