środa, 5 stycznia 2011

W telegraficznym skrócie

Witam Państwa serdecznie w Nowym Roku. Z opóźnieniem, bo kompletnie nie mam weny. Zaćmienie umysłowe? Kryzys wieku średniego? Wpływ niekorzystny promieniowania wód podziemnych? Nie wiem, ale rezultat jest taki, jak Państwo widzą: nie pisze się. A tymczasem – może nawet i byłoby o czym. Więc, tak na rozgrzewkę, w telegraficznym skrócie:

  1. Od piątku zapowiadają odwilż. Hurrraa! Nic to, że hydrofor spłynie do Pilicy, a może i do Bałtyku. Grunt, że będzie cieplej, a skoro wedle prognozy pogody ma być tak przez co najmniej dni kilka, to może i to białe g…o, które tylko na zdjęciach wygląda ładnie i które trzyma nas uwięzionych już – niech policzę – tak jest: czterdziesty dzień z dzisiejszym włącznie – nieco odpuści. Łatwiej będzie się poruszać…
  2. Niestety, do tego czasu jeszcze dwie noce z niezłym mrozem przed nami. Naturalnie, bo jakżeż mogłoby być inaczej – jak się to ostatnie oziębienie zaczęło, czyli jak raz tydzień temu, przepalił się świeżo zamontowany kabelek grzewczy pod wiatą. Tym razem, zadałem sobie odrobinę trudu i podobnoż jest już w drodze do nas rozwiązanie bardziej profesjonalne. Mam nadzieję, że zdąży dojść przed odwilżą, to łatwiej będzie ten kran uruchomić. Na razie – poimy konie wodą przyniesioną z domu.
  3. Wypadki chodzą nie tylko po ludziach, ale i po zwierzętach. Najpierw, w samego Sylwestra, Osman Guli zdarła sobie spory kawał skóry z nosa (i do tej pory nie znalazłem tego brakującego kawałka, którego lokalizacja wskazałaby mi, gdzie jest niebezpieczna krawędź, którą trzeba jakoś przed koniowatymi zabezpieczyć). Na szczęście, goi się… jak na koniu. A potem Sylwestra najprawdopodobniej usiadła na wypadły z kozy węgielek – i ma wielką ranę na tyłku. Na razie wygląda na to, że rana się goi – ale choćby ze względu na jej wiek, powinniśmy z tym pojechać do weterynarza.
  4. Tyle że – jak miałem już od poniedziałku pracować przy pakowaniu ziółek w Warszawie (i przy okazji zabrać Sylwestrę do zaprzyjaźnionej kliniki) – tak ciągle telefon milczy. Zaczynam się obawiać, czy uda się, zgodnie z planem, wystartować ze sprzedażą po najbliższym weekendzie. I z czego ja będę żył..?
  5. Tym bardziej, że wszystkie inne płatności też się poopóźniały (no tak: świąteczna przerwa zrobiła się jakby… dłuższa od tego roku..?) i w efekcie dziś wieczór znowu wpadnę w zadłużenie wobec banku… Ech, życie!
  6. Bardzo mi miło powitać panią Łucję, której komentarz a propos naszego gospodarstwa z przyjemnością przeczytałem. Swoją drogą, może by się to i na artykuł do „Końskiego Targu“ nadało? Tylko ten brak weny…

14 komentarzy:

  1. U mnie też poświąteczne rozprężenie i brak weny. Muszę się za siebie wziąć, bo wena sama nie wróci - siłą ją do pracy zaciągnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobne zdanie na temat białego g... :-) Kurier z karmą nie może do nas dotrzeć, przepłacać nie mam ochoty jeżdżąc do miasta do sklepu po karmę, w rezultacie moje psiaki delektują się gotowanym naturalnym pokarmem :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Shit happens! Możliwe, że znowu jestem bezrobotny. W każdym razie na pewno w poniedziałek w trasę nie wyjadę. Wygląda na to, że się właściciele pokłócili. Co z tego wyniknie wcześniej jak w piątek nie będę wiedział. Ale jasnym już teraz jest, że cały ten brak weny - to po prostu było przeczucie... Bo też ile może trwać zwykłe opóźnienie w dostawie ziół z Peru..? Jak by co: szukam roboty! Naprawdę nie musi być dobrze płatna...

    OdpowiedzUsuń
  4. @Riannon
    Słyszałaś/próbowałaś BARF
    http://www.barf.pl/index.php/article/articles/24
    Chyba mniej roboty niż z gotowanym pokarmem.

    @Jacek
    No szkoda, bo chyba się już w tych ziółkach rozkręcałeś?

    Ja też właśnie piszę swoje CV - już myślałem, ze nigdy nie będę tego musiał robić, a tu masz... Normalnie kryzys.

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie szło już coraz lepiej. Ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Dopiero w piątek będę wiedział na pewno. A Ty dlaczego musisz szukać pracy..? Czyżby popyt na permakulturę spadł..?

    OdpowiedzUsuń
  6. No to trzymam kciuki, żeby ci właściciele się jednak dogadali.

    Nie można powiedzieć, że popyt spadł, on był zawsze prawie nieistniejący. Myślałem, że uda się stworzyć rynek na nie dzięki blogowaniu dzięki czemu będę mógł się utrzymać, jakoś inwestować itp. "Myślałem" to słowo trafnie określające jak jest w rzeczywistości...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiepsko się ten nowy rok zaczyna. Rok 2011 - rokiem straconych złudzeń..?

    OdpowiedzUsuń
  8. W moim przypadku chyba to trafne określenie. Ale to dobrze, bo przynajmniej szybciej można zmienić sytuację.
    Firmy raczej nie zamknę, bo będzie można ją prowadzić zdalnie z zagranicy i na mały ZUS się zarobi, ale z czegoś trzeba też żyć i inwestować.

    OdpowiedzUsuń
  9. nie można się poddawać permakultura ma kolosalną przyszłość:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jedzenie, możliwość spania w budynku moim zdaniem nawet jeszcze większą (przynajmniej dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A tak w ogóle to permakultury "nie porzucam" tylko muszę znaleźć inny sposób zarabiania. Czy to na permakulturze czy też poza nią.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chłopaki, nie poddawajcie się! Trzymam kciuki, bo tyle tylko mogę :-)
    Wojtku- w ciągu kilkunastu lat hodowania wypróbowałam chyba wszystkie metody karmienia. Barf może się sprawdzić (ale też nie u każdego) jak ktoś ma jednego psiaka. W hodowli to zbyt kosztowna i zbyt upierdliwa metoda. Mam już ustabilizowany sposób karmienia na bazie gotowej karmy jednej firmy plus dodatki domowe.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki, nie martw się, nie poddamy się. Poza tym jeszcze tak nie było, żeby jakoś tam nie było!

    Dzięki za informacje o BARFie

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki Riannon.

    Zastanawia mnie tylko kto i przede wszystkim - z czym - się w tym poście nie zgodził..?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...