poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Zaćmienie

Burze grzmiały wszędzie dookoła, ale na nas nie spadła ani kropla. Oczywiście: tym razem zdążyliśmy ściągnąć konie pod wiatę, gdy tylko na horyzoncie pokazały się pierwsze błyskawice. To oczywiste. Gdybyśmy nie zdążyli - na pewno zlałoby nas do suchej nitki!

Fakt, że nie spadła na nas ani kropla nie przeszkodził w dwugodzinnej (tym razem) przerwie w dostawie energii elektrycznej. To niemożliwe, żeby przy KAŻDEJ burzy drzewo spadało na linię, lub piorun trafiał w transformator - znakiem tego, ktoś nas po prostu odłącza gdy zbliża się front burzowy. Co jest racjonalną praktyką o tyle, że przy słabej fizycznie sieci, trochę zmniejsza ryzyko jej uszkodzenia (raz, że przewody bez napięcia nie wytwarzają pola elektromagnetycznego, które przyciąga pioruny - a dwa, że w razie przerwania linii, przewody bez napięcia się przynajmniej nie palą...) - ale, jeśli ktoś ciągle jeszczy żywi złudzenia o nieustannym i triumfalnym pochodzie postępu w XXI wieku, to winien się właśnie obudzić...
Trochę mi się wczoraj zrobiło słabo gdy przed Augustowem, już w drodze powrotnej znad Radomki Zbyszek oznajmił mi całkiem poważnie, że zrobiliśmy za dzień ponad 70 km. Buba ma obtarty grzbiet - i przynajmniej kilka dni wolnego. Pod koniec tygodnia, jeśli siły, czas i pogoda pozwolą, spróbujemy się przynajmniej wybrać do odnalezionej po drodze stajni z dwoma sympatycznymi wałachami - mamy do tych sąsiadów góra 7 km łatwej drogi, grzech byłoby nie pojechać.

Wycieczka była fajna, choć fajniejsza w tamtą stonę niż z powrotem. Widzieliśmy piękne miejsca, spotkaliśmy ciekawych ludzi - niczego nie sfotografowałem, więc w Epoce Obrazków, nie ma się czym Państwu chwalić. Dzisiaj, "dzień po", wszyscy troje, tj. Buba, Frontier i ja, próbujemy się jakoś wyleczyć z zakwasów.

Buba poleguje w piasku, a ja odkąd okazało się, że nie muszę dziś jechać do Warszawy - próbuję się nawodnić. Na różne sposoby.

Kłopot w tym, że dostawa piwa do naszego wiejskiego sklepiku będzie najwcześniej jutro. Bo - uważajcie Państwo - przedstawiciele browarów mają urlopy! No też mi coooo....

Gruda powoli się cofa. Pęciny Neptuna wyglądają już całkiem dobrze. W tej chwili najbardziej "zagrudzonym" koniem w stadzie jest Dalia wlkp, a po niej - chyba Melon, który zagrudził na obie prawe nogi. Wszyscy posmarowani, środki do walki z chorobą kończą się, ale jutro wyprawy do Warszawy nie uniknę, to spróbuję się w coś zaopatrzyć.

3 komentarze:

  1. Wyciśnij cytrynę - całą - do szklanki i wypij

    także ulży w zakwasach

    OdpowiedzUsuń
  2. @RO
    Myślę, że dla "specjalisty od ziółek" musiałbyś jakąś bardziej wymyślną miksturę przygotować, by efekt placebo zadziałał...

    OdpowiedzUsuń
  3. kiedy właśnie to proste działa najlepiej:

    1. wit C. pomaga
    2. kwas jakoś tak działa na organizm, że metabolizm przestawia się na zwalczanie tegoż kwasu - to jak szczepionka - w efekcie kwas mlekowy w mięśniach metabolizuje się szybciej

    patent od Pani rehabilitantki z miejscowego szpitala, ponoć najlepsza babeczka w mieście w tym fachu

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...