niedziela, 6 marca 2011

Zabójcze sumienie


Wczoraj umarł człowiek. Działo się to we wsi X, w rodzinie Y, a zmarłemu na imię było Z. Z. miał brata. Ów brat był bardziej kochany przez rodziców, a przy tym – w przeciwieństwie do Z., znalazł sobie żonę i spłodził syna.

Przez prawie 40 lat wszyscy mieszkali razem, na jednym gospodarstwie, które rodzice Z. w całości zapisali jego żonatemu bratu, Z. w tym rodzinnym dziale całkowicie pomijając. Z. pracował w tartaku i dopracował się tam normalnej, ZUS-owskiej emerytury. Około 1400 złotych na rękę miesięcznie. Jak na stosunki wiejskie – majątek nie do pogardzenia!

Brat Z. umarł minionej jesieni. Co było skutkiem wypadku jakiemu uległ za przyczyną swojego niezbyt rozgarniętego syna. Który jednakowoż stał się, ponownie z pominięciem stryja, jedynym dziedzicem gospodarstwa.

Bratowa po śmierci męża, odmówiła karmienia Z. Bratanek go prześladował. Oboje rozpowiadali, że Z. przepija swoją emeryturę i awanturuje się – co, niestety, nie było prawdą.

Nie minęło kilka miesięcy, a stan Z., dotkniętego w dodatku chroniczną biegunką, tak się pogorszył, że za sprawą dalszej rodziny trafił do szpitala. Gdzie po kilku dniach pobytu, wczoraj rano, dokonał żywota.

Na pozór zachowanie bratowej i bratanka Z. jest nieracjonalne. Nie tylko pozbawili się dochodu w postaci emerytury Z., ale też i – jedynego w gospodarstwie pomocnika, a co najważniejsze: kierowcy. Jedynego kierowcy, bo bratowa prawa jazdy nigdy nie zrobiła, a niezbyt rozgarnięty bratanek na zrobienie prawa jazdy nie ma najmniejszych szans.

Moim zdaniem, da się jednak ich zachowanie wytłumaczyć. Nie są to może orlęta intelektu, ale generalnie rzecz biorąc, zgadzam się z autorami „Superfreakonomii“, że – przynajmniej w dłuższym okresie czasu – ludzie reagują na bodźce. W tym przypadku owym zabójczym dla Z. bodźcem, na który zareagowała jego bratowa i bratanek, było ich sumienie. Nieczyste sumienie. Z. bowiem, samą swoją obecnością, przypominał im o wszystkich krzywdach które mu wyrządzili. Najwyraźniej wynagrodzenie w wysokości 1400 złotych netto miesięcznie i darmowego kierowcy było zbyt niskie, aby owe wyrzuty sumienia złagodzić – i lepiej było Z. zabić…

Oczywiście ani bratowa ani niezbyt rozgarnięty bratanek nie poniosą z tego tytułu żadnej odpowiedzialności. Teoretycznie rzecz biorąc lekarz ze szpitala, w którym Z. umarł stwierdziwszy, że umarł z powodu głodu i wycieńczenia, nie powinien był wystawić świadectwa zgonu, tylko powiadomić prokuraturę. Czego oczywiście nie zrobił. I trudno mieć o to do niego pretensje – jaki niby miałby mieć interes w tym, żeby się dawać ciągać po sądach i świadczyć w sprawie, która go osobiście nic nie obchodzi..?

Nie wiem, co będzie teraz z ich sumieniem. Tak wrażliwym, że pod jednym dachem ze skrzywdzonym Z. żyć nie mogli..? Cóż – rozgrzeszenie dostali, wszyscy we wsi widzieli, jak dzisiaj przystępowali do komunii. Chyba wszystko zatem w porządku? W rodzinie Y. zapanowała wreszcie pożądana harmonia i spokój.

