niedziela, 20 marca 2011

Znowu wpisu nie będzie

Dziś też nie dam rady. Z kilku powodów. Po pierwsze – nie wyspaliśmy się. Obie serdeczne psiapsiuły, Buba z Maleństwem, popularnie zwane „cipsami“, dwa razy przerywały tej nocy ogrodzenie, niszcząc w efekcie większość podręcznego zapasu owsa. Bo zjadły może po garstce nim obudzony dobiegłem na drugą stronę chatki odprowadzić je z powrotem – a rozsypały po ziemi cały worek.

Po drugie – dziś jest ostatni dzień przed odnowieniem limitu przesyłu danych i zwyczajnie nie chce mi się użerać z naszym „Era Before Civilization“ internetem. Szczególnie, że na razie idzie jak krew z nosa. Jutro będzie to znacznie łatwiejsze. Co oczywiście nie znaczy, że jutro na pewno jakiś wpis popełnię. Niestety: praca.

Po trzecie – od trzech tygodni nie mam czasu przygotować nic dla „Najwyższego Czasu!“, a powinienem – nie tylko dlatego, żeby nie wyjść z wprawy, czy z żądzy sławy, ale również dlatego, że jestem im winien pieniądze. Przy ostatniej wypłacie kolega Tomek Sommer pomylił się i przelał mi 4 razy za dużo: a że w dodatku zrobił to tydzień wcześniej niż zwykle, więc nawet nie sprawdzałem rachunku i wszystkie te pieniądze szlag trafił. Mam teraz o wiele mniejsze zadłużenie w banku – ale powinienem odpracować tę kwotę, skoro (na razie) nie mogę jej oddać? Jak sądzicie? To biorę się do roboty w takim razie. A jeszcze mam pracę domową z pracy…

Za to, w ramach rekompensaty za brak wpisu, dla P.T. Czytelników zainteresowanych końmi przygotowałem obok ankietę. Związaną z poprzednim tematem który tu dyskutowaliśmy. Państwo P.T. Czytelnicy nie podzielający takich zainteresowań, mogą się po prostu pośmiać. W sumie można by już temat zakończyć i więcej do niego nie wracać – ale przecież dzieci te głupoty na forach internetowych czytają. A że brak im punktu odniesienia, to chłoną to bezkrytycznie. Jeśli więc wszyscy mądrzejsi będą milczeć (bo po co się z głupim kłócić?), to się za lat 20 czy 30 naprawdę jakimś totalitarnym koszmarem skończy…

7 komentarzy:

  1. Hm, mądra nie jestem, więc się wypowiem :-) Oczywiście, nie w kwestii Niewzorowa, bo o nim dowiedziałam się dopiero u Ciebie na blogu. Tu się zgodzę, że zapewne prawda leży gdzieś pośrodku. Można wybierać pewne elementy szkolenia, które mają sens i działają, nie będąc fanatycznym wyznawcą danej szkoły.

    Jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie słyszał w Polsce o pozytywnych metodach w szkoleniu psów, opartych jedynie na nagrodach, a nie karaniu, lecz ignorowaniu niewłaściwych zachowań. Czyli karą był brak nagrody, a nie kara fizyczna. Jeszcze kilkanaście lat temu siłą i przy tym bezskutecznie walczyłam z moją suką o twardym charakterze. Szczęście to wielkie-dla mnie i dla zwierząt, że udało mi się podejść z otwartą głową do nowinek ze świata, że można inaczej, że najpierw trzeba poznać psychikę zwierzęcia, by nauczyć się modelować pewne zachowania bez użycia siły, a jedynie w zabawie. Najmłodsza moja suka, dzięki temu, opanowała w 5 dni cały kurs agility (tor przeszkód), który psy niegdyś uczono całymi latami. Dodam, ze nie w szkole, ale u mnie na podwórku. W szkole tylko weryfikowałam to, czego się nauczyłyśmy.
    Z taką otwartą głową, ale nie bezkrytycznie, chciałabym podjąć nowe wyzwania pracując z innego typu zwierzęciem.

