środa, 2 lutego 2011

Anty-Machiavell

Dzieło o takim tytule popełnił… Fryderyk II, król Prus. Ten od wojen śląskich, wojny siedmioletniej i I rozbioru. Zwany potocznie „Fryderykiem Wielkim“. Oczywiście zrobił to był jeszcze jako następca tronu – ale też powszechnie było to dziełko, którego skądinąd chyba już od dawna nikt nie czytał (i ja też tego bynajmniej nie zrobiłem…), uważane za manifest królewskiej hipokryzji. Potępił bowiem rzekomo Fryderyk dokładnie te zasady – jasno i przejrzyście wyłożone przez Machiavellego – wedle których sam w rzeczywistości postępował akumulują władzę i bogactwo siłą i podstępem.

Nie czytając tego dzieła i nie myśląc nawet o jego przeczytaniu (bo i po co?), chciałbym jednak Państwu zaproponować nieco inne odczytanie tej kwestii. Nie ukrywam, że robię to na marginesie ostatniego wpisu Herr Hauptmana o geopolityce – a także wcześniejszych, bardzo podobnych idei które prezentował Profesor Bobola.

Chciałbym Państwa namówić do tego, żeby nie być chytrym. Nie próbować wierzgać przeciw ościeniowi – jak mówi Pismo Święte. Nie walić głową w mur. Nie porywać się z motyką na Słońce. Nie myśleć nawet o formowaniu jakiegokolwiek „Międzymorza“ czy sojuszu ze Szwecją. Żeby w ogóle – nie myśleć o polityce!

Polityka dla człowieka myślącego jest w dzisiejszych czasach terenem straconych złudzeń i próżnych nadziei. Obecny system wszech-korupcji, gdzie każdy przekupuje każdego jest trwały, stabilny i nic poza totalnym, a niespodziewanym kolapsem nie jest w stanie nim zachwiać. Sądzę zresztą, i już o tym na Agepo pisałem, że odruchową reakcją wszystkich lub niemal wszystkich niemiłosiernie nas i naszych sąsiadów okupujących reżimów na spodziewany i widoczny już na horyzoncie kolaps – będzie „odpowiedź totalitarna“. Zaprowadzona zresztą przy olbrzymim, powszechnym i niekłamanym, entuzjastycznym poparciu ogłupiałych mas, których nic poza żarciem, piciem i (od czasu do czasu…) kopulowaniem nie interesuje.

Nawet z blogowego politykowania (kiedyś, w lepszych dla naszej cywilizacji czasach zwanego „kawiarnianym“…) nic dobrego wyniknąć nie może. Wątpliwe, abyśmy zdołali w ten sposób rozładować naszą zrozumiałą frustrację. Za to całkiem spokojnie możemy się dorobić całkowicie niepotrzebnych złudzeń (zwłaszcza, że tego typu koncepty od razu przyciągają prawdziwe tłumy myślących podobnie – i zaraz się zaczyna wydawać, że to jakiś vox populi, a nie przypadkowy efekt selekcji dokonywanej przez Google…). W skrajnie zaś niekorzystnym wypadku – podpaść totalniejącemu gosudarstwu, które już tam sobie gdzie trzeba zakarbuje, który to bloger tak nieprawomyślnie Tusku naubliżał… I po co to..? Na sukces – rozumiany jako rzeczywistą zmianę istniejącego stanu rzeczy – nie ma co liczyć.

Oczywiście, najłatwiej takie ostrzeżenia skwitować jako defetyzm (może nawet celowy..? Inspirowany przez wrogów narodu..?) i sianie paniki. Trudno. Niech będzie, że jestem panikarzem i defetystą. Bo w żadne cudowne „odrodzenie moralne“ czy „siłę ducha“ nie wierzę. Wiem jednak, jak skończyli ci, co w takie zjawy wierzyli – a było ich w dziejach całkiem sporo i nie tylko w Japonii, ale i nad Wisłą – jak najbardziej też. Wiedza ta daje mi pewność że nawet, gdyby zdarzył się pierwszy cud i jakkolwiek rozumiane „siły patriotyczne“ przejęły władzę nad Polską – to na drugi cud w postaci sukcesu owej patriotycznej polityki nie ma co liczyć.

W najlepszym razie wyjdziemy na tym jak na „konstytucji 3 maja“ – czyli jak Zabłocki na mydle.

Powiedzmy to sobie zresztą wprost i otwarcie: jakkolwiek rozumiane „siły patriotyczne“ mogłyby przejąć władzę nad Polską tylko i wyłącznie wtedy, gdyby to było na rękę któremuś z rozgrywających nasz polityczny teatr marionetek, zagranicznych „gwarantów i opiekunów“. Na przykład – gdyby chciał w ten sposób zrobić na złość pozostałym „gwarantom i opiekunom“. Dokładnie tak, jak w roku 1768 zrobiła Francja, w 1791 Prusy, w roku 1794 ponownie Francja, w roku 1830 – nie wiadomo, ale chyba Wielka Brytania, w roku 1863 – znowu Prusy. Nawet, jeśli nie tylko szeregowcy, ale i wodzowie owych „sił patriotycznych“ sami o tym, że też są tylko marionetkami w rękach wielkich i potężnych nie wiedzieli, to nie polskim, a obcym interesom służył ich patriotyzm, zapał i poświęcenie. Obiektywnie wszyscy, co do jednego nie Polsce, a obcym i wrogim mocarstwom wyświadczali przysługę, krajowi tylko szkodząc.

