piątek, 24 czerwca 2011

Prace i dnie

Kradnę tytuł Horacemu - ale bardziej niż zamiłowania do antyku, którego w nadmiarze bynajmniej nie posiadam, dowodzi to zmęczenia. Nie miałem po prostu lepszego pomysłu. Zmęczenie jest i fizyczne i psychiczne: jak to często już bywało, czekamy w napięciu na przelew, tym razem z zaskórniaków Lepszej Połowy - a przelewu jak na razie nie ma... A skoro jak na razie go nie ma, to go już zapewne przed poniedziałkiem nie będzie. Szykuje się dość głodny weekend (i trzeźwy!).

W dodatku, choć żadne straszne kataklizmy bynajmniej nas nie nawiedzały dzisiaj (ot, pokropiło trochę, jakby kto z chmury konewką polał - i pobłyskało, nie nazbyt blisko...), trzykronie już zabrakło nam dzisiaj prądu. Za każdym razem - przy włączonym komputerze, rzecz jasna (no bo czekamy na przelew przecież...). Co powodowało np. konieczność ponownego instalowania blueconnecta. Można się poczuć znużonym? Można. Tym bardziej, że to nie pierwszy raz. Od wiosny krótsze i dłuższe blackouty są coraz częstsze. A przecież zasilająca naszą wieś linia 15 kV była ledwo rok temu remontowana.

Melon z Frontierem i obiema cipsami wybrali się na zielony owies po sąsiedzku (jak w raz w czasie kolejnego blackout-u). Buba dała się złapać od razu, ale Maleństwo i obaj chłopcy poszaleli trochę: dopiero sprowadzając wszystkie pozostałe konie pod wiatę nakłoniliśmy je, by za przewodem Melona (który efektownie fiknął kozła - nic sobie nie robiąc - na zakręcie, a potem - też nic sobie nie robiąc - wpadł do jamy, tak bardzo ignorował przy tym w zaaferowaniu topografię terenu...) zechciały łaskawie dołączyć do towarzyszy na padoku. Można się poczuć znużonym? Można. Wprawdzie ucieczki koni są jednak rzadsze niż blackout-y: ale to i tak wkurzające, jak jedno z drugim i z trzecią uparcie odmawia współpracy, bezczelnie nie dając się złapać.,,

Oczekiwany - teraz już chyba raczej w poniedziałek - przelew z zaskórniaków Lepszej Połowy oczywiście niczego nie rozwiązuje jak chodzi o komornika, perspektywy i nadzieje na przyszłość. Tylko odsuwa w czasie głodową śmierć. Pewne nadzieje, a może nawet i perspektywy się co prawda pojawiły. Nie mogę jednak nie przyznać, że dręczy mnie niepokój, na ile te nadzieje, a może nawet i perspektywy są realne? Czy to aby nie kolejne złudzenie, jak wcześniej telewizory ze Słowacji (a tak naprawdę z Chin), które miałem sprzedawać, a ostatnio - ziółka? Można się od takich rozterek poczuć znużonym? Można. Szczególnie, że stan taki trwa już doprawdy zbyt długo...

Ostatnie dni były też dość intensywne fizycznie. Kiedy nie jeździłem od Warki do Białobrzeg i z powrotem poszukując przedsiębiorców, którym mógłbym sprzedać prąd - z braku możliwości przystąpienia do sianokosów, co tak naprawdę jest w tej chwili najważniejszym zadaniem do wykonania: rżnąłem drewno. Osiągnęliśmy dzięki temu ok. 30% zapasów koniecznych na zimę:
Dlaczego nie mam na razie możliwości przystąpienia do sianokosów? Bo nie mam i nie będę miał w najbliższym czasie kasy na to, żeby zapłacić za ścięcie i skostkowanie siana. Koniec i kropka. Jedyną możliwością jest dogadanie się z kimś, kto chciałby siana - on to wszystko zrobi, a efektem jego pracy podzielimy się pół na pół. Na razie na Wielkim Padoku czeka do podziału co najmniej 2000 kostek (w tym roku odczekaliśmy dłużej - i trawy jest więcej niż rok temu). Jak długo będzie czekać? Nie wiem. W sumie - wszyscy na razie siano mają, nieprawdaż - co innego, gdybym taką propozycję złożył na przykład w styczniu, albo w lutym..?

Dzisiaj za to opróżniliśmy przed południem Zaprzyjaźnioną Stodołę. Stare siano (niektóre jeszcze sprzed 3 lat...) oraz stare siano z seradeli, wywożąc m.in. pod wiatę:
Niestety, nie wszystko się zmieściło - a że spiętrzanie tego w kolejnych sekcjach wiaty patrzyłoby na jawną sprzeczność (bo gdzie wtedy złożę nowe siano, gdy już takie będzie - po zakończeniu sezonu pastwiskowego, czyli najdalej w końcu października..?). Jedna przyczepa zatem trafiła od razu na pustynię. Pocieszam się, że w ten sposób zaimportowaliśmy sporo bimasy która gnijąc poprawi żyzność naszej ziemi - i tej wersji będę się trzymał!

