piątek, 22 kwietnia 2011

Dlaczego świętowanie męczy..?

Najpierw trzeba zapełnić lodówkę. Wymaga to wizyty, lub częściej jednak – kilku wizyt – w zatłoczonym i już z tego tylko powodu wzbudzającym w człowieku agresję (nie dotyczy Chińczyków! Im, im tłumniej – tym bezpieczniej, lubią się o siebie nawzajem ocierać, jak surykatki czy inne stworzonka futerkowe stadne… Czy się mylę..? A może ktoś z Państwa też czuje się w tłumie dobrze i bezpiecznie..?) supermarkecie.

Kiedy lodówka już zapełniona, prace się rozdzielają. Część sił i środków należy rzucić na odcinek przerabiania półproduktów z lodówki na produkty gotowe jadalne (chyba, że ktoś idzie na łatwiznę i wszystko kupuje od razu w postaci gotowej do spożycia..?), a część – na doprowadzanie kwatery do połysku. Mógłby się ktoś z Państwa zapytać: no dobrze – ale co w tym takiego męczącego..? Koniec końców, to tylko oznacza, że nasze Lepsze Połowy muszą wyrobić w te dwa – trzy dni jakieś 200% miesięcznej normy roboczogodzin. Możemy, oczywiście, solidaryzować się z nimi w bólu – usuwając się dyskretnie poza obręb mieszkania, żeby nie przeszkadzać i nie katować się widokiem ich udręki… Ot, świetna okazja żeby wyskoczyć na piwo z kolegami, czy na moczenie wędki nad rzeką, nieprawdaż..?

No nie do końca, nie do końca! Niby to tylko dwa czy trzy dni – ale powiedzmy sobie szczerze i otwarcie: my też lubimy, kiedy poświęca się nam trochę uwagi. Przytuli. Pogłaszcze. A trudno o takie niezbędne do życia każdej surykatki, tj., przepraszam – oczywiście: każdego mężczyzny gesty – kiedy Lepsza Połowa akurat wyrabia 200% normy! Tak więc cierpimy chcąc nie chcąc. Nawet, jeśli dla minimalizacji owego cierpienia, usuwamy się na te „gorące“ dni z domu… Wszak na noc trzeba wrócić, nieprawdaż..?

Tak więc, radzi czy nieradzi, też bierzemy się za ściereczki i miotełki – i sprzątamy. Mnie się akurat jakoś wyjątkowo w tym roku ulazło – za to zbiłem z resztek po starych deskach dwa kwietniki (pochwalę się, jak się w nich wreszcie coś zasadzi). No i obiecałem skopać ogródek. Co będę wykonywał za jakąś godzinkę, jak się trochę ochłodzi, bo na razie iście tropikalny upał (a rano był przymrozek!). Dlatego mam czas na snucie tego rodzaju rozważań.

Gdzieś pomiędzy zakupami, sprzątaniem a gotowaniem, niektórzy z nas znajdują czas na pójście do kościoła. I to w zasadzie cały modus świętowania wyczerpuje. Jeśli ten „czas święty“ wyróżnia się jakoś od „czasu zwykłego“ – to tym tylko, że więcej trzeba ganiać, wystawać w korkach i ocierać się o obcych ludzi w sklepie, co w przeciwieństwie do ocierania się o Lepszą Połowę, nie jest ani trochę przyjemne!

Po jaką cho..rę nasi przodkowie wymyślili te całe święta, zamiast zwyczajnie wziąć sobie urlop i wyskoczyć w góry lub nad morze..?

Ano właśnie – przodkom jednak chyba było po prostu… łatwiej..? To są tylko luźne propozycje, nie żadna skończona i kompletna lista, proszę dopisywać własne spostrzeżenia, jeśli wola, ale wydaje mi się, że:
-       w okresie przedświątecznej mobilizacji liczniejsze, wielopokoleniowe rodziny naszych przodków o wiele lepiej sobie radziły z ogromem zadań – dzięki podziałowi pracy, zadania te wręcz mogły się, przez kontrast do codziennej rutyny, wydać rodzajem zabawy! Dla pary udźwignięcie ciężaru przedświątecznych przygotowań jest już zadaniem wyczerpującym. Dla osoby samotnej – chyba niemożliwym do podołania..?
-       nasi przodkowie w znacznej części spożywali w czasie Świąt Zmartwychwstania zapasy z poprzedniego roku (ostatnie zresztą…) – to i tłok na targowisku (supermarketów jeszcze nie było…) aż tak ich nie stresował. To jest oczywiście pewien problem – zwłaszcza dla ludzi z Wielkim Miast, jak moja własna Lepsza Połowa, przywykłych do tego, że przez cały rok są dostępne świeże produkty i nie trzeba przechowywać zapasów na dłużej niż tydzień – ale akurat w tym względzie nasi przodkowie po prostu nie mieli skali porównawczej, bo w ich czasach świeże produkty były dostępne tylko sezonowo, w sezonie wiosennym – jak teraz – w zasadzie, poza może mlekiem i dziczyzną, żadnych świeżych produktów jeszcze nie było, więc korzystanie z (już w dużej mierze przetworzonych) zapasów było bezalternatywną koniecznością. Znacząco jednakowoż zmniejszającą potrzebny dla skutecznego świętowania nakład pracy!
-       nie było ani telewizji ani blogów w internecie, więc okazja do wspólnego skubania gęsi z puchu i opowiadania przy tym rodzinnych dykteryjek – była jedyną możliwą, a przez cały Wielki Post tęsknie wyglądaną rozrywką,
-       tradycyjnie w dawnych czasach większość małżeństw aranżowała się podczas karnawału – a zawierała właśnie na Wielkanoc: była w tym swoista ekonomia, bo dzięki temu nie trzeba było osobno wesela urządzać, skoro już i tak przygotowania do świąt trwały!

