poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Wspominki

Rok temu mniej więcej, wiozłem Sylwestrę do weterynarza w popłochu, bo przestała jeść i pić i miała już kłopoty z oddychaniem. Skończyło się wszystko dobrze – po kroplówce i serii zastrzyków kot szybko wydobrzał. W tej chwili subtelniej i mniej subtelnie próbuje mi zasugerować, że byłoby wskazanym wydać jej drugi obiad. No bo przecież Pani z całą pewnością pierwszego obiadu nie wydała…

Za to teraz, od piątku (ktoś mi musiał w miasteczku K. wirusa sprzedać z publiczności…) sam mam obłożone gardło i ledwo oddycham. Jak by nie prochy, nie dałbym rady dziś wygłosić pogadanki o ziółkach – taki paradoks. Tak prawdę powiedziawszy, to jestem całkiem chory – co może poniekąd tłumaczy, dlaczego ostatnio tak mało precyzyjnie się na blogu wyrażam. Szkoda, że nie mogę do weterynarza pojechać, kroplówki i serii zastrzyków wziąć…

Rok temu jechaliśmy z kobyłami po raz pierwszy do krycia. W tym roku wszystko się opóźnia, przez wzgląd na sprawy finansowe – ale może to i dobrze, jak przyszłoroczna zima będzie tak samo „łagodna“ jak dwie poprzednie, wolałbym nie mieć wyźrebień w marcu!

Rok temu, dokładnie w chwili gdy KGB rozpylało sztuczną mgłę nad smoleńskim lotniskiem, kupowaliśmy na targowisku w Warce sadzonki antonówek. Miało ich być w pęczku 10, tyle też zawczasu wykopałem dołków – a było 8. I tak nam zresztą wszystkie sarny zimą zjadły, więc może i dobrze.

W tym roku jest jeszcze za zimno na sadzenie czegokolwiek. Prognozę pogody sprawdzam już dwa razy dziennie, z niecierpliwością czekając na jakieś widoczne ocieplenie. Figa. Co rano temperatura spada do zera, albo i niżej. Dobrze chociaż, że popadało, pada i jeszcze padać będzie, bo już się robiła, po błotnych roztopach, susza…

Takie to mi do rozpalonej gorączką głowy przychodzą wspominki.

28 komentarzy:

  1. A ja polecam ZIOŁA! :) Okazja aby uwierzyć, że działają.

    Na gorączkę sproszkowana guarana, albo pastylki z guaraną z apteki, a do tego jakiś apap nie zaszkodzi - guarana wzmaga działanie leków przeciwgorączkowych.

    Jak gorączka minie, a będziesz dalej "zdechnięty" i gardło zawalone/trudne oddychanie, ziółka z gatunku Ephedra postawią na nogi - ekstrakt dostępny bez recepty jako Tussipect.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam ze swojej strony grzańca na- nomen omen- rozgrzanie, oraz płukania gardła solanką co 2-3 godziny. Od dzieciństwa mam problemy z gardłem; jeżeli choruję, to tylko na nie (w sumie powinienem wyciąć migdałki, ale co tam)- a powyższa kuracja pomaga mi. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, jkobusie!

    @Racjonalne Oszczędzanie
    Czy przypadkiem Tussipect nie jest od niedawna na receptę? Mieli go bowiem zwyczaj brać co po niektórzy licealiści, w charakterze "dopalacza" (pseudoefedryna).

    OdpowiedzUsuń
  3. Na receptę, nierefundowany, czyli w praktyce uznaniowo wedle farmaceuty w aptece - nie podlega kontroli. Choremu, dorosłemu - wydadzą

    Podobnie na "postawienie chorego" jak Tussipect powinna zadziałać dość mocna yerba mate, ale to już większy wydatek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrowia też życzę, ale ja z innej beczki. Szkoda, że plany hodowlane się opóźniają w realizacji. Ja przewidując tego typu komplikacje u siebie (czy finanse, czy daleka podróż np w zimie), zaopatrzyłam się wcześniej we własnego, bardzo starannie wybranego reproduktora, pasującego do moich suk. Następną sukę zakupiłam pod jego z kolei rodowód i tak powolutku stałam się na jakieś kilka lat samowystarczalna. Wiem, że pies to nie ogier (chociaż w przypadku mojego reproduktora mam czasem wątpliwości :-), ale może warto w przyszłości pójść w tym właśnie kierunku?

