czwartek, 5 maja 2011

Pochwała pijaństwa

Antyalkoholowa obsesja niemiłościwie nam panującego gosudartwa, a za tym – niewolniczo idących za „Panią Matką“ merdiów (jak zwykł pisywać pan Michalkiewicz) i równie niewolniczo za merdiami postępującej opinii publicznej – wygląda na iście diaboliczny spisek. Dzięki tej obsesji i dzięki powszechnemu potępieniu, jakie w konsekwencji wzbudza każdy, komu alkomat wykaże jakieś promile – władzy wolno więcej. Wolno np. spokojnego, nikomu nie wadzącego człowieka wsadzić do więzienia, pozbawić majątku (w postaci chociażby roweru…), a nawet rodziny – bo sądy „pijakom“ dzieci odbierają praktycznie z automatu, starczy że odnośna władza wniosek złoży.

Czy chodzi tu o dobro ludzi narażonych na agresję czy chociażby – spowodowaną przyjemnym szmerem alkoholu we krwi – nieuwagę pijanych..? A gdzież tam! O władzę chodzi i o nic więcej. Bardzo wiele leków ma co najmniej równie rozluźniające skutki jak jedno czy dwa piwka – a jeszcze nikomu za jazdę samochodem pod wpływem leków nie tylko samochodu, ale i prawa jazdy nie odebrano.

Zresztą, gdyby nawet nie tylko o władzę tu chodziło, ale też i o jakieś rzeczywiste „korzyści społeczne“ – to ja takiego zwierzęcia jak „dobro społeczne“ jeszcze w żadnym ZOO nie widziałem, a ograniczenie wolności i oczywistą samowolę każdy może sobie zobaczyć pod nosem, bo przykładów aż nadto.

Nie tak było przez wieki! Dawniej wodę pijał tylko ten, kogo na zacniejszy trunek nie było stać. I dobrze na tym uprzywilejowani wychodzili! Choćby dlatego, że nawet cienkie piwo, podawane do każdego posiłku np. w konwentach krzyżackich – musiało być przecież przeważone, a więc niezależnie od dość niewielkiej zawartości alkoholu, wzbogacało układ pokarmowy pijącego w o wiele mniejszą dawkę bakterii, niż „czysta“ woda.

Aż do samego prawie końca XIX wieku każdemu marynarzowi wydawano codziennie porcję grogu – przed bitwą lub w razie wyjątkowo trudnych manewrów: podwójną. I jakoś nie uważano, że stan lekkiego upojenia, jaki ta praktyka powodowała, skutkował jakimś zwiększeniem liczby wypadków (a trzeba się było na maszty wspinać…), czy obniżeniem sprawności.

Walka z pijaństwem zaczęła się zrazu w kręgach kościelnych. Kościół katolicki, jak i niektóre kościoły protestanckie począł organizować „bractwa trzeźwości“ – w ciągu dekady lat 40. XIX wieku członkiem takiego bractwa stał się co piąty dorosły Irlandczyk na przykład.

Trochę się to nie zgadza z tezą o „etyce protestanckiej“ jako niezbędnym warunku rozwoju kapitalizmu, prawda? Trzeźwość bowiem pierwotnie nic nie miała wspólnego z pewną siebie klasą średnią. Był to ruch szerzący się głównie wśród biednych i wykluczonych – w intencji promujących go księży, dzięki trzeźwości, oszczędności, modlitwie i pracy – mieli wybić się na ekonomiczną samodzielność, a z czasem i zamożności dochrapać. Czasami to nawet działało. Już nie pamiętam przy jakiej okazji dawałem Państwu smakowity cytat z „Kuriera Wileńskiego“ z tamtej właśnie epoki – bo też i pijaństwo przywilejem propinacyjnym pędzone, istotnie było już niejaką przesadą. Nie tyle przy tym szkodziło zdrowiu (tego jeszcze nikt nie udowodnił…), co właśnie – kieszeni chłopa, czyniąc go wiecznym dłużnikiem jak nie pana, to pańskiego arendarza… Ekonomicznych nadziei jednak, walka z pijaństwem bynajmniej nie spełniła – kto miał być biedny, dalej biednym pozostał.