To są na razie wszystkie powody dla których ongiś czas święty był świętym, a teraz nie jest. Ale może Ty, Drogi Czytelniku, masz na ten temat inne zdanie..?

7 komentarzy:

  1. U nas się nie goni przed świętami po supermarketach. Planujemy dużo wcześniej najważniejsze zakupy. W czasie przedświątecznym skupiamy się na spokoju, umiarkowaniu w pogoni za życiem. W Wielkim Tygodniu powstrzymujemy się od niepotrzebnych prac, a w Wielki Piątek nie pracuje we wsi żaden tartak, ani nie słychać kosiarek i traktorów. Dom w miarę zadbany na co dzień nie wymaga rewolucyjnych przemian, szykujemy tylko odświętne stroje. Placki pieczemy wspólnie z resztą rodziny, albo dzielimy się pracą i zwozimy co kto ma na wielkanocne śniadanie. Święta zaczynamy od wspaniałej rezurekcyjnej mszy o świcie, potem wzajemne rodzinne spotkania, życzenia, odwiedziny bliskich...jest gwarno , wesoło, niekoniecznie bogato, ale swojsko i bardzo radośnie. Dzielimy się jajem z sąsiadami, składamy życzenia. Na stole królują jajka, pieczone mięso, wędliny, chrzan i żur z białą kiełbasą. Oczywiście wspaniałe naleweczki również. Ku pokrzepieniu naszych objedzonych żołądków. Aha...nie szukamy zająców w trawie, nie wykupujemy z allegro niepotrzebnych prezentów. Staramy się dużo rozmawiać, planować, opowiadać, raczej nie oglądamy TV...po prostu jesteśmy ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie mamy innego zdania. Możemy tylko energicznie przytaknąć! Po dzisiejszych zakupach wróciliśmy wykończeni, nie wspomnę o dniu wczorajszym, kiedy to z obłędem w oczach biegałyśmy z Ewą po Gdańsku w poszukiwaniu prezentów na "zająca". Co dziwne nie znalazłyśmy nic, na czym nasze oczy zatrzymałyby się chwilę dłużej. ( no poza książkami, ale to dla nas, a nie na prezenty:-))) ). Dzisiaj więc w pierwszym rzędzie udaliśmy się na targowisko, by w powiewach świeżego powietrza i w otoczeniu barwnych kramów zrobić zakupy. Supermarketom w tym roku powiedzieliśmy stanowcze nie! I tym sposobem mamy jajka prosto od wiejskiej kury, wiejskie i swojskie mięsiwa dla rodziny i pachnące nowalijki. Ale i tak 30 min w markecie po wody mineralne tudzież mąki do wypieków rzuciło nas na łopatki.
    Miłych Świąt życzymy!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Alutka

    Dziękuję - i wzajemnie!

    @ weszynoska

    Nie ukrywam, że o taką właśnie reakcję mi chodziło :-) Przyznaz jednak, że Twój przykład jest raczej wyjątkowy we współczesnej Polsce..?

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyklaskuję mocno Weszynosce, ani nosa nie wyściubiam przed świętami z domu. Nie przewracam domu do góry nogami, zieloności wolę za oknem w ogrodzie, a Wielki Piątek spędzam w plenerze w Kalwarii Pacławskiej na Misterium Męki Pańskiej. Przeżycie duchowe w pięknych plenerach wzgórz kalwaryjskich, wysiłek wędrówki pod górę, śniadanie z jedną Mamą, potem odwiedziny drugiej, spotkanie z rodziną, a w poniedziałek na jakąś łazęgę po Pogórzu, bo kto wytrzymałby tyle przy stole.
    Radosnych świąt Wielkiej Nocy, smakowitości na stole, błogiego spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi i koniecznie obfitego dungusika, pozdrawiam serdecznie Maria

    OdpowiedzUsuń
  5. Zakupy robię na 2 tygodnie przed świętami, wszak po to wymyślono lodówkę i zamrażarkę. Wszelki tłum zatem omijam szerokim łukiem.
    Jako poganka z prawdziwego zdarzenia, zamierzam jutro, zamiast się objadać, wyciągnąć Chłopa na "pielgrzymkę" w poszukiwaniu zapomnianej, pogańskiej świątyni u stóp gór Izerskich. To będzie moje misterium :-)
    Tobie i Twoim czytelnikom życzę, aby natura szczodrze sypnęła Wam z rogu obfitości w nowym sezonie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję za życzenia i wzajemnie, wszystkim Państwu życzę spełnienia marzeń - niezależnie od tego, z jakiej okazji!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...