sobota, 9 kwietnia 2011

Pochwała cynizmu

Oczywiście że jestem cynikiem. Nawet więcej: jestem do bólu wręcz cyniczny. Co innymi słowy oznacza też i to – że zawsze mówię Państwu prawdę, niezależnie od tego, jak by nie była nieładna, nieprzyjemna, niewygodna, niehonorowa, nieciekawa (choć, czy prawda może nie być ciekawa..?) i odległa od powszechnie przejmowanych, a zwykle – jakże uspokajających i nasładzających nasze skołatane dusze – mitów.

Cynizm jest dla mnie oczywistym odruchem samoobrony umysłu atakowanego na każdym kroku dokładnie takimi samymi sztuczkami (jak mawia Szef „mykami“), których sam używam, by sprzedać towar, który mam do sprzedania i zarobić na chleb (dzisiaj nawet – uwaga, uwaga, to duży postęp i oznaka narastającego dobrobytu: z kiełbasą..! Konkretnie: z kiełbasą „wiejską“ z Tesco w Kozienicach, gdzieśmy byli wykupić – nareszcie, po tygodniach zwłoki – receptę na leki łagodzące Lepszej Połowy astmę. Kiełbasa była w promocji, tośmy sobie pozwolili, a co tam..!).

Takich samych „myków“ jak ja podczas prezentacji egzotycznych ziół, używa każdy jeden polityk próbujący sprzedać Szanownym Państwu swoją osobę. Każdy. Polityk, który by owych „myków“ nie używał, nikomu niczego by nie sprzedał – i tak prawdę powiedziawszy, to mam tu na myśli pewien całkiem konkretny przykład polityka, który „myków“ nie używa (nie umiem powiedzieć, czy dlatego, że nie potrafi, czy dlatego, że konsekwentnie uważa to za niemoralne?) – i który w rezultacie jest już niemal ikoną „Słusznej, ale przegranej Sprawy“.

W każdym razie – na „Kongres Prawicy“ się nie wybieram. Po co mi to..?

Takich samych „myków“ używa każda reklama telewizyjna. Każdy sprzedawca. Każdy znajdujący chętnych słuchaczy wykładowca czy mówca. Naukowiec nawet – bo w czasach współczesnych promocja pewnych teorii naukowych niczym się nie różni od promocji takich czy innych programów politycznych czy komercyjnych produktów!

Ludzie używają owych „myków“ świadomie i celowo, albo intuicyjnie i spontanicznie. Ci drudzy – to samorodne, prawdziwe talenty. Jak mawia Szef: bardzo często spotykane wśród tzw. „marginesu społecznego“. Skąd wywodzi się większość najskuteczniejszych i najlepiej zarabiających prezenterów sprzedających emerytkom maty do masażu, pościel wełnianą, naczynia ze stali szlachetnej, chromowo – niklowej i setki różnych innych produktów. Ja niestety, do takich samorodnych talentów z całą pewnością nie należę. Cała zdolność jaką zrządzeniem losu posiadłem dzięki odziedziczonym po Rodzicach genom, to umiejętność łatwego, odruchowego przestawiania miejscami „cegiełek“ wiedzy którą już mam. Nie ma w tym nic twórczego. Brak mi potencjału potrzebnego matematykom, a nawet – o wiele mniej obciążających wyobraźnię – poetom. Jedyny tytuł do którego odważyłbym się ewentualnie aspirować, to tytuł „stylisty“: bo skuteczne posługiwanie się językiem, właśnie na owej łatwości zamieniania miejscami cegiełek się zasadza. Nigdy jednak sam żadnej nowej cegiełki nie wymyśliłem i nie wymyślę – jestem na to zdecydowanie „za krótki“.

Tak samo brak mi samorodnego talentu do używania „myków“. Stąd, prowadzenie prezentacji jest dla mnie bardzo, ale to bardzo ciężką pracą.  Prawdę powiedziawszy: wolałbym robić cokolwiek innego. Ale nie mogę. Nie mam takiej szansy. Nikt nie zatrudni mężczyzny tuż przed czterdziestką na stanowisku do jakiego zwykle aspirują studenci albo świeżo upieczeni absolwenci studiów (bo z góry zakłada, że musiałby mu więcej zapłacić niż młodzikom, a niby z jakiej racji miałby to robić..?) – a nie mam żadnego „fachu w ręku“, który mógłbym wykonywać niezależnie od humorów takiego czy innego pracodawcy. Ot: życiowy błąd, którego już nie naprawię. Bo jest na to za późno. Wyczerpałem też cały zasób znajomości, kontaktów, układów i przyjaźni – nic już z tego więcej nie wyniknie niż wynikło.

