środa, 20 kwietnia 2011

Przeminęło z wiatrem...

Tak w ogóle, to wyszliśmy sfotografować rozkwitłe wbrew codziennym porannym przymrozkom i wbrew suszy (a tak! Ledwo tydzień nie pada, a już sucho jak pieprz - po hydroforni widzę...) przydrożne mirabelki:
Mirabelki dostrzegła Lepsza Połowa wczoraj przy okazji odprowadzania do domu zbiegłego towarzystwa. Towarzystwo generalnie zbiega co chwilę: skończyło się dobre siano, zostało to gorsze, które już tak nie smakuje, a skąpa bo skąpa, ale przecież już zielona trawa za płotem kusi... Na razie możemy je wypuszczać tylko albo do Lasku, albo na mały, boczny padoczek - na Pierwszym Padoku i na Wielkim Padoku od tygodnia leży rozsypany nawóz który, z braku deszczu, jeszcze się nie wchłonął. No i trawa ciągle za mała, żeby pozwolić dzikiej hordzie na jej deptanie. Kiedy wyrośnie - przy tej aurze: Bóg raczy wiedzieć..?

Oprócz mirabelek ze zjawisk ciekawszych zaobserwować można w tej chwili w Boskiej Woli erozję wiatrową. Otóż na północ od naszych posiadłości rozciąga się wieś:
Zaś między wsią a Pierwszym Padokiem mój pracowity sąsiad już dobre trzy tygodnie temu uprawił ziemię, rozsypał nawozy i zasiał żyto. Zapewne jako przedplon pod kukurydzę (tak, w każdym razie, robił w zeszłym roku). A potem wiało. Wiało. I wiało. Użyłbym dosadniejszych określeń - ale, sami rozumiecie, Wielki Tydzień jest...

Efekt? Efekt jest taki:
Ziemia razem z nawozem i razem ze świeżo posianym żytem przemieściła się na dróżkę, która poprzednio biegła wzdłuż naszego płotu - i dalej, na nasz maleńki ciągle żywopłot i na łąkę:

Jak widać więc, nawet nieruchomości potrafią zmienić miejsce pobytu! W odróżnieniu od niemałej liczby ludzi - osobliwie tych przyspawanych do koryta władzy, którzy niezależnie od panującego akurat ustroju czy rządu - doskonale potrafią sobie żyć cudzym kosztem...

Jak napisałem, nasza ciągle zbyt mała i zbyt rzadka trawa napełnia nas troską:
Za to karagany mają się dobrze po zimie i jasno już dają do zrozumienia, że wkrótce okryją się liśćmi:
No i te nasze mirabelki - prawie jak sakura, co kwitnie i zaraz opada (Japończycy zwykli do płatków sakury porównywać młodych samurajów ginących na polu walki...):

5 komentarzy:

  1. Nasza mirabelka dopiero pęcznieje. Ciekawi jesteśmy ile będzie owoców w tym roku...Bo dżem mirabelkowo jabłkowy to był hit sezonu:-)))
    I pytanko: co to są karagany?

    OdpowiedzUsuń
  2. @Asia i Wojtek
    Pozwolę sobie zaspamować do mojego wpisu:
    http://roslinyuzytkowe.blogspot.com/2009/11/karagana-syberyjska.html

    @Jacek
    No proszę, prawie jak Dust Bowl.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli dalej będzie panować u nas pora sucha, to przyjdzie nam konie na sznurku wypasać w rowach przydrożnych i na miedzach, jak to z krowami kiedyś czyniono w moich okolicach.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Łucjo

    Nie martwiłbym się aż tak bardzo o trawę, gdyby chociaż wchłonął mi się ten nawóz! Potrzebuję wszystkiego pół godziny mżawki...

    OdpowiedzUsuń
  5. Czego jednym brakuje, inni mają w nadmiarze. Już mnie głowa boli, jak widzę, że mi trawsko gęsto buja w sadzie. Po świętach idę w kierat- znaczy się, do kosiarki (jak mi sąsiad pożyczy). Chętnie bym wypasła u siebie jakieś cudze zwierzę, byleby nie musieć kosić ponad pół hektara sadu :-(

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...