Oprócz biomasy dorobiłem się też w wyniku tych prac dzisiejszego dnia zakwasów w (zwłaszcza) lewym ramieniu - od wideł. Co wyjaśnia 50% mojego fizycznego zmęczenia. Drugie 50% to zasługa naszego słodkiego kociątka:
Tu akurat: kilka dni temu, uchwycona obiektywem Lepszej Połowy w trakcie pożerania ptaszka upolowanego przez... Krystynę oczywiście. Bo gdzieżby Sylwestra sama miała ptaszki łowić?

Koćkodanowi coś odbiło i przez całą minioną noc wskakiwała i wychodziła z chatki przez uchylone z uwagi na duchotę okno - biegając też z głośnym tupaniem, przewracaniem sprzętów i rozbebeszaniem kubła na śmieci. Efekt? Efekt jest taki, że w głowie obracają mi się z głośnym hukiem ciężkie żarna, mam kłopoty z koordynacją ruchów i nic mi się nie chce - po prostu się nie wyspałem.

A jeszcze wczoraj było tak pięknie! Niespodziewanie odwiedzili nas znajomi z Warszawy. Miałem przy tym okazję udowodnić czynem, że achałtekińce nadają się do rekreacji. Dowód? Bardzo proszę, jest dowód:

Można? Można. Trudne? Nietrudne. To o co chodzi..?

I z tym pytaniem Państwa zostawiając, idę dać zwierzakom kolację...

8 komentarzy:

  1. No niby można, ale dla konia to był chyba trudny dzień... :-)
    Jestem pod wrażeniem składziku drewna. Też jesteśmy na etapie robienia zapasów na zimę. Chyba nigdy tyle drewna nie mieliśmy na raz, może odstraszymy tym zimę.

    OdpowiedzUsuń
  2. A kim jest ta basetla na koniu? Przy okazji chcialem spytac jaki jest Pana zawod wyuczony bo rolnikiem jest Pan chyba hobbystycznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hezjodowi, na bogów, Hezjodowi!

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Iulius

    Who cares? Obaj są tak samo martwi... - a ja, jak się sam na wstępie przyznałem, do wielbicieli antyku się nie zaliczam... Pamiętałem, że na "H"..!

    @ Bobola

    Profesorze, pomiarkowania! Monika ma wprawdzie tak cudowne poczucie humoru, że mam nadzieję iż nie poczuje się dotknięta - ale jakżeż tak można..? Przecież chodzi raczej o to, jak zgodnie obie panie ze sobą współpracują, choć nie znały się wcześniej - z czego jasny płynie wniosek, że koń jest łatwy, miły i przyjemny w obsłudze...

    Przy tym - koń nie dźwigał ani grama więcej niż zwykle. Bezcielesnych sylfidów tu nie uświadczysz, ja się też do takowych nie zaliczam.

    Co do mojego zawodu: ukończyłem, oczywiście, stosunki międzynarodowe. Ale potem zrobiłem też podyplomowe studia rolnicze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieję, że ta sterta drewna nie stoi przy chatce, ale pod osobną wiatą.

    Jeśli przy chatce - to prosisz się o problemy (nieubłagane pójście z dymem w razie czego).

    OdpowiedzUsuń
  6. Aha, jeszcze jedno.

    Szanowny autorze - to oczywiście twój blog i twoje rządy - ale ja jestem zdania, że prostaków spod monopola, jak ten tutaj, obraźliwie wyrażających się o kobietach należy tępić bezwzględnie. W żadnym razie wdawać się z nimi w dyskusje.

    Kasować, banować, a jeśli koleś nie jest anonimowy i obraża naszą sympatię/przyjaciółkę obić ciulowi mordę, lub jeśli nie jesteśmy skorzy do bitki - przynajmniej zrobić tak koło pióra w towarzystwie - aby burak się więcej nie wychylił.

    Dziwię się Twojej łagodnej reakcji na komentarz tego śmiecia.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ R - O

    Sterta jest oczywiście przy chatce. Przy tym nie wiem doprawdy co za różnica - sfajczyć drewnianą chatkę - czy sfajczyć drewnianą chatkę z dodatkowym drewnem obok? Tym bardziej, że i w kozie, nawet po przesuszeniu, podpalenie tego nie jest takie proste. Od zapałki się nie zapali.

    A profesor Altenberger jest weredykiem nie tylko w stosunku do kobiet - co, swoją drogą, łączy go również z Moniką, gdyby się państwo poznali, pewnie by się i polubili...

    OdpowiedzUsuń
  8. Aha, rozumiem, kto się lubi ten się czubi.

    Co do chatki, jednak bez tej sterty drewna są jakieś większe szansę na jej uratowanie/dogaszenie.

    Kiedyś na blogu Riannon był taki fotoreportaż - jak się ładnie fajczy taki składzik razem z szopą.

    A prywatnie ja już takich składzików spod okapów domów itp. trochę w swoim życiu ludziom/znajomym wyperswadowałem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...