poniedziałek, 21 lutego 2011

Dlaczego nie jestem patriotą..?

Dzisiaj opowiem Państwu mit. Zwykle mity obalam – ale przecież nie można popadać w rutynę! Jest to mój mit prywatny, który pielęgnuję sobie od lat. Nie mam nic przeciwko temu jednak, by ktokolwiek uznał ten mit za swój. Nie ukrywam przy tym, że traktuję ten wpis jako rozgrzewkę. Tak naprawdę bowiem, powinienem tworzyć folder reklamowy, ale mi się czegoś nie pisze…

Mój polonista z liceum znalazł jakiegoś Kobusa, który chrzcił dzieci w Starogardzie w roku pańskim 1492. Oczywiście nie ma żadnego sposobu aby dowieść moje z tym panem pokrewieństwo – nasza rodzinna tradycja kończy się na pradziadku, który był bodaj pomocnikiem w młynie w Tucholi. Dziadek mieszkał w podtucholskiej wsi, gdzie przez lata był sołtysem i „działaczem“ (Powiatowa Rada Narodowa itp.), bracia Ojca mieszkają w Bydgoszczy i w Gnieźnie. Niewątpliwie czuję się lokalnym patriotą Kociewia. Co wyjaśnia treść mojego prywatnego mitu.

Jest zaiste miarą bezsilności i prowincjonalności Polski fakt, że w kulturze światowej data 4 lutego 1454 roku nie funkcjonuje w ogóle – choć, moim prywatnym zdaniem, należy się jej w porządku symboli miejsce co najmniej równe z 12 kwietnia 1861 roku. Co się wydarzyło 4 lutego 1454 roku..?

Toruńscy mieszczanie zaatakowali i zdobyli krzyżacki zamek w tym mieście, burząc go do fundamentów (za wyjątkiem wieży ustępowej stanowiącej także część murów miejskich) – na znak, że to wolne, hanzeatyckie miasto nie będzie już podlegać żadnej obcej tyranii fiskalnej (osobliwej królewskiej, gdyby Kazimierzowi Jagiellończykowi przyszedł do głowy pomysł w tym pokrzyżackim zamku urządzić sobie rezydencję, czy też – osadzić, broń Panie Boże, jakiego burgrabiego…).

Lepsza Połowa nie znając tej historii na widok malowniczych ruin, gdyśmy pierwszy raz Toruń wspólnie odwiedzali, odruchowo zaproponowała – a może by tak to odbudować..? Na szczęście, nikt tego poza mną nie słyszał, a okolicznościowa tablica bardzo stosownie umieszczona przed wejściem wyjaśniła wszelkie w tej materii wątpliwości…

Oczywiście, wśród szturmujących (kiepsko broniony zresztą…) zamek, z całą pewnością nie było ani jednego libertarianina, ani nawet konserwatywnego liberała!

Skądinąd jednak, nie było wśród nich zbyt wielu władających językiem polskim…

Uważam zatem, że mój prywatny mit jest co najmniej równie uprawniony jak tzw. „mit oficjalny“, wedle którego „odwiecznie polski“ Thorn i Danzig połączyły się w ten sposób z macierzą – co jest ponad wszelką wątpliwość, kompletną bzdurą.

Tak więc, jak to już kiedyś pisałem – niemieckojęzyczni w większości patrycjusze Torunia, Gdańska i innych miast pruskich, wspólnie z w większości niemieckojęzycznym rycerstwem tych ziem zbuntowali się przeciw swoim dotychczasowym panom z Zakonu Krzyżackiego po to, aby przyłączyć swoje ziemie do Korony Polskiej, co też im w akcie inkorporacyjnym z 6 marca 1454 roku król Kazimierz Jagiellończyk solennie obiecał, przy okazji wszczynając z tego powodu wojnę z Zakonem. Co prawda – marnie mu ta wojna szła i gdyby nie pieniądze miast pruskich, szybko by się ona skończyła zwycięstwem Zakonu. Sam tylko Toruń wyłożył z miejskiej kasy na wojnę 200.000 grzywien (dwieście tysięcy grzywien), czyli 41 ton srebra.

Dla porównania tzw. „zastaw spiski“, czyli 16 miast na Spiszu które Władysław Jagiełło dostał w 1412 roku od Zygmunta Luksemburczyka, były zabezpieczeniem pożyczki ok. 7,5 tony srebra – głównie zresztą, uzyskanego jako okup za pojmanych pod Grunwaldem gości krzyżackich (Zakon by tych pieniędzy nie wypłacił, gdyby go nie przycisnął Luksemburczyk potrzebujący z kolei pożyczki od Jagiełły na wojnę z Wenecją – była to zatem nader skomplikowana transakcja wiązana…). Za te 7,5 tony srebra można było wówczas kupić ok. 10.000 krów albo 4.000 koni. Pozostając zaś w kręgu odniesień militarnych – wyprodukowanie jednej bombardy w połowie XV wieku było szacowane jako równowartość 500 krów, zaś oddanie z niej jednego wystrzału (ładunek prochowy + pocisk i inne utensylia oraz koszt obsługi) – jako równowartość 10 krów.

