poniedziałek, 7 lutego 2011

Do czterech razy sztuka

Dzisiaj poranne lenistwo przerwało nam energiczne pukanie do drzwi. Naciągnąwszy pospiesznie spodzień otwarłem: nieznajomy prosił o wyciągnięcie z kałuży. Co było zrobić? Wyciągnąłem. Mimo, że coś mi straszliwie stuka pod maską gdy załączę napęd na cztery... W każdym razie: jak by ktoś oferował na sprzedaż siwego mercedesa, to nie radzę kupować! Wody miał po siedzenia...

Ledwo skończyłem wywozić nawóz spod wiaty (jak zawsze, gdy nie mam co ze sobą zrobić - a nie bardzo dało się cokolwiek sensownego zdziałać w taką pogodę... - wywiozłem go dużo...) i zasiadłem do przygotowanych przez Lepszą Połowę kanapek - a widzę przez okno jak naszą piaszczystą drogą chwilowo ukrytą pod półmetrową warstwą wody jedzie znajomy samochód. I znowu musiałem pospiesznie naciągać spodzień i wyciągać - tym razem Tomka, który się wybrał był do znajomego na Brzozówce.

Nie minął kwadrans, a Tomek pojawił się ponownie, już na piechotę. Próba ominięcia kałuż na naszej piaszczystej drodze nie powiodła się - cała karawana samochodów utknęła na naszej zeszłorocznej porębie gdzie jest już od dawna wyjeżdżona dróżka służąca za objazd. Wyciągnąłem furgonetkę i Tomka - został biały Passat bez kierowcy, który już tam wcześniej był się zakopał. Od kierowcy furgonetki zainkasowałem na flaszkę.

Zaczęło to już wyglądać na dobry pomysł biznesowy, ale nim się biznes rozkręcił, już umarł śmiercią naturalną. Albowiem wyciągnąwszy w sumie cztery samochody tak rozjeździłem teren, że w tej chwili już sam nie mam szans tamtędy przejechać. Co się szybko i brutalnie okazało, bo gdy karmiłem konie, godzinkę po poprzedniej akcji, zaszła do nas sąsiadka - co bym wyciągnął tego białego Passata i jeszcze jeden samochód który utknął, próbując tamtego od błota odessać. Nawet poradziłem na chwilę z jednym z wozów (zaraz utknął z powrotem) - ale cofając się żeby podczepić Passata, sam się zakopałem po oba mosty. Przyszło po Sołtysa dzwonić, co by nas wszystkich traktorem powyciągał (a traktor jak raz sprawił sobie nasz Sołtys nowy, piękny..!). No i tak się biznes zakończył.

Na pocieszenie, nim utoniemy w błocie:

1 komentarz:

  1. Jednym słowem pracowity i nawet z profitami dzień :-)
    Lubię posłuchać Kaczmarskiego, sporo jego utworów grywam sobie na gitarze w długie zimowe wieczory :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...