W zasadzie nie byłoby więc po co Państwu tego casusu opowiadać, gdyby nie pewien wniosek natury ogólnej, który daje się z niego wysnuć. Otóż – jeśli już jesteśmy na dnie, żyjemy na czyjejść łasce i niełasce i brak nam asertywności by się o jedzenie chociażby dopominać, to zaiste lepiej jest się przynajmniej wódki napić! Raz, że sporo kalorii się w ten sposób przyjmuje. A dwa – że jest szansa iż urządziwszy po pijanemu awanturę, trafi się bodaj do aresztu – a tam przecież człowiekowi z głodu umrzeć nie dadzą…

A Państwo P.T. Czytelnicy gapy jesteście. W porannym wpisie walnąłem aż dwa babole takie, że zęby bolą – i nikt nie zauważył!

Po pierwsze – nie jest możliwe, aby kapucynki nauczyły się kradzieży i prostytucji dopiero poznawszy siłę pieniądza. To jest dobry antykapitalistyczny slogan, ale nieprawdziwy. Musiały już wcześniej podbierać sobie nawzajem smakołyki (jak chodzi o kradzież) – i robić dobrze w zamian za materialną gratyfikację w postaci smakołyku (jak chodzi o prostytucję). Tyle, że robiły to wszystko „w barterze“ – a jak się nauczyły, że smakołyki można mieć za pieniądze, to zwyczajnie zmienił im się mroczny przedmiot pożądania…

Po drugie – bon mot w sprawie aborcji który popełniłem też jest tylko nieczystym chwytem erystycznym. W rzeczywistości bowiem swoboda przerywania ciąży zwiększa dzietność, a tym samym – przyrost populacji, a nie zmniejsza go. Co jest skądinąd oczywiste. Dziewczęta robią się mniej uważne zakładając, że „jak by co“, to sobie brzuch wyskrobią – ale w praktyce jednak nie wszystkie są do tego zdolne. Więc pojawia się pewna nadwyżka urodzin, których w przeciwnym razie w ogóle by nie było. Zarazem eliminowanych jest – jak Levitt udowodnił – około połowy przyszłych przestępców, którzy zostają zabici jeszcze przed narodzeniem.

Z punktu widzenia „bezpieczeństwa publicznego“ (jak i z punktu widzenia „przyrostu populacji“), aborcja ma zatem same zalety. Dlaczego mimo to nie uważam jej za właściwy sposób rozwiązywania takich problemów? Ano dlatego, że – prawdę pisząc – nie wierzę w takie pojęcia jak „bezpieczeństwo publiczne“ czy „przyrost populacji“. Jeśli raz te utylitarystyczne hipostazy dopuścić do głosu, to logicznym jest z nich wnioskiem, że ludzi powinno się hodować tak samo jak konie, świnie czy kurczaki. Planowo selekcjonując i dobierając do rozpłodu tylko najlepsze genotypy. Ciekawa perspektywa..? No jakoś nie bardzo, prawda? I właśnie dlatego, że nie bardzo – nie ma się co dawać statystyce uwodzić. Nie z innego powodu…

A poza tym uważam, że czyste sumienie jest jednak trochę przereklamowane…

4 komentarze:

  1. I to jest właśnie życie, raz dobre, raz złe. My chcemy samo dobro, ale nie da się tego tak wyregulować... chyba, że w niebie :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Teza Levitta o wpływie aborcji na przestępczość została zmiażdżona. Jego model jest jak ser szwajcarski, każdy może w nim znaleźć swoją dziurę. Nic on nie udowodnił, a jedynie się wygłupił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam się wymądrzać nie mam zamiaru i wytykać ew. błędów - przede wszystkim jestem tu gościem i nie wypada.

    Co do przypadku opisanego - lepiej w rodzinie nie siedzieć na kupie, bo taniej, bo przyzwyczajenie, ale iść na swoje.

    Z rodziną najlepiej na zdjęciu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety- tacy już są ludzie. I jak tu nie być mizantropem? Btw dziwię się , że pan Jacek wybrał wieś jako miejsce zamieszkania- tu kontakty międzyludzkie są jednak częstsze i intensywniejsze...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...