Podaję te wszystkie porównania, bo oczywiście nie ma żadnego sensu przeliczanie tych wartości po aktualnej cenie srebra, zaś wszelkie odniesienia siły nabywczej między epokami odległymi o ponad 500 lat są nader skomplikowane. Biorąc pod uwagę funkcje jakie pełnił w tamtej epoce koń, bombarda czy jej nabój można by w dużym uproszczeniu powiedzieć, że sam tylko Toruń podczas wojny 13-letniej opłacił swoją wolność i przywileje jakie dostał od króla równowartością ok. 11 tysięcy ciężarówek (licząc po parze koni na wóz) lub 110 armat lub 5,5 tysiąca pocisków armatnich.

Razem z podobnej wielkości „składkami“ Gdańska i Elbląga, dało to w ciągu 13 lat równowartość 18-letnich całkowitych dochodów ówczesnego Królestwa Polskiego.

Moi pruscy przodkowie walczyli przeciw swoim dotychczasowym panom nie tylko pieniędzmi, ale też i własnymi piersiami. Floty Gdańska i Elbląga rozgromiły flotę duńską wspierającą Krzyżaków w bitwie pod Bornholmem powodując wycofanie się Danii z wojny na samym jej początku. 15 września 1463 roku połączone floty tych miast zniszczyły też flotę krzyżacką w bitwie w Zatoce Świeżej – efektywnie kończąc wojnę, bo bez możliwości żeglugi rzecznej i morskiej, a tym samym – bez dochodów z handlu – Zakon w ciągu następnego roku został wyautowany z walki.

Dlaczego moi pruscy przodkowie zdobyli się na tak wielkie poświęcenie? Ponieważ widzieli w tym swój interes. Ponieważ ich majątki i życie były bezpieczniejsze pod teoretycznym zwierzchnictwem rezydującego gdzieś daleko w Krakowie króla, niż pod wścibską władzą Wielkiego Mistrza i komturów. Ponieważ gdańskie i elbląskie piwo mogło być dzięki niższym podatkom tańsze od kopenhaskiego – przysparzając miejscowym piwowarom zysków i sławy. Ponieważ handel wiślany był podstawą dobrobytu miast pruskich i było dla nich rzeczą ważniejszą niż język którym mówili ich mieszkańcy – nie płacić od tego handlu cła na granicy państw.

Nie wiem, czy jest w dziejach  inny przykład takiej sytuacji, w której prowincja sąsiedniego państwa nie tylko buntuje się przeciw swojemu dotychczasowemu władcy (to się często zdarzało z różnych powodów) – ale też sama płaci za swoje wyzwolenie i sama nadstawia za nie karku..? Bo zasługi polskiego rycerstwa, haniebnie pobitego pod Chojnicami jeszcze w 1454 roku, nie były w tej wojnie zbyt… hmm… chwalebne..?

I właśnie dlatego wcale nie uważam za swój obowiązek kochać Polski tylko za to, że jest Polską. Przepraszam bardzo – w imię czego..? Polska ma sens tak długo, jak długo jest szansa na to, że piwo będzie tu lepsze i tańsze niż w sąsiedztwie. Pojęcie „patriotyzmu gospodarczego“ jakie usiłują nam wcisnąć emocjonalnym szantażem niektórzy socjaliści jest de facto zgodą na łupiestwo, bylejakość, szachrajstwo, sobiepaństwo i dobre życie – dla Świętej Biurokracji, a nie dla normalnego poddanego. Nie widzę w tym krzty sensu. Postawa moich pruskich przodków wydaje mi się o wiele bardziej racjonalna i ludzka. Państwo to tylko jeden z elementów naszego doczesnego bytu – i tak naprawdę wszystko, czego możemy od niego oczekiwać, to by nas nie uwierało za bardzo. Jeśli uwiera – nie widzę problemu by je zmienić na inne.

Niestety, w najbliższym sąsiedztwie nie widzę takiego, które by w dłuższej perspektywie gwarantować mogło tańsze i lepsze piwo. Stąd tak naprawdę realne są tylko dwie formy sprzeciwu: emigracja gdzieś dalej, gdzie mamy szansę na bardziej ludzkie życie – albo wewnętrzny bojkot systemu tu i teraz.

