piątek, 11 lutego 2011

Plan Sazonowa, czyli „Ziemie Odzyskane“


Nie wiem jak dzieci – podejrzewam, że póki nie stanie się to kanwą gry na Playstation, nic ich to nie obchodzi – ale całkiem dorośli ludzie w Polsce do tej pory straszą się nawzajem złym Denikinem, przed którym obronił nas tylko dobry wujek Lenin. Najlepszym tego dowodem jest list, jaki otrzymała i zamieściła redakcja „Najwyższego Czasu!“ po publikacji, pół roku temu, mojej „Białej Gwardii“. Wedle autora listu, gdyby nie zwycięstwo bolszewików, w Warszawie mówionoby po rosyjsku…

Cóż: świadomość prostego ludu nie takie dziwactwa w sobie godzi. Przynajmniej w moich stronach rodzinnych wielkim szacunkiem prostych ludzi cieszy się też i Adolf Hitler (bo Żydów palił i porządek był) i Józef Stalin (bo Hitlera pogonił i „dał nam piastowskie granice“ – co bardziej radykalni i ten tytuł do chwały mu dają, że „tych niebezpiecznych wariatów“, którzy wszędzie chcieli robić powstania, w Katyniu rozstrzelał!). Podejrzewam, że prości mieszkańcy Kongresówki czy potomkowie przesiedleńców zza Buga podobnym, nabożnym szacunkiem dażą też Piłsudskiego – który pogonił dla odmiany „dobrego wujka Lenina“, a w ogóle to samotrzeć z Wieniawą i Rydzem wywalczył Niepodległość (zawsze pisaną z Wielkiej Litery!). Czy bez Rydza, a tylko z Wieniawą..? Naprawdę nie wiem – na Kociewiu ta postać do panteonu bóstw jakoś, nie wiedzieć czemu, nie weszła.

Jest to swoj drogą pyszny dowód na niepowodzenie chrystianizacji naszego ludu. Apoteoza postaci która wykazała się wielką życiową energią i dokonała czegoś wielkiego – obojętnie: w dobrym, czy w złym – to przecież czystej wody pogaństwo. Kult siły życiowej, mocy,  sukcesu – tu i teraz, na tym, nie na tamtym świecie! Czy przypadkiem ludowy kult Jana Pawła II nie na podobnej zasadzie w pogańskich do ostatniego zwoja mózgownicach Polaków się zalągł..? W końcu nikt „z naszych“ tak wysoko do tej pory nie zaszedł…

Tak się składa, że o tym, co by było z Polską, gdyby w Rosji nie doszło do rewolucji, albo gdyby w wojnie domowej zwyciężyli Biali (tyle, że chyba musieliby to zrobić przed końcem 1918 roku, a to mi się wydaje слишком сложная задача!), wcale nie trzeba gdybać – wiemy to z całą pewnością. Tak się bowiem składa, że Stalin, który pasjami cudze pomysły kradł, pomysł na Polskę też ukradł caratowi – i te akurat granice które teraz mamy, tudzież w ogóle sam fakt, że była i jest Polska jako pewnego rodzaju „byt polityczny“ (niepodległym państwem to bym PRL nazwać nie śmiał, w każdym razie – na pewno nie na początku jego istnienia…) – jest dziedzictwem rosyjskiej myśli politycznej starszym niż komunizm.

Oczywiście, sprawa nie jest taka prosta. Przez ostatnie 200 – 250 lat (bo to się już gdzieś tak w okolicach panowania cesarzowej Anny zaczęło, a za Katarzyny II zaistniało w całej okazałości…) w wyższych kręgach rosyjskiej biurokracji, arystokracji, na dworze, czyli „w społeczeństwie rosyjskim“ mówiąc w skrócie (bo kto by tam o zdanie jakiegoś prostego mużyka pytał – zakładając, że ów prosty mużyk w ogóle jakieś własne zdanie by miał..?), istniały dwa konkurencyjne „pomysły na Polskę“. Oba te pomysły zresztą są pochodną czegoś o wiele ważniejszego, czyli „pomysłu na Rosję“.

Dla uproszczenia można nazwać te stronnictwa „liberalnym“ (z zastrzeżeniem, że wcale nie musi tu chodzić o liberalizm gospodarczy, ani tym bardziej – obyczajowy) i „konserwatywnym“. Oba te pomysły za punkt wyjścia brały tę dawkę „nowoczesności“, którą zaszczepił był na rosyjskim gruncie Piotr I. Wedle liberałów – szczepionka wymagała periodycznego odnawiania, tj. ciągłego importu idei, pomysłów na życie i na ułożenie stosunków społecznych z zewnątrz, czyli z Zachodu. Wedle konserwatystów – tabela rang, uczelnie wojskowe i nowa, zawodowa armia oraz nowy system podatkowy, to akurat w sam raz to, co należało ze zgniłego Zapada sprowadzić, ale odkąd Rosja już to ma – powinna się rozwijać własną, unikalną drogą samodzierżawia, słowiańszczyzny i prawosławia.

Stronnictwa te naprzemiennie to rosły w siłę, to słabły – i stąd mamy charakterystyczne dla polityki rosyjskiej (a potem radzieckiej, bo ten podział przetrwał rewolucję i odnowił się w obrębie nowej, porewolucyjnej elity: oczywiście sowieccy „twardogłowi“ już nie o prawosławiu czy nawet nie o słowiańszczyźnie mówili – ale sam schemat myślenia pozostał niezmienny…) okresy odwilży i dociskania śruby. Generalnie: póki szło dobrze, a Rosja rosła w siłę (przynajmniej na pozór), skłonność do liberalizmu w obrębie rosyjskiej elity malała. Jak się zdarzyło potknięcie, kryzys, nowe, trudne wyzwanie dla państwa, albo gdy na tron wstępował nowy, młody car – liberałowie nabierali wiatru w żagle i następowały reformy.

