sobota, 10 września 2011

Straszny Dziadunio

Nie pisałem kilka dni z różnych przyczyn - ale wczoraj to głównie dlatego, że znowu koniowate dały nam w kość. Łącznie w ciągu doby przekroczyły gremialnie (w większym lub mniejszym gremium) granice wyznaczonej strefy zamkniętej cztery razy. Przy czym w zasadzie były to przekroczenia niedalekie, łagodne, bezpieczne - a że wczoraj rano, przy pierwszym z serii zdarzeń, ganiałem za nimi przez dwie godziny to tylko dlatego, że zamiast uwierzyć własnym oczom i iść po śladach, zapytałem stojącego przy drodze staruszka, dokądże to konie pobiegły. Oczywiście - pokazał mi kierunek dokładnie przeciwny rzeczywistemu - na szczęście potem dobrzy ludzie sprowadzili mnie ze złego tropu...

Nie byłoby problemu gdyby nie fakt, że nie skoszono jeszcze całej kukurydzy w okolicy. A jest na tyle wysoka, że można być o 20 m od koni, a jeśli są po przeciwnej stronie łanu kukurydzy - nie widać ich i nie słychać. I tak się można ganiać w kółko jak wilk i zając z kreskówi.

Męczące to, nudne już trochę i wręcz nieciekawe. W tej chwili stado stoi zamknięte na padoku zimowym - wyjdzie na Wielki Padok jak wrócimy z targu i poprawię zniszczone zaraz po śniadaniu na znacznej długości ogrodzenie.

Okoliczności w jakich doszło do zniszczenia tego ogrodzenia pozwoliły przy tym rozwikłać zagadkę tak częstych ucieczek.

Otóż wykopałem ci ja stado na Wielki Padok zaraz po porannym owsie - wykopałem, bo lazły tam jak do rzeźni a nie jak na trawęę: ospale, sennie, leniwie (w ogóle całe stado jak jeden mąż to w tej chwili spasłe, tłuste, rozmamłane leniwce są!). W końcu jednak przelazły.

Zamykam ci ja (krakowiaczek jeden...) bramę i co widzę? Widzę jak nasz Gluś, w wieku bliżej nieznanym, ale około 30-tki, czyli jak na konia - Matuzalem - podchodzi do ogrodzenia i napiera z całej siły piersią. Ogrodzenie nie puszcza. To wycofuje się - i napiera na następne przęsło. I tak dalej, i tak dalej. Z robocią, mechaniczną, monotonną regularnością. Stawiając nogi rozważnie i powoli, jak na starca przystało.

Taki regularny, stały nacisk dobrych 450 kg Glusia swoje w końcu musiał zrobić: i kiedy tak stałem i patrzyłem skamieniały z niedowierzania - w końcu któraś kolejna linka puściła. Pobiegłem łapać zwierza i łatać ogrodzenie. Zawrócony i odprowadzony na środek padoku wrócił do przerwanej czynności dokładnie w tym miejscu, w którym go od niej oderwałem. Nie zdążyłem jednocześnie łatać ogrodzenia i łapać Glusia - przerwał w końcu za którymś kolejnym razem obie linki i raźnym, acz z lekka powłóczącym (jak na starca przystało) kłusem podążył w stronę wschodzącego nieopodal zboża, pożerać świeże kiełki.

Nim go przywróciłem cywilizacji, stado zauważyło co się dzieje - i płotu już nic nie mogło uratować.

Cóż: wzmocnię ogrodzenie na tym odcinku i będzie dobrze. Ale że w takim wieku koniowi takie psoty w głowie..?

3 komentarze:

  1. Wiem, że mogę zostać sponiewierana, ale napiszę... czy nie byłoby rozwiązaniem założyć "pastucha" zamiast jednej z linek? Nawet nie na stałe. Chodzi o to, żeby taki koń się przekonał, że nie warto rozbierać ogrodzenia, bo to szczypie i wcale nie jest przyjemne. Bo z tego, co czytam, to ucieczki stada są dość częste, żeby nie powiedzieć - ustawiczne.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego masz być sponiewierana? Oczywiście masz rację: tyle, że na zbudowanie działającego pastucha wokół tak wielkiego pastwiska po prostu nigdy jeszcze nie było nas stać. A sznurki mamy za darmo.

    W tej chwili zastanawiamy się nad ogrodzeniem na początek zimowego padoku (ale potem też reszty) drutem przepuszczonym przez środek słupków. Wszystko wskazuje na to, że w ciągu tygodnia - dwóch będziemy mogli już zabrać się za tę inwestycję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sponiewierana za takie herezje, jak sprawianie koniom bólu, poprzez właśnie takiego "pastucha". Z takim podejściem się już spotkałam i już po uszach za takie okrutne i niehumanitarne pomysły dostało :(
    A że trochę pieniędzy na to trzeba, to uświadomiłam sobie, kiedy zostało opisane, jak duże są te pastwiska, na których pasą się konie. Do tej pory, to ja sobie to to wyobrażałam tak, jak to pod miastem, w okolicznych wioskach konie trzymają na skrawkach zieleni, gdzie koń się nie nabiega, ale na "świeżym" powietrzu pobędzie tuż przy ruchliwej drodze na Racibórz.
    To trzymam kciuki, żeby się trafiło trochę pieniędzy i żeby można było zabezpieczyć pastwiska, coby koniom nic się nie stało przy którejś z kolejnych ucieczek/wycieczek. ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...