Oczywiście, skoro 500 lat temu z okładem rządy w Polsce były tak atrakcyjne dla sąsiadów, że gotowi byli dopłacić, a nawet utonąć w chłodnym Bałtyku, żeby tylko się pod tymi rządami znaleźć – to z tego wynika też i taki pozytywny wniosek, że nie ma niczego takiego w glebie, klimacie czy ukształtowaniu terenu, co by normalności nad Wisłą przeszkadzało. Jednakowoż nie widzę na horyzoncie żadnych realnych szans na powrót do tak odległej i zapomianej tradycji…

24 komentarze:

  1. Nie wygłupiaj się! To wprawdzie rzecz gustu, ale po lepszy alkohol (szczególnie po piwo) wyskakuję sobie do Czech i Niemców. I ku mojemu zdziwieniu, alkohol jest w obu tych krajach tańszy niż u nas. Nawet u Niemca!

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem za bojkotem wewnętrznym!!-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Riannon, a Lwóweckie piwko smakowałaś? Nie było lepszego ani u Niemca ani u Czecha;-) Słyszałam,że jeszcze do końca browar we Lwówku Śląskim nie upadł i wznowili produkcję.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Alutka

    Przypadkiem pamiętam że Riannon próbowała, ale jej zaszkodziło.

    Zresztą obecnie "Książęce" jest produkowane "gdzieś w Polsce", bo browar we Lwówku zamknięty - to podróba niestetym... A bardzo mi smakowało!

    Tym bardziej, że mój przyjaciel z czasów studenckich, Siła, właśnie ze Lwówka pochodzi i byłem go odwiedzałem. Nawet, w 1997, rześmy się we dwóch na ochotnika do sypania wałów przecipowodziowych we Wleniou zgłosili. Wał usypaliśmy - znakomicie potem przeszkadzał wodzie spłynąć z zalanej szkoły!

    OdpowiedzUsuń
  5. Lwówek Śląski był najlepszy i był w niektórych sklepach dostępny aż w Zagłębiu, a nawet sporadycznie we Wrocku. Pamiętam jak woziłem je kuzynce do Wrocka jako wytęskniony prezent.

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, przez kilka miesięcy było do kupienia nawet w delikatesach "Porto" (to te, co występują w "Misiu" - mieszkaliśmy tuż obok) w Warszawie. Tuż przed tym, nim browar został zamknięty...

    OdpowiedzUsuń
  7. ja się zaczynam bać;-)@Boska Wolo
    Toż my sobie po piętach deptamy;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam jak u mnie do sklepiku pod blikiem podjechał gościu z plecakiem, dość sporym - ciuchy typowo turystyczne miał na sobie i zapakował większość plecaka lwówkiem - mina wielce zadowolona z życia - a dla mnie to był chleb powszedni - chleb... hmm... w sumie piwo zaczynało karierę jako płynny chleb!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest możliwe, że i ja Siłe znam?
    Z Riannon mamy wspólnego znajomego w NRD, przed chwilą odkryłam.
    Świat jest mały;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieję, że Jacek się nie pogniewa, jak wkleję tu dla Alutki link, gdzie u mnie w komentarzach rozwinęła się dyskusja nad owym Lwóweckim słynnym :-)
    http://tuskulum-riannon.blogspot.com/2011/01/jeszcze-siedem-dni-i-bedzie-tydzien-jak.html

    Co do wspólnych znajomości, to Alutka napisz na priv, albo u mnie na blogu, jestem ciekawa, co odkryłaś :-) A że świat mały, przekonałam się nie raz i nic mnie nie zadziwi :-)

    Przepraszam Jacku za małą prywatę, pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dyskusja zeszła na tematy piwne, ale jakby nie patrzeć właśnie takie perełki są jakąś tam składową tego co nazywamy lokalnym patriotyzmem, a co jest elementem patriotyzmu narodowego.

    Tak czy inaczej z kilkoma Kociewiakami mam do czynienia na co dzień i z tego co widzę oni są zdecydowanie polskimi patriotami, oczywiście patriotyzm lokalny jest bardzo silny - ale to się jakoś pozytywnie godzi jedno z drugim.

    I dziadkowie z Wehrmachtu nie przeszkadzają w tym jakoś - powód do wstydu to żaden.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Podaję te wszystkie porównania, bo oczywiście nie ma żadnego sensu przeliczanie tych wartości po aktualnej cenie srebra"

    A ja spytam z ciekawości, bo mimo to przeliczyłem, ile dziś kosztuje koń? Ówczesna cena wychodzi koło 6000 zł.

    Co do piw, polecam wielkopolskie ciemne, z browarów Fortuna i czarnkowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Za 6 tysięcy czempiona się nie kupi, ale całkiem przyzwoitego tuptusia do rekreacji czy pogrubioną kobyłę do pługa czy do wozu - jak najbardziej: tak. Wygląda, że jednak niewiele się przez ten czas zmieniło...