    Zobaczcie sobie ten niesamowity filmik:

    http://www.youtube.com/watch?v=c37UmzKR8nk&feature=related

    To jest przykład, co można zrobić z psem. Po minie tego psa widać, że na pewno nie był zmuszany do treningu i podporządkowania się człowiekowi, ale osiągnięto to metodami jak najbardziej bez użycia przymusu. koniecznie włączcie głośniki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z koniem o tyle jest trudniej, że najsilniej działającym bodźcem poztytywnym jaki możemy mu zaoferować - jest pozostawienie go w spokoju.

    Nie mam żadnych doświadczeń z klikerem. Nie tylko dlatego, że nigdy nie spotkałem nikogo, kto mógłby mnie tej metody nauczyć (nie zwykłem takich umiejętności czerpać z internetu - to do niczego nie prowadzi, jeśli żywy człowiek nie pokaże jak to się robi...). Również dlatego, że sam musiałem się oduczyć przekupywania jedzeniem mojego Wielkiego Strasznego Zwierza: była to prawdziwa droga do zatracenia. Zwierz bowiem domagał się smakołyków coraz to agresywniej i zamiast robić co jej kazałem, tylko się bardziej narowiła.

    Dopiero gdy pokonałem w sobie ten odruch, osiągnęliśmy coś w rodzaju modus vivendi - ona mnie darzy niechętnym szacunkiem, a ja staram się nazbyt częste tego szacunku na szwank nie wystawiać.

    Bałem się, że idąc w stronę takich bodźców pozytywnych (początek pracy z klikerem to zdaje się właśnie nauczenie związku między dźwiękiem a nagrodą - tak?), z powrotem znajdę się w punkcie wyjścia.

    Nie twierdzę jednak, że przy pomocy klikera nie da się osiągnąć wspaniałych efektów. Na pewno są ludzie, którym to świetnie wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kliker to tylko jedna z metod, nie jedyna pozytywna w szkoleniu. Ja jak zwykle, zmodyfikowałam owe metody dla siebie, bo nie jestem w stanie skoncentrować się jednocześnie na pracy z psem i trzymaniem w drugiej ręce urządzenia, które muszę w ułamku sekundy włączyć. Rzeczywiście kliker ma wyrobić w mózgu "ścieżkę"- dobre zachowanie=natychmiastowy klik, a klik=nagroda. U mnie ów "klik" zastąpiłam jednym wypowiadanym słowem. Wygląda to tak: na pożądane zachowanie pies słyszy słowo "ślicznie" po czym następuje nagroda. Owo słowo "ślicznie" jest "mostem" pomiędzy zachowaniem, a nagrodą. Specjalnie wybrałam infantylne słowo "ślicznie", gdyż nie używam go w normalnym słownictwie (jak np słowo "tak", Ok" "dobrze") by pies słyszał je tylko i wyłącznie w swoim kontekście. Słowo daję, w ten sposób, oczywiście przy głębszym zrozumieniu tematu, można psa i na rzęsach nauczyć chodzić.
    Nie ma żadnego sensu karać psa za źle wykonaną czynność, bo to jakby zmuszać obcokrajowca, aby wykonał nasze polecenie wydane w niezrozumiałym dla niego języku i bić go za nie rozumienie polskiego. Zwierzęciu pokazuje się pewne rzeczy w sposób prosty, a potem, przy pomocy nagród, modyfikuje i komplikuje komendy. Żadnej magii w tym nie ma, czysta psychologia.

    Przyznam, że zdębiałam, gdy gdzieś w necie wyczytałam, że można konie na nagrody (metodą klikerową) uczyć, bo wiem, że mają zupełnie inną naturę i psychikę. Póki nie zrozumiem, jak to działa u konia, póty raczej takich eksperymentów bym nie robiła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem fajnie jest dostać pieniążki z góry, bo potem motywacja jest, że już mi zapłacono, to się postaram jak najlepiej! :)
    Z ankiety się pośmieję, bo brak mi wiedzy na cokolwiek innego!
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  5. @iw
    Ale nagroda przed pracą działa tylko na niewielki procent uczciwych ludzi. U nas, jak dasz robotnikowi z góry nawet zaliczkę, ulotni się w sina dal. Podobnie pies, pokaże Ci ogon i tyle go zobaczysz :-)

