piątek, 18 lutego 2011

Zło jest dobre…


a w umiarkowanych dawkach – wręcz niezbędne! Jak już o tym wielokrotnie pisałem: o ile zbawienie na tamtym świecie jest z punktu naszego tu i teraz niewyobrażalne, ale nie niemożliwe – to zbawienie tu i teraz, na tym świecie: jest nie tylko niewyobrażalne, ale też z całą pewnością – niemożliwe.

Co zresztą Kościół Święty, matka nasza, w lepszych dla niego czasach (choć czy naprawdę czasy te były od naszych na pewno lepsze..?) powagą swoją nad wszelką wątpliwości poświadczył, obrzydłe błędy niejakiego Pelagiusza potępiając tak, jak na to zasługiwały, a też i sąd swój nieomylny o innych, podobnych herezjach, jako to liberalizm, modernizm, socjalizm i cała masa innych –izmów, we właściwy, przyjęty i uznany sposób wydając.
Grób św. Augustyna, który wiele zwojów przeciw Pelagiuszowi i jego uczniom zapełnił

Jakie stąd wynikają wnioski praktyczne..? Ano, jak sam Zbawiciel powiedział: „biedni zawsze będą wśród was“. Amen. Nie ma i nie może być końca dla niesprawiedliwości, cierpienia, nędzy, rozpaczy, bólu i temu podobnych ludzkich przypadłości o których staramy się na co dzień nie pamiętać, siedząc wygodnie przed ekranem komputera i poczytując sobie dla rozrywki co tam kto na blogach powypisywał.

Ktokolwiek twierdzi inaczej nie tylko jest Niebu obrzydłym heretykiem, ale jest też niebezpieczny dla naszego gatunku. Tutaj bowiem występuje zadziwiająca zupełnie zbieżność między doktryną Kościoła a teorią… ewolucji!

Co się dzieje z gatunkiem, któremu nie zagraża żaden wróg zewnętrzny, który tarza się w obfitości pożywienia i wygód wszelakich..? Jakieś pomysły..? No tak: degeneruje się…

Tak więc całe to zło naszego bytowania na tym łez padole jest nam do przetrwania niezbędnie konieczne. Bez niego – byłoby jeszcze gorzej.

Co prawda, trudno to sobie wyobrazić. Tak jest bowiem ten łez naszych padół urządzony sprytnie, że cokolwiek byśmy nie zrobili w intencji trwałej a radykalnej amelioracji naszej kondycji bytowej, natychmiast czkawką się nam to odbija i wynika z tej dobroniosącej intencji a to jakiś GUŁAG, a to inne Guantanamo czy Kambodża.

Ten blog posiada kilka stałych motywów które się w jego treściach od dawna regularnie powtarzają. Jednym z tych motywów jest też i mój nieustający apel: człowieku dobry! Przepełnia Cię przemożna chęć uszczęśliwienia i polepszenia ludzkości a bodaj choćby Naszego Umęczonego Narodu..? Swojego powiatu czy gminy chociażby..? Usiądź proszę cichutko w kąciku, zmów sobie litanię do Wszystkich Świętych i poczekaj – może Ci jednak przejdzie..? Ludzkość, Nasz Umęczony Naród, a nawet powiat czy gmina – będą Ci z tego powodu niezmiernie wdzięczne…

To, że obecnie żyje się nam jednak wygodniej, cieplej, syciej, no i że możemy siedzieć sobie wygodnie przed ekranem komputera i poczytywać dla rozrywki, co tam kto na blogach powypisywał – zakrawa prawie na cud, jeśli się pamięta, jak niewielki procent ludzkiej pomysłowości, energii, pracowitości i geniuszu – nie został zmarnowany w ciągu ostatnich lat 500 chociażby, w tej intencji, aby niecierpliwie wyglądany stan rajski osiągnąć już teraz, od razu, bez czekania. Gdyby nie te wszystkie próby nagłej a ostatecznej amelioracji ludzkiego bytu (żeby je wszystkie wymienić, od Lutra i wojen chłopskich w Niemczech, po – daremne, daremne oczywiście – obalenie Mubaraka – nie starczyłoby mi nie jednego, a stu wpisów…), kto wie gdzie byśmy teraz byli i o ileż wygodniej, cieplej i syciej żyli..?

