sobota, 25 czerwca 2011

Dzień zbieracza

Tydzień temu, błądząc z panem Zbyszkiem po lasach miądzy Warką a Łękawicą (a są tam wysokopienne, przeważnie sosnowe lasy) napotkaliśmy ludzi zbierających kurki. Usłyszawszy to, Lepsza Połowa nabrała ochoty na te smaczne grzyby, których w bliższej nas okolicy nie uświadczysz. Jadąc więc dziś na targ, skęrciliśmy pierwej do boru.

Kurków nie było. Że jednak nastrój był już zbieracki, po powrocie do domu wybraliśmy się przynajmniej na pobliskie śmieciowiska, pozbierać roślinki do przesadzenia:
Dzięki czemu Lepsza Połowa mogła uzupełnić braki w rabatkach spowodowane tajemniczym pomorem od którego drugi już rok nie wykiełkowała jej maciejka:

A skoro już wyciągnąłem aparat, to uwieczniłem też i nasz ogródek "konwencjonalny":
Lepsza Połowa uważa ogródek za porażkę - ale jest to nasze trzecie z kolei podejście do zakładania ogródka warzywnego - dwa poprzednie skończyły się na niczym (pierwsze) lub na prawie niczym (drugie). Stąd jak na razie jestem zadowolony. Pomidory bynajmniej się udały:
Obok, na części nawozu wywiezionego zimą, gdy kopny śnieg utrudniał dostarczenie go na pustynię, założyłem grządkę eksperymentalną. Pierwsze wyrosły dwie litewskie fasolki (z tuzina wsadzonych...):
Potem pojawił się Pierwszy Pyrek, który bardzo długo był samotny:
Potem dwa (z trzech przesadzonych z okolic hydroforni) chrzany:
Jakiś tydzień temu, po deszczu, na powierzchnię przebił się Drugi Pyrek:
Wczoraj zaś zauważyłem pod słomą nieśmiałe listki które dziś już z całą pewnością mogłem zidentyfikować jako Trzeciego Pyrka:
Generalnie, grządka eksperymentalna nie wyszła dużo lepiej od ogródka konwencjonalnego. Nie pokazał się ani jeden bób, nie ma śladu po szparagach, a i procent roślinek które wzeszły (przesadzonych chrzanów nie licząc), do imponujących nie należy:
Przy okazji cyknąłem jeszcze owada skaczącego (proszę samodzielnie odróżnić owada od tła!):
oraz, z przeciwnej strony skali wielkości - kupę biomasy czekającej na rozkład na naszej pustyni:
A teraz, odczekawszy godzinę od obiadu, co by się owies dobrze koniom w brzuchach ułożył - trzeba chyba będzie włożyć swój ciężki zad na grzbiet Starszej Pani. Znajomi z Warszawy chcieliby przyjeżdżać na wycieczki po Puszczy Stromieckiej - a tu, wstyd przyznać, poza Bubą nie ma ani jednego konia, na którego mógłbym kogokolwiek z czystym sumieniem wsadzić - bo nie pracują zwierzaki, taka jest prawda...

2 komentarze:

  1. Może trzeba dać więcej naturalnego nawozu?
    Przyjemnie się czyta Pan blog po angielsku:-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. no to w ogóle nieracjonalne i nieoszczędne aby taki koń nie pracował na siebie

    powinien bryczkę ciągnąć (peak-oil idzie w końcu), oraz agroturystów wozić, siodło na grzbiet i heja

    nie ma żarcia, zielonej trawki i luksusu za friko

    bez pracy się koniom w zadach poprzewraca

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...