środa, 13 lipca 2011

Orlątko

Drodzy Czytelnicy!

Dłuższy tekst, filozoficzny - pisze się. Nie napisał się wczoraj, bom się oddawał sentymentalnym wspominkom w języku obcym. Nie napisał się dzisiaj, bom pracował, tylko dorywczo dorywając się do końputra w innym celu niż pisanie ofert lub "raportu dziennego".

A poza tym - żal mi się zrobiło tej kupki nieszczęścia, która siedziała przed bramą jednego z klientów:

Kupka chwiała się na tych wielkich łapach to w przód, to w tył, czasem prostując się na całą wysokość średniej wielkości gołębia, tyle że miejscami łysego (ale czy to gołąb, czy raczej pisklę jakiegoś większego ptoka - nie wiem i pozostawiam tę zagadkę Państwa osądowi...), czasem przykucając blisko ziemi...

Normalnie, wziąłbym to ze sobą, jeśli nie ratować, to chociaż ulżyć w cierpieniach. Ale... chodzę po ludziach (i po KURNIKACH!) - nie mogłem ryzykować, że jakąś nieznaną ptasią zarazę gdzieś przywlokę...

Zostawiłem więc kupkę nieszczęścia własnemu losowi - wskazując ją jednak na odchodnym klientowi, może się człowiek zlituje..?

1 komentarz:

  1. Jeśli chodzi o język polski to czyta się kolegę wyśmienicie - w angielskim odrobinę gorzej, i jakaś drobna korekta by się przydała - choćby automat z Worda, zielona korekta.

    Piszę bez docinek, taki fakt, a ten post można po przeczytaniu skasować.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...