poniedziałek, 24 stycznia 2011

Ślicznotki

Pierwotnie dzisiejszy post, w nawiązaniu do kilku grudniowych jeszcze, miał nosić tytuł "A jednak sraczka...", a to ze względu na pewne okoliczności o których napomknę poniżej. Gdy tak jednak koncypowałem, wracając sobie z Warszawy i z lubością wsłuchując się w kojący gwizd turbiny Wendi, po raz pierwszy od ładnych ...tysięcy kilometrów pracującej jak trzeba po wymianie oleju i wszystkich filtrów - nie wiedziałem jeszcze, że Lepszej Połowie w wydawaniu koniowatym obiadu przeszkodzi obecność panów przycinających gałązki w sąsiadującym z nami brzozowym zagajniku. Czego efektem były takie pozy:
Musiałem, chcąc nie chcąc, tytuł zmienić na bardziej optymistyczny i lepiej pasujący do zdjęć!

A w kwestii "sraczki"..? Aaa, nic takiego: oczyszczalnia ścieków zaczęła się nam wczoraj wieczorem wlewać do chatki przez wannę. Pomyślałem, że pełna - na początek wieczorem jeszcze, odśrubowałem klapę i wylałem trochę wody - pomogło. Rano zorganizowałem beczkowóz. Po czym pojechałem do warsztatu Mistrza Dębskiego na Górczewskiej pieścić Wendi (ależ był z siebie i z Wendi zadowolony! Ponad 30 tysięcy kilometrów bez zmiany oleju - i bez dolewania! - a olej jest i silnik: suchutki i żywiutki...). Zanim zdążyłem dojechać, Lepsza Połowa zaraportowała, że wlewa się z powrotem. Ponieważ nic mi nie wiadomo o tym, aby zmieniły się prawa fizyki, wynika z tego, że musiał nam odpływ czystej wody z oczyszczalni, już za zbiornikiem - zamarznąć. Inaczej bowiem nawet, gdyby poziom wód gruntowych był tak wysoki, żeby ponad rury rozprowadzające sięgał, to przecież powinna się raczej kałuża na powierzchni robić, a nie pod górkę, do wanny, woda wracać! Tylko jeśli zamarzło i w ogóle nie ma odpływu - jest takie zjawisko możliwe. Dziwne to, bo w zeszłym roku przy -30 jakoś nie zamarzł, a teraz zamarza przy -3..? Cóż: na razie jakoś to ścieka, choć powoli. Jutro odśrubuję klapę zbiorniczka rozprowadzającego odpływ i spróbuję to wrzątkiem potraktować. Zresztą, zimno ma być wedle prognozy tylko do jutra wieczór.

7 komentarzy:

  1. po roztopach gruntowe mogły się podnieść:( a jak zamarza to może solą? powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Podniosły się jak najbardziej, po hydroforni widać - i od dwóch dni: już opadają. Z tym, że poziom gruntu w miejscu, gdzie 70 cm pod jego powierzchnią idą rury rozsączające z oczyszczalni - jest o dobre pół metra niżej niż podłoga chatki, o wannie nie wspominając. O ile zatem prawo naczyń połączonych dalej obowiązuje, zanim wylałoby się przez odpływ wanny, najpierw powinna się była zrobić wcale głęboka kałuża nad tymi rurami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Witamy serdecznie. Od dawna już chcieliśmy się przywitać z Tobą na Twoim blogu, który często podczytujemy, ale onieśmielała nas erudycja Autora. Dalej onieśmiela, ale jeśli nie teraz, pod postem, który miał nosić tytuł "A jednak sraczka...", to już chyba nigdy. :D My, na razie, jesteśmy na etapie przygotowań teoretycznych do oczyszczalni biologicznej. Matko Święta! Wciąż jeszcze nam się zdarza, że oddając hołd Felicjanowi Sławoj Składkowskiemu smętnie dumamy o tym, jaki człowiek był niewinny, radosny jak skowronek i nic nie wiedział o kłopotach, wierząc, że płacimy, po czym przyjeżdżają Panowie, wrzucają do dziury tresowane bakterie i potem się tylko bakteriom daje papu. Ech, żyzń. W każdym razie jeżeli faktycznie jest tam przestrzeń wypełniona lodem, to niech Ręka Boska broni Boską Wolę zalewać toto wrzątkiem! Ja w ten sposób załatwiłem hydrofor swego czasu. Blacha pękła jak papier. Pzdr.
    Post Scriptum. Jeszcze kilka takich pięknych zdjęć koniowatych i zamiast od oczyszczalni zaczniemy od wymarzonych małopolaków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie uwłaczając małopolakom: to nie będzie takie proste taką żyletę jak Buba znaleźć..!

    Lodu nie było. W sumie - Diabli wiedzą co się właściwie stało. A teraz - samo z siebie: jest już w porządku. I nie przesadzajmy: hydrofor to skomplikowana i delikatna maszyneria, a tym kilku plastikowym rurkom gdzież do niego..?

    OdpowiedzUsuń
  5. No chyba trzeba na wszelki wypadek sławojkę wybudować, albo jak się to teraz eko-nowocześnie nazywa, toaletę kompostową, i w razie czego tam zrobić kaka i pipi... no prznajmniej niech chłop tam korzysta... bo gdzieżby płeć piękną na mróz gonić...

    OdpowiedzUsuń
  6. No, sławojki ewidentnie zredefiniowały pojęcie "wiejskie luksusy". :D W każdym razie w hartowaniu ducha poprzez hartowanie ciała czuć szlachetność antyku. A jak coś działa to po co naprawiać?
    P.S. Mojej Żonie jednak ta teoria zdecydowanie się nie podoba!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak na razie wszystko działa - a ten wypadek był pierwszym objawem niesprawności instalacji przez 1,5 roku. Jesteśmy z oczyszczalni ścieków bardziej niż zadowoleni!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...