środa, 6 kwietnia 2011

Fenomen głupoty

Jak Państwo doskonale wiecie, głupota mnie fascynuje. Co zapewne wynika z faktu, że nie jestem zbyt mądry. A czasem nawet – całkiem głupi. Osobliwie: przy niewiastach płci przeciwnej. Zupełnie jak w starym żydowskim dowcipie: do rabina przychodzi pewien pobożny chasyd i zwierza mu się z grzechu nieczystości. Rabin oczywiście wypytuje, jak to się stało? Na co chasyd:
-       Rebe, byłem w podróży. Przyjechałem późno do karczmy, był tłok, gospodarz położył mnie razem z młodą, chrześcijańską dziewczyną.
-       I co, i co dalej..?
-       Rebe, długo się modliłem i próbowałem zasnąć. W pewnym momencie jednak – przez nieuwagę wyciągnąłem rękę i dotknąłem jej nagiej piersi…
-       I co dalej, mów..?
-       Dalej nic, rebe. Uciekłem!
-       W takim razie – będziesz za pokutę przez miesiąc jadł tylko siano!
-       Dlaczego rebe..?
-       Boś osioł…

Dzisiaj jednak o trochę innym rodzaju głupoty. Choć – czy głupota może mieć rodzaje..? Oto jest pytanie!

Na nasze spotkania sprzedażowe przychodzą różni ludzie – i wcale nie rzadko: dziwni. Jest to wręcz część założenia. Koniec końców, czy ktoś, kto nie jest choć odrobinę „dziwny“ – wyda 2,5 tauzena na jakieś tam ziółka..? Nie twierdzę, że mu te ziółka nie pomogą – skoro wyda 2,5 tauzena, to pomogą mu na pewno – jak słusznie twierdzi zawsze przy takiej okazji Wojciech Majda. Gdzieżby miały nie pomóc – za taką kasę..?

Tym niemniej jednak, żeby w ogóle przyjść na takie spotkanie i żeby wydać taką kupę kasy tylko dlatego że ja nawijam jak nakręcony przez godzinę – sporą dozę „dziwności“ mieć potrzeba. Po części przynajmniej, daje się ową „dziwność“ wytłumaczyć. Jak ktoś jest chory na nieuleczalną chorobę i lekarze – zgodnie z prawdą – mówią mu, że będzie chory do końca swych dni, to nie ma się co dziwić, że szuka jakichkolwiek innych opcji poza „oficjalną medycyną“. Jest to nierozsądne – o wiele sensowniej byłoby wydać te pieniądze na dobre wakacje, na żarcie czy pozostawić w spadku dzieciom. Każdy w końcu musi umrzeć i takie desperackie chwytanie się najbardziej nawet absurdalnych recept na przedłużenie pełnego cierpień pobytu na tym łez padole nic nie ma wspólnego z rozumem (za to bardzo wiele ze wspólnym nam i wszystkim innym zwierzętom instynktem samozachowawczym…).

Zdecydowana większość naszej publiczności wcale jednak nie składa się z osób jakoś szczególnie chorych. Co też jest zrozumiałe. Jak ktoś jest chory, to leży w łóżku i nie wychodzi z domu. Zdecydowana większość naszej publiczność należy do którejś z trzech kategorii.

Pierwsza kategoria to znudzone emerytki które chodzą na wszystkie w ogóle spotkania, o których tylko się dowiedzą – bo jest to dla nich jedna z ważniejszych rozrywek. Niestety, tej grupie trudno jest cokolwiek sprzedać. Po pierwsze – są to osoby nieco już zmanierowane, by nie rzec rozpuszczone. Organizatorzy spotkań, chcąc przyciągnąć jak najliczniejszą publiczność, zwykle oferują każdemu uczestnikowi jakiś drobny prezent. Takie rozpuszczone emerytki potrafią się o wartość owego prezentu wykłócać! Po drugie zaś – skoro chodzą na wszystkie możliwe spotkania, to i kupują. Często zatem nie mają już żadnej zdolności kredytowej, bo spłacają raty i za pościel wełnianą i za matę do masażu i za lampę naświetlającą (po 5 tauzenów chodzą!) i za garnki stalowe (te to tak średnio po 3,5 tauzena…) i za całą masę innych dupereli. Niemało jest babć, którym mężowie czy dzieci pochowały dowody osobiste – żeby już więcej nie kupowały…