    A propos jeszcze szkolenia. Najbardziej złoszczą mnie ludzie, którzy uważają, że zwierzę bezwarunkowo, bez żadnego "przekupstwa" powinno być podporządkowane właścicielowi. Ma człowieka kochać bezgranicznie i niczego nie oczekiwać. Cóż, na miłość trzeba sobie zasłużyć. Ciekawe, ile człowiek będzie pracował bez wypłaty dla swojego szefa, który uważa, że pracownik powinien kochać go bezgraniczną miłością i robić dla niego różne rzeczy za darmo.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Riannon

    Rozejrzyj się po forum www.re-volta.pl, jest tam kilka wątków dotyczących interesujących Cię tematów. Zwróć uwagę na posty użytkowniczki o nicku "Teodora" - jeśli spróbujesz się do niej bezpośrednio zwrócić, na pewno Ci pomoże.

    Wiesz, w metodach Monty Robertsa tak naprawdę używa się bodźców negatywnych a nie pozytywnych. Odesłanie konia na okręgu (wolę to słowo od terminu "roundpen") jest tym samym, co wygonienie niesfornego konia ze stada przez jego przewodniczkę. A co się dzieje z takim wygnanym ze stada koniem? Ano - zjadają go wilki. Mało kto o tym pamięta, ale tak naprawdę bawiąc się z koniem na okręgu, "rozmawiamy" z nim, stale grożąc mu śmiercią. Znam "klasyków", którzy odrzucają tę metodę, bo ich zdaniem jest o wiele brutalniejsza dla psychiki konia niż najgorsze lanie dla jego ciała.

    Stosuję to, bo jest to metoda skuteczna, a nie dlatego, że jest jakoś szczególnie humanitarna. Oczywiście - Wielki Straszny Zwierz doskonale już wie, co będzie dalej (konie faktycznie nie są zbyt mądre, ale przez tyle lat doświadczenia, trochę przecież rozumu nabrała...) i wszystkie te "odesłania" to jest tylko pewna konwencja. Jak kto chce zresztą, to w każdej chwili mogę zademonstrować "join up" bez żadnego ganiania i odsyłania - starczy wejść na okrąg lub, jeśli wcześniej kilka dni trochę poćwiczę, wykonać kilka gestów, nawet na otwartej przestrzeni, a ten koń będzie za mną chodził jak przywiązany, ustępował, ustawiał się jak chcę i w ogóle - wszystko co trzeba. Im straszniej przy tym będzie, tym ta dyscyplina będzie ściślejsza, co jest niebagatelnym atuttem, gdy wyjeżdża się w teren na koniu, którego wszyscy przed tobą nie wiedzieć czemu uważali za płochliwego. Z humanitaryzmem to jednak wiele wspólnego nie ma.

    I oczywiście działa to tylko na konie, które są dobrze zsocjalizowane do stada koni. Na samotników wychowanych wśród ludzi "odesłanie" działać nie będzie, bo się nie połapią, o co tu chodzi...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ok, zerknę na forum, w końcu muszę sobie usystematyzować tę wiedzę i do kupy poskładać.
    Tak, ja rozumiem metodę Robertsa na razie bardziej, niż metodę kliker i koń. Jak wspomniałam, rozumiem psychikę psa i wiem, czemu to działa. Wydaje mi się, że rozumiem, iż psychika konia jest inna, zatem to nie powinno działać. Skoro działa to znaczy, że inaczej trzeba do tego podejść.
    Nigdy nie robię czegoś, czego sensu nie rozumiem, tylko dlatego, że ktoś inny tak robi i mi mówi, że ja mam tak robić. Może jestem przez to upierdliwa, ale wielu błędów dzięki temu unikam. Przy odbiorze szczenięcia, zawsze tłumaczę ludziom, dlaczego tak, a nie inaczej postępuje się z młodym psiakiem, a nie "tak masz zrobić, bo to działa".

    Co do Robertsa, to faktycznie, być może są to negatywne bodźce, dla mnie jednak ważne, aby nie były związane z przemocą w ludzkim rozumieniu tego słowa. Zupełnie nie sprawia mi przyjemności lanie zwierząt, nie czuję się przez to bardziej ważna, nie odczuwam potrzeby dowartościowania się w ten sposób. Niestety, bardzo wiele takich zachowań ludzi w stosunku do zwierząt, własnie z takich pobudek wynika.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...