wtorek, 28 czerwca 2011

Klapki na oczach

Tak się złożyło, zapewne przypadkiem, że ostatni numer „Najwyższego Czasu!“ (podwójny z uwagi na Boże Ciało i początek wakacji), zawierał aż dwa teksty dotykające problemu pańszczyzny w dawnej Polszcze. Waszego uniżonego sługi, oraz p. Jakuba Wozińskiego – będący właściwie przyczynkiem do intelektualnej biografii ojca Marcina Śmigleckiego (1564 – 1618), wybitnego uczonego jezuickiego, wykładowcy wileńskiej Akademii, rektora kolegiów w Pułtusku, Poznaniu i Kaliszu.

Jak Państwo, moi Wierni Czytelnicy doskonale wiecie, rzadko bywa tak, żebym przyznawał się do wiedzy pewnej i niepodważalnej na jakikolwiek temat.  Tu akurat jestem całkowicie pewien swego i stąd piszę bez fałszywego wstydu: p. Woziński mija się z prawdą, powtarza niczym nie poparte komunały i ulega wrażej, tj. marksistowskiej (a przynajmniej: ekonomistycznej..) propagandzie! Co do czego? Co do jednej tezy jaką stawia: jakoby przyczyną upadku I Rzeczypospolitej była, cytuję: szlachecka dyktatura ponosząca się na ogromnych połaciach Korony i Litwy. W jaki sposób owa szlachecka dyktatura miała była Rzeczpospolitą zgubić? Pan Woziński, dalej powtarzając niczym nie poparte komunały, a właściwie, po staropolsku, po sarmacku pisząc: łżąc jak pies – daje na to jakże prostą odpowiedź: Nasz kraj upadł, gdyż zamiast realizować zasady wolnego przepływu dóbr i usług zalecane m.in. przez Śmigleckiego, pogrążył się w matni ceł, społecznych ograniczeń i absurdalnych przepisów, zalecanych przez ludzi o konstrukcji umysłu przypominającej Gostomskiego.

Cóż – widać konstrukcja mojego umysłu też przypomina tego wyklinanego Gostomskiego (skądinąd autora zwyczajnego podręcznika gospodarstwa wiejskiego, Bóg wiedzieć raczy dlaczego, uważanego przez Autora za oczywistą metaforę państwa szlacheckiego) – bo ani słowa prawdy w tych tezach nie widzę.

Co więcej – w dwóch zdaniach jestem w stanie udowodnić, że mam rację i żaden nieuprzedzony Czytelnik, jeśli tylko logicznie myśli – nie ma prawa się z moim dowodem nie zgodzić.

Rzeczpospolita upadła jako państwo, ponieważ została trzykrotnie, w latach 1772, 1793 i 1795 przykrojona przez swoich sąsiadów – aż z tego przykrajania nic już nie zostało i tak skończył się jej byt. Czy którykolwiek z tych sąsiadów oferował swoim chłopom poddanym coś lepszego od szlacheckiej dyktatury..? Oferował..? Ktoś ma jakąś propozycję..? Tak wiem, Józef II planował przymusowe oczynszowanie chłopów w cesarstwie – była to kompletna utopia o czym, z prof. Pruskiego „Hodowlą zwierząt gospodarskich w Galicji 1772 – 1918“, a więc z podręcznikiem zootechniki, nie historii ekonomicznej czy politycznej w ręku – pisałem wieki temu. Mogło się to skończyć co najwyżej powszechnym głodem i bankructwem Austrii. Jakieś inne pomysły..? No tak, w pruskich dobrach państwowych oczynszowano chłopów… w roku 1807 – zdaje się, nieprawdaż..? Czyż nie było to już 12 lat po ostatecznym upadku Rzeczypospolitej..?

Czy w takim razie którykolwiek z zaborców oferował chłopom cośkolwiek lepszego od szlacheckiej dyktatury? Nie..? To gdzie tu niby jest różnica między nimi, a Rzecząpospolitą? Chyba w tym, że w Rzeczypospolitej nie można było chłopami handlować jak Murzynami – a można tak było robić w Rosji – i w tym, że w Rzeczypospolitej podmiotem stosunku między właścicielem ziemskim a chłopem był chłop – gospodarz, a nie cała „wspólnota wiejska“, zwana mirem – jak w Rosji.