Tak więc na razie przynajmniej, nie pozostaje mi nic innego, niż prowadzenie prezentacji – na czym w tej chwili cierpi Lepsza Połowa, bo – jak to na początku – obracamy się na razie tylko w najbliższych okolicach Warszawy, więc zawsze wracam do domu wieczorem i zawsze jestem tak zmęczony, że już rozmawiać się ze mną nie da. Kiedy w zeszłym roku jeździłem dalej, „w Polskę“ – po prostu chodziłem bardzo wcześnie spać.

Niezachwiana i poświadczona przez wszystkie wieki skuteczność „myków“ (których już i Perykles używał i Demostenes i każdy tyran, polityk, sprzedawca, przekupień, apostoł czy heretyk od początku świata…) jest silną dość przesłanką przemawiającą za niezwalczoną ułomnością ludzkiej natury.

Nic z tego co o ludzkiej naturze piszę nie jest moim pomysłem, bom to wszystko od Mistrza Lema zaczerpnął. Że Lem był mizantropem, wątpić nie podobna: ale też każdemu tylko życzyć takiej mizantropii..!

Na owej niezwalczonej ułomności ludzkiej natury też się i mój cynizm zasadza. Zaprawdę: żyjemy w najdoskonalszym z możliwych światów. Albowiem żadna radykalna, jakościowa amelioracja owego świata nie jest możliwa. Mierny to dowód jego doskonałości, ale też i jedyny możliwy i do ucięcia raz na zawsze wszelkich prób w tym kierunku – wystarczyć w zupełności powinien. Że nie wystarcza, to tylko skutek ludzkiej głupoty i niepamięci. Nigdy bowiem w dziejach żaden istotny, naprawdę poprawiający ludzki byt na tym łez padole postęp nie nastąpił tylko dlatego, że ktoś tak chciał.

Dobrymi intencjami wybrukowane jest Piekło. Co mi zawsze Lepsza Połowa powtarza, gdy mi coś nie wychodzi. A ostatnio np., notorycznie nie wychodzi mi palenie w kozie – bo przy tak gwałtownym jak teraz, północnym wietrze, nasz wyniesiony góra kilkadziesiąt centymetrów nad kalenicę komin okazuje się za krótki i wdmuchuje dym do środka. Nic się na to nie da poradzić, póki nie podwyższymy komina.

Dokładnie tak samo: nie jest możliwa likwidacja chorób i cierpienia na tym świecie. Ceną za rezygnację z ułomności naszego ciała, może być tylko rezygnacja z tego ciała takim, jakie ono jest w tej chwili – a więc: rezygnacja z człowieczeństwa w ogóle, bo nie ma i być nie może człowieczeństwa bez ciała…

Nie jest możliwa likwidacja nierówności, biedy, ciemnoty, przesądów i niesprawiedliwości – bez jednoczesnej rezygnacji z wolności. A w gruncie rzeczy: z rozumu.

Ponieważ nie wierzę w takie utopie, nie wierzę też w różne pięknie brzmiące hasła, które do owych utopii miałyby prowadzić. Nie wierzę w te utopie bez żadnego względu na ich konkretną treść. Tak samo nie wierzę w utopię liberalnej demokracji, jak nie wierzę w utopię anarchii, socjalizmu, anarchosocjalizmu, anarchokapitalizmu czy też w utopię jakiejkolwiek bądź teokracji. Próba realizacji którejkolwiek z tych utopii może los człowieka tylko pogorszyć. Żadne polepszenie w ten sposób – nie jest możliwe. Koniec i kropka.

W konsekwencji nie wierzę też w żaden etos, misję, wizję, posłannictwo, przeznaczenie czy los. To są tylko pewne „myki“, których zadaniem jest zapewnić koherencję bezpostaciowego zbioru wzajemnie wrogich jednostek tak, aby ów zbiór przynajmniej się sam nie zjadał. „Myki“ te żadnego głębszego sensu nie niosą i tylko naiwności dowodzi ten, kto pręży się na baczność na głos surmy czy łopot sztandarów (nie, żebym sam był od takiej naiwności wolny: i surmy i sztandary i szum husarskich skrzydeł – to są pewne „cliché“ nie przypadkowo wcale tak dobrane, tylko dlatego, że jako „myki“ psychologiczne – nie mają sobie równych skutecznością…). Jeśli nawet dulce et decorum est pro patria mori – to jakoś dziwnie często szansę na przekazanie swoich genów dalszym pokoleniom mają wcale nie owi bohatersko polegli, tylko tchórze i cwaniacy, nierzadko ci sami, którzy owych naiwnych w fatalną dla nich walkę celowo, świadomie i z premedytacją wrobili, którzy zostają bezpiecznie na tyłach i z wielkim dla swych żądz pożytkiem, pocieszają wdowy i narzeczone po tamtych pozostałe…
Nie jestem ani trochę lepszy od moich „pacjentów“. Dlaczego niby miałbym czuć jakikolwiek obowiązek polepszania ich bytu, rozszerzenia ich świadomości, czy też w inny sposób – robienia im lepiej, niż sami tego chcą..? Bo że tak w ogóle, to „robię im dobrze“, sprzedając drogo zioła, dzięki którym czują się o tyle lepiej – to chyba wątpić nie można..?

