niedziela, 3 lipca 2011

Pochwała pijaństwa 2


Im dłużej trwa szkocka pogoda: mżawka, porwisty momentami wiatr i nader umiarkowana temperatura – tym bardziej żałuję, że jeszcze się nie dorobiłem jednego z podstawowych udogodnień życia na wsi: własnej destylarni! Och, jakże słodko jest chociaż pomarzyć o świeżym, ciepłym jeszcze trunku… Zrozumieją mnie prawdziwi Kozacy!

Kolega doktor Darek Milewski podesłał mi ongiś smakowity fragment wspomnień Pawła z Aleppo z czasów powstania Chmielnickiego, który pozwolę sobie zacytować: Później podano na stół kubki i wódkę, którą zazwyczaj piją jeszcze gorącą. Przed hetmanem postawili w srebrnym kielichu wódkę wyższej jakości. Od siebie dodam, że prawo destylacji wódki i sprzedaży jej chłopom było jednym z głównych postulatów kolejnych powstań kozackich przeciw Rzeczypospolitej – i w tej materii, jako że godziło to w jedno z nielicznych gotówkowych źródeł szlacheckiej gospodarki (wprawdzie chłopi często długi w karczmie też robocizną spłacali – ale już Żyd arendarz musiał dziedzicowi dwa razy do roku, na św. Marcina i na św. Jerzego, miły grosz do dworu przynieść – a nie było o taki rarytas łatwo, oj nie było, na szerokiej Ukrainie!) – nigdy nie udało się osiągnąć porozumienia.

Niestety, chwilowo destylarki nie mamy gdzie wstawić. Ale w planach które kiedyś przecież wreszcie zrealizuję – zajmuje poczesne miejsce. W sporej kotłowni, którą sobie przy głównym budynku stajenno – mieszkalnym zaprojektowałem.

Kolega Racjonalne Oszczędzanie stwierdził, że picie wysokoprocentowych alkoholi jest niemęskie. Bóg z nim! Mnie tam ubytek testosteronu bynajmniej nie martwi. A po co mi to..?

Pomijając wszystko inne – zapytam filozoficznie: żyjemy po to, żeby kod genetyczny przekazywać dalszym pokoleniom, jako tegoż kodu chłopcy na posyłki, niewolnicy wręcz (akurat czytam po raz n-ty „Golema XIV“) – czy po to, żeby sobie trochę pożyć? Nikomu zdania w tej materii narzucać nie zamierzam. Ale mnie tam jakoś do betów, rozwrzeszczanych bachorów i innych tego rodzaju przyjemności jakoś nie ciągnie. Na Sicz też kobiety nie miały wstępu – ani np. do rzymskich obozów wojskowych (i stąd np. powstało takie miasto jak Kolonia – bo stojący tam przez kilka setek lat obozem nad Renem legioniści swoje pierwej nałożnice, a potem, gdy już im się pozwolono żenić przed emeryturą, żony musieli poza obozem trzymać, miasto dla nich budując nieopodal!). Co kto woli zatem: zupełną abstynencję atoli, mam za zjawisko co najmniej podejrzane. I Stanisław Antoni Poniatowski (ksywka „Stanisław August“) i Wojciech Jaruzelski – wiadomo! – trunkami gardzili i podobnie gardzili też szczerym naszym słowiańskim narodem, który przecież bez okazjonalnego przynajmniej sprowadzenia się do parteru – przeżyć w tym klimacie by en mass nie zdołał!

Bo do czego to podobne, że się 3 lipca człowiek budzi od tego, że mu rankiem zmarznięty kot próbuje z zimnym nosem pod pachę wleźć? Do czego to podobne, że starczy kilka taczek nawozu wywieźć spod wiaty, a jest się mokrym od stóp do głów – i nic nie schnie, co gorsza, bo wszędzie tak samo mokro? Nic sensownego nie da się zrobić. Nawet pisać za bardzo nie ma jak: rano trzęsłem się z zimna, a potem już po prostu nie miałem natchnienia. A tymczasem pisać trzeba – niestety. Przynajmniej jeden jeszcze artykuł dla „Końskiego Targu“ koniecznie muszę jutro rano wykończyć, inaczej nie przetrwamy następnego tygodnia – moja Ukochana Redakcja obiecała przejrzeć i zapłacić za urobek dostarczony, a bez tego zostało nam raptem 14 złotych i opary ropy w baku.

Ze szklaneczką pierdonkowego Golden Locha bodaj, o lepszym trunku nawet nie wspominając – jakże by teraz było łatwiej żyć..!

23 komentarze:

  1. No proszę! Tu się człowiek stara propagować umiar wśród narodu, a tu...

    pochwała pijaństwa!

    eeeh!