Postęp bowiem rzeczywiście na świecie istnieje. Nie piszę przecież że nie! Nie ukrywam jednak, że ze wszystkich rodzajów postępu, najbliższy jest mi postęp hodowlany. Ten zaś jest niemal niezauważalny – bo coraz to lepsze zwierzęta uzyskujemy przecież z pokolenia na pokolenia (z naszego punktu widzenia – dość szybko, jeśli są to pokolenia laboratoryjnych myszek, dżdżownic czy nawet psów – ale już u moich ulubionych czterokopytnych, trzeba ów postęp mierzyć co najmniej dziesięcioleciami, niewielu jest zatem tak szczęśliwych hodowców, by byli w stanie zwieńczenie dzieła które rozpoczęli na własne oczy obejrzeć bez okularów jak denka od butelek i chodzika lub, co bym chyba jednak wolał – pomocnego ramienia hożej pielęgniarki… Cóż zresztą może tu być zwieńczeniem dzieła..? Taki postęp to ma do siebie również, że nigdy nie ustaje i osiągnąwszy każdy założony cel, szuka sobie natychmiast nowego…).

Jeśli więc nie planujemy zbawiać od razu całej ludzkości, Naszej Umęczonej Ojczyzny, powiatu czy gminy, ale wymyśliliśmy właśnie nowy, lepszy sposób przyszywania guzików albo prania skarpetek czy sadzenia grządek w ogródku – to tak, z taką misją, z takim przesłaniem i celem życiowym absolutnie nie wolno nam siedzieć cichutko w kąciku i litanii odmawiać! Działać trzeba, propagować, reklamować, produkować, sprzedawać. W ten sposób nie tylko nie zrobimy nikomu na pewno krzywdy, ale też i z całą pewnością pomagamy przesuwać trapiące ludzkość nieszczęścia w górę piramidy Masłowa.

Bo nie łudźmy się znowuż, że od lepszych guzików, czystszych skarpetek czy obficiej rodzących grządek zaraz się suma trapiących ludzkość nieszczęść zmniejszy! Pod tym względem anglosaski utylitaryzm jest taką samą Niebu obrzydłą herezją jak cała reszta podobnych błędów. Sumy nieszczęść zmniejszyć się nie da. Nie mam na to żadnych konkretnych dowodów, ale intuicja mi podpowiada, że w stanie normalnym wielkość owej sumy zależy tylko od liczebności populacji. Chyba, że próbujemy tę populację na gwałt uszczęśliwić – wtedy suma nieszczęść rośnie do kwadratu dobroczynności naszych intencji i do potęgi przekonania, z jakim w tę dobroczynność wierzymy!

Normalnie jednak ludzie są mniej – więcej stale tak samo i w takim samym stopniu nieszczęśliwi. Zmieniają się tylko przyczyny tego nieszczęścia. Zamiast rozpaczać nad tym, że nam szóste z kolei dziecko zaraz po urodzeniu umarło – rozpaczamy nad rozpuszczonym bachorem, który w wieku lat 30 ani myśli wyprowadzić się z domu i zacząć na siebie zarabiać. Nie widzę żadnego kryterium pozwalającego określić, która z tych rozpaczy jest bardziej dotkliwa, a która mniej. Obiektywnych miar tu być nie może – a subiektywnie wszystko to boli dokładnie tak samo. Tyle, że się ta rozpacz właśnie przesuwa w górę piramidy Masłowa, wynikając z coraz to subtelniejszych i bardziej odległych od podstaw naszego bytu powodów. Jestem przekonany że rozpacz miliardera który mimo wszystkich swoich miliardów starzeje się i drży ze strachu przed śmiercią jest równie głęboka i autentyczna jak rozpacz kloszarda który trzeci dzień z rzędu nie znalazł w śmietniku nic do zjedzenia… Nie, to niemożliwe! No dobrze: jak rozpacz kloszarda którego wykopali z pogotowia bo nie miał ubezpieczenia, a bardzo go boli i ma wszelkie podstawy sądzić, że zaraz umrze. Pod względem stopnia subiektywnego cierpienia nic tych dwóch ludzi od siebie nie różni. Niewątpliwie jednak, pierwszy jest w o wiele korzystniejszej sytuacji o tyle, że jego lęk ma czysto metafizyczne podłoże – nic go nie musi bynajmniej boleć czy uwierać – a drugiemu zwyczajnie flaki wywraca na lewą stronę i na metafizyczne subtelności raczej go w tej sytuacji nie stać.

