wtorek, 5 lipca 2011

Samoopanowanie kociewskie – czyli kazus Floriana Ceynowy


Kolega Racjonalne Oszczędzanie który, jak Państwo widzicie, służy mi ostatnio za główne źródło inspiracji, wspomniał wczoraj w komentarzu o samoopanowaniu moich kociewskich ziomków, w których się wżenił. Lepsza Połowa zażądała wobec tego, abym na dobranoc opowiedział o słynnych Kociewiakach. Nie jest to łatwe, bo nasz malutki, peryferyjny i zapomniany przez Boga i ludzi region jakoś szczególnie w sławy nie obfituje. Poza Wojciechem Cejrowskim, o którym jeszcze w konkluzji wspomnę – kojarzycie Państwo jakiegoś słynnego Kociewiaka..? No nie bardzo…

Coś tam jednak z zakamarków pamięci wygrzebałem – i jakoś mi się żadna z tych postaci z samoopanowaniem szczególnie nie kojarzy. No bo co my tu mamy – sięgając już nie tylko po Kociewiaków którzy się sami do swojej kociewskości publicznie, głośno i stale przyznają (taki jest jeden: Wojciech Cejrowski…)..?

Jest Bartłomiej Nowodworski, szlachcic z Tucholi, słynny w swoim czasie szaławiła, pojedynkowicz, za zabicie człowieka pod bokiem królewskim skazany na banicję, za czym kawaler maltański, zasłużony w walkach z Turkami, potem wrócon do kraju za przebaczeniem królewskim – uczestnik wojny z Moskwą i fundator słynnego liceum w Krakowie. Samoopanowanie..? Hmm…

Drugi, który mi się z odmętów pamięci wynurzył to Florian Ceynowa. Lekarz, działacz, po trosze etnograf i literat, ale głównie: komendant sławetnego ataku na Starogard, po którym aż dwie tablice pamiątkowe zostały – jedna w dawnym majątku Klonówka, skąd okołu stu spitych przez miejscowego dziedzica okowitą chłopów pod wodzą Ceynowy ruszyło na Starogard – i druga na resztkach miejskiej bramy przy której, po marszu na mrozie (działo się to w nocy z 21 na 22 lutego 1846 roku) wytrzeźwieli i dali nogę, zostawiając Ceynowę z dziedzicem na pastwę przechodzącego nieopodal pruskiego żandarma, który ich aresztował za antypaństwową postawę i wznoszenie wrogich okrzyków. Za co dostali czapę, której na skutek przewlekłości postępowania sądowego nie udało się wykonać – bo w międzyczasie wybuchła rewolucja w Berlinie i tłum Berlińczyków wszystkich „politycznych“ z Moabitu wypuścił. Po czym można już było zająć się pracą organiczną… Samoopanowanie?

Pamiętałem przy tym, że oficjalnie historia owego sławetnego ataku na Starogard – który jest niezmiernie celebrowany propagandowo, jako że jest to dokładnie JEDYNY akt powstańczy w całej odrozbiorowej historii całych dawnych Prus Królewskich – przedstawiana jest trochę górnolotniej niż ja to tu Państwu zapodałem. Zajrzałem zatem do Wikipedii, co by sprawdzić, jak to też oficjalnie się opisuje. No i opisuje się: taktownie przemilcza się stan upojenia chłopów, zamiast „dali nogę“ pisze się „rozproszyli się“, a przypadkowa obecność obchodzącego granice miasta bladym świtem żandarma przedstawiana jest jako stan gotowości całego pruskiego garnizonu w porę uprzedzonego o spodziewanym napadzie (owym garnizonem był wówczas pułk „huzarów śmierci“: obawiam się, że stu pijanych chłopów nie dałoby rady nawet dyżurującym w stajni wachmistrzom tego pułku niezależnie od tego, czy garnizon zostałby uprzedzony, czy nie – ale na to już spuśćmy litościwie zasłonę milczenia, jako że cały pomysł powstania jednocześnie we wszystkich trzech zaborach przeciw wszystkim trzem zaborcom mógł się zrodzić tylko i wyłącznie w głowie kompletnego wariata – więc że z tego wynikły wyłącznie kompromitujące wpadki w stylu serialu „Allo, allo“ czy innego „Jasia Fasoli“, albo tragedia w postaci Rabacji – to dziwić w żadnym razie nie może…). Ja tam opisuję jak mi starzy ludzie, z opowieści swoich dziadów sprawę znający mówili – i jeśli nie brzmi to patriotycznie czy pedagogicznie, to już nie moja wina. Zawsze można zwalić na pruską propagandę, której dziadowie moich informatorów ulegli, nieprawdaż..? W końcu świadków zdarzenia zbyt wielu nie było: chłopi nie mieli powodu się udziałem w tej imprezie chwalić, a bladym świtem zbyt wielu mieszkańców w oknach też być nie musiało, bo spali…

Nie to jest jednak najważniejsze. Najważniejsze jest to, że ledwo sobie hasło „Florian Ceynowa“ w Wikipedii otworzyłem – a co widzę..? Widzę w pierwszym zdaniu słowa: pierwszy kaszubski działacz społeczny i narodowy… Co się skądinąd może i zgadza, bo pan Ceynowa urodził się w Pucku. Ale epizod kociewski miał. Miał czy nie miał..? No z Wikipedii wynika że nie miał, a Starogard to też Kaszuby!