Idźmy dalej więc. Może to matnia ceł pogrążyła Rzeczpospolitą..? No, na temat tych ceł to rzeczywiście wiele atramentu wylano. Skądinąd jednak – z pozycji zgoła całkiem przeciwnych tak drogiemu sercu pana Wozińskiego libertarianizmowi. Mianowicie: cła w Rzeczypospolitej były zdaniem wielu piszących na ten temat autorów za niskie. Nie zgadzam się z tą opinią, ale nie można jej po prostu pominąć milczeniem. Dlaczego wielu autorów tak właśnie twierdziło? Ano dlatego, że nasza szlachta wyznawała zasadę, iż o dobrobycie kraju świadczy taniość dóbr, jakie można w nim na rynku kupić. Całkiem, skądinąd przeciwnie niż dominująca obecnie w myśleniu rządów na całym świecie ekonomia popytowa – nieprawdaż?

Oczywiście: szlachcie chodziło przede wszystkim o dobra, które sama musiała kupować, a więc o wyroby rzemieślnicze. I dlatego – na papierze – nie tylko nie „chroniono“ handlu i rzemiosła cłami, ale wręcz przeciwnie – starano się, aby cudzoziemcy jak najwięcej jak najtańszych dóbr do Rzeczypospolitej przywozili i aby krajowi rzemieślnicy nie mogli swoich towarów sprzedawać inaczej niż tanio. Temu służyły np. tzw. „taksy wojewodzińskie“, o których zdaje się p. Woziński nie słyszał, skoro ich nie wspomina, choć to zaiste o pomstę do Nieba wołająca ingerencja w mechanizmy rynkowe: wojewoda bowiem, miał prawo ustalić zarządzeniem górny pułap cen na towary miejskie… Inna sprawa, że wojewodowie w praktyce korzystali z tego prawa nadzwyczaj rzadko i z reguły – jeśli to w ogóle robili – to w porozumieniu z zainteresowanymi cechami.

Jasne! Z punktu widzenia p. Wozińskiego zapewne sam fakt owego „porozumienia z cechami“ to zmowa, Świętym Prawom Rynku czyniąca wbrew. Pewnie. Ale swoją drogą gdzie indziej znaleźć przykład takiej „zmowy“, która ma na celu nie podwyższenie, a obniżenie cen..?

Żeby jak najwięcej, jak najtańszych dóbr na rynkach Rzeczpospolitej było, szlachta zakazała polskim kupcom wyjeżdżać zagranicę (co by niczego nie wywozili…) – a cła i tak płacili tylko mieszczańscy i żydowscy kupcy, bo samych siebie szlachta z cła generalnego jak raz zwolniła i owo zwolnienie aż do samego prawie końca trwało.

Tak samo była szlachta zwolniona od średniowiecznego jeszcze „prawa składu“ i każdy szlachcic mógł ze swoim towarem jeździć gdzie chciał i jak chciał przez nikogo nie niepokojony i nikomu się nie opłacając (za wyjątkiem zwyczajowych opłat mostowych i innych na konserwację dróg przeznaczonych). Z czego oczywiście korzystali głównie najwięksi, których na takie ekspedycje do Gdańska czy do Lwowa stać było…

Przyjmuje się też zwykle, że w wieku XVIII, a więc wtedy, gdy Rzeczpospolita już tylko wegetowała, żadnej właściwie polityki nie uprawiając, bo z podmiotu, stała się tej polityki przedmiotem – przynajmniej tym mogła się chlubić, że była największym podówczas „rajem podatkowym“, najmniej w całej Europie danin ze swoich poddanych wyciskając.

Polityka niskich cen była tedy konsekwentnie realizowana przez cały czas trwania szlacheckiej dyktatury. W tym miejscu wykraczam poza pewność, a wchodzę na grząski grunt hipotez, więc tylko podrzucę p. Wozińskiemu, a może komuś z Państwa, temat do przemyśleń: otóż w drugiej połowie XVII wieku, po totalnej katastrofie wojen szwedzkich, kozackich, moskiewskich, znów szwedzkich, tureckich, etc., etc., utraciwszy 1/3 ludności i szmat ziemi – Rzeczpospolita, jak to zwykle w takich okolicznościach bywa, przestała spłacać swoje zobowiązania. I jak to zwykle w takich okolicznościach bywa, skarb Rzeczypospolitej, chcąc sobie z nadmiarem długów poradzić (a sam tylko dług z tytułu nie zapłaconego wojskom żołdu pod koniec panowania Sobieskiego sięgnął 100 milionów ówczesnych złotych – sumy astronomicznej i właściwie niewyobrażalnej!), począł psuć monetę. Dokładając do srebra coraz to więcej cyny – i takie cynowe numizmaty „tynfami“ od aferzysty, dzierżawcy mennicy, który i osobiście na tym zarabiał, zwano.