Do drugiej kategorii należą młodzi emeryci najrozmaitszych służb mundurowych, niemundurowych, jawnych, tajnych i dwupłciowych. Panowie w dobrej kondycji, między 50-tką a 60-tką, sprawni fizycznie i bardzo zainteresowani swoim ciałem. Wzrost poziomu cukru we krwi, pierwsze objawy problemów z prostatą, banalny piasek w nerkach, pierwszy skok ciśnienia – naturalne, nieuniknione, oczywiste wręcz objawy starzenia się – wprawiają ich w stan amoku. Gotowi są sięgnąć po każdy wyobrażalny i niewyobrażalny środek, żeby tylko starość, której panicznie się boją, odsunąć na dalszą przyszłość. Bodaj o kilka lat. To są zdecydowanie najlepsi klienci. Kupują chętnie, płacą bez szemrania, stosują się do wskazań recpety, chwalą sobie nasze kuracje. Wręcz dla takich właśnie klientów stworzone!

No i wreszcie trzecia kategoria, to pospolici wariaci. Jak pewna pani prawniczka z miasta W. wczoraj: czytelniczka takich pism jak „Czwarty wymiar“ czy „Nie z tej Ziemi“, pacjentka radiestetów zdalnie, bo z Wrocławia, zaszywających jej „dziurę w sercu“ (!), zaprzedana zwolenniczka feng shui (Uwaga! Uwaga! Nawet umiała poprawnie wymówić ten termin! To wielka rzadkość zaiste, bo i krajowi „guru“ tej ezoterycznej wiedzy często tak mówią, jak się pisze…), czakramów i pól energetycznych. Mój kolega A. podjął ten temat w rozmowie z panią z kamienną twarzą – usunąłem się na ten czas na bok, bo bym nie wytrzymał. Poradziłem jej tylko przygarnąć jakiegoś kota. Może opieka nad czworonogiem trochę ją na ziemię sprowadzi..?

Jak pewien pan, absolwent geografii z miasta M. dzisiaj. Niby człowiek praktyczny, budowlaniec – jak opowiada, zwiedził kawałek świata, był nawet w egzotycznym bardzo miejscu pochodzenia naszych ziół – przy tym gawędziarz i jak sam się chwalił: człek ustosunkowany, choć w finansowych kłopotach (ale kto w dzisiejszych czasach nie ma finansowych kłopotów..?). A tymczasem nie dość że poprawne wymówienie słowa „deweloper“ sprawia mu nieprzezwyciężoną trudność, to jeszcze chodzi z torbą pełną ulotek i folderów zielarzy, speców od akupunktury czy chińskiego masażu. Aż mój kolega A. zaczął go podejrzewać, że żaden z niego budowlaniec, tylko występujący incognito „kolega z branży“, który przyszedł podpatrzeć, czym handlujemy.

Skądinąd kilku już takich kolegów w zeszłym roku spotkałem – i wszyscy jak jeden sami się do tego szybko przyznawali: zwyczajnie, te zioła, które my mamy, są poza zasięgiem jakiegokolwiek pana Kazia z miasteczka M., który by je chciał prywatnie importować, żadne incognito zatem, nic tu nie daje. Więc jednak wariat.

Żywy dowód na absurdalność naszego systemu edukacji zarazem. Ani owa pani z miasteczka W., ani ów pan z miasteczka M., ani też bohaterka wcześniejszych wpisów na tym blogu, „Ania27“ z forum „Świata Koni“ – nie powinni byli zostać dopuszczeni do matury. I w ogóle mowy nie ma to tym, że jakiekolwiek studia pokończyli! A tymczasem nie tylko matury zdali, ale też – jak twierdzą – magistrami są („magister“ – dla przyjaciół: „megi“…).

Dlaczego tak uważam..? Wcale nie dlatego, że każdy magister powinien się od razu na medycynie znać. Bo nie powinien. Podobnie jak na kuchni czy na polityce.