9 komentarzy:

  1. wszystko to prawda.
    Świat jest matematycznym działaniem, jak i życie poszczególnych jednostek.
    Coś nie tak jest z Twoimi składnikami działania.
    Z taką wiedzą i inteligencją nie powinieneś wieść życia niedożywionego cynika. Jakiś składnik Ciebie...
    daje taki a nie inny rezutat.
    Brak świadomości tego składnika, daje Ci przekonanie o swojej niemocy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,

    Anonimowy patrzysz przez pryzmat własnych oczekiwań. Już Diogenes wiedział, że wyrzeczenie się przyjemności jest potężniejsze od samej przyjemności.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie uważasz może, iż Twoje problemy wynikają z tego, że uważasz się za lepszego od innych? Sam jesteś częścią ludzkości, nie jesteś więc od niej lepszy, nie masz więc moralnego prawa do osądzania jej.Twoim problemem jest nie fakt, że ludzie są źli, tylko Twój stosunek do tego.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Anonimowy

    Moim zdaniem problem to mają różni anonimowi i nie-anonimowi zbawcy, polepszyciele i wybawieciele świata i ludzkości, którzy koniecznie chcą siłą i przemocą ów świat i ludzkość do raju doprowadzić. Bo wiedzą wszak dobrze, jak ten raj ma wyglądać i jak do niego dojść! Nic im przy tym nie sprawia większej przyjemności niż epatowanie maluczkich własną moralną doskonałością: patrzecie maluczcy, podziwiajcie, zazdroście - wy, cicho i spokojnie swoimi tylko sprawami się zajmujecie, ani myśląc o bliźnich, a ja: zbawca, polepszyciel i wybawieciel o świecie myślę, o ludzkości, o bliźnich..!

    Od tysięcy lat to samo się powtarza. I zawasze kończy się to trupim smrodem. A nikt nawet nie próbuje żadnych z tego wyciągnąć wniosków. A nikomu nawet owo moralne poczucie wyższości, wielkie jak Kolej Transsyberyjska, ani o włos nie maleje - ani o włos mu nie maleje zapał by innych poprawiać, polepszać, pouczać, umoralniać...

    Otóż: pluję na Was, anonimowi i nie-anonimowi zbawcy, polepszyciele i wybawcy..! Im szczerzej szczęścia ludzkości pragniecie i im głębszą pałacie miłością bliźniego, tym bardziej opłakane skutki Waszego szaleństwa...

    OdpowiedzUsuń
  5. liznąłeś wiedzy twój mózg próbuje się z nią uporać ale ogólnie jesteś pusty jak bęben

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż- skoro Twoja sytuacja życiowa oraz stosunek do świata są dla Ciebie w pełni akceptowalna- to nic nie zmieniaj- po co, skoro jest dobrze; nikt tu nie chce przecież nikogo do niczego zmuszać. Proszę, nie nabieraj językowej maniery wspomnianego wyżej polityka- nie wyzywaj nielubianych osób od lewicy (bądź tych, którzy po prostu jakoś Cię zdenerwowali). Nie mam zamiaru bawić się w domorosłego psychologa-doradcę; nie posiadam ku temu cienia kwalifikacji- i w sumie też, chęci; chciałbym tylko zauważyć, że niechęć do świata może skutkować wyłącznie wrzodami. Gorąco trzymam za Ciebie kciuki, aby Twój biznes wypalił- a nie Wiejska, lecz Myśliwska, na stale zagościły w jadłospisie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejne bełkotliwe inwektywy w onetowym stylu będę już w miarę wolnego czau kasował.

    OdpowiedzUsuń
  8. Może i "radykalna i jakościowa" zmiana nie jest możliwa, ale zmiana na lepsze możliwa jest. Twierdzenie inaczej oznaczało by, że wszystkie ustroje są równie dobre.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja chetnym do uszczesliwiana swiata polecam szczerze powiastke KOBYSZCZE mistrza Lema. Tytul oznacza Kontemplator Bytu Szczesny, a powiastka jest o niemoznosci sprokurowania innym szczescia jako takiego. W mojej skali 10/10.

    Nie przeszkadza mi to - w niejakiej opozycji do tej tezy - starac sie pomagac innym, jesli samego mnie to niewiele kosztuje. Troche, zeby im lepiej bylo, a troche zebym sam sie lepiej poczul.

    Przemax

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...