    OdpowiedzUsuń
  2. artur xxxxxx3 lipca 2011 17:17

    Tu jest Polska i tu się pije! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozwolę sobie wspomnieć, że własny destylat nie trzeba od razu pijać prosto z menzurki, ale można zrobić na jego bazie wspaniałe trunki. Ja osobiście cenię sobie likier jajeczny na bazie owocowych destylatów. Nawiasem mówiąc, im dłużej destylat poleży, tym jest smaczniejszy- przegryza się.
    Jak to w końcu jest z tymi destylarniami wg prawa? Można pędzić w stodółce na własny użytek, czy też nie, bo każdy mówi coś innego :-(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio kupowałem nalewkę dziurawcową na oficjalnym stoisku, na oficjalnym jarmarku - gospodarstwo agro Gromadka DLŚ.

    Procentowo coś koło spirytu. (30 kropli dziennie spijam + dorzucam sobie 2 kapsułki tribulusa = mój wiosenny rozruch sportowy)

    Wiec chyba jest legal, albo przynajmniej nieoficjalna przepustka dla gospodarstw agro, aby mendy tego nie ścigały.

    Wino i piwo swojskie jest na 100% legal.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Tu jest Polska i tu się pije!"

    artur - w tym problem, że nie tylko pije!

    W okolicach mojej pracy jest pub. Cienko szło więc wprowadzili dużo gastronomii. Więc teraz piją i źrą. Wcześniej tylko pili.

    Wynik taki, że cała okolica jest doszczętnie zarzygana w sobotę, niedzielę i poniedziałek rano - w tygodniu mniej.

    Widok haftającego na chodnik fagasa przestaje już szokować.

    Tak więc uściślając twoje powiedzonko:
    "Tu jest Polska i tu się pije - tu się rzyga jak kot!"

    OdpowiedzUsuń
  6. @ R-O

    Przeszkadzają Ci takie niewinne rozrywki bliźnich Twoich? Wolałbyś, żeby w wolnym czasie parali się - nie daj Panie Boże! - polityką..? Albo tworzyli Nowe, Jeszcze Lepsze Teorie Uszczęśliwienia Ludzkości? Jest tylłe straszych rzeczy, które może zrobić człowiek, że ohaftowanie czyjejś bramy - to dprawdy, nic takiego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jasne. Pod warunkiem, że to nie jest Twoja brama.

    Te niewinne rozrywki bliźnich są oczywiście uzupełniane "wyłudzeniami" gotówki, bójkami, lataniem z nożami, dewastacją czego się da.

    Zaśmiecanie to już nie wspominam. Polska norma.

    OdpowiedzUsuń
  8. ad Admin R-O- Oficjalnie nalewka dziurawcowa mogła być zrobiona na bazie spirytusu kupnego i tylko potraktowanego w gospodarstwie agro dziurawcem. Z drugiej strony istnieje taki portal bimberek.pl i tam się ludzie chwalą swoimi destylatami.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rainnon, nie zmienia to faktu, że alkohol był odsprzedawany bez banderoli.

    Myślę, że musi być jakaś furtka prawna dla gospodarstw, albo przynajmniej ciche przyzwolenie.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Racjonalne Oszczędzanie:

    Pewnie to drugie- u mnie (zapadła dziura na Mazurach) powszechnie wiadomo, u kogo można dostać takie domowe trunki. Nigdy nie słyszałem, żeby w okolicy został ktoś ukarany za coś takiego.

    @Boska Wola:

    Ja spróbowałbym warzyć piwo, ew. hodowli konopi indyjskiej- obie te używki dużo bardziej uspokajają, zdecydowanie bardziej niż wódka (przynajmniej mnie mocno pobudza). Ale co kto lubi.

    Woody_90

    OdpowiedzUsuń
  11. Wydaje mi się, że marycha bardziej lasuje mózg niż wódka.

    Z "narkotyków" wolę już to drugie.

    OdpowiedzUsuń
  12. artur xxxxxx3 lipca 2011 23:10

    @Racjonalne Oszczędzanie
    "Wydaje mi się, że marycha bardziej lasuje mózg niż wódka"
    W małych ilościach marihuana jest zdrowa, ale nie wolno tego mówić. Chętnie bym ją dla siebie hodował, gdyby nie fakt, że z pieskami mam od lat na pieńku.
    Co do pijaństwa, jeżeli pijący nikomu nie szkodzi, mi nie przeszkadza jego picie. Rzyganie po bramach jest niestety zachowaniem bydła, którego jest w naszym społeczeństwie kilka milionów.
    Nie sądzę żeby należało natomiast generalizować cały naród i potępiać ludzi, którzy potrafią się napić w barze i nie demolują potem miasta albo piją we własnych domach. Nawet jeżeli jest to więcej niż uważany przez Ciebie limit - 100ml, o czym napisałeś u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  13. OK. A jak wg ciebie postąpić z osobami które zarzygały mi moją własność, albo w inny sposób zdemolowały?