Niewątpliwie sam już wybuch I wojny światowej był najpoważniejszym, najtrudniejszym wyzwaniem, przed jakim stanęła Rosja w całej swojej historii od czasów Wielkiej Smuty, albo i od najazdu mongolskiego. Było to dość oczywiste w świetle doświadczeń poprzedniej wojny, czyli wojny rosyjsko – japońskiej i rewolucji jaka w trakcie jej trwania wybuchła. Już więc na początku wojny, w roku 1914, mamy do czynienia z serią gestów i deklaracji o liberalnym charakterze. Także w stosunku do Polaków. Takim gestem niewątpliwie była mowa ministra spraw zagranicznych, Sergieja Dymitriewicza Sazonowa (skądinąd szwagra premiera, Piotra Stołypina – autora najważniejszych w dziejach carskiej Rosji reform, m.in. umożliwiających stopniową likwidację „miru“, czyli wspólnot wiejskich i nabywanie przez chłopów ziemi na własność indywidualną) z 13 września 1914 roku o celach wojennych Rosji. Mowa to, zwana w skrócie „planem Sazonowa“, oprócz całego szeregu innych zmian na mapie Europy po zwycięskim zakończeniu wojny, postulowała także utworzenie Polski – nie było co prawda do końca jasne, czy jako odrębnego od Rosji bytu państwowego (a więc powrót do stanu sprzed 29 listopada 1830 roku), czy tylko jako autonomicznej prowincji (powrót do stanu sprzed 22 stycznia 1863 roku: widać na tym przykładzie, jak bardzo kolejne powstania w zaborze rosyjskim szkodziły „sprawie polskiej“, ograniczając polskość i likwidując konkretne, praktyczne ramy dla swobody ekspresji tych samych „uczuć narodowych“, które były motywem ich wywołania…). W każdym razie – mowy tu nie ma i być nie może o jakiejś rusyfikacji czy o wizji Warszawy w której ludzie na ulicach mówią po rosyjsku…

Owszem – pytanie, czy po ewentualnym zwycięstwie do władzy nie doszłaby ponownie frakcja konserwatywna, która na wojenne obietnice, mówiąc kolokwialnie „wypiełaby się zad..m“..? W pewnym sensie tak rzeczywiście było. W lipcu 1916 roku Sazonow, kilka dni po tym, gdy uporczywie nalegał na posiedzeniu Rady Ministrów na przyznanie Polsce autonomii już teraz, na koniec wojny nie czekając – został zdymisjonowany i wysłany jako ambasador do Londynu. Ten triumf stronnictwa konserwatywnego, skupionego wokół carycy (z Rasputinem i prawdopodobnie silną niemiecką agenturą na jej dworze…), nie trwał jednak dłużej niż pół roku – już w marcu 1917 roku skończyło się to obaleniem w Rosji monarchii i deklaracją rządu tymczasowego ks. Lwowa o uznaniu niepodległości Polski i konieczności scedowanią na nią części dotychczasowego rosyjskiego terytorium państwowego. Jaka to będzie część, pozostawiono do decyzji przyszłym konstytuantom – rosyjskiej i polskiej, od tego także uzależniając podział między Rosję a Polskę długów Imperium Rosyjskiego i wysokość odszkodowania za pozostawione na terenie przyszłej Polski mienie państwowe. Ta ostatnia klauzula jasno dowodziła, że nie miała to być bynajmniej Polska w pełni niepodległa, o ile bowiem jest d..kratycznym zwyczajem, że o zmianach granic decydują parlamenty (lub ludy w referendach), a podział długów między państwa sukcesyjne w proporcji do terytorium i/lub liczby ludności jest czymś normalnym, o tyle płacenie „odszkodowania“ dotychczasowej metropolii za majątek do wytworzenia którego dołożyła się przecież, płacąc podatki, także ludność nowo powstającego państwa – jest już rozwiązaniem typowo kolonialnym i sposobem na dalszą eksploatację terytorium, które się nominalnie oddaje.

Po sprawiedliwości jednak – to i tak było o wiele więcej niż zdołało wywalczyć którekolwiek z polskich powstań… Zresztą: Królestwa Kongresowego w jego oryginalnym kształcie geograficznym i ustrojowym z 1815 roku też nie zawdzięczamy powstaniu, tylko liberalnym ciągotom Aleksandra I!

Rosyjscy liberałowie nie sympatyzowali ze „sprawą polską“ ze współczucia, miłości bliźniego czy z jakichkolwiek innych irracjonalnych powodów – a dlatego, że w taki właśnie sposób rozumieli interes Rosji. Wielkiej, imperialnej Rosji – dodajmy. Bo podział na liberałów i konserwatystów w tym akurat przypadku nie do końca pokrywał się z podziałem na „gołębie“ i „jastrzębie“ w polityce zagranicznej! Nawet jakby wprost przeciwnie: niechęć do Zachodu skłaniała część przynajmniej konserwatystów to izolacjonizmu i wycofanej, obronnej postawy na zewnątrz. Tymczasem postulowane przez liberałów otwarcie na świat wymagało koniecznie niezmarzających portów nad ciepłymi morzami… (i absolutnie nie mam tu na myśli Królewca, którego „niezamarzalność“ wymyślił sobie na kolanie Stalin, a świat zapatrzony w jego magiczną aurę do tej pory w to wierzy, choć każdy może sobie pojechać zimą nad Zalew Wiślany – w którego najdalej na wschód wysuniętej części, w pewnym w dodatku oddaleniu od morza, na brzegach Pregoły leży Królewiec – i zobaczyć, że się po nim bojery ścigają, nie jachty…).

Liberałowie rosyjscy byli zatem zainteresowani w pierwszym rzędzie ekspansją na południe. W stronę cieśnin czarnomorskich, których opanowanie (o co, odnosząc w końcu dyplomatyczny sukces w postaci uznania przez Wielką Brytanię i Francję rosyjskich pretensji do Konstantynopola, zabiegał właśnie Sazonow – i te zabiegi się mu w Rosji pamięta, nie ów „plan“ odnoszący się do Polski, który dopiero Stalin zrealizował…) gwarantowałoby Rosji nieskrępowaną i niezagrożoną komunikację ze światem, a zatem – perspektywy rozwoju do poziomu mocarstwa światowego (jak mawiał Stołypin: „poczekajcie kilka lat, a nie poznacie Rosji!“).

Polska w tych planach mogła być dla Rosji cennym nabytkiem jako bufor chroniący rosyjskie plecy i bok w czasie tego „marszu na południe“. Tak była postrzegana już w XVIII wieku, tak widzieli rolę Królestwa Polskiego którego utworzenie forsował car Aleksander dyplomaci brytyjscy na kongresie wiedeńskim, z tego też konkretnie powodu sprzeciwiając się temu pomysłowi (a skoro nie byli w stanie samemu faktowi zapobiec, to przynajmniej o to dbając, by było jak najmniejsze i jak najsłabsze – stąd oddanie Prusom Poznańskiego z Toruniem i Gdańskiem i dziwny twór w postaci Rzeczpospolitej Krakowskiej…). O to chodziło, żeby car mając ręce związane w Polsce nie mógł się zbyt aktywnie mieszać w sprawy tureckie i przypadkiem cieśninami nie zawładnął (Mikołaj I był bliski tego celu gdy sam sułtan poprosił go o obronę przed zbuntowanym władcą zmodernizowanego przez Francuzów Egiptu, Muhammedem Alim). Stąd też przez cały wiek XIX w interesie brytyjskim było jątrzenie między Rosją a Polską – i osobiście, choć dowodów na to nie mam, patrząc po tym, komu mogło na tym zależeć, widzę w wydarzeniach z 29 listopada 1830 roku rękę niejakiego Bonda, Jamesa Bonda… Czy jak się tam ten agent, który Wysockiego z Zaliwskim do tej głupoty sprowokował naprawdę nazywał!

