sobota, 26 lutego 2011

Szlafmycy czar

Pocieplało! Przez ostatnie kilka dni rankami było w naszej chatce tak zimno, że zamarzała woda w kwiatkach, a po powrocie spod wiaty, gdzie konie zjadły swoje śniadanie, przez dwie – trzy godziny trząsłem się w swetrze pod kozą czekając, aż to krnąbrne stworzenie rozgrzeje trochę atmosferę (chyba, że musiałem już jechać do pracy). Bardzo to obniżyło moją wydajność, bo najpłodniejszy jestem o świcie. Przy tej zaś atmosferze wszystko, na co było mnie stać, to udzielać się w „historii alternatywnej“. Podejrzewam, że z sentymentu za szlafmycą.

Bo też zimno jest w głowę gdy się tak śpi w nieogrzewanym (po zgaśnięciu kozy – a nie dawałem rady jej palić dłużej niż do 22.00: spać się chciało). Usiłowałem nakłonić Sylwestrę, by mi nocami otulała czaszkę, ale nic z tego nie wyszło. Mimo posiadania grubego futra, koćkodan w tych okolicznościach przyrody stanowczo preferuje pozycję głęboko pod kołdrą, nosa nawet na zewnątrz nie wystawiając. Przypomnę jej latem, jak będzie chciała na noc z chatki wybyć…

Dzisiaj woda nie zamarzła, siedzę wprawdzie i rozpalam kozę, ale niekoniecznie się trzęsę. Nawet już wziąłem poranny prysznic i ogoliłem się, które to umartwienia przez ostatnie dni, przez wzgląd na słabość ciała, odkładałem jednak na trochę później. Rzeźko jest – ale do wytrzymania. Znakiem tego: pocieplało zaiste..! A prognoza pogdy, którą co rano sprawdzam, wskazuje na dalsze ocieplenie.

Co zresztą i z kalendarza i z obserwacji przyrody nieuchronnie wynika. Koniowie od tygodnia sypią futrem jak makiem – garściami można zbierać. A nie sądzę, by się mogły w tak ważnej sprawie mylić.

Kran koniom ostatnio nie zamarza. A to dlatego, że zaczął przeciekać. W efekcie mamy już pełną lodu wannę pod wiatą. No i zamarza gumowy przewód prowadzący od kranu do wanny, potocznie zwany „ch..ikiem“. Z którego to „ch..ika“ wydobyłem przed chwilą, rozmrażając go w zlewie taką oto… świeczkę..?

4 komentarze:

  1. Nie wierzę już w żadną wiosnę! Mnie wczoraj zamarzł spływ i zlew w gościnnej kuchni nie schodzi. Na pewno ma coś z tym wspólnego fakt, iż rura spływu wychodzi na zewnątrz, bo w samym domu cieplutko. Natomiast niezależnie od temperatury w sypialni (plus 18-20 st) w takie mrozy sypiam w szlafroku i skarpetach, telepie mnie bowiem na samą myśl o temperaturze na zewnątrz. Do szlafmycy jeszcze się nie posunęłam, mam na głowie naturalną dobrą izolację :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no wiesz, żarty żartami, ale my tak w ogóle to twardzi jesteśmy i konsekwentnie do spania nic nie zakładamy...

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas tez mróz nie odpuszcza. Co prawda woda w rurach od hydrofora szczęśliwie przez ostatnie dwie noce nie zamarzła, ale w domu z trudem utrzymujemy w ciągu dnia 18 st. W nocy spada do 12-14. Rozważamy opcję spania w wannie, bo w łazience ciepełko - dwa kaloryfery, a łazienka malutka.Oby do wiosny...
    Aaaa - mój bury Ryś dzielnie robi za szlafmycę owijając mi się wokół głowy!

    OdpowiedzUsuń
  4. ja mam z kolei inny problem, obniżenie temperatury zimą do znośnych 22 stopni, mieszkanie w bloku

    racjonalne-oszczedzanie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...