piątek, 5 sierpnia 2011

Pielgrzymkowo

Przepraszam Państwa P.T. Czytelników i Was, moi Wierni Pensjonariusze, za brak relacji na bieżąco - ale cały tydzień ciężko (i bez widocznych, pozytywnych rezultatów co najważniejsze, niestety...) pracowałem, wyjeżdżając z Boskiej Woli przed 6.00 rano (konie w związku z tym dostawały śniadanie o 5.00, albo i wcześniej...) i wracając późnym wieczorem. Gospodarstwem opiekowała się w tym czasie Lepsza Połowa, która też jest już w związku z tym na ostatnich nogach.

Podróż była to długa, męcząca, a miejscami też i sentymentalna. Na przykład wczoraj przejeżdżałem przez Rawkę, skąd kupiłem ongiś Dalię i Glusia i gdzie tak naprawdę zaczęła się nasza końska pasja - prawie 20 lat temu. Na tej niewinnie wyglądającej łączce podczas roztopów i wylewu rzeki Rawki topiliśmy się z Glusiem:

W tej chwili to by już chyba było niemożliwe. Okolica bardzo się zmieniła. Brzeg rzeki umocniony i podwyższony. Mnóstwo nowych domów. Jakoś nie tak, nie tak...

Dobrze jest może czasem dawnych wspomnień nie odświeżać..?

Miałem dla Państwa przygotować kilka wpisów i w ogóle, wiele rzeczy jeszcze planowałem dzisiaj zrobić - ale na dwie godziny utknąłem w korku między jednym rondem a drugim rondem, z kulminacją na moście przez Wisłę w Górze Kalwarii - i nic już dzisiaj sensownego nie zrobię. Słońce mnie kompletnie wyssało, nie mam siły palcem ruszyć...

Korek był skutkiem przemarszu pielgrzymki. Drohiczyńskiej. Niech tam więc - nie psioczę!

A najbardziej mnie rozbroił przyjaciel ze stolicy zastanawiając się, kiedyż to banki poluzują kredytowy gorset i wróci hossa na nieruchomości..? Może prorok. Ale zaiste dzisiaj - brzmiało to jak skecz Monty Pythona!

Ktoś z Państwa też ma takie problemy w życiu..? Jak to jest - takimi abstrakcjami się zajmować?

A może ktoś z Państwa wierzy w "samobójstwo" Andrzeja Leppera..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...