Przez cały też wiek XIX nieustający konflikt imperialnej Rosji z Polakami był postrzegany przez rosyjskich liberałów jako jedno z poważniejszych obciążeń powstrzymujących rozwój Rosji. Próby rozwiązania tego konfliktu na zasadzie dobrej woli się nie powiodły. Również dlatego, że Polacy nie chcieli się pogodzić ze swoją rolą rosyjskiego bufora i zrezygnować z pretensji do pełnej niezależności i do Ziem Zabranych, jak potocznie nazywano tę część zaboru rosyjskiego, której Aleksander I nie włączył do Królestwa Polskiego. Ponieważ skutkiem każdego z polskich powstań było także „przykręcenie śruby“ wewnątrz Rosji – rodziło to w środowisku rosyjskich liberałów irytację, której Polacy do tej pory nie potrafią zrozumieć.

Sprawa wyglądała kompletnie beznadziejnie. Na szczęście, po stłumieniu powstania styczniowego Polacy trochę zmądrzeli – i w roku 1905 już się Piłsudskiemu kolejnej narodowej ruchawki wywołać nie udało (próbował jeszcze raz w 1914 – z gorszym nawet skutkiem… stąd zresztą ta słynna strofa „Pierwszej Brygady“, którą się zwykle w oficjalnych wykonaniach pomija!). Z drugiej zaś strony, liberałowie rosyjscy a być może właśnie Sergiej Dymitriewicz Sazonow osobiście (niestety, nie potrafię tego z całą pewnością stwierdzić, nie udało mi się też dotrzeć do oryginału mapy z jego „planem“, podobnoż wydanej w Warszawie w październiku 1914 roku…), wpadli w końcu na pomysł jak wykorzystać Polaków dla dobra imperium rosyjskiego, jednocześnie raz na zawsze wykluczając ryzyko, że się zbuntują.

Na tym właśnie słynny „plan“ Sazonowa polegał: skoro łączymy Polaków ze wszystkich trzech zaborów i co najmniej nadajemy im autonomię, to przesuńmy granice zachodnie tak utworzonej Polski daleko poza polski obszar etniczny. Powstanie konflikt polsko – niemiecki niemożliwy do rozwiązania inaczej niż w walce. A skoro Polska jest oczywiście słabsza od Niemiec, to mając zagwarantowaną zapiekłą nienawiść zachodniego sąsiada, Polacy będą musieli, czy tego chcą czy nie chcą, polegać na rosyjskim sojuszniku – w zamian broniąc jego pleców gdy będzie to potrzebne. Prawda, że jest to genialne rozwiązanie..?

Wiąże się z tym kilka niuansów o mniejszym, nie dotykającym istoty sprawy, znaczeniu: kwestia granicy wschodniej Polski, czyli granicy między Polską a Rosją, kwestia Prus Wschodnich i kwestia przesiedleń ludności. Oryginalny plan Sazonowa przewidywał mocne okrojenie Polski na wschodzie – nie tylko z punku widzenia obecnego przebiegu naszej granicy wschodniej, ale także w porównaniu do granicy między Królestwem Polskim a Rosją. Nie było mowy o przyłączeniu do Polski choćby Białostocczyzny, a Królestwo traciło Chełmszczyznę i cały pas ziem północno – wschodnich, ciągnących się po Niemen, z granicą na południe od strategicznej rosyjskiej twierdzy w Ossowcu nad Narwią. Galicja zdobyta na Austriakach miała zostać podzielona – z grubsza wzdłuż Sanu (czyli nieco mniej dla Polski korzystnie, niż to się koniec końców stało). Całe Prusy Wschodnie, z Gdańskim i Toruniem na dodatek, miały zostać włączone bezpośrednio do Rosji. Oczywiście, we wrześniu 1914 roku nikomu jeszcze nie mogło przyjść do głowy masowe wysiedlanie ludności.

Tak więc, w przypadku realizacji planu Sazonowa w jego oryginalnej wersji Polska byłaby krajem, w zależności od wariantu przebiegu granicy zachodniej (rozpatrywane były dwa – pierwszy, wzdłuż Odry i z wyspą Wolin po polskiej stronie, ale bez Szczecina, Wrocławia, Opola i Raciborza – i drugi – po Odrze i Kwisie: nigdzie jednak nie przedstawiano szczegółów, bo też i wrzesień 1914 roku to było stanowczo na takie szczegóły – za wcześnie…) z ogromną lub z przerażającą mniejszością niemiecką. Niektórzy w tym właśnie widzą największą perfidię rosyjskiego planu. Tak, jakby modyfikacja Stalina w postaci przesiedleń czyniła plan mniej perfidnym..? Co niby zmienia w stosunku Niemców do Polaków fakt, że zamiast jęczeć pod obcą władzą zostali przymusowo pozbawieni rodzinnych domów i w bydlęcych wagonach wywiezieni na zachód..? Owszem, podział terytorialny tak dokonany okazał się nad podziw trwały. Czy jesteśmy jednak na pewno pewni, że kolejne już pokolenie Niemców – potomków tych wysiedleńców – zapomniało o ziemiach skąd pochodzą i nigdy się już o nie nie upomni..?

Nie wydaje mi się też, aby nieco korzystniejsza dla nas granica wschodnia czy też podział Prus Wschodnich cokolwiek w istocie tego planu zmieniał. Prawdę pisząc nawet, gdybyśmy dostali np. Lwów i Grodno i całe Prusy Wschodnie na dodatek – też by się od tego plan Sazonowa nie zawalił. Polska w takim układzie geopolitycznym wydawała się być skazana na sojusz z Rosją.

Takiej granicy zachodniej oczywiście nie mogła dostać Polska niepodległa w traktacie wersalskim. Byłoby to całkowicie nie do zaakceptowania. Niemcy, choć już rozejm z 11 listopada 1918 roku pozbawił ich większości środków walki, rzuciliby się z pięściami i kamieniami bić się, gdyby ktoś ich próbował pozbawić Breslau. Nikt też nawet z polskiej strony takich postulatów nie wysuwał. Właśnie dlatego, że przesunięcie granicy poza oczywiście polski obszar etniczny wydawało się skazywać rodzące się państwo na konieczność szukania sojuszu z Rosją. Której chwilowo po prostu nie było – tj. wisiała w zawieszeniu pomiędzy swoją białą a czerwoną wersją.

Podział etniczny wydawał się bezpieczniejszy. Przecież przebiegu granicy niemiecko – duńskiej, ustalonej po I wojnie światowej (Dania w niej nie brała udziału, ale zwycięskie mocarstwa okazały się hojne…) nawet Hitler, okupując Danię, nie zakwestionował. No cóż: tu się akurat ten eksperyment nie powiódł, jak się potem okazało.

