poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Test na fanatyzm

Szanowna Redakcja, skompilowawszy z dwóch wcześniej jej przesłanych tekstów jeden (który tym sposobem różni się nieco od wersji Państwu już z tego bloga znanej), na koniec zamieściła też i moją "Pochwałę pijaństwa". Przezornie dodając do tytułu słówko "humorystyczna" - co jednak nic a nic nie pomogło: jak widać, wśród Komentatorów aktywnych na stronie "Najwyższego Czasu!" łatwiej o sztywniaka, niż w niejednej kostnicy!

Co umacnie mnie w stanowczym postanowieniu nie chodzenia na wybory. Bardzo mi przykro: fanatyk jest fanatykiem. Lewicowy czy prawicowy - wszystko jedno.

Bezwzględnie i niezmiennie wolę "rządy łagodnych nepotów" (jakkolwiek niemiłościwie nam panujący nepoci nie są bynajmniej łagodni - co poniekąd może wynikać z faktu, że zbyt wiele mają gąb do podziału..?).

Jeśli ktokolwiek z Państwa, P.T. Czytelników spodziewa się po tym blogu moralnego rygoryzmu, moralizatorstwa czy umoralniania - to może się jedynie rozczarować. Zaiste, moralność nie jest moją ulubioną dyscypliną: zauważcie zresztą Państwo, że ja się przecież tak naprawdę zawodowo zajmuję hodowlą luksusowych koni. Luksusowych - podkreślam. Dla bogatych snobów i dla zakochanych w pięknie miłośników. Piękno i moralność to nie są bynajmniej wartości sprzężone, a nawet jakby - wprost przeciwnie... A że mi na razie niezbyt ta hodowla wychodzi? Nie od razu Kraków zbudowano!

Stąd zresztą nie powinniście się Państwo dziwić, że wszelki fanatyzm i wszelki moralny rygoryzm, moralizatorstwo czy umoralnianie wywołują u mnie reakcję alergiczną. Prawicowy fanatyzm, reprezentowany przez Komentatorów ze strony "Najwyższego Czasu!" - niezależnie od tego, czy jak w przypadku wcześniej opublikowanego materiału o pańszczyźnie, jest to fanatyzm "indywidualnej wolności" - czy też, jak w tym przypadku, fanatyzm "chrześcijańskiej ascezy i samoopanowania" - mam w dokładnie tym samym miejscu co anarchizm, komunizm, socjalizm i wszelkie w ogóle "izmy", jakie się tylko na ludzkie nieszczęście zmówiły, co by nam życie uprzykrzyć, usmutnić i usłać kłodami. Jakbyśmy sami sobie nie dość owych kłód pod nogi rzucali - i jeszcze koniecznie musi nam ktoś z zewnątrz, w patetycznej pozie Robespierre'a przebranego za "Istotę Najwyższą" stojąc - kolejne dokładać..?

Stosunek do prostych przyjemności życia - takich jak jedzenie, picie, dobre towarzystwo, śmiech i zabawa - to najprostszy test na fanatyzm. Fanatycy nie cierpią ludzi szczęśliwych! Bo sami są nieszczęśliwi i nie spoczną, póki wszystkich na swoją smutną modłę nie przerobią...

Ale mniejsza z tym. Na szczęście, nie musimy się tym przejmować - jak chodzi o Komentatorów ze strony "Najwyższego Czasu!" bynajmniej, albowiem szansa, że dadzą swoim fobiom i lękom ujście w praktyce, stając się kolejnym wcieleniem niemiłościwie nam panującego gosudarstwa - jest żadna. Niestety zaś: nic nas nie uchroni przed rządami takich właśnie, smutnych panów - niezależnie od tego bowiem, kto jakie kartki do urny wrzuci, to oni właśnie stanowią podstawową kadrę wszystkich (rządzących i nierządzących) partyj...

Chyba powinienem o tym dla "NCz!" napisać - nie sądzicie Państwo..?

Wracając zaś do naszych prostych przyjemności życia. Konie były dzisiaj grzeczne i zdyscyplinowane. Rano wszystkie zastałem na padoku, po właściwej stronie ogrodzenia. Przyszły na gwizdnięcie i z apetytem oraz w wielkim porządku zjadły śniadanie. Trochę trudniej było z wyrzuceniem ich z powrotem na Wielki Padok, bo chciały spać i nogi im się rozchodziły na boki, a w konsekwencji na boki rozchodziły się też i całe końskie osobowości, osobliwie: Frontier i Maleństwo, które musiałem, każde z osobna, za kantar zaprowadzić.

Ok. 11.00 wpuściliśmy je z powrotem pod wiatę: nam było duszno i gorąco, a co dopiero lepiej ofutrzonym czterokopytnym! Jakoż i napiły się do woli. Korzystając z okazji zrobiliśmy sobie mały spacer "do kamienia" na tekinkach - czysta przyjemność! Przed 13.00 trafiły wszystkie z powrotem na Wielki Padok - same chciały tam pójść.

Teraz stoją pod wiatą, bo na nas właśnie, dopiero co, powrót tam wymusiły, tłumnie okupując okolice frontowego wejścia. Przy okazji Frontier dostał swój zastrzyk, Neptun miał posmarowaną grudę, a reszcie - opatrzyliśmy świeże ślady po szczękach kolegów i koleżanek.

Na Wielkim Padoku został osamotniony Gluś, który opuszczenia pastwiska czynnie odmówił. Zostawiliśmy mu otwartą bramę. Jest wystarczająco dorosły, żeby samodzielnie przechodzić przez drogę! Jak będzie chciał się napić, czy soli polizać - sam przyjdzie.

Sprawa sprzedaży "Wunderbauma" - dalej nie rozstrzygnięta. Adres pod który mam dostarczyć samochód, ma mi być objawiony jutro między 10.00 a 11.00. Hmmm... Pozwolicie Państwo, że tak na wszelki wypadek, adres ów, jeśli go w ogóle otrzymam, oczywiście - tutaj zamieszczę? Będzie wiadomo, gdzie zacząć poszukiwania moich zwłok...

2 komentarze:

  1. Te Twoje teksty ostatnio są takie, ze trudno się z nimi nie zgodzić.

    Dyskusja w komentarzach NCz! rzeczywiście smutna. Mnie nie pociesza nawet, że o wegetarianizmie piszą...

    OdpowiedzUsuń
  2. No, ale np. ja nie piszę, aby w ogóle się nie napić.

    Ale przyznajcie, że bombanie za dużo i regularnie kończy się w jedyny możliwy sposób :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...