Oczywiście, szklanka do połowy pusta jest też do połowy pełna – i dokładnie to samo można powiedzieć o szczęściu. Kloszard będzie szczęśliwy mogąc uraczyć się bełtem, a miliarder przeżyje ekstazę gdy nabędzie na aukcji oryginalnego Veronese – i nic nam nie daje prawa sądzić, że jeden orgazm rozkoszy jest bardziej autentyczny czy prawdziwszy od drugiego. Suma ludzkiego szczęścia jest tak samo stała jak suma nieszczęścia – a tylko powody owego szczęścia tak samo, jak powody nieszczęścia, przesuwają się dzięki postępowi w górę piramidy potrzeb.

Szczęście, niestety, jest bardziej od nieszczęścia ulotne i nietrwałe. Podlega bowiem spiżowemu prawu malejącej użyteczności – nawet dla kloszarda pierwszy łyk bełta jest najrozkoszniejszy, kolejne już tylko podtrzymują ów szczęsny stan, z coraz to mniejszą skutecznością zresztą, aż wreszcie nadchodzi kojący sen, a po przebudzeniu – ból istnienia atakuje z potrojoną siłą… Miliarder też rychło przywyknie do swojego Veronese  - a w międzyczasie konkurent kupi sobie oryginał Tycjana i już tylko z tego powodu miejsce radosnego upojenia może zająć ból wcale nie mniej dotkliwy od tego, z jakim zmaga się wczesnym rankiem nasz zaprzyjaźniony już chyba po tylu wzmiankach kloszard – co z tego, że nie jest to ból fizyczny..?

Za to szczęście jest trochę odporniejsze na Twoje, Drogi Czytelniku (nie sądź, że łudzę się, iż zdołałem Cię przekonać…) uparte próby przymusowego uszczęśliwienia ludzkości. Owszem, szok jakim implementacja takiego projektu zwykle się okazuje, doraźnie i w bardzo dużej skali sumę ludzkiego szczęścia zmniejsza. Rychło jednak – człowiek nie świnia, wszystko przeżyje! – zaczynamy nawet w GUŁAGU, Guantanamo czy w innej Kambodży – cieszyć się życiem na nowo. Tyle, że powody do tej radości są jakby nieco inne niż wcześniej. Acha! – dziś mnie nie zastrzelili jeszcze! Trafił mi się kawałek kości ze szpikiem w zupie z kotła. Przydzielili do lżejszej pracy. I takie tam. „Król szczurów“ jest ciekawym studium takich zachowań – o ile ktoś z Państwa czytał..?

Jak już wspomniałem akapit wyżej, Drogi Czytelniku – nie wierzę, że uda mi się Ciebie do siedzenia cichutko w kąciku i odmawiania litanii namówić. Niestety! Robię to zbyt mało intensywnie i za późno. Niewątpliwy awans materialny i cudowne zmiany techniczne jakie Cię otaczają wpajają Ci przekonanie – najzupełniej błędne, co powyżej zupełnie wystarczająco i solidnie udowodniłem, ale Ty tego nie przyjmiesz do wiadomości – że ludzkość kroczy ku coraz to wspanialszej przyszłości, a wszelkie cierpienie, ból czy niedostatki można skasować jednym pociągnięciem myszki tak samo, jak jednym pociągnięciem myszki przechodzi się do innego, bardziej optymistycznego (naiwnego napisałbym raczej…) bloga.

Przekonanie to wpajają Ci w szkole i w mediach – potwierdza je Twoje doświadczenie życiowe, wszak od zakończonych sukcesem studiów kroczysz od sukcesu do sukcesu, żyjąc coraz wygodniej, coraz bogaciej i dostatniej – stać Cię już nawet na lusksus próżnowania, dzięki czemu zamiast zapieprzać jak mały samolocik na wysokości lamperii, możesz sobie usiąść wygodnie przed ekranem komputera i poczytywać dla rozrywki co tam kto na blogach powypisywał. Dlaczego Twoje szczęście nie miałoby być udziałem wszystkich bez wyjątku..? To przecież Twój obowiązek szerzyć dobrobyt, humanitaryzm, miłość… No i nie obejrzy się człowiek, cholera, jak znowu siedzi w GUŁAGu..!

Nie wierzysz, Czytelniku..? Chcesz przecież tylko dobrze, jakże to tak, żeby z dobra zło mogło wyniknąć..?

Cóż. Nie oduczę Cię jednym czy drugim wpisem mitów, ciemnot i zabobonów, które Ci od kołyski wciskano. Proponuję jednak mały eksperyment. Otóż na naszych oczach dzieje się kolejne „święto demokracji“. Obalono „złego Mubaraka“ – przegniły, skorumpowany, zły reżim. Hurrra..! Ludzie tańczą na ulicach. Molestując przy okazji zagramaniczne dziennikarki, bo tam jest problem seksualny akurat najbardziej palący, nie polityczny, ale już mniejsza o większość. Poczekajmy kilka miesięcy. Tyle chyba wytrzymasz..? Poczekajmy, a zobaczymy, jak szybko wszystko tam wróci do stanu pierwotnego, pogorszonego co najwyżej w stosunku do punktu wyjścia sprzed kilku tygodni – jak szybko „czasy złego Mubaraka“ będą wspominane jako okres minionego dobrobytu i świetności..?

Co powiesz na to? Pomysł był dobry – tylko ludzie zawiedli – tak..? Tak samo jak na Ukrainie, gdzie wcale niedawno obalano „złego Juszczenkę“, tak samo jak w Gruzji (o, tam to nawet już kilka razy w ciągu minionych 20 lat!), jak w Polsce, jak… Niestety – historia przyznaje mi rację. Ale Ty – jak sądzę – nigdy się nie poddasz, prawda..?

I właśnie dlatego, Drogi Czytelniku, że Ty się nigdy nie poddasz i zawsze już będziesz chciał mnie uszczęśliwić tak, jak to się Tobie podoba a nie mnie – stanowczo wolę żyć w państwie słabym, skorumpowanym i niezdolnym do jakiegokolwiek energicznego działania. Wolę tak, bo dzięki temu, Tobie będzie trudniej. Wywody o tym, ile to środków się „marnuje“ przez to, że je zawłaszczają skorumpowani funkcjonariusze wcale, ale to wcale mnie nie przekonują. Jeśli suma łapówek dawanych i przyjmowanych rocznie na terytorium Federacji Rosyjskiej dwukrotnie przekracza owej Federacji roczny budżet, to cóż to w praktyce oznacza..? Oznacza to w praktyce, że ówże budżet mógłby być nie dwu-, a pewnie trzy, czy cztery razy większy (w końcu, gdyby ludziom było wszystko jedno, czy płacą podatki, mandaty, taksy lub kary, czy dają w łapę – to by płacili owe podatki, mandaty, itd., a nie dawali w łapę, skoro w łapę dają, muszą mieć z tego korzyść, a więc datki – wziątki muszą być niższe od tych obciążeń i opłat, których pozwalają uniknąć…). Czy od tego mieszkańcom Federacji byłoby trzy czy cztery razy „lepiej“ niż jest..?

Moim zdaniem, byłoby im trzy czy cztery razy gorzej… To oczywiste. Federacja miałaby więcej pieniędzy na samoloty, rakiety czy okręty wojenne – na szkoły czy szpitale wydawanoby pewnie tyle samo, lub niewiele więcej niż teraz – a za to ludzie nie mieliby w kieszeniach tych pieniędzy które przed żarłocznością gosudarstwa ocalili dając łapówki. A i popyt wewnętrzny byłby niższy, bo funkcjonariusze gosudarstwa będąc biedniejsi, mniej by budowali podmoskiewskich dacz…

Że co, że w Skandynawii żyje się jak w raju dzięki brakowi korupcji i wysokim nakładom na inwestycje publiczne? A gdzie dowód, że żyje się tam tak „dobrze“ (abstrahując od problemu, co to w praktyce może oznaczać) dzięki tym nakładom, a nie POMIMO nich..? I gdzie dowód, że ten model życia mógłby się sprawdzić gdziekolwiek indziej na świecie..?

Niestety! Jestem całkowicie pewien, Drogi Czytelniku, że i to Cię nie przekona. Ty nie chcesz myśleć. Ty chcesz działać. Tu i teraz! Natychmiast… Apage Satanas..!

18 komentarzy:

  1. Nie powiem, że mnie przekonałeś tym wpisem, ale wyraziłeś moje niewyrażone do tej pory przekonanie (tak jak tylko Ty to potrafisz;) !

    Przychodzi mi na myśl sposób w jaki ludzie dobierają się dzisiaj i jak dobierali się w pary w przeszłości. Kiedyś "dobrą partią" był facet na swój stan dostatni i nie bijący swej kobiety. Teraz to już nie wystarcza - musi jeszcze prawić komplementy. A jak prawi komplementy, to często w związku jest nudno, nie ma tego "czegoś"...

    Tak samo jak kiedyś ludzie martwili się czy będzie jakieś jedzenie czy też na przednówku czeka ich 2 miesiące diety korowo-trawowej a może tylko miesiąc?

    Dzisiaj chyba nie mniejsze zmartwienie powoduje fakt, że warzywa i mięso nie jest z uprawy ekologicznej no i to... że tak trudno przeprowadzić jest oczyszczającą głodówkę leczniczą jak akurat przejeżdża się wokół McDonalda!

    Świetny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, próbując "posprzątać" jakiś czas temu, z okazji wyborów, naszą własną gminę, a odbyło się to bez większych rezultatów, doszłam do podobnych wniosków :-( Niemniej jednak nie upoważnia nas to do klepania owych litanii w kącie (z resztą, to nie mój światopogląd) i nicnierobienia. Może nie mamy wpływu na ogół, potrafimy jednak (jeśli tyłek ruszymy) zrobić dobrze jednostkom. Nie są to bezosobowe, przysłowiowe jednostki, ale ludzie koło nas. Tutaj więc rzeczywiście nie czuję się przekonana :-)
    Fakt, sytuacja jest przykra, iż nie możesz za bardzo oglądać rezultatów swojej pracy hodowlanej. To ogromna radocha, a wiem to z autopsji, patrzeć, jak ktoś korzysta z tego, co wcześniej było naszym udziałem.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Riannon
    Oczywiście, że możemy zrobić dobrze jednostkom. Zwłaszcza po ślubie jest to nawet całkiem po katolicku ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie nie trzeba przekonywać aby od zbawiania ludzkości trzymać się z daleka, ale jednak coś robię dla ogółu. Mieszkam w drewnianym, pokrytym czerwoną dachówką domu, dobrze wpisanym w krajobraz, mam zamiar uporządkować teren wokół niego, już posadziliśmy 160 świerków i żadnej tui, ha. Jakże bym chciała, żeby inni zrobili coś podobnego dla mnie, żebym jeżdżąc samochodem po Polsce przestała cierpieć z powodu wszechobecnej brzydoty.
    Raz, będąc w ciąży musiałam posprzątać piwnicę po powodzi, poszłam do pobliskiego Saltromu(organizacji wspierającej ubogą młodzież) i zaproponowałam pracę dla wszystkich chętnych. Pani za biurkiem zrobiła wielkie oczy i powiedziała, że zapyta ewentualnie. Po jakimś czasie wynajęłam firmę....
    Siedzę sobie w swoim kąciku i nawet nie mam czasu się z niego wychylić. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wedle znanego powiedzonka "żaden dobry uczynek nie pozostanie nie ukarany" - ale w żadnym razie nie chodziło mi to, aby kogokolwiek zniechęcać do czynienia dobrze. Wprost przeciwnie! Niewątpliwie czyniąc dobrze, jak długo i dający daje dobrowolnie i biorący dobrowolnie bierze, czynimy ten łez padół znośniejszym do życia.

    Kłopot w tym, że ta dobrowolność prawdziwie zapalonego amelioratora społecznego nie tylko nie zadowala, ale wręcz w oczy kłuje - czego swoją drogą kompletnie nie rozumiem: jest jednak taki sposób myślenia obecny w naszym dzisiejszym świecie, wedle którego dostać coś od dobrego człowieka który z dobroci daje to upokorzenie - a dostać to samo od urzędnika, który daje nie ze swojego i pod przymusem - jakoś już nie...

    A co do dumy z pożytecznego i pięknego przekształcania przyrody - to i ja mam powody, by się pod tym podpisać :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślałam, że chodzi o to, by do działań społecznych, nie wiadomo dla kogo i nie wiadomo, czy aby na pewno na pożytek czy szkodę, zbytnio się nie wyrywać. Natomiast konkretna pomoc, czasem nie wielka, ale dla konkretnej osoby bezcenna, to zupełnie inna sprawa. Sama komuś pomogłam trochę ponad przeciętnie i na razie okazuje się, że było warto, tfu, tfu, by w złą godzinę o tym nie napisać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wojtek- Co to za skojarzenia, masz ruję, czy co? :-)))
    Wyrażenia "ruszyć tyłek" i "zrobić dobrze" użyłam w sensie metaforycznym, żeby nie było... :-)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj, zacznę od tego, że póki co tylko obejrzałam zdjęcie, które mnie zachwyciło. Tekst jest dłuższy, więc wpadnę przeczytać później, bo teraz mam jeszcze sporo pracy! :))
    Ale tytuł mnie bardzo zainteresował, więc wrócę na pewno!

    OdpowiedzUsuń
  9. @Łucjo

    Ależ zgadzam się. Choć tak w ogóle to nic mi do tego jak kto swoje pieniądze wydaje. Jeśli ktoś więc dobrowolnie łoży na różne tam Owsiki czy inne podejrzane inicjatywy - jego sprawa. Byleby tylko nie pod przymusem...

    @Riannon i Wojtek
    W kwestii rui proponuję zajrzeć do tego wątku na moim ulubionym końskim forum: http://www.re-volta.pl/forum/index.php/topic,46374.0.html

    @Iw
    Zdjęcie udostępnione przez Wikipedię...

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasa poza wieloma innymi zastosowaniami pomaga w wydobyciu się z depresji jej dotkliwy brak może to utrudnić ale w dzisiejszych czasach za kilka sprzedanych butelek można jeszcze spróbować sięgnąć po leki

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam,

    Panie Jacku świetny wpis!


    Po pierwsze, ze szczęściem trzeba uważać ;)

    Cnota prowadzi do szczęścia, te do gnuśności, a to do upadku.

    Ze szczęściem jest jak z powietrzem, zaczyna się zauważać jego brak, gdy się już dusimy.


    Co nie oznacza, że ludzie nie próbują za pomocą czterech jeźdźców apokalipsy: władzy, zasobów, prestiżu i przywilejów zminimalizować
    własne niedogodności i zwiększyć pulę przyjemności, które często utożsamiamy ze szczęściem. A rebours łatwiej osiągnąć cel wyrywając się tym czterem omamom.

    Co do Mubaraka, nie każda zmiana grupy trzymającej władzę, jest zmianą na gorsze, czy też nic nie znaczy, ale oczywiście nie
    należy tego przeceniać, pamiętam jeszcze całkiem niedawno wypieki na znajomych twarzach, które naiwnie powtarzały: Ukraina!
    Nie oznacza to, że szerszy system społeczny jest niezmiennie związany z konkretnym systemem politycznym, w przypadku zasadniczego rozdźwięku między korzyściami i stratami, jakie taki związek przynosi, dochodzi do przekształcenia, zmiany, czy zniesienia danego systemu politycznego i zastąpienia go innym.

    Co do Skandynawii, to wiem, że sukces tego modelu nie jest po drodze z Pana przekonaniami i Pana metanarracją ;), ale wszystkie badania,
    ekspertyzy, rankingi poziomu życia, w tym ostatnio opublikowany o szczęściu (wysoko Kostaryka), pokazują, że: Norwegia, Szwecja,
    Finlandia i Dania, nawet jeśli nie zajmują pierwszych czterech miejsc (jak ostatnio), to zawsze są w pierwszej dziesiątce.

    Dżentelmeni nie dyskutują o faktach!


    pozdrawiam
    Mark0wy

    Każdy ktoś kiedykolwiek zbudował jakieś "nowe niebo", znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle...

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,

    Jeszcze jedno, czy gdyby ludzie byli zawsze szczęśliwi, to czy powstawały by takie perełki:
    http://agazur.wrzuta.pl/audio/7Vbg30fjGGB/janusz_radek_-_tomaszow

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  13. Z mysla przewodnia wpisu zgadzam sie jak najbardziej. Mam tylko taka uwage.
    Piszesz:

    "Szczęście, niestety, jest bardziej od nieszczęścia ulotne i nietrwałe. Podlega bowiem spiżowemu prawu malejącej użyteczności – nawet dla kloszarda pierwszy łyk bełta jest najrozkoszniejszy, kolejne już tylko podtrzymują ów szczęsny stan, z coraz to mniejszą skutecznością zresztą, aż wreszcie nadchodzi kojący sen, a po przebudzeniu – ból istnienia atakuje z potrojoną siłą… Miliarder też rychło przywyknie do swojego Veronese - a w międzyczasie konkurent kupi sobie oryginał Tycjana i już tylko z tego powodu miejsce radosnego upojenia może zająć ból wcale nie mniej dotkliwy od tego, z jakim zmaga się wczesnym rankiem nasz zaprzyjaźniony już chyba po tylu wzmiankach kloszard – co z tego, że nie jest to ból fizyczny..?"

    - piszesz tutaj nie o szczesciu jako takim a raczej o jego substytucie. Owszem czlowiek moze sie poczuc szczesliwy w sposob krotkotrwaly jesli powodem tego jest przyczyna _zewnetrzna_.
    Prawdziwe szczescie to jest wlasciwie stan umyslu, otworzenie sie na rzeczywistosc dookola, akceptowanie swiata takim jaki jest i cieszenie sie tym, co sie ma.
    Oczywiscie, sa pewne problemy ktore wytraca kazdego z rownowagi - smierc bliskich, glod etc. - ale jesli ustapia, czlowiek szczesliwy wraca do swojego normalnego stanu....i raczej nie ma to wiele wspolnego z iloscia posiadanych pieniedzy...

    OdpowiedzUsuń
  14. @futrzak
    Masz oczywiście rację, z tym, że:
    a) definicja "prawdziwego szczęścia" jest kwestią sporną - ta,którą podajesz to jedna z wielu tysięcy możliwych, choć mnie się ona nawet podoba,
    b) amelioranci naszego bytu doczesnego nie o "prawdziwym szczęściu" przecież opowiadają nam baśń (jakkolwiek starają się, żebyśmy tak właśnie myśleli - por. Marksa bajka o "alienacji"...), tylko o jego materialnych surogatach,
    c) owe materialne surogaty szczęścia są w każdym razie dostępne dla każdego - podczas gdy ludzi "prawdziwie szczęśliwych" zapewne ani wśród kloszardów ani wśród miliarderów nie ma zbyt wielu...

    @MarkOwy

    Ależ ja nie neguję faktu, że w Skandynawii żyje się dobrze! Byłem, widziałem. Ja się tylko zapytuję, czy aby na pewno to dobre życie wynika tylko lub głównie z ich modelu socjalizmu - czy jednak raczej z maniakalnej pracowitości, robociej dyscypliny i niespożytej energii do jakiej tych potomków Wikingów zaprawił chłód i mrok polarnych nocy - w dodatku do relatywnie niskiej gęstości zaludnienia przy obfitości zasobów naturalnych (energia wodna, żelazo, cynk, ropa naftowa, ryby - bodaj jedna Dania z takich bonusów nie korzysta, ale za to jest cywilizacyjnym centrum tej części świata...)..?

    Zgadzam się też, że nie zawsza zmiana rządu jest zmianą na gorsze. Np. zmiana "Nieprzekupnego" Robespierre'a na skorumpowanego do szpiku kości Barrasa była zmianą dla bardzo wielu Francuzów korzystną - i kolejna podmianka, tegoż skorumpowanego Barrasa na notorycznego nepotę Napoleona, to też był dobry interes dla sporej części poddanych...

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak w temacie...
    Jak to może być dobre? :

    "Zinformatyzujemy aparat skarbowy, co pozwoli wyraźnie zwiększyć skuteczność ściągania podatków. W efekcie ci, którzy uchylają się od ponoszenia ciężarów fiskalnych, nie będą już ośmieszać uczciwej większości."

    http://jaroslawkaczynski.salon24.pl/279679,nowoczesny-patriotyzm-gospodarczy

    Przecież dzisiaj to praktycznie wszyscy jakoś z tymi podatkami kombinują...

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam,

    Korupcja być może ma kilka zalet, ale za to całą masę wad. Na początku płaci się bo się chcę (np. coś przyspieszyć), potem płaci się bo się musi.

    Ponadto wzmacnia systemową przewagę i bezkarność tych, którzy mają dostęp do czterech jeźdźców apokalipsy, nad tymi co tego dostępu nie mają, to rodzi poczucie deprywacji i do wariantu egipskiego przy paru dobrze umieszczonych zapalnikach bardzo blisko.

    Standard życia jest co do zasady odwrotnie proporcjonalny do skali korpucji w kraju, więc dowód, że korupcja sprawia, że obywatelom żyję się lepiej jest pozorny. Wiem, że z polskiego punktu widzenia, społeczeństwo, w którym władza nie kradnie, urzędnicy nie biorą łapówek jest trochę niewyobrażalny, ale to nie znaczy, że niemożliwy. Struktura społeczna co do zasady jest niemzmienna, psychika człowieka także, ale kultura, która spaja te dwa elementy może być skandynawska, albo kaukaska. Nie można z polskiego punktu widzenia wyciągać wniosków ogólnych i uniwersalnych, nie uwzględniając, że gdzie indziej jednak bez korpupcji jest świetnie. Jest to nieuprawniona ekstrapolacja.

    Co do "szczęścia", to zarówno, w gminie, państwie jak i na świecie, za pomocą 4JA ludzie próbują odebrać sobie trochę cierpień przenosząc je na innych ludzi, najlepszy przykład co europejczycy dokonali w Afryce. Ale kogo obchodzi, że co 6 sekund dziecko umiera z niedożywienia.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  17. W to, że istotnie im kraj biedniejszy tym bardziej skorumpowany nie wątpię - tyliko czy rzeczywiście ów kraj jest biedny dlatego, że jest skorumpowany - czy też raczej: jest skorumpowany, ponieważ jest biedny, a to sprawia, że dobra na których kładzie łapę tambylcze gosudarstwo są tym cenniejsze dla tambylców, względnie - tym dla nich dotkliwsze jest im ich skąpych dóbr odbieranie przez rząd i stąd bardziej są skłonni dobrowolnie podzielić się mniejszą częścią swojego majątku z funkcjonariuszem, by im nie odebrał w majestacie prawa całości...

    I tak chyba właśnie jest. Co zgadza się z tym co pisałem na Agepo a propos feudalizmu i jednokierunkowej w praktyce ucieczki poddanych z dóbr koronnych do dóbr prywatnych (lub duchownych).

    A w takim razie, w dalszym ciągu nie umiem doszukać się w korupcji niczego złego! Gdyby gosudarstwo nie zabierało swoim poddanym ich majątku, lub nie zawłaszczało na swój wyłączny użytek dóbr, których i oni pożądają - korupcji by nie było...

    OdpowiedzUsuń
  18. W kraju gdzie co 2 delikatnie mówiąc kombinuje nigdy nie uzyska się większego poparcia niż 50% jeżeli oficjalnie będzie się deklarowało tępienie kombinatorstwa

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...