Stalin, porządkując Europę po swojemu, plan Sazonowa odkurzył i ze wspomnianymi wyżej modyfikacjami, wprowadził w życie. Nie po to, żeby dać Polsce jakąś „rekompensatę“ za ziemie utracone na wschodzie. A co go to – przepraszam – w ogóle obchodziło, że Polska traciła jakieś ziemie..? Gdzie niby jest napisane, że Polska musi mieć co najmniej te 300 z kawałkiem tysięcy kilometrów kawdratowych, a nie może mieć połowy z tego..? Stalin nie miał też żadnej potrzeby liczenia się w tym względzie z polską opinią publiczną. Ta „polska opinia publiczna“ skutecznie się sama wykastrowała robiąc powstanie warszawskie – i w 1945 roku Stalin mógł z Polską zrobić co chciał, łącznie z bezpośrednim wcieleniem do ZSRR jako kolejnej republiki („w obiegu“ jest przeciwna teza, jakoby dopiero to katastrofalnie przegrane powstanie przekonało Stalina, że Polakami lepiej rządzić pośrednio – tak, jakby o wyborze tej właśnie, pośredniej formy rządów, nie przesądzała już instalacja „rządu lubelskiego“ i można było mieć co do intencji Stalina jakieś wątpliwości przed 1 sierpnia 1944 roku…). Że tak nie zrobił, o tym przesądził jego interes, a nie jakikolwiek inny motyw. Po prostu taka forma dominacji nad Polską, jej ciągłego szachowania niemieckim zagrożeniem, wydała mu się najskuteczniejsza, najprostsza i wymagająca najmniejszych z jego strony inwestycji.

Okoliczność, że tymczasowi sojusznicy Stalina, czyli przynajmniej Brytyjczycy, już podczas poprzedniej wojny zaakceptowali takie rozwiązanie terytorialne (przynajmniej co do zasady) miała o wiele mniejsze znaczenie – akurat nie pomagało to w stosunkach z Amerykanami, którzy w ustaleniach jakie 30 lat wcześniej robił Sazonow z Ententą nie brali udziału.

I teraz clou naszych rozważań. Pytanie na które każdy z Państwa sam musi sobie odpowiedzieć. Ja zresztą, przyznaję, wcale gotowej odpowiedzi na to pytanie nie znam i nie proponuję. Mamy Polskę „wedle Sazonowa“ – z granicą zachodnią i północną przesuniętą daleko poza tradycyjny, polski obszar etniczny, z milionami Niemców dziedziczącymi traumę niesprawiedliwego (i proszę mi tu z odpowiedzialnością za wojnę nie wyjeżdżać! Co z tym w ogóle mógł mieć wspólnego jakiś przeciętny Hans czy Klaus siedzący przez całą wojnę na tyłku i orzący ziemię gdzieś pod Lubaniem czy Wałczem..?) wypędzenia. Przez 45 lat na straży tej „sazonowskiej“ Polski stała Północna Grupa Wojsk Armii Radzieckiej. Fakt: nic a nic to nie pomogło jak chodzi o zapewnienie lojalności Polaków wobec sojusznika. Przynajmniej – na poziomie prostego ludu, który wcale Rosjan aż tak bardzo nie pokochał. No, ale elity – te chyba się rzeczywiście również i z tego powodu Moskwy trzymały, czyż nie..? Czyż nie dlatego Gomułka wysłał wojska do Czechosłowacji?

Teraz Północnej Grupy Wojsk już nie ma. Pytanie: co się takiego właściwie stało, że po 1991 roku Niemcy nie rzucili się z pięściami i kamieniami odbierać Breslau tak, jak ich dziadowie choćby i z pięściami i kamieniami broniliby go w roku 1919..? Coś ich od tego powstrzymało: kryzys demograficzny, nadmiar dobrobytu, zmiana sposobu myślenia, uwikłanie w międzynarodowe układy, strach przed rozpętaniem wojny światowej..? Czy może jednak: rzucili się, ale nie z pięściami i kamieniami, tylko z markami/euro i tajnymi służbami – a my tego nie dostrzegamy do czasu..?

43 komentarze:

  1. Jacku, przeciętny Hans, czy Klaus ziemię orał często przy pomocy przewożonych w bydlęcych wagonach Polaków, wyłapanych na ulicy do niewolniczej pracy. Ale nie jestem oczywiście w stanie zająć stanowiska, czy zbiorowa odpowiedzialność za wojnę jest uzasadniona.
    Natomiast zdumiewa mnie, iż mamy sytuację odwrotną, niż straszono, że przyjdzie Niemiec i wykupi. W tej chwili niemieckie tereny wschodnie są tak wyludnione, że Niemcy organizują dla Polaków szkolenia zawodowe z dofinansowaniem, zakwaterowaniem i wszelka pomocą. Proszą, aby osiedlać się w opuszczonych mieszkaniach, bo nie użytkowane po prostu niszczeją. I powiem Ci, że mało Polaków z tego korzysta. Jeśli już ktoś w Niemczech pracuje, to tylko na zachodzie kraju. To bardzo ciekawe. Już dla samych korzyści wynikających z ich "socjalu" warto uczynić ten krok. Mam dwie rodziny znajomych, którzy mieszkają tuż poza Nysą Łużycką, nie jako wyrobnicy, tylko w tzw. szanowanych zawodach (dwóch lekarzy) i mam te informacje z pierwszej ręki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, Mój problem z Rosją polega na tym, że acz sama idea III Rzymu i panslawizmu pod egidą wydaje mi się być, w swoich ogólnych zarysach, pociągająca, to jednak sama Rosja (w znaczeniu - suzdalska - moskiewska) jest kompletnie niewiarygodna. Bardzo młody, kompletnie nieprzewidywalny, agresywny i bardzo silny twór, który więcej ma wspólnego z jakimś chanatem niż z odwieczną tradycją Świętej Rusi i Kijowa. (Ba, nawet tytuł "cara" jest bułgarski.) Oskarżam Rosję, o taki polityczny wampiryzm. Rosja "ma rację" o ile może zademonstrować argumenty siłowe. Zwróćcie uwagę, że to nie tylko Polacy mają sobie co wypominać z Niemcami i Ukraińcami. Węgrzy ze Słowakami i Rumunami, Rumuni z Ukraińcami itd. Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Stettin, Breslau czy Danzig to już tylko mity, cel wycieczek dla emerytów wspominających młodość

    Niemcy w przyszłości na 100% wycofają się terytorialnie za Łabę, no może enklawa Berlińska pozostanie. To i tak optymistyczny scenariusz dla umierających Niemiec.

    Już w tej chwili w niemieckich miastach są rejony, gdzie biały człowiek się nie zapuszcza - i rozrastają się z roku na rok.