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie daj się wirusom! Jako " wiedźma polna" i samozwańcza zielarka polecam napar z tymianku i podbiału ( dla leniwych gotowe tabletki do ssania:-))) ) Na gorączkę wyciąg z kory wierzby ( lub aspirynę, bo to zasadniczo to samo, tylko, że wierzba tak jakby bardziej naturalna...) Do tego herbatka z syropem z kwiatów czarnego bzu lub mniszka lekarskiego. I tak przez tydzień. U nas działa... I głaski poproszę kici przekazać!

    OdpowiedzUsuń
  6. @Riannon

    Nigdy nie miałem do dyspozycji 30 tysięcy euro naraz, żeby ogiera kupić.

    Przy tym najznakomitszy hodowca XX wieku, Mikołaj Tesio twierdził - i ja się z nim zgadzam - że dla małego hodowcy, posiadanie włanego ogiera to pułapka: choćby się gdzieś lepszy pojawił, od własnego się już nie odejdzie...

    @ Wszyscy

    Bardzo dziękuję za rady. Facetem jestem jednakowoż. Nie ma lepszego lekarstwa niż apap popity łyskaczem - i tyle...

    OdpowiedzUsuń
  7. W sumie racja. Łyskacz zabije wszelkie bakterie i wirusy na wiele lat wcześniej niż nosiciela.

    Ale pierwsze słyszę, by zioła były niemęskie - a taki tu wniosek czuję nosem.


    Asia i Wojtek, o wyciągu z kwiatu mlecza pierwsze słyszę - zawsze miałem to za chwast i paskudztwo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tesio oczywiście Fryderyk... ale czemu tu się dziwić? Tak mi się w głowie miesza, że aż prezentacja kolegi, którą już 155 razy słyszałem, dziś mi się ciekawa wydała...

    OdpowiedzUsuń
  9. ..."zawsze miałem to za chwast i paskudztwo"...jeżeli nie ma się o czymś zielonego pojęcia by nie wyjść na durnia lepiej powstrzymać się z opinią ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jacek, a ja uważam, że lepszy własny, nawet przeciętny reproduktor, niż żaden.

    Admin R-O- herezję popełniasz! Ja za ziółkami nie za bardzo jestem, ale mniszek (kwiat mleczu) to inna liga. Nie mogę się doczekać maja, w tym roku zamierzam zrobić galon wina z mniszka i może jakieś soki do herbaty. Umarłego na nogi stawia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Więcej o syropie z mniszka lekarskiego tutaj:
    http://podlipami.blogspot.com/2010/05/moj-przyjaciel-mniszek.html
    Sorry za offa:-)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Jkobusie- czyżbyś uważał piwo za niemęski napitek? ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie ma jak to Anonimowy i jego błyskotliwe przemyślenia.

    Co do info o mniszku to dzięki - człowiek dzięki wam się zawsze dowie czegoś mądrego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Łyskacz z apapem to była mało subtelna aluzja do tego wątku: http://www.re-volta.pl/forum/index.php/topic,50941.0.html Z tym, że ja to naprawdę stosuję i nawet mi pomogło. A tak w ogóle, to tyle mam "zdrowotności" w pracy, że w czasie wolnym nie chce mi się już o tym myśleć! Być może też jestem po prostu zbyt mało spolonizowanym Prusakiem - bo wcale nie uważam, że każdy, w tym np. ja, powinienem się znać na medycynie? Piłka nożna też mnie nie interesuje...


    Riannon: cóż, mamy inne zdania o znaczeniu ojca w rozrodzie zwierząt. I co tu można więcej dodać?

    OdpowiedzUsuń
  15. Jacek przekonałeś mnie tym linkiem, rzeczywiście lepiej golnąć wody ognistej i dokazywać jak Indianiec, zamiast skamleć i się rozczulać jak w tamtym wątku.

    Kobiety bardzo nie lubią facetów chorych, użalających się i nie w formie - tak to tez widzę z obserwacji.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepraszam, nie chciałam sprawiać wrażenia, że się wymądrzam. Nie twierdzę, że mój model hodowli jest jedyny i słuszny, ja tylko sobie konfrontuję różne spojrzenia na jeden problem. Być może za dużo i niepotrzebnie przy tej konfrontacji gadam :-(

    OdpowiedzUsuń
  17. no chyba od tego są blogi aby gadać

    OdpowiedzUsuń
  18. @ R-O

    O tym co lubią i czego nie lubią kobiety, siła by dyskutować! Obiecuję sprowokować stosownym postem w swoim czasie - jak mi się ciut chociaż samopoczucie poprawi, OK?