Powinien jednak zostać nauczony elementarnych podstaw krytycznego myślenia. Powinien umieć konfrontować ze sobą różne informacje. Powinien umieć wyszukiwać i hierarchizować wedle ważności informacje na każdy możliwy temat. I łatwo by doszedł do wniosku, że czakramy, biopola, astrologia czy radiestezja, to byty które poza jego własną głową, istnieć nie mają prawa...

Tak chyba jednak jest ten świat urządzony, że  bez ludzkiej głupoty, by się zwyczajnie zawalił. No bo czy możliwy byłby jakiś sensowny pokój społeczny, gdyby ludzie przestali się nabierać na  socjotechnikę, reklamę i propagandę?

Nie, żeby mnie to miało w jakikolwiek sposób pocieszać – ale dalsze pełne sukcesów i pomyślności rządy premiera Tuska tak samo zależą od ludzkiej podatności na reklamę, jak spłata moich długów dzięki sprzedaży ziół…

20 komentarzy:

  1. "...że czakramy, biopola, astrologia czy radiestezja, to byty które poza jego własną głową, istnieć nie mają prawa..."

    A ja, jako magister i to znający się na kuchni :-) śmiem twierdzić, że jeśli czegoś nie doświadczyłam, nie widziałam, nie odczułam, to wcale nie znaczy, że tego nie ma. Nie widziałam również w swoim życiu prądu i też go nie ma? :-) Myślisz, że wszystko już zostało odkryte?
    Nie mam podstaw, by nie wierzyć ludziom, którzy doświadczają pewnych rzeczy. Nie wiem, czy to dzieje się w ich głowie, czy rzeczywiście, więc nie biorę sobie za bardzo do serca tego, co mówią. Nie popełnię samobójstwa, czy mój świat się nie zawali, jeśli któregoś pięknego dnia, ktoś znajdzie metodę badawczą pozwalającą nam obiektywnie i merytorycznie weryfikować owe czakramy, biopola, radiestezję.

    "Jedyne co nie ma granic, to ludzka głupota"- tak wspierałam koleżankę, która dała się wpakować w sprzedaż bezpośrednią ścierek Raypath, również za jakieś 2,5 tys za komplet. Ja kupiłam identycznie działające za 5 zł w sklepie z chińszczyzną. Jadła tego nie będę, a ręce mi nie odpadły. Oczywiście, głupich nie było aż tak wielu, aby koleżanka utrzymała się na rynku. Życzę Ci, aby lepiej Ci poszło z ziółkami, niż jej ze ścierkami :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sprzedaż bezpośrednia, MLM, itp. to nie są złe rzeczy o ile sprzedawany produkt jest rzeczywiście dobry, w dobrej cenie i ma rzeczywistą, a nie urojoną wartość.

    Myślę, że np. kosmetyki firmy na A, mogą być fajną ofertą, to samo niektóre zioła.

    Ale na rynku jest też pełno ściemy - trzeba po prostu myśleć.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Riannon
    Nie można wymyślić metody badania czegoś, co oczywiście nie może istnieć, bo jest w samej swej koncepcji wewnętrznie sprzeczne.

    @R-O
    Jak sprawdzisz, czy zioła mają "rzeczywistą, a nie urojoną wartość"..?

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm, czasem tak sobie spożyje do jazdy autem:
    - sproszkowaną guaranę, żeń-szeń z guaraną, itp.
    - wyciąg z ziółek z efedryną
    - yerba mate...

    To po prostu czuje tą wartość tu i teraz.

    Kilka innych ziół i patentów też trochę znam, a niektóre są wypróbowane od niepamiętnych czasów i wiadomo, że działają - albo nawet od razu czuć.

    Swoją drogą chciałem ci napisać w poście o gorzałce z biedronki, ale się zapomniało - w lecie nazbierałem sobie piołunu i porobiłem wytrawne nalewki na bazie polskiej czystej "z datą" z Żabki (4krotna filtracja) - rewelacyjny trunek. Z piołunem kopie mocniej niż zwykły alkohol.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Nie można wymyślić metody badania czegoś, co oczywiście nie może istnieć, bo jest w samej swej koncepcji wewnętrznie sprzeczne".

