poniedziałek, 17 stycznia 2011

Koni achałtekińskich historia sekretna, cz. 19 – Włodzimierz Szamborant

Włodzimierz Piotrowicz Szamborant urodził się 17 września 1909 roku jako potomek starego rodu francuskiej szlachty, który w Rosji szukał schronienia przed Rewolucją Francuską. Na początku lat 90. XX wieku, Włodzimierz Piotrowicz nawiązał zresztą kontakt z rodziną pozostałą we Francji – jak się okazało od setek lat zajmującą się hodowlą koni w rodzinnych dobrach (pierwsza wzmianka o jego przodkach – z tytułem hrabiego – pochodzi z roku 1070). Był też z honorami należnymi potomkowi tak znakomitego rodu podejmowany przez pułk pancerny (niegdyś kawaleryjski) armii francuskiej, noszący  nazwę 2 Pułku Huzarów „de Chamborant“, który kultywuje tradycję jednoski, jaką przed Rewolucją 1789 roku wystawiała jego rodzina.

Zanim do tego doszło, Włodzimierz Szamborant przez pół wieku zmagał się z sowiecką biurokracją, walcząc o możliwość zachowania i rozwoju rasy koni, którą ukochał jeszcze jako mały chłopiec, gdy w 1923 roku w Moskwie, jako nastolatek, miał okazję dzięki swojemu ojcu (podówczas oficerowi remontowemu kawalerii Armii Czerwonej) pogłaskać złotą sierść znamienitego Melekusza, ostatniego i najlepszego syna Bojnou.

W 1937 roku jego ojciec jako arystokrata i dawny oficer carskich dragonów był represjonowany. Młodemu Włodzimierzowi Piotrowiczowi udało się jednak – cudem – ukończyć w 1938 roku moskiewski instytut weterynarii. Przed wybuchem wojny przez rok „przydziałowo“ pracował z kłusakami, nim udało mu się dostać do szkoły jeździeckiego przy Akademii Rolniczej im. Timiriazewa. Po wybuchu wojny z Niemcami wraz ze wszystkimi innymi instrukorami tej szkoły został wcielony do korpusu kawalerii gen. Dowatora i niemal w pierwszym starciu ciężko ranny. Do końca życia kulał. Resztę wojny spędził za biurkiem, a w 1945 roku otrzymał stanowisko głównego zootechnika odpowiedzialnego za hodowlę koni (głównego hodowcy) Aszchbadzkiego konnego zawoda (później noszącego nazwę Konzawoda im. Komsomoła, a obecnie im. Nijazowa), które sprawował przez zaledwie trzy lata, stając się jednak twórcą podwalin sukcesu tej hodowli.

Włodzimierz Szamborant miał swój ideał konia achałtekińskiego: cechującego się wyrazistym, wschodnim typem, zgodnym z wyglądem bojowego konia Tekińców takiego, jakim go opisywali XIX wieczni podróżnicy – wysokiego, o swoistych cechach budowy; do tego lekki, swobodny i posuwisty ruch, właściwy tylko tej jednej na świecie rasie koni, oraz oczywiście ogromna wszechstronność (widoczna już wcześniej przy okazji opisu sportowych karier Araba i Absenta) i dzielność. Jako prawdziwy wyznawca i fanatyk rasy, nigdy nie ustawał w podkreślaniu jej jedynych w swoim rodzaju właściwości: „To najstarsza z kulturalnych ras świata“ – pisał w swoich artykułach. – „Najczystsza z czystych ras. Zarekomendowała się zadziwiającą urodą, suchością budowy, wysokim wzrostem, wyróżniającymi się uzdolnieniami sportowymi, przyrodzoną przydatnością do ujeżdżenia i skoków.“ To właśnie Szamborant był głównym propagatorem – być może nawet twórcą – teorii „ostatniej kropli“, o której pisałem na samym początku tego cyklu.

Szamborant jeszcze w latach 40. nieustannie krytykował właściwą dla socjalistycznej hodowli tendencję do przekształcania konia achałtekińskiego w „konia wszechstronnie użytkowