środa, 15 czerwca 2011

Nadzieja umiera ostatnia

Czekając na komornika wywiozłem dziś rano spod wiaty dwie taczki guana oraz porąbałem i ułożyłem narżnięte wczoraj drewno. Dało mi to moralną siłę na wytrzymanie drugiej części dnia, kiedy to pojechałem do Warszawy, gdzie spędziłem wiele wiele czasu, spotykając wielu wielu ludzi i rozmawiając o wielu wielu sprawach. Czy którakolwiek z tych wielu wielu spraw się zmaterializuje - to inna rzecz.

Byłem m.in. na spotkaniu rekrutacyjnym w jednej z topowych agencji head-hunterskich. Przez pomyłkę jak sądzę, bo moje CV, z pozycjami typu "prezenter sprzedaży bezpośredniej" czy "przedstawiciel handlowy", średnio do takich miejsc pasuje. Ale OK. Nadzieja umiera ostatnia - czemu miałem nie pójść, skoro prosili?

Jedno mnie tylko zastanawia - i dlatego piszę. Po raz kolejny na takim spotkaniu interview prowadziła panna która, gdybym nie był taki nieśmiały z natury, spokojnie mogłaby być moją córką. Rozumiem, że rozmowa przebiega wedle ściśle określonego schematu, jedynym zadaniem prowadzącej jest dobrze wyglądać, zadać we właściwej kolejności właściwe pytania i wiernie zanotować odpowiedzi. W sumie jednak - odczuwam w efekcie niedosyt niejaki. Bo czy ktoś, kto jest ode mnie o połowę młodszy i nie ma absolutnie żadnego doświadczenia życiowego, o zawodowym nie wspominając - jest w stanie wiarygodnie udawać, że ocenia moje kwalifikacje..? Przez co odnoszę dojmujące wrażenie, że tak naprawdę nikt owych kwalifikacji nie ocenia. Formularze formularzami, pytania pytaniami, a i tak robotę dostanie ten, kto miał był ją dostać, bo są z prezesem kumplami z podwórka, albo przynajmniej z orgietki w akademiku...

Poza tym, oddałem do użytku pierwszą podpisaną przez klienta (wow!) umowę na dostawę energii elektrycznej. I też się trochę zasromałem. Bo moje przybycie z podpisaną umową, lubo zapowiedziane, stało się sensacją, gromadząc przy jednym biurku całą firmę. Umowę przestudiowały po kolei trzy osoby, zresztą wszystkie niezmiernie sympatyczne. Takie jakoś odniosłem wrażenie, że często okazji do studiowania podpisanych umów nie mają... Oby było to mylne wrażenie! Bo jak znowu trafiłem do firmy - krzak, wiecznie na rozruchu płynnie przechodzącym w likwidację..?

To by w zasadzie było na tyle. W toku łatwej do przewidzenia nawalanki jaka się rozwinęła na ostatnich dwóch stronach jedynego w polskim internecie profesjonalnego wątku o koniach achałtekińskich, padło stwierdzenie, że ja tu Państwa P.T. Czytelników katuję opisami moich życiowych niepowodzeń. A potem jeszcze odreagowuję frustracje w owym wątku... No czy ja wiem..? Naprawdę Państwa katuję? Tylko szczerze proszę pisać, nie będę kasował... A już z tym odreagowywaniem, to chyba jednak przesada. W końcu my, osły, nie mamy warstw. Nasze lęki nosimy jak odzież wierzchnią. Skoro już Państwa skatowałem - po co mam jeszcze dodatkowo odreagowywać..?

Nadzieja umiera ostatnia. Taką też pociechę możemy z Lepszą Połową czerpać choćby z naszych roślinek, które się nam wcale darzą. Na zdjęciach kolejno:
Improwizowany gazon ze starych desek pod oknem chatki, obsadzony powojnikami, którym właśnie dzisiaj, pod moją nieobecność, pracowita Lepsza Połowa zapewniła gałązki do wspinania się.
Spirala ziołowa, popularnie zwana "skalniakiem", już w 100% obsadzona
Jeden z dwóch krzaków kiwi (pospolicie zwanych "Kiwaczkami"), które posadziliśmy wiosną w Lasku Centralnym.

Do fotografowania koni obiecuję przymusić Lepszą Połowę jak wyjdzie słońce. Na co, oczywiście - mam nadzieję!

7 komentarzy:

  1. Proszę pisać dalej : )

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę katujesz, ale jak ci to potrzebne ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam twojego bloga od ośmiu miesięcy i jakoś specjalnie katowany się nie czuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie ma znaczenia czy panienka od pierwszego etapu rekrutacji jest mloda czy stara czy to facet... po prostu oni nigdy nie byli i nie beda od oceniania kompetencji zawodowych konkretnych - bo niby jak?
    Nie wiem jak jest w Polsce ale w USA w branzach takich jak IT i eng ludzie z HR odwalaja tylko standard wejsciowy czyli robote papierowa, pytanie o ogolne warunki, dziury w Cv etc.
    Prawdziwa rozmowa na ktorej zapada decyzja o zatrudnieniu jest przperowadzana przez ludzi z ktorymi dana osoba bedzie pracowac oraz przez szefa dzialu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisz Kolego, pisz - ani specjalnie nie zrzędzisz, ani nie katujesz, ot. polska rzeczywistość.

    Może się komuś przyda.

    Sam odwaliłem kilkanaście podobnych postów, no, może z odrobinę lepszej pozycji pisząc - więc rozumiem.

    Powodzenia i do boju!

    OdpowiedzUsuń
  6. Katuj dalej!

    Jakoś da się wytrzymać.;)
    A w powodzi sztucznego, udawanego optymizmu połączonego ze szczękościskiem - to przyjemność połączona z ulgą. Dobrze, że wśśród tego całego plstiku są jeszcze prawdziwi ludzie z prawdziwymi sprawami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Katuj... Tratuj... Ja przebaczę wszystko Ci, jak bratu... Męcz mnie, dręcz mnie ,ręcznie...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...