    Niestety, nie rozumiem, co masz na myśli :-((( Pisząc w ten sposób negujesz wszelkie podstawy rozwoju nauki, gdyż jeszcze kilkadziesiąt lat temu ludzie nie mieli pojęcia o istnieniu kwantów, kwarków, neutrino i tym podobnych rzeczy. Czy w czasach, kiedy nie było metody na ich zbadanie, czy kwarki nie istniały? :-)
    Czy jesteś może wyznawcą pewnych filozoficznych prądów, które mówią, że jeśli czegoś nie widać, to tego nie ma? ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Rąbać głąbów w rogi ile wlezie.Nabić kabzę ponad wszystko.Wróżę zawrotną karierę w byznesie.Brawo tak trzymaj.Emeryt

    OdpowiedzUsuń
  7. zwierzęta skubią zioła i mają doskonałe w nich rozeznanie, wiedzą na którą dolegliwość, jakie skubnąć. Myślisz Boska Wolo, że to wpływ reklamy i socjotechnik?-))))

    "przy niewiastach płci przeciwnej";-)))))))

    OdpowiedzUsuń
  8. "Powinien umieć konfrontować ze sobą różne informacje. Powinien umieć wyszukiwać i hierarchizować wedle ważności informacje na każdy możliwy temat. I łatwo by doszedł do wniosku, że czakramy, biopola, astrologia czy radiestezja, to" zagadnienia, które wykorzystuje się w socjotechnikach, reklamie i ogólnym ogłupianiu ludzi, ponieważ są tajemnicze i przez naukę (uznane autorytety) niezbadane i nienazwane.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Anonimowy1

    Jacek działa w branży jakiej działa. Ludzie płacą DOBROWOLNIE, są zwykle zadowoleni z produktu. Więc w czym problem? Że drogi, no tak musi być drogi, bo to sprawia że jest skuteczniejszy. Ludzie wierzą, że drogie leki są skuteczniejsze niż tańsze dzięki temu mogą być skuteczniej uruchomione siły obronne/regeneracyjne organizmu. Mechanizm działania placebo jest nie do końca znany. To co wiemy, to fakt, że lepiej mieć nadzieję na wyzdrowienie niż jej nie mieć - człowiek się lepiej czuje i mimo wszystko lepiej zdrowieje/regeneruje się. W tej kwestii się akurat z Jackiem różnimy.

    @Anonimowy2
    Działanie ziół Jacka (zakładając, że kupujący ich naprawdę potrzebuje) wynika zarówno z zawartości w nich substancji czynnych jak i wysokiej ceny, która mocno wzmacnia wiarę w wyleczenie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Boska Wolo rzuć to handlowanie w cholerę, już czas,.... najwyższy;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeraził mnie Twój cynizm! Jestem przekonany, że "po to dostałeś wynoszące cię ponad innych talenty, abyś służył mniejszym od siebie i pomagał im zrozumieć" !
    A nie żerował na ich głupocie!
    Mam cichą nadzieję, że to tylko prowokacja. Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  12. prowokacja, czy nie - mechanizm psychologiczny jest taki, że ciężko robić coś w co się samemu nie wierzy

    podświadomie to wychodzi i psuje skuteczność

    jeśli sprzedawałbym zioła ludziom - to tylko te które mam sam wypróbowane, albo te co do których byłbym mocno przekonany

    cieżko mi by było wyciągać też radykalnie więcej kasy, niż za ich odpowiedniki z apteki

    OdpowiedzUsuń
  13. prostuj brachu tą prowokacje bo w danym momencie wyglądasz jak ynteligentny cwaniaczek...z miodem w uszach

    OdpowiedzUsuń
  14. @Riannon

    Kwarki, mezony, bozony, spiny i struny to wszystko hipotetyczne byty potrzebne jako człony równań, dzięki którym fizycy potrafią zbudować elektrownię atomową. Na przykład. Kwetia tego, czy owe byty istnieją czy nie istnieją i jak istnieją nie ma najmniejszego znaczenia i nikt o to nie pyta - bo po co..?

