niedziela, 11 września 2011

Aroniówka

Przy okazji prac leśnych kilka dni temu odkryłem zdziczałą aronię:
a Lepsza Połowa w ciągu tych kilku dni wyczarowała z jej nieco już przywiędłych owoców taki oto trunek, barwy szlachetnego burgunda:
że sparafrazuję znanego komentatora sportowego: szkoda, że Państwo nie czujecie tego smaku!

Obok znalazłem zresztą dorodne i obsypane owocami drzewo czeremchy:


Lepsza Połowa już się szykuje na kolejny błyskotliwy sukces (aroniówki będzie zresztą druga edycja, jak ktoś chce się załapać - musi do nas zawitać w ciągu najbliższego tygodnia, bo nie gwarantuję, że zdołamy się powstrzymać i zachować na zapas...).

Poza tym - po raz kolejny spędziłem upojne 6 godzin w rozprażonym samochodzie na giełdzie w Słomczynie. Czy z rezultatem? Okaże się w czwartek. Trzymajcie Państwo kciuki!

Za to na pewno - z przygodami. Paliwa mi zabrakło 200 metrów przed wjazdem do giełdy i musiałem zasuwać na stację benzynową i z powrotem, żeby ten dystans przejechać...

Mam też nieodparte wrażenie, że jakaś mafia rządzi giełdą. Za pierwszym razem - życzyłem sobie 6 tysięcy i byłem gotów sprzedać za 5. To wszyscy mi mówili, że Passaty "chodzą" po 4 tysiące (aczkolwiek Ojcu za ten konkretny egzemplarz dawano 7!). Jak obniżyłem cenę i życzę sobie 5, a gotów jestem sprzedać w ostateczności nawet i za 4,5 - to teraz wszyscy mówią, że maksymalna cena na taki samochód to 3 tysiące. Za chwilę się dowiem, że powinienem Wielce Szanownemu Nabywcy dopłacić za to, że chce mnie łaskawie uwolnić od tej maszyny..? Strata czasu ta giełda - i tyle. Ale co zrobić? Odzewu na ogłoszenie na otoMoto też nie ma absolutnie żadnego. A podobno - to jeden z najpopularniejszych modeli samochodów w Polsce..?

Po południu odwiedzili nas Przyjaciele z Warszawy, oddając swoje potomstwo w moje sadystyczne ręce. Po rozluźniającym wstępie:

mogłem zatem przymusić nieletnich do wystawiania pupy do słońca:

przy czym, nie wiem czy Państwu zauważyliście, ale w roli konia rekreacyjnego zadebiutował Wielki Straszny Zwierz (a właściwie: Zwierz Tak Tłusty, Że Nie Ma Już Sił Być Straszny!):

W której to roli Dalia wlkp sprawdziła się dobrze. Jakkolwiek - zastrzegam - nie zamierzm otwierać szkółki jeździeckiej. Nie mam uprawnień, a przede wszystkim - upodobania, a w najbliższej okolicy i tak nie ma rynku na tego rodzaju usługi - nie widzę zaś najmniejszego powodu, aby ktoś miał do nas tak, jak nasi Przyjaciele, z Warszawy dojeżdżać?

Potem jeszcze nisko lecący i bardzo hałaśliwy motolotniarz spłoszył nam stado i przed samą kolacją trzeba je było zbierać po krzakach, gdzie wlazły (nikomu nic się nie stało, a Maleństwo wręcz się rozochociło, bo jak siedzę i piszę tego krótkiego posta, dwa razy opuściła wyznaczoną strefę zamkniętą - na szczęście, za drugim razem odkryłem, jak to robi i przeciąłem jej tę drogę...).

Tak czy inaczej, jeszcze raz: Państwa zdrowie!

2 komentarze:

  1. Aronia jest zdrowa :)
    Zwłaszcza, że rośnie gdzieś w ostępach, a nie przy uczęszczanej drodze, gdzie jest napchana spalinami z "dziada pradziada".
    U nas czeremchy zatrzęsienie, ale zostaje dla szpaków. Bo kto, przy zdrowych zmysłach robiłby przetwory z owoców rosnących przy drodze, w centrum miasta? ;)
    Smacznego! I na zdrowie! Oby aroniówka i czeremchówka dobrze Wam posłużyła :)

    OdpowiedzUsuń
  2. co do czeremchy - polecam chwile diagnostyki - oprócz naszej rodzimej czeremchy, która ma owoce aromatyczne i idealne na nalewkę sporo jest również czeremchy amerykańskiej, dziczejącego przybysza którego owoce wg mnie są raczej bezsmakowe (trujące być nie powinny) więc na nalewkę już nie takie dobre

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...