Teoretycznie, jak to przy inflacji (coraz więcej środków płatniczych coraz gorszej jakości, a coraz mniej towarów – ilościowa teoria pieniądza się kłania!), ceny powinny poszybować pod Niebiosa. I co? I jakoś, uważajcie Waszmościowie – nie poszybowały! W stosunkach krajowych nie widać szczególnej różnicy siły nabywczej złotówki przed i tynfa po inflacji. Jak to było możliwe..? Nie wiem.

Wracając do głównego toku naszych rozważań: oczekiwałbym, że Jegomość pan Woziński po staropolsku wejdzie pod ławę i swoje łgarstwa odszczeka. Albowiem nie ma najmniejszego cienia dowodu na to, że upadek I Rzeczypospolitej był spowodowany jakimikolwiek czynnikami ekonomicznymi. Na odwrót – ów upadek tak, z całą pewnością – doprowadził do ekonomicznej ruiny i wpędził m.in. owo wyzyskiwane chłopstwo, nad którym tak się pan Woziński lituje – w stan pośredni między życiem a śmiercią, bo większej nędzy niż ta, która na polskiej wsi zapanowała po rozbiorach – zaiste trudno sobie wyobrazić.

Jeśli mogę sobie pozwolić na postawienie, znowu – poza głównym nurtem rozważań, które w zasadzie powyżej już zakończyłem – pewnej diagnozy, to tekst p. Wozińskiego, jakkolwiek cenny, bo przypominający o wielkiej z całą pewnością a niesłusznie zapomnianej postaci, z której każdy Polak może być dumny – klinicznym jest przykładem zaślepienia do którego prowadzi oddanie idei. Choćby i najszczytniejszej – bo czyż idea wolności nie jest ideą szczytną..? Jest, nie zamierzam się z tym sprzeczać! Człowiek oddany idei postrzega bowiem świat nie takim, jakim ten świat jest, lub był – tylko takim, jaki powinien być – w świetle szczytnych i najoczywiściej słusznych założeń, jakie z przyświecającej mu idei wynikają.

Oczywistym jest dla mnie i to, że Jegomość pan Woziński musi łgać – i że zapewne odszczekać swoich łgarstw nie zechce. A to dlatego, że Jego ideą naczelną jest „indywidualna wolność“ – jedno z tych egzotycznych zwierząt, których nie spotyka się nigdy w naturze, za to całymi tłumami szturmują one karty książek, czy ostatnio – internetowe witryny. Do tego samego rodzaju zwierząt należą rozmaite pegazy, smoki, bazyliszki, umowy społeczne, dobra ogólne i mniejsze zła. Piękne to wszystko, fascynujące i kolorowe – ale czyż świat realny nie jest jednak jeszcze piękniejszy, jeszcze bardziej fascynujący i nie ma aby jeszcze więcej kolorów..? Tylko trzeba zdjąć te klapki z oczu…

2 komentarze:

  1. Nie wiem, czy można było handlować chłopami, ale na pewno niezależnie od tego cyz można było czy też nie, handlowano nimi jak murzynami. Chłopi bywali sprzedawani jak zwykli niewolnicy (a przynajmniej w 18 wieku).

    OdpowiedzUsuń
  2. W zasadzie z osobnikiem, używającym obelg ("łże jak pies") nie ma sensu dyskutować. Niemniej - wyjątkowo - odniosę się do szkodliwego pomieszania skutku z przyczyną. Nieprawda, że "Rzeczpospolita upadła jako państwo, ponieważ została trzykrotnie... przykrojona przez swoich sąsiadów". Dokładnie na odwrót: I RP najpierw upadła jako państwo, potem stała się ofiarą rozbiorców. Rodakom ku przestrodze. Życzę zdrowia.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...