środa, 20 lipca 2011

Otto

Gdyby... Gdyby prasa przyjechał przedwczoraj o 12.00 jak byliśmy umówieni, a nie o 14.00... Gdyby przyjechała w ogóle wczoraj, a nie przyjechała bo nie mogła... To byśmy mieli siano. A tak - mamy 310 kostek suchego w Zaprzyjaźnionej Stodole, 168 pod wiatą (no dobrze: już 165 - bo 3 przez noc poooszły...) nie aż tak suchego, bo zmoczonego gwałtowną, ale bardzo krótką ulewą która - zgodnie z prognozą zresztą - przewaliła się nad nami punktualnie o 17.00 w poniedziałek. Wyglądały dobrze, rozpruliśmy kilka i wydaje się, że zmoczone zostały tylko po wierzchu (trawa była już przerośnięta, pełno w niej zdrewniałych łodyg kupkówki, po sprasowaniu wygląda bardziej jak słoma - ale też i dość spoista jest...) i w ciągu dnia wyschły. Nie odważyłem się ich jednak wozić do Zaprzyjaźnionej Stodoły, co by nie spowodować pożaru, a pod wiatą zmieściło się tyle, ile się zmieściło...

Resztą, czyli jeszcze jakimiś 120 - 130 kostkami ciągle leżącymi na Wielkim Padoku oraz trawą na wałkach - zajął się Otto. Czyli niż który właśnie nad nami szaleje. mniej - więcej od 3.00 nad ranem (Lepsza Połowa zbudzona gromami wyszła sprawdzić co porabiają czterokopytne, to znamy dokładną godzinę).

Mamy też, nie da się ukryć - zakwasy i pęcherze na dłoniach. Przewróciliśmy wczoraj widłami i grabiami, za sprawą Lepszej Połowy (ja bym, wobec tak niekorzystnej prognozy pewnie dał sobie spokój - a niesłusznie, wszak Otto zawsze jeszcze mógł skręcić na wschód i nas ominąć!), wszystko to, co leży na wałkach - i pod wieczór było już suche... 

Nie mamy za to pieniędzy, bo oczywiście kupiłem "na zapas" paliwo do Wendi i do ciągnika dla M. - którego to paliwa wobec tak niesprzyjających okoliczności przyrody, nawet nie udało się zużyć. A teraz jadę do Warszawy.

4 komentarze:

  1. I tak to z tym sianem jest :))) A to był dopiero pierwszy pokos, nie drugi? Bo już powoli zbliża się czas drugiego :DDDDDDDD
    Naprzewracało się w życiu siana grabiami, naprzewracało, oczesywało fury i zwoziło, a i nie raz zbierało się pogubione po zakrętach :))) a teraz wszystko zmechanizowane i zasznurkowane:( Ech, co za czasy :DDDDDDDDD
    Dobrze, że jeszcze u kogoś bąble na rękach są :DDDDDDD
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie za bardzo chciałabym do bąbli na rękach powrócić:-))) Dobrze, ze chociaż udało Wam się zebrać. Pogoda jest dziwna. Co najmniej. My powinniśmy jechać na ten przykład na zdjęcia. Trzydniowe. A tu pada co drugi dzień i umówić się nie sposób. Ja protestuję przeciwko takiej pogodzie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na zakwasy jest metoda:

    bierze się piwo i wciska do niego całą cytrynę

    puszcza

    sprawdzone w praktyce

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, ja nie w tym znaczeniu o bąblach :))) Po prostu sentymentalnie mi się zrobiło :)))))))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...