    Ale myślę, że obecnie stosunek ceny armat do ceny pocisku armatniego jest chyba jednak trochę korzystniejszy..?

    OdpowiedzUsuń
  14. Iulius, Fortunę znam, ale to raczej ciemne karmelkowe - Czarnków, zarówno ciemne jak i jasne to klasyka wśród koneserów i prawdziwa duma jak trzeba poczęstować czymś obcokrajowca.

    OdpowiedzUsuń
  15. No pociski do armat to 10-15 tys złotych nie kosztują, ale bombardy wtedy to chyba był super high tech?

    Przykładowo rakieta tomahawk kosztuje 1,5 mln dolarów. Więc z tą bronią też się aż tak bardzo nie zmieniło - potrzeba kupę kasy.

    Wojna zawsze drogo wychodzi, Torunianom widocznie się opłaciło, my prowadząc nasze wojenki (Irak) żadnych zysków z tego nie mamy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wystrzał wychodzi po dwadzieścia parę tysięcy złotych. To chyba drożej, niż cena współczesnego "nieinteligentnego" pocisku, ale jeśli liczyć ze wszystkimi kosztami (na przykład paliwem i serwisem ciągnika/podwozia), może i tyle by wyszło.

    Natomiast bombarda to jakieś 1,2 mln zł. Cena zbliżona do tej:
    http://en.wikipedia.org/wiki/155_GH_52_APU

    W ogóle takie przeliczenia to świetna zabawa, muszą kiedyś przygotować dłuższą listę. Zna ktoś jakieś wiarygodne zestawienia cen w dawnych epokach?

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiele takich zestawień można znaleźć na forum historycy.org

    OdpowiedzUsuń
  18. Ilość gotówki jaką Torunianie dysponowali mimo ucisku Zakonu jest naprawdę ogromna.

    Współczesna władza nie lubi ludzi bogatych, a na pewno nie bogatego społeczeństwa. Komuniści wyciągnęli z tego wnioski i dlatego bolszewicy chcieli kułaków rozkułaczyć.

    Również z tego powodu zadałem Ci wtedy pytanie czy myślisz, że w Rosji specjalnie czynią swój naród biedny by konkurencji sobie nie robić.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kwestia rozkułaczania jest bardziej złożona. Może o tym osobno kiedyś napiszę. Teraz - na pewno rosyjska władza tępi zbyt wyrastających ponad przeciętną "oligarchów". Ale co do reszty, to wydaje mi się, że to raczej skutek uboczny niż świadoma polityka...

    OdpowiedzUsuń
  20. Patriotyzm to przywiązanie do Ojczyzny (kraju, tradycji, rodaków) a nie do państwa (instytucji urzędniczej). I proszę pamiętać, że od czasów II RP żadne państwo "polskie" nie było de facto polskie. Obecne państwo administrujące Polską, czyli Unia Europejska, też nie jest państwem polskim. Uważam za niedopuszczalne luzować lojalność wobec Ojczyzny (kraju, tradycji, rodaków) na podstawie socjalistycznych (i innych) wyczynów państw pseudopolskich w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  21. Idąc tym tropem niedopuszczalne jest luzowanie lojalności wobec ojczystej Korei Północnej na przykład - jeśli ktoś jest Koreańczykiem z północy, rzecz jasna - czy wobec ojczystych Niemiec nawet, gdy te, jak w ostatniej wojnie, zachowują się poniżej wszelkich standardów...

    Ustroju w Polsce zmienić się nie da. Ani prawem ani lewem. Chyba, że sam się rypnie - a i wtedy nieskończenie bardziej prawdopodobna jest kolejna wersja socjalizmu, zapewne o wiele gorsza niż teraz - niż jakikolwiek liberalizm.

    OdpowiedzUsuń
  22. dzisiejszy 'patriotyzm' jest glownie efektem indoktrynacji w dziecinstwie ale ma tez swoj pragmatyczny wymiar jakim jest jezyk urzedowy czyli czesto uzywany argument «gdyby nie X to bys musial teraz mowic po niemiecku/rosyjsku». i faktycznie gdybysmy po krotkiej wojence obudzili sie w panstwie niemieckim czy rosyjskim okazaloby sie te wszystkie formularze ktore tak kochamy wypelniac w gminie sa w jezyku ktorego nie znamy, trzeba bylo dbac o niepodleglosc;-)
    XVIw Torunianom to nie robilo roznicy czy sa w panstwie krzyzackim, polskim, dunskim czy litewskim bo i tak urzednikow z centrali widzieli raz na 15 lat i z nimi gadali przez proboszcza po lacinie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...