Ruch jednak się z powodu tej porażki nie rozwiązał. Przeciwnie. Jak to zwykle bywa – spotężniał jeszcze i całkiem oderwał się od swoich pobożnych korzeni. Zaczął walczyć o władzę – pod hasłem zakazu sprzedaży i spożywania trunków wyskokowych. W Stanach Zjednoczonych koalicji prohibicjonistów protestancko – katolickich nawet się to udało. Ze skutkiem – wszyscy doskonale wiedzą jakim…

Ale to nie jedyny przykład szaleństwa. Szczytem pod tym względem jest chyba decyzja Mikołaja II, by z chwilą ogłoszenia mobilizacji w 1914 roku – wprowadzić też i prohibicję. I to w sytuacji, gdy dobre 20% carskiego budżetu pochodziło z akcyzy na wódkę (to nie jest rekord, rekordowe pod tym względem były dopiero budżety sowieckie…)! I jak Rosja miała w tej sytuacji wojnę wygrać – na trzeźwo i bez pieniędzy zarazem..?

Trwa to już dobrze ponad stulecie. I wcale nie myśli się skończyć. Na tej samej fali co potępienie pijaństwa, po II wojnie rozwinęła się też i „walka z narkotykami“. Tu też nie o zdrowie chodzi, tylko o władzę. I o możliwość dowolnego pomiatania ludźmi, wdeptywania ich w ziemię i pozbawiania czci w oczach współobywateli, do czego samo tylko oskarżenie o narkomanię całkiem spokojnie obecnie wystarczy.

Jak się zapewne Państwo domyślacie, oczywiście, z wrodzonym pesymizmem, nie widzę najmniejszych szans na to, aby gosudarstwo nam odpuściło. Zbyt wiele jego sług ma dobry interes w tym, aby obecny – chory i absurdalny – stan utrzymać dalej, aby do jakiejkolwiek zmiany dopuścili.

Marzeniem ściętej głowy jest zatem zapewne pomysł, na jaki wpadła dzisiaj Lepsza Połowa, kiedyśmy sobie po obiadku spacerowali wokół Lasku Centralnego (odkrywając tamże gniazdo gołębia grzywacza z panią grzywaczową na jajach – o czym później, bo dziś już jej stresować dodatkowo fotografowaniem nie będziemy…). Pomysł jest swoją drogą genialny, jak to zwykle pomysły Lepszej Połowy.

Otóż jakiś czas temu usłyszałem o mlekomatach. To takie automaty w których można świeże mleko kupić. Niszowy produkt moim zdaniem – bo ilu jest ludzi, którzy będą płacić więcej za mleko (samym mlekiem się nie wyżyje…), tylko dlatego, że świeże..?

O wiele lepszym biznesem byłoby ustawienie wódkomatów. Idziesz sobie biedny człowieku przez miasto, do Urzędu masz wejść, żeby Ważną Sprawę załatwić, ręce ci się trzęsą, nogi się pod tobą uginają ze strachu, malutki się czujesz, nieważny i zapomniany – a tu patrzysz, spod ściany uśmiecha się do ciebie miły, sympatyczny, ciepłymi kolorami pomalowany wódkomat. Podchodzisz, wrzucasz piątaka do dziurki, bierzesz 50-tkę, łykasz – i jesteś jak nowo narodzony! Ręce trząść się przestają, wzrok się wyostrza, głowa podnosi… Ech, pomarzyć!

14 komentarzy:

  1. Taa... ta chęć pozbawienia ludzi przyjemności z życia. Sam niedawno zacząłem jeść steki to i winko czerwone sobie popijam, bo pasuje to do tego bardzo. Głupio by było jakbym musiał zmieniać nawyki żywieniowe z powodu przepisów.

    Sam też nie lubię jeździć do klientów co nie piją. Jakoś tak lepiej interesy się przy dobrych nalewkach czy winku robi.

    Może jeszcze nie wiesz Jacku, ale w Danii już jest podatek od tłuszczu w jedzeniu. Jak to się mówi..? "Konieczność dziejowa"?
    http://news.bbc.co.uk/panorama/hi/front_page/newsid_9176000/9176897.stm

    Też zupełnie nieistotne jest to, że ten tłuszcz aż taki zły nie jest. Co istotne, to fakt, że są nowe stanowiska do tego by ludzkim bydłem kierować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja preferuję piwo niepasteryzowane,dobrze że ostatnio moda na ten trunek się zrobiła, bo łatwiej zrobić.

    Ewentualnie rodzima polska gorzałka - dobrze filtrowana i w umiarze!

    Tak się składa, że właśnie degustuję Perłę Niepasteryzowaną. Zdrowie kolegów bloggersów!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkich nawolujacych do calkowitej abstynencji nalezaloby zagonic do jakiegos poludniowego kraju :) - zostaliby wysmiani i zapomnieni :)

    Niech ktos powie Hiszpanowi albo Wlochowi czy Francuzowi ze wypicie kieliszka czy dwoch wina do obiadu jest szkodliwe....