Plan „Międzymorza“ może być i słuszny w teorii – ale w praktyce jest nie do zrealizowania i gdyby teraz miała się w Polsce nagle pojawić władza, która by z takim projektem wystąpiła – pytałbym: kto ma na tym skorzystać..? Chińczycy? Amerykanie? Niemcy..? Na pewno nie Polacy! To jest z definicji niemożliwe. Inicjatywa rzeczywiście polska, nikomu z zewnątrz nie służąca – spotkałaby się przecież z solidarnym odporem wszystkich naszych „gwarantów i opiekunów“ – i pewnie byśmy się o niej nawet i nie dowiedzieli, bo sczezłaby w powijakach, razem ze swoimi twórcami.

Co proponuję w zamian? To co zawsze. Zająć się sobą i swoją rodziną. W miarą możliwości, na ile tylko system pozwala – bogacić się. Studiować historię. Im więcej zapamiętamy – tym mniej można nam będzie głupot wcisnąć gdy obecne podręczniki pójdą na przemiał, a ich miejsce zajmie jakaś kolejna, ideologicznie poprawna wersja. Dbać o interes, o ziemię – jeśli takową mamy. W miarę też możliwości – nie dać się wplątać w spory wielkich tego świata. Niech oni się między sobą sami wykrwawią. Możliwie jak najdalej od nas! Jeśli będziemy siedzieć cicho – może tak się właśnie stanie..? Jeśli zaś damy się jednymu z owych możnych tego świata podpuścić – to mamy wielkie szanse na to, aby nie na Syberii, a nad Wisłą zrobiło się nieprzyjemnie.

Kiedy się możni „gwaranci i opiekunowie“ już dostatecznie między sobą za łby wezmą i krwi sobie upuszczą – zakładając naturalnie, że da się jeszcze żyć na tej planecie inaczej niż 30 m pod gruntem – wtedy: kto wie..? Zależy ile zostanie z Niemców i Rosjan…

8 komentarzy:

  1. oj pesymistycznie i defetystycznie

    jednak mimo wszystko trzeba rozsiewać idee, dyskutować o Międzymorzu, o skopaniu 4 liter niemcom i ruskom...

    im więcej dyskusji, tym lepiej
    im więcej nas tym lepiej - w kupie siła!

    a co? wszystkich nas zamkną w obozach dla nieprawomyślnych?

    OdpowiedzUsuń
  2. @r-o:
    A ja tam sie zgadzam z Jackiem...
    Polacy sa mistrzami jalowych dyskusji i sporow, tyle ze z tego nic nie wynika.
    Jakby kazdy zajal sie soba, rodzina i bogaceniem sie, to Polska inaczej by wygladala.

    OdpowiedzUsuń
  3. wtedy po prostu Polski by nie było...

    a tak żyła jako mit, i po latach zaborów na chwilę udało się

    może znów się uda?

    niech z tych współczesnych dyskusji będzie choć 0.5% efektu - to już coś - pierwszy krok naprzód

    OdpowiedzUsuń
  4. @r-o
    Z takiego gadania najszybciej co może się ziścić to kolejne manto jakie nam sąsiedzi sprawią. Wspólnie lub każdy z osobna, to na jedno wychodzi.

    Gdyby nie takie gadanie nie byłoby pomysłu wyboru "Piasta" w 1764, od czego się wszystkie nasze końcowe nieszczęścia zaczęły, nie byłoby konstytucji 3 maja i nie byłoby tych wszystkich durnych powstań - owszem, nie bylibyśmy "Polakami" w takim sensie jak dzisiaj: z nadmiarem kompleksów w stosunku do materii. Bylibyśmy narodem z innymi kompleksami, to prawda - ale mam wrażenie, że liczbowo i terytorialnie przynajmniej: ciut większym..!

    OdpowiedzUsuń
  5. oto dylemat Polaka!

    1. żyć dostatnio i komfortowo, ale w kolaboracji - jako obywatele zrusyfikowani i zgermanizowani?

    2. czy jednak jako Polacy, niestety płacąc często za swoją niezależność?

    Żydzi w czasie II wojny w większości wybrali rozwiązanie pokojowe, schylili głowy, nie buntowali się, gadali o "ocaleniu poprzez pracę" i cóż im z tego przyszło?

    Nie wierzę absolutnie niemiaszkom i ruskom - jeśli potulnie zegniemy kark - oni po prostu szybciej go urąbią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie. Analogie między II wojną światową a wiekiem XVIII czy XIX do niczego nie prowadzą. Wybór nie był między rusyfikacją czy germanizacją a przetrwaniem, tylko między rezygnacją z części niczym nie uzasadnionej buty, a utratą terenów po Dniepr. Gdybyśmy pod najgorszym nawet, ale polskojęzycznym przynajmniej rządem do uwłaszczenia chłopów w granicach z 1772 roku dotrwali, to byśmy te granice mieli do tej pory - zapewne. O czym w następnym wpisie zapodałem.

    Teza, że wszystkie te spektakularne klęski "budziły świadomość narodową" jest po prostu śmieszna. W kim niby? W tych co polegli czy w tych co na Sybir trafili albo na emigrację..? Bo przecież nie w Rosjanach czy Niemcach, którzy zajmowali ich miejsce...

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo panie Jacku, oby nastał czas zrozumienia, to będzie dobry czas;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. też jestem przeciwnikiem decyzji np. o powstaniu warszawskim (choć jest teoria, że dzięki niemu nie staliśmy się republiką radziecką), itp.

    ale to już się stało

    tak samo jak błędy XVIII wieku, itp.

    pytanie co teraz!?
    moja kolejna odp. w nowym wątku

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...