    W przyszłości być może czeka nas przyjęcie niemieckich osiedleńców w Polsce. O ile nie będą podnosić łbów i pyskować - powtórzy się scenariusz Poznański / Bamberski - czyli szybka polonizacja.

    OdpowiedzUsuń
  4. a można prosić info co należy do panteonu bóstw na Kociewiu?

    wojna podjazdowa kociewsko-kresowa to w mojej rodzinie chleb powszedni, może dzięki temu lepiej zrozumiem tych w drugim okopie? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. 1. Owszem - Niemcy, podobnie jak wszyscy inni Europejczycy (Polaków i Rosjan NIE wyłączając) przechodzą kryzys demograficzny. Ciągle jednak żyje o kilkanaście milionów Niemców więcej niż w roku 1945 - nie można powiedzieć, żeby im brakowało ludzi. I nic nie wskazuje na to, by opustoszałą na skutek nowej fali Ostflucht byłą NRD mogli skolonizować Polacy - których też jest z roku na rok coraz mniej...

    2. Kwestia "lubienia" lub "nielubienia" Rosji w ogóle nie ma tu nic do rzeczy. Ja np. - co oczywiste - na gruncie wspólnych zainteresowań lubię co najmniej kilku Rosjan. Ale co to ma w ogóle do rzeczy..? Zostaliśmy w 1945 roku wtłoczeni w takie realia geopolityczne które teoretycznie - o ile paradygmat realizmu politycznego jest słuszny - powinny sprawić, że poza sojuszem z Rosją żadna inna alternatywa w ogóle nie mogłaby nam przyjść do głowy. Jakoś tak się nie stało. Paradygmat stracił moc wyjaśniającą - czy czegoś po prostu nie wiemy..?

    3. Również kwestia odpowiedzialności zbiorowej nie ma tu nic do rzeczy. Przesiedlenia i zmiany granic - cokolwiek by o tym nie mówiła propaganda, która z zasady bełkocze bez sensu - nie były żadną tam "karą" za wywołanie wojny. W polityce taka kategoria jak "kara" w ogóle nie istnieje. Niemcy zostały pokonane i tym samym doprowadzone do stanu bezsilności - dokładnie jak ofiara napadu (to, czy wcześniej ofiara napadu prowokowała napastników czy nie, miałoby znaczenie w sądzie, ale tu żadnego sądu przecież nie ma...), z którą teraz napastnik może zrobić, co zechce. No i Stalin zrobił z Niemcami co chciał - przyciął, podzielił, przesiedlił i miał nadzieję, że w ten sposób będzie miał po wiek wieków lojalnych ze strachu przed Niemcami Polaków i służalczych w nadziei na nagrodę kosztem Polski Niemców. Kalkulacja Stalina (a wcześniej Sazonowa) wydaje się nieskazitelnie logiczna. Co się zatem takiego stało, że nie działa..?

    OdpowiedzUsuń
  6. @r-o
    My, Kociewiacy, jesteśmy ludkiem do bólu racjonalnym i odpornym na emocje. Stąd i święci z naszego panteonu mają dla nas o wiele mniejsze znaczenie niż w innych częściach Polski. Z okresu międzywojennego to chyba tylko generał Haller ma jakieś znaczenie. I tak się zresztą w żadnym razie nie może równać z kajzerem Wilhelmem i z Hitlerem!

    OdpowiedzUsuń
  7. może trochę puściłem wodze fantazji - ale zauważ jednak - my nie mamy problemu z muzłumanami i Turkami

    a z tą odpornością na emocje zauważyłem wielokrotnie - my Kresowiacy postrzegamy to czasem nawet jak coś na granicy patologii - dla nas to suchość, bezemocjonalność, i zapewne jakieś "głębsze problemy"

    problem etniczny też jest bardzo widoczny

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekwy wpis!

    "No i Stalin zrobił z Niemcami co chciał - przyciął, podzielił, przesiedlił i miał nadzieję, że w ten sposób będzie miał po wiek wieków lojalnych ze strachu przed Niemcami Polaków i służalczych w nadziei na nagrodę kosztem Polski Niemców. Kalkulacja Stalina (a wcześniej Sazonowa) wydaje się nieskazitelnie logiczna. Co się zatem takiego stało, że nie działa..? "

    Co Ty Jacku na moją tezę, że my (Polacy) jako naród nie kierujemy się, żadnym tam racjonalnym rachunkiem zysków i strat a właśnie emocjami? IMO to dobra odpowiedź

    OdpowiedzUsuń
  9. A tak w ogóle to powstało coś takiego jak portal "Nowy Ekran"
    http://www.nowyekran.pl/

    Warto byś niektóre wpisy polityczne tam opublikował. Sam umieściłem tam większą część Twoich i moich wpisów z Agepo (jeśli były Twoje to oczywiście z Twoim podpisem i aktywnym linkiem do m.in. Agepo i Twojego bloga).

    Da to nowych Czytelników, którzy może zechcą konie u Ciebie zamieścić. Jak masz słaby przesył to mogę na swoim koncie zamieszczać Twoje wpisy (również z aktywnym linkiem). Myślę, że ten, Ekolodzy do gnoju! i ten o ziółkach by się nadał.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mieszkańcy ruskiego zaboru na pewno kierują się emocjami - czasem aż za bardzo - co ja widzę aż za często we wspomnianej wojence kociewsko-kresowej!

    o ile pruska oschłość wkurza - to nasza wschodnia gorąca krew prowadzi do tragedii takich jak powstanie warszawskie

    dowódcy spiep****i sprawę

    mimo to szczerze oddaje szacunek i honor powstańcom - filmik na mojej stronie nie jest przypadkiem

    OdpowiedzUsuń
  11. @Wojciech Majda

    Wojciechu - jakie uczucie może być silniejsze od nienawiści..? A była to nienawiść z góry zaplanowana i celowo wywoływana. Zarówno przy pomocy propagandy - jak i aktywnego promowania takich właśnie postaw, o których niedawno pisała u siebie Riannon.

    Zresztą, ja wcale nie twierdzę, że my już mamy z Niemcami sztamę i pojednanie. Może mamy - i może dzięki temu cały realizm polityczny Diabli wzięli (w tym momencie kompletnie przestaję rozumieć świat...) - a może nam się tylko tak zdaje..? To są przecież sprawy, o których my, prości ludzie, tak naprawdę nawet nie powinniśmy mieć większego pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
  12. @r-o
    O powstaniach pisałem już wielokrotnie. Kto sieje wiatr - zbiera burzę. A warszawskie - w moim rankingu najgłupsze ze wszystkich - było bezpośrednim skutkiem hurrapatriotyczno - romantycznego wychowania w międzywojennej szkole. Dlatego tak mnie przerażają niektóre wpisy u prof. Boboli (o ile to nie prowokacja) - bo zmierza to do kolejnej repetycji tego samego, przypominającego marsz lemingów na urwisko, samobójczego zrywu...