    OdpowiedzUsuń
  14. @Racjonalne Oszczędzanie:

    Wprost przeciwnie- to są mity. MJ jest wielokrotnie mniej szkodliwa niż wóda; nie jest toksyczna i nie uzależnia fizycznie. Jasne,że codzienne palenie jej w dużych ilościach jest szkodliwe- ale co by się stało z człowiekiem wypijającym codziennie pół litra?

    Woody_90

    OdpowiedzUsuń
  15. Chciałbym zauważyć, co pewnie Gospodarz zweryfikuje, że w "starej" kulturze słowiańskiem nietaktem było upijanie się i awantury. To przyszło później.
    Ja jestem za tym staro-staropolskim piciem.
    Sam sobie robię piwo, wino, z tego wina chcę destylować coś mocniejszego zeby starczyło na własne nalewki.
    Ale zgadzam się z RO - bo też mieszkałem obok pubu i miałem bramę. I co z tym zrobiłem - już tam nie mieszkam, bo nie da się walczyć z takim chamstwem a przyłączyć się też niezbyt mi odpowiadało

    OdpowiedzUsuń
  16. @RO

    Cóż za przyjemność jest w "umiarkowanym" piciu?

    Częste chodzenie na siłownie, a zwłąszcza robienie ćwiczeń aerobowych również obniża poziom testosteronu...

    @Jacek
    Taki ze mnie Kozak jak z koziej dupy waltornia, ale własna destylarnia to również coś o czymś marzę...

    OdpowiedzUsuń
  17. @WM
    Większa przyjemność w umiarkowanym piciu, niż w doprowadzeniu się do stanu podłego.

    Aerobów dużo nie robię - bo nie lubię. Jedynymi aerobami jakie lubię to "walka z cieniem" oraz rower (nie stacjonarny).

    Lubię po prostu czasami po staropolsku pomachać żelastwem. Dla zabawy bardziej niż dla zostania drugim Pudzianem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Moze rozdzielmy PICIE od UPICIA (jak słusznie zauważa RO). To 2 różne sprawy.
    I czekam z niecierpliwością na post omawiający te kwestie historycznie.

    OdpowiedzUsuń
  19. No ładnie, wpis o alkoholu i pijaństwie, i ile komentarzy od razu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Redukcja możliwości (po co żyjemy) do dwóch wariantów (przekazanie materiału genetycznego i "pożycie sobie") może dziwić. Pochwała picia alkoholu etylowego uzyskiwanego drogą pędzenia w stodółce dziwić nie powinna. W szeregu państw UE istnieje (ja znam 3 takie przykłady) prawna możliwość gospodarskiego wyrobu trunków pod warunkiem, że podpadają pod kategorię "miejscowy specjał" i nie są przekroczone wyznaczone kwoty (oscylujące w granicach rocznego spożycia na głowę). Większe ilości są też możliwe bez koncesji, trzeba jednak założyć skład celny i godzić się na banderolowanie.
    Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby nasze prawo znów kuśtykało za unijnym przy cichym przyzwoleniu na jego łamanie i obchodzenie. Na zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Parę słów więcej w nowym poście na moim blogu - trochę za dużo jak na zwykły komentarz.

    http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2011/07/skutki-picia-wodki.html

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam maleńką destylarnię, na bazie szybkowara i tych wszystkich rurek i rury do schładzania, zużywam owoce, stare marmolady, kompoty, nasączone cukrem paluchy sosnowe do zamieszania bazy, a potem przepędzenia. Doskonały trunek po odstaniu o smaku owoców, baza do szlachetnych nalewek, na ziołach, suszonych owocach, skórkach egzotycznych, do smakowania w zimowe wieczory, podniesienia nastroju w wieczór zimny i dżdżysty jak dziś, nie do upijania. Właśnie wiśniówkę na owocach i liściach nastawiłam i ziołową na mięcie, melisie i anyżku, bardzo łagodzi obyczaje, polecam i serdecznie pozdrawiam. Jeszcze w planie jest Benedyktynka, 27 ingrediencji i musi odstać w spiżarni do grudnia, o, i jeszcze krupnik, na miodzie z sąsiedzkiej pasieki i korzeniach zamorskich, pycha.

    OdpowiedzUsuń
  23. Maria, miejże litość i nie opisuj tych cudności.

    Ludzie po drugiej stronie ekranu siedzą i cierpią, nie będąc po Twojej stronie ekranu - z dala od tych cudności.

    (Może się nie uchlewam hektolitrami wódy, ale jestem łasuchem i łakomczuchem)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...