I bądź tu człowieku samoopanowany!!!

Niestety: wygląda na to, że tak naprawdę poza Wojciechem Cejrowskim który jako jedyny sam przy każdej okazji głośno, z naciskiem i konsekwentnie przyznaje się do kociewskości (choć tak, między nami mówiąc: urodził się w Elblągu – a w Osieku to co najwyżej wakacje spędzał w dzieciństwie…) – żadnych w ogóle sławnych Kociewiaków nie ma. A to dlatego, że gdyby nawet jakiś był – to przecież oficjalnie i tak będzie Kaszubem! Wrrr…!!!

Tak to niestety jest, gdy się leży na zadupiu polskości – bo nie da się ukryć, że dawne Prusy Królewskie to kompletne zadupie polskości, czego dowodzi okoliczność już wspomniana, że iście kabaretowy akt powstańczy pana Ceynowy jest naszym jedynym w tym sporcie dorobkiem: nawet Wielkopolanie i Ślązacy są pod tym względem o wiele od nas lepsi – a czyż można być prawdziwym Polakiem bez aktów powstańczych w zbiorowej biografii..? Leży się więc na tym zadupiu, robi za etnograficzną ciekawostkę i żywą skamielinę (to o Kaszubach mowa: wszak ich język jeszcze z czasów poprzedzających państwo polskie się wywodzi), tudzież za poczekalnię dla odpływających statkami do Szwecji i za plażę dla różnych urlopowiczów i urlopowiczek – to co się dziwić, że reszta kraju nic o nas nie wie? A skoro nic o nas nie wie – to utożsamia wszystko co pomorskie z Kaszubami właśnie…

I tu mała podpowiedź dla kolegi Racjonalnie Oszczędzającego. Zresztą – myślę, że on o tym już wie od jakiegoś czasu… Państwo może jednak nie wiedzą, to napiszę. Kociewiacy istotnie są od maleńkości ćwiczeni w samoopanowaniu. To taka nasza północna, mimo katolickiego wyznania zluteranizowana przez długie niemieckie sąsiedztwo, chłodna i racjonalna dusza. Płakać na pogrzebach na przykład – nie wypada. Ulegać emocjom – to też nie comme ile faut. Wszystko powinno być uładzone, wypośrodkowane, zaplanowane, wyczyszczone, ogrodzone i odmierzone. Równiuteńko..!

Ale jest bardzo prosty sposób na przetestowanie prawdziwej natury kociewskiej duszy – na zdarcie całej tej maski samoopanowania. Wystarczy zapytać przypadkowo napotkanego Kociewiaka: no co tam słychać kochanieńki na tych waszych Kaszubach..?

Ale uwaga! Najpierw należy wykupić ubezpieczenie zdrowotne obejmujące w szczególności pełen wachlarz usług dentystycznych. Bo będzie potrzebna proteza…

2 komentarze:

  1. "Kociewiacy istotnie są od maleńkości ćwiczeni w samoopanowaniu. To taka nasza północna, mimo katolickiego wyznania zluteranizowana przez długie niemieckie sąsiedztwo, chłodna i racjonalna dusza. Płakać na pogrzebach na przykład – nie wypada. Ulegać emocjom – to też nie comme ile faut.Kociewiacy istotnie są od maleńkości ćwiczeni w samoopanowaniu. To taka nasza północna, mimo katolickiego wyznania zluteranizowana przez długie niemieckie sąsiedztwo, chłodna i racjonalna dusza. Płakać na pogrzebach na przykład – nie wypada. Ulegać emocjom – to też nie comme ile faut."

    Wypisz wymaluj moja rodzina z Północy. Łącznie z tymi pogrzebami - to prawda.

    "Wszystko powinno być uładzone, wypośrodkowane, zaplanowane, wyczyszczone, ogrodzone i odmierzone. Równiuteńko..!"

    Opis psychiki mojej Kobiety. Krótko i zwięźle.

    OdpowiedzUsuń
  2. A to moja odpowiedź na Twój wczorajszy post oraz komentarz Wojtka - znów trochę za dużo jak na komentarz więc proszę:

    http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2011/07/alkohol-racjonalne-oszczedzanie-i.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...