    @Wojciechu
    Znalazłem "Nowy Ekran" poprzez Analytics - i nawet próbowałem się tam zarejestrować, ale chwilowo to rzeczywiście przekracza moje możliwości. Oczywiście, byłbym zobowiązany za reklamę :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. racja!

    choć będę upierał się, że powstania i ich klęski to także wina porywczego charakteru narodowego - jako "ten z ruskiego zaboru" mam chyba prawo złożyć samokrytykę i nikogo nie urazić :>

    powstanie wielkopolskie się udało

    OdpowiedzUsuń
  14. @Jacek
    Dobra, dodałem i będę systematycznie dodawał. Trochę SEO się przyda :) Powiedz mi jak dobre to źródło ruchu?

    @RO
    Powstanie Wielkopolskie wybuchło i było na zasadzie "kopania leżącego" co może być dobre, inne przypadki naszych powstań to z reguły były wg. zasady "jesteśmy słabsi, ale może coś ugramy".

    OdpowiedzUsuń
  15. "O powstaniach pisałem już wielokrotnie. Kto sieje wiatr - zbiera burzę. A warszawskie - w moim rankingu najgłupsze ze wszystkich - było bezpośrednim skutkiem hurrapatriotyczno - romantycznego wychowania w międzywojennej szkole. Dlatego tak mnie przerażają niektóre wpisy u prof. Boboli (o ile to nie prowokacja) - bo zmierza to do kolejnej repetycji tego samego, przypominającego marsz lemingów na urwisko, samobójczego zrywu..."...takich polaczków na potrzeba...do czyszczenia butów

    OdpowiedzUsuń
  16. @Anonimowy
    Nie widzę niczego upokarzającego w czyszczeniu butów. Jak zresztą w żadnej innej użytecznej pracy. Gdybym jednak był odpowiedzialnym politykiem lub wojskowym i spowodował powstanie które skutkiem - przy nieosiągnięciu żadnego z zakładanych celów politycznych, nie mówiąc już o wojskowych - byłaby śmierć 100.000 cywilów i całkowita zagłada stolicy wraz ze wszystkimi prawie archiwami, dobrami kultury, zabytkami, pamiątkami, itd. - to byłoby mi trochę wstyd...

    Dylemat "śmierć czy życie w okowach" brzmi nader patetycznie - ale też bardzo rzadko można go napotkać w realnym życiu. I nikt nikomu nigdy nie dał prawa żeby o tym wyborze decydował ktoś - potajemnie - w imieniu tysięcy, których nawet nie ma jak zapytać o zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  17. wstyd???!!!

    Rozumiem Jacku, że jesteś dobrze wychowany i nie używasz wylgaryzmów...

    aby nie robić tu onetu powiem tak - powiem tak - w starożytnych kulturach dowódcy, którzy osiągnęli takie efekty, conajmniej rzucali się na goły miecz...

    niekompetencja dowództwa jest tak rażąca, że aż rodzi dziwne podejrzenia...

    OdpowiedzUsuń
  18. @r-o
    Mnie najbardziej szokuje kult, jakim współcześnie otacza się Bora - Komorowskiego i Chruściela... Takich wodzów stawiając sobie za wzór do naśladowania, istotnie daleko zajdziemy..! Ale co zrobić - a bo to Kościuszko był lepszy..? Tradycja jest długa i bogata. W Polsce nikt za przegraną nie jest winny, bo przecież wróg zawsze był silniejszy - prawda?

    OdpowiedzUsuń
  19. i jeszcze ta chora tradycja - celebrowanie klęsk - a pomijanie zwycięstw

    OdpowiedzUsuń
  20. Oczywistą oczywistością jest, że Niemcy się rzuciły. Najpierw zjednoczenie - to pierwszy krok, potem rozszerzenie Unii - chyba nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, kto kręci całym pierdolnikiem w Unii. Stąd duża rezerwa w integrowaniu się ze strony Brytoli. Obecnie rzucanie sie z pięściami i kamieniami jest nieekonomiczne i niczym nie uzasadnione. Twoje zdziwienie że takie coś nie nastąpiło wynika z tego że mylisz skutek z przyczną. To nie jest tak, że jakieś nastroje są w społeczeństwie i się kanalizują. Lemingi są w zadane nastroje wprowadzane różnymi metodami. Tego przykład mamy obecnie w Tunezji i w Egipcie, gdzie Francja rozpoczęła budowę kieszonkowego "imperium śródziemnomorskiego" przez demontaż proamerykańskich satrapii, na co jej Niemcy pozwoliły - pytanie w zamian za co jest raczej retoryczne... dla nas niestety.
    Obecnie każdy kraj poważny (taki co jest podmiotem a nie przedmiotem) stara się ustawić na okoliczność drożejących i wyczerpujących się surowców głónie eneregtycznych. Po to między innymi Nordstream - żeby Polska nie stała się nagle podmiotem. W Niemieckiej doktrynie jest nawet przehandlowanie nas za surowce. Na pewno całą układankę trochę zmieniłoby odkrycie gazu łupkowego w Polsce tylko nie wiem czy to nam wyjdzie na zdrowie...
    A powrotu wypędzonych bym się nie spodziewał, bo nie o to tutaj chodzi... Czasy kiedy doktryna zakładała wmordowanie i zasiedlenie swoimi to raczej czasy minione. Teraz to sie będzie nazywało harmonizacja podatków i dalsza integracja gospodarcza prowincji z centralą. A kto z wypędzonych będzie chciał wrócić będzie mógł to zrobić, bez pięści i kamieni, bo będzie mógł sie osiedlać w dowolnym miejscu imperium, czyż nie?
    Ale zanim się w tym połapią masy to już będzie po balu.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Anonimowy
    Wszystko to być może, choć we francuski Egipt nie wierzę - już prędzej uwierzę w wahabicki..! Jedna rzecz natomiast jest całkowicie pewna. Przymiotniki, nawet takie, które pochodzą od rzeczowników oznaczających nazwy narodów (tj. "niemiecki", "polski", "francuski", itd.) - o ile nie stoją na początku zdania lub nie są częścią nazwy własnej, w języku polskim ZAWSZE piszemy z małej litery. Pisanie ich z wielkiej litery, co spotykam coraz częściej (podobnie jak np. pisanie z wielkiej litery słówka "Nas", "Nasze"....) jest obrzydliwym makaronizmem, który nieodmiennie i niezmiernie mnie irytuje...