    @ Riannon

    Nie wymądrzasz się. Zresztą, dyskusja o strategii hodowlanej, z dawna obiecana jednemu z bardziej irytujących Anonimowych, też nas kiedyś nie minie. Nie ma powodu jej odkładać, skoro do Turkmenii nie jadę, więc niczego nowego się w najbliższym czasie nie dowiem. Generalnie - w sektorze "końskim" jest dramatyczna nadprodukcja. Po prostu nie ma najmniejszego sensu doprowadzać do zapłodnienia, którego skutkiem może być co najwyżej przeciętne zwierzę. Nic się z nim sensownego nie zrobi - i cena, jaką da się za nie uzyskać nawet nie pokryje kosztów. W Polsce są tysiące zbędnych, do niczego niepotrzebnych koni...

    A że mam - bez krygowania się - naprawdę topowe klacze, równych moim w całej Europie na zachód od Bugu i Prutu niewiele się znajdzie, lepszych nie ma - to i ogiera muszę wybierać starannie. A jeśli nic z tego znowu nie wyjdzie? Będzie mi smutno, ale dziura w Niebie się przecież nie zrobi...

    OdpowiedzUsuń
  19. co do kobiet OK :)

    co do koni i nadprodukcji to dobrze - w dobie peak-oil i obietnicy polityków z PO 3x15* ktoś wkrótce będzie musiał ciągnąć choćby lekkie bryczki i furmanki...

    ale to już temat na agepo

    *3x15 chleb, cukier, benzyna

    OdpowiedzUsuń
  20. Przepraszam, czy "topowość" koni jest w jakiś sposób weryfikowalna, czy zależy od samopoczucia Właściciela?

    OdpowiedzUsuń
  21. Jest weryfikowalna, ale zasady owej weryfikacji są zbyt skomplikowane, aby chciało mi się to tłumaczyć jakimś niewydarzonym Anonimowym ignorantom...

    OdpowiedzUsuń
  22. Ale kicia ładnie prosi, na pewno dostała :) "chudzinka" :)))
    Nasz piesio dziś ma przez cały dzień taką orkiestrę w brzuchu i brak apetytu, że też się martwię o niego. Jutro niestety niedziela, trudno i o lekarza i o aptekę z węglem.
    Może mu przejdzie.
    Pozdrowienia i zdrowia Ci życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
  23. gdzie tam chudzinka!
    ładnie kot wygląda, zadbany :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jacek, nie wiem czy tam czasem zerkasz na moje amatorskie wypociny, ale dziś nie mogłem się powstrzymać i nie skrobnąć o Starogardzie.

    Tak czy inaczej czy nie tęskno Ci czasem na Kociewie i Pomorze (bo mi tak, mimo ze tam tylko gość jestem)?

    ... i pozdrowienia dla wszystkich czytających z Dolnego Śląska :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ponieważ nie mam pojęcia o telefonach i modemach, dużo pewniej czuję się tutaj. Teraz też jestem przeziębiona i ledwo mówię. Raczej pieję tak, że zawstydzam koguty w okolicy.
    Chciałam tu jeszcze napisać dlaczego nie mam, nie miałam i mieć nie będę ogiera. Okazało się jednak, że musiałabym całkiem spore wypracowanie popełnić, więc uczynię to może u siebie.
    Każdy twój tekst czytam uważnie i z przyjemnością, pozdrawiam bardzo serdecznie,
    Łucja

    OdpowiedzUsuń
  26. Łucjo,

    Podziwiam Twoje ostatnie posty, zazdroszczę wręcz weny! Niestety, nie udało mi się zamieścić u Ciebie żadnego komentarza. Mój zdychający blueconnenct, który w związku z zakończeniem okresu gwarancyjnego zaczął się psuć i rozwala mi system operacyjny na kompie, przerywa połączenie zbyt szybko, abym był w stanie przebrnąć przez "weryfikację obrazkową" :-(

    OdpowiedzUsuń
  27. Ależ udało się! Czytałam. Bardzo miło mi było. Czyli możesz więcej niż Ci się wydaje! Ha!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...