    Natomiast czakramy, wpływ gwiazd na ludzkie przeznaczenie, biopola, radiestezja, UFO czy temu podobne - po pierwsze, nie pozwala nam na wykonanie cepa, nie mówiąc już o elektrowni atomowej (innymi słowy, żaden z tych bytów nie wywołuje jakichkolwiek obiektywnie sprawdzalnych, poddających się falsyfikacji skutków w naszej rzeczywistości: jeśli komuś się wydaje, że jest inaczej, to już wyłącznie jego problem...). Po drugie zaś: wyznawcy owych bytów koniecznie domagają się przyznania im takiej realności istnienia jak cep czy elektrownia atomowa - zarówno cep jak i elektrownia atomowa istnieje na pewno, bo można takową dotknąć, zobaczyć, ewentualnie przez łeb dostać, albo paść trupem jak wybuchnie. Chwytasz różnicę..?

    @R-O

    No widzisz, jakoś nie wierzę, a wcale mi to nie przeszkadza sprzedawać - i to dobrze!

    @Anonimowi różni

    Nie napisałem o ziołach niczego, czego bym wcześniej nie napisał w dość popularnym poście "Piguła czy zioło".

    Jest tak naprawdę tylko jedna zmienna istotna przy komponowaniu kuracji ziołowych. Jest to cena. Im wyższa cena, tym wyższa skuteczność. Przy pewnym pułapie cenowym zapewne dałoby się już i umarłych wskrzeszać - gdyby nie ta trudność, że wcześniej tracą wrażliwość na bodźce... Cała reszta wskazań, przeciwwskazań, sposobów podawania, łączenia, itp. - to tylko konwencja, która z biegiem lat przyjęła się w branży po to, aby jakimś rodzajem "wiedzy tajemnej" uwiarygodnić się przed ludźmi. Konwencje to oczywiście należy znać i stosować - ale nie przywiązywałbym do tego jakiejś istotnej wagi.

    Ważne, żeby zioła były egzotyczne, trudno dostępne i drogie. Czy działają..? A co to w ogóle za pytanie..? Jasne, że działają!

    Akurat tym razem dostaliśmy jakieś wyjątkowo "zażarte" - muszę zmniejszać dawki w recepturach, bo się pacjenci skarżą, że zdrowieją za szybko...

    Przy tym, jest to dokładnie JEDYNA praca jaką w moim wieku i z moim (brakiem) kwalifikacji mogę w ogóle dostać. Tak więc wszelkie apele do mojej moralności, poczucia obowiązku itp. - proszę sobie wsadzieć w.... : mam na utrzymaniu piątkę koni i dwa koty i to jest jedyna rzecz, która jest dla mnie istotna!

    OdpowiedzUsuń
  15. "Boska Wola", masz tak jak chcesz.

    a co powiesz na temat teorii szyfrów Jaspersa, Boska Wolo?

    OdpowiedzUsuń
  16. "W opinii Jaspersa człowieka można ujmować w dwóch aspektach. Pierwszym jako istnienie empiryczne, używa tu terminu Dasein (w innym znaczeniu niż Heidegger), czyli byt przedmiotowy, obdarzony świadomością, ale postrzegany i widzący sam siebie w perspektywie swojej rzeczowości, historyczności, obiektywności.

    Drugim aspektem jest egzystencja, Existenz lub Selbstsein, istnienie ludzkie świadome swojego autentycznego istnienia, bycie sobą, bycie świadome swojego bycia.

    Tylko człowiek egzystuje, inne elementy świata tylko są.
    Człowiek nie jest bytem o określonej, skończonej istocie. Człowiek stwarza swoją egzystencję poprzez wybory różnych możliwości życia. Możność dokonywania wyborów wiąże się z pojęciem wolności.
    Wolność nie jest absolutna (jak u Sartre'a). Jesteśmy uzależnieni od naszego świata. Nasze życie jest w jakiejś określonej sytuacji, w określonym czasie historycznym, w określonym układzie społecznym, w konkretnym ciele o określonych właściwościach, w konkretnej kulturze o określonych obyczajach, nakazach i zakazach, hierarchii wartości, systemie prawnym, nawet o określonym sposobie myślenia, z systemem kategorii i pojęć.
    To wszystko stanowi tylko byt empiryczny. Ten byt poznawany jest za pomocą oglądu zewnętrznego, tak jak bada go nauka.
    To jednak nie wszystko. Poznanie przez człowieka jego własnego bycia, jego własnej egzystencji, którą tylko on może poznać i zrealizować, jest możliwe tylko od wewnątrz. Ten proces poznawczy nazywa Jaspers rozjaśnianiem egzystencji.
    Człowiek zawsze znajduje się w jakiejś sytuacji nie zauważając tego i identyfikując się z nią. Podtrzymuje swoje istnienie w świecie starając się związać się z nim bezrefleksyjnie, panować nad nim lub mu ulegać.