    OdpowiedzUsuń
  22. Czy Egipt będzie francuski w takim samym sesnie jak do tej pory był amerykanski to nie wiem. Ale mocno mi sie wydaje, ze ktos sie o to bardzo stara http://www.wykop.pl/link/608499/francuzi-zlamali-blokade-internetu-w-egipcie-swiat-fakty-w-rmf24/
    Moze akcjonariusze Kompanii Kanału Sueskiego lub ich potmkowie? ;)
    A co do irytacji ro radzę przeczytać: http://portalwiedzy.onet.pl/140684,,,,litera_z_wielkiej_malej_litery_wielka_mala_litera_od_wielkiej_malej_litery,haslo.html
    zanim się aż tak nie nie poirytujesz że żyłka strzeli...

    OdpowiedzUsuń
  23. Słownik ortograficzny języka polskiego PWN stoi za mną murem. Językowemu barbarzyństwu mówimy stanowcze nie!

    OdpowiedzUsuń
  24. Miałem nadzieję, że ktoś z Państwa sam to zauważy - skoro do tej pory tak się nie stało, to dopowiadam: termin "Ziemie Odzyskane" nabiera sensu dopiero, gdy go zestawić z terminem "Ziemie Zabrane". Co jest może nie najistotniejszym, ale kolejnym dowodem na to, że przesunięcie granic Polski i sposób, w jaki się ono dokonało, był częścią polityki rosyjskiej - i niczym innym...

    OdpowiedzUsuń
  25. W sprawie ortografii... Będę używał publicznie określenia Azja południowo-wschodnia czy może Azja Południowo-Wschodnia a może jeszcze Azja Południowo-wschodnia? Że Ameryka Północna to nazwa kontynentu i dlatego piszemy drugi człon z wielkiej litery to wiem, no ale czy Azja SE :) to kraina geograficzna czy tylko określenie części czegoś i wtedy wielkie litery się nie należą?

    OdpowiedzUsuń
  26. Podaję za słownikiem: wielką literą piszemy nazwy części świata, oceanów, mórz, rzek, jezior, gór, dolin, pustyń, puszcz, wysp, itd. - o ile składają się one:
    a) z samego rzeczownika,
    b) z rzeczownika i określenia przymiotnikowego
    c) z rzeczownika w mianowniku i z określającego go rzeczownika w dopełniaczu.
    Azja Południowo - Wschodnia to drugi z wymienionych przypadków, bo określenie jaka? "Południowo - Wschodnia" to określenie przymiotnikowe.

    Chyba, że przymiotnik nie wchodzi w skład nazwy własnej, lecz jest doraźnnym określeniem nazwy geograficznej - wtedy pisany jest z małej litery. Np. - podaję za słownikiem: "wzniesienia Polski północnej".

    "Azja Południowo - Wschodnia" jako region - ale może się zdażyć też i "południowo - wschodnia część Azji": choć pewnie rzadziej, bo tej pierwszej nazwy używa się już od dość dawna, tak samo jak nazw "Europa Zachodnia", "Azja Środkowa", itd.

    OdpowiedzUsuń
  27. To już nie "z wielkiej litery"? Sam popełniasz błędy i to moim zdaniem bardziej rażące... Przeczytaj linki jaki Tobie podałem, że forma "z wielkiej litery" "z małej litery" jest rusycyzmem. I nie usprawiedliwia Ciebie że ruskie konie hodujesz... ;) :P
    Więc tym razem słownik za Tobą murem nie stoi... I bez sensu odchodzimy o dyskusji jak to zwykle Polacy - kłócąc się o jak widać najistotniejsze rzeczy :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Czy to państwa rozgrywają partie na szchownicy świata?
    Czy główni gracze, to ludzie utożsamiający się z jakąś nacją? stojący za interesami jakiegoś państwa, czy mocarstwa nawet?
    Czy podział na państwa nie jest dla głównych graczy tylko jedną z możliwości rozgrywania parti szachowej ? Podobnie jak tzw. cechy narodowe?

    OdpowiedzUsuń
  29. W Niemczech, w Chinach, w Japonii, w Izraelu, ostatnio nawet w Rosji - z całą pewnością tak. Czy w Stanach Zjednoczonych - nie wiem. W Polsce - na pewno nie.

    OdpowiedzUsuń
  30. nie istotne że pieprzycie bez sensu ważne że gramatycznie;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Z blogowego politykowania nic a nic nie wynika. To tylko zabawa. Zaś przestrzeganie reguł gramatycznych czyni nas ludźmi.

    W tym przypadku słówko "nieistotne" napisałbym jednak razem. Nie jest to błąd, ale jakoś mi nie pasuje...

    OdpowiedzUsuń
  32. Czerwona zaraza

    Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
    byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
    byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci,
    była zbawieniem witanym z odrazą.

    Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
    zbydlęciałego pod twych rządów knutem
    czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
    swego zalewu i haseł poszumu.

    Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
    morderco krwawy tłumu naszych braci,
    czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
    lecz chlebem witać na rodzinnym progu.

    Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
    jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
    i jak bezsilnie zaciskamy ręce
    pomocy prosząc, podstępny oprawco.

    Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
    sybirskich więzień ponura legendo,
    jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą,
    wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia

    Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
    nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
    skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
    cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.

    Legła twa armia zwycięska, czerwona
    u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
    i scierwią duszę syci bólem krwawym
    garstki szaleńców, co na gruzach kona.

    Miesiąc już mija od Powstania chwili,
    łudzisz nas dział swoich łomotem,
    wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem
    powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili.

    Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy,
    dla naszych rannych - mamy ich tysiące,
    i dzieci są tu i matki karmiące,
    i po piwnicach zaraza się szerzy.

    Czekamy ciebie - ty zwlekasz i zwlekasz,
    ty się nas boisz, i my wiemy o tym.
    Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem,
    naszej zagłady pod Warszawą czekasz.

    Nic nam nie robisz - masz prawo wybierać,
    możesz nam pomóc, możesz nas wybawić
    lub czekać dalej i śmierci zostawić...
    śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.

    Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
    Nowa się Polska - zwycięska narodzi.
    I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić
    czerwony władco rozbestwionej siły.

    OdpowiedzUsuń
  33. To rymowanka z czasów powstania warszawskiego. Znałem ją wcześniej. Czego niby ma to dowodzić..?

    OdpowiedzUsuń
  34. znałeś ją przed powstaniem? :) nie przejmuj się nie dowodzi niczego co by było dla ciebie istotne

    OdpowiedzUsuń
  35. Anonimowy, a może napisz, jakie Ty widzisz rozwiązania poparte logicznym wywodem. Bo narazie to próbujesz w "ruski" sposób grać na emocjach.

    OdpowiedzUsuń
  36. Hola …hola!
    Nabraliście takiego rozpędu, że niedługo pójdziecie w ślady „tuskolandu” i padniecie na kolana przed wpływowymi sąsiadami, oczywiście kierując się niewątpliwie TYLKO ROZUMEM i PRZENIKLIWOŚCIĄ !! Nieprawdaż??

    Na potwierdzenie niektóre cytaty z Panów wypowiedzi:

    Temat pierwszy.

