poniedziałek, 12 września 2011

Gość nr PL-014-2011-6185

Wyładowywałem drewno z przyczepy, kiedy nagle spostrzegłem, że ktoś mi się przygląda. Był to gołąb:
Nie ukrywam, że w pierwszej chwili pomyślałem - acha! Rosół przyleciał.

Ale potem zauważyłem, że ma na prawej łapie obrączkę z numerami jak w tytule wpisu. Jest skrajnie wyczerpany i ranny - na zdjęciu nie widać, ale brakuje mu trochę piór na piersi. Dałem mu wody i owsa. Wypił i zjadł. W tej chwili siedzi na strychu, gdzie sam wleciał. Jeśli rano będzie chciał odlecieć - to go wypuszczę oczywiście. Na razie musi być zamknięty, bo inaczej zajmą się nim dwie doświadczone, profesjonalne i bardzo zaaganażowane miłośniczki gołębi pocztowych: Krystyna i Sylwestra. Czego jednak wolałbym uniknąć. 

Stąd jeśli właściciel gołębia (a mam wrażenie, że nie mieszka daleko - skoro gołąb aż tak jest wyczerpany, to chyba u końca swojej podróży..?) czyta ten wpis, proszony jest o jak najszybszy kontakt. Jeśli w nocy nie będę odbierał telefonu - proszę o sms lub maila. Wypuszczę gołębia dopiero po sprawdzeniu poczty rano.

Jak stwierdziła Lepsza Połowa: takie przygody to tylko nam się zdarzają...

1 komentarz:

  1. Jeśli właściciel się nie odnajdzie, zawsze można oddać jakiemuś gołębiarzowi-amatorowi w Boskiej Woli: popatrzy i może przyjmie: mój ś.p. dziadek był właśnie takim gołębiarzem niezrzeszonym i łapanie "obcych" było jednym z ważnych elementów tego hobby.
    ~Jeremak

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...