    Może jednak wyrwać się z bezrefleksyjnego poddania się istnieniu empirycznemu.

    Pomocne są tu sytuacje, które Jaspers nazywa sytuacjami granicznymi. Pierwszą z nich, ogólną, jest poczucie "ciasnoty" swojego położenia w otaczającej rzeczywistości. Ta ciasnota pozwala dostrzec możliwość nieokreśloności przyszłości, możliwość decydowania i wolności. Jaspers wskazuje też poszczególne sytuacje graniczne takie jak: śmierć, walka, cierpienie, wina. One rodzą niepokój, uświadomienie sobie historyczności bytu empirycznego, jego kruchości i skończoności. Przeżycie sytuacji granicznych powoduje, że stajemy się sobą, egzystujemy, uświadamiamy sobie swoją własną egzystencję. Uzyskujemy wgląd w swoją egzystencję i w swoje istnienie empiryczne. Aby realizować siebie musimy zachować jedność między nimi, jedność między koniecznością i wolnością.

    Droga do poznania egzystencji wiedzie przez komunikację. Drugi człowiek jest drugą egzystencją, nie jest anonimową jednostką społeczną. Komunikacja jest wspólnym poszukiwaniem autentycznego istnienia. Dzięki drugiej egzystencji można osiągnąć jasność co do własnej egzystencji.

    Zrozumienie kruchości własnego bytu odnosi nas do transcendencji. W niej egzystencja odnajduje oparcie dla swojego istnienia.

    Nie ma egzystencji bez transcendencji.

    Przyjęcie jej jest rodzajem filozoficznej wiary. Transcendencja komunikuje się z egzystencją za pomocą szyfrów transcendencji. Szyfrem może być wszystko co występuje w świecie, a właściwie jest nim świat widziany we właściwy sposób. Ta komunikacja między transcendencją a egzystencją stała się w późniejszym okresie twórczości Jaspersa częścią koncepcji wszechobejmowania (das Umgreifende), jako oddziaływania różnych rodzajów bytu, począwszy od bytu empirycznego, świata, świadomości, ducha a kończąc na rozumie."

    OdpowiedzUsuń
  17. Czepiłam się tych czakramów, biopól, etc, ponieważ ich oddziaływanie jest równie nieweryfikowalne, jak te ziółka. Nie wiemy, ile z tego naszej wiary, a ile rzeczywistego działania. Kwarki są weryfikowalne, istnieją niezależnie od tego, czy w nie wierzysz.
    Różnicę chwytam, ale chyba trochę inaczej, ale nie będę już się nad tym rozwodzić. Może kiedyś będzie okazja.

    Podobnie nieweryfikowalną i niemierzalną jest ludzka moralność i nie mamy prawa oceniać cudzej. Póki jesteś w swoich postach szczery i póki masz taki fajny dystans do siebie, póty będę tu do Ciebie zaglądać. Ściemę, fałsz, pozerstwo, lanserstwo wyczuwam z drugiego końca świata i jestem na nie uczulona. Podoba mi się, że potrafisz przyznać się, że robisz coś tylko i wyłącznie dla pieniędzy, a nie dorabiasz do tego idiotyczną ideologię.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Anonimowi i nieanonimowi co się oburzają, że Jacek sprzedaje drogie zioła.

    Chcącemu nie dzieje się krzywda! Wasze potępienie tej działalności sugeruje, że Wy wiecie lepiej czego ci ludzi (klienci) chcą i potrzebują. Skąd niby macie to wiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  19. nie o to chodzi, przynajmniej jeśli o mnie chodzi. Jacek Kobus to niezwykła osobowośc. Piękna, mądra postać.
    I co. I zioła sprzedaje....

    To nie pasuje, zgrzyta...-)
    albo kłamie albo coś z nim nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  20. http://change4you.info/swiadomosc-jezyk-programowania-dla-wszeswiata/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...