    „dziedziczącymi traumę niesprawiedliwego (i proszę mi tu z odpowiedzialnością za wojnę nie wyjeżdżać! Co z tym w ogóle mógł mieć wspólnego jakiś przeciętny Hans czy Klaus siedzący przez całą wojnę na tyłku i orzący ziemię gdzieś pod Lubaniem czy Wałczem..?) wypędzenia.”

    Mój komentarz: A kto „in gremio” akceptował politykę Hitlera „marszu na wschód” i „Niemcy, Niemcy ponad wszystko”!? A kto mordował Polaków z cała bezwzględnością i okrucieństwem i to wcale nie tylko w obozach koncentracyjnych! Robiła to niemiecka armia! Sam widziałem!
    Bzdury Pan opowiada o Hansie i Klausie! Prawie CAŁY naród niemiecki popierał hitleryzm bez zastrzeżeń, chcąc aby rzeczywiście był on RASĄ PANÓW! TO dopiero dawało pełnię zadowolenia germanom! No i –oczywiście – niebagatelne profity ekonomiczne!

    Temat drugi.

    „my (Polacy) jako naród nie kierujemy się, żadnym tam racjonalnym rachunkiem zysków i strat a właśnie emocjami?”

    „to nasza wschodnia gorąca krew prowadzi do tragedii takich jak powstanie warszawskie”

    „O powstaniach pisałem już wielokrotnie. Kto sieje wiatr - zbiera burzę. A warszawskie - w moim rankingu najgłupsze ze wszystkich - było bezpośrednim skutkiem hurrapatriotyczno - romantycznego wychowania w międzywojennej szkole.”

    A inny Pan zaraz dodaje:
    „takich polaczków na potrzeba...do czyszczenia butów” („połknął” Pan zapewne „m” przy „nam”!)

    I dalej:
    „dowódcy spiep****i sprawę”

    „Mnie najbardziej szokuje kult, jakim współcześnie otacza się Bora - Komorowskiego i Chruściela... Takich wodzów stawiając sobie za wzór do naśladowania, istotnie daleko zajdziemy..! Ale co zrobić - a bo to Kościuszko był lepszy..?”

    Próbuję dociec kim jesteście, piszący TAKIE teksty!
    Wyśmiewacie wszelakie, polskie zrywy wolnościowe i ich przywódców, usprawiedliwiając przy tym poczynania Rosjan i Niemców! Czyż rzeczywiście już nie odróżniacie życia w niewoli politycznej, czy ekonomicznej od zupełnej niezależności i swobody w działaniu i mówieniu!?
    Współczuję!
    Ja odróżniam i to bardzo dobrze! Doskonale więc rozumiem ideę Powstania Warszawskiego, do którego przecież także i „brat” z za Bugu nawoływał bardzo głośno! Co prawda zdradziecko, ale to przecież dla nich nic nowego!
    Tu pragnę Panom przypomnieć, że Powstanie Warszawskie zaczęło się dokładnie ….. 1 września 1939 r , czyli w chwili wybuchu II wojny światowej. Już wtedy bowiem NARÓD POLSKI zaprzysięgł Niemcom odwet za zdradziecką napaść.
    To powstanie trwało więc całą okupację, pierwotnie w postaci działań partyzanckich. Powstanie otwarte, zwane Warszawskim było jedynie KULMINACJĄ nienawiści do okupanta, możliwą do zbrojnego okazania.
    A skoro tak Panowie analizujecie, „co by było”? Przeanalizujcie „co by było” gdyby Rosjanie pozwolili polskim wojskom, stojącym na prawym brzegu Wisły przyjść z pomocą powstańcom, i definitywnie wyzwolić Warszawę !?
    Czyżby wasza wyobraźnia takiego obrotu sprawy nie ogarniała?? Czyż wtedy byłyby także takie gigantyczne niemieckie mordy i zniszczenia !?

    Nie siejcie więc defetyzmu i nie poniżajcie mojego narodu i jego wspaniałych przywódców!
    Polacy są bowiem narodem nieujarzmionym i zrobią wszystko aby nie być niewolnikami!

    Przyjdzie więc jeszcze czas, że romantycznie „mierząc siły na zamiary” znajdziemy się ponownie w wolnej Polsce.

    ed-q

    PS. Nie neguję poruszonych tu historycznych treści, chociaż mam do ich interpretacji sporo zastrzeżeń. Odnoszę się jednak głównie do historii najnowszej, którą znam z autopsji.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Jacek
    Genialna odpowiedź, roześmiałem się niemal do łez.

    OdpowiedzUsuń
  38. @Anonimowy jest rozdzierającą serce ofiarą tego co się w tym kraju działo i dzieje, co się na świecie działo i dzieje?
    Anonimowy jesteś ofiarą. Mimo całej swojej szlachetności, nie jesteś w stanie prawdy objąć i zrozumieć. Dzięki swojej szlachetności i romantycznej naturze zostałeś wykorzystany i okaleczony.

    OdpowiedzUsuń
  39. Jacek Kobus
    Wojciech Majda

    Megalomanię i chamstwo omijam szerokim łukiem.

    Konformizm, prędzej czy później, ale ZAWSZE kończy się ŹLE! Albo „zadziałają” SWOI albo….własne sumienie, albo…jedno i drugie!

    ed-q

    OdpowiedzUsuń
  40. siedż pan w tej komórce i paś pan te konie a pan panie Majda jedz pan na jakies szkolenie moze ktoś się nabierze na ten kit co pan sprzedajesz

    OdpowiedzUsuń
  41. Anonimowy ed-q, masz jaskrawy problem ze sobą. Dowiedz się "w jaki sposób bez zbędnych emocji i przykrości dbać o swoje interesy respektując przy tym potrzeby innych ludzi."
    Polecam książkę "Docenić konflikt. Od walki i manipulacji do współpracy"
    Jerzy Guta, Wojciech Hamana.

    OdpowiedzUsuń
  42. @ed-q

    Jeszcze częściej i jeszcze gorzej od konformizmu kończy człowiek czy naród, który nie zna swego miejsca czy przecenia swe siły...Niespełnione ambicje to naprawdę najmniej dotkliwy problem takich osób czy narodów.

    Myśmy w historii robili to aż nadto często. Co ma konsekwencje jaki ma (wielkość RP, wielkość populacji, poziom bogactwa, niekorzystne tajne obce i rodzime wpływy w państwie...)

    @ed-q
    ed-q proponujesz byśmy znowu z otwartą przyłbicą na Niemcy i Rosję szarżowali? Nie można zadbać o interes narodowy (niskie podatki, mało biurokracji, niskie ceny surowców itp.) jakoś inaczej?

    @Anonimowy specjalista od marketingu i hippiki

    Dziękuję za radę, w biznesie ruch wreszcie większy! Może więc szkolenie nie będzie potrzebne?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...