    Albo taka marihuana. Biorac pod uwage ilosc spozycia w/w populacja Jamajki i Kalifornii powinna byc umierajaca :)

    OdpowiedzUsuń
  4. na południu nie trzeba szukać

    pójdź u mnie pod monopol i powiedz chłopakom że setka jest szkodliwa

    (ja mieszkam w mieście o rekordowym spożyciu alkoholu na głowę w Polsce, wieloletnie rekordy wg GUS)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapomniałem napisać, że niepijący to są w ogóle mocno podejrzani. I Stanisław Antoni Poniatowski (ksywka "Stanisław August") i gen. Wojciech Jaruzelski - to abstynenci!

    OdpowiedzUsuń
  6. A i jeszcze: totalitaryzm postępuje. Nie tylko prowadzić samochodu po piwie wszak nie można. Zdaje się, że od minionej zimy, nie wolno się też napić herbaty "po góralsku" jeżdżąc na nartach - a szykuje się kolejny zamach na wolność, tym razem na wodzie: http://biznes.onet.pl/piwo-w-kajaku-za-2500-zl,18497,4263406,1,prasa-detal

    OdpowiedzUsuń
  7. Przykre! A najprzykrzejsze, że pewnie ten pomysł popierają pewnie wszystkie siły parlamentarne.

    Też tak uważam, że jak ktoś cały czas trzeźwy musi być to podejrzane. No chyba, że mnich jaki czy co.

    Aha jeszcze mi się przypomniało. Wszyscy weganie u których byłem nie pili! Albo przynajmniej nie poczęstowali...

    OdpowiedzUsuń
  8. I ta sama wladza, ktora zabrania, zarabia ogromne pieniadze na akcyzie. Gdzie tu logika? Sprzedaliscie mi i teraz bede za to ukarany? Calkiem bez sensu. PS w Polsce mozna przynajmniej sie bez problemu zaopatrzyc. W Ontario caly alkohol, nawet piwo, tylko w specjalistycznych sklepach...
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem akurat przeciwnikiem prowadzenia po spożyciu - tak samo jak jestem przeciwnikiem tego, aby pozwolić szaleńcowi/ćpunowi wymachiwać naładowaną bronią palną na ulicy.

    Co więcej jestem za tym aby takiego ewentualnego szaleńca odstrzelić.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Marcin

    Gdzie Cię zagoniło, niebożę..? Wszak Polak nie kaktus, pić musi..!

    OdpowiedzUsuń
  11. @Wojciech Majda:
    Z tym tłuszczem na bank to jest efekt dobrze wręczonej koperty przez odpowiednie lobby. Obecnie gros kalorii czerpiemy przecież z cukrów; gdyby duńskim władzom naprawdę zależało na zdrowiu obywateli, to opodatkowałaby te wszystkie cukierki, ciasteczka, czekolady itp. Poza tym, taka dieta to w końcu na dłuższą metę cukrzyca.
    Woody_90

    OdpowiedzUsuń
  12. @Woody_90

    Czy wręczono kopertę czy też nie nie ma to dużego znaczenia (choć Jacek pisał, że jednak lepiej jak jest koperta). I tak jesteśmy traktowani jak ludzkie bydło. W Danii jak widać postęp doszedł do tego, że władze decydują o tym jak wyglądać będzie dawka paszowa dla ludzkiego bydła.

    Jakby opodatkowali cukier czy słodycze to prawdopodobnie skutki zdrowotne byłyby dla ludzkiego bydła lepsze. Co nie zmienia faktu, że takie działanie jest traktowaniem ludzi jak bydło czy inną trzodę chlewną.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Wojciech Majda

    Niestety, nie mogę Ci zaprzeczyć; tak już jest ten świat urządzony. Pozostaje tylko albo się nie przejmować, albo zażywać narkotyki (choćby i alkohol). Ja polecam piwo Łomża (zwłaszcza niepasteryzowane)

    @Boska Wola

    Uważaj- może ktoś Ci podkraść ten pomysł z wódkomatem; 5zł za pięćdziesiątkę to naprawdę niezła marża!
    Woody_90

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Woody

    Normalna, restauracyjna marża. A o pomysł się nie boję - w Polsce jest to z całą pewnością nielegalne. Automat przecież (na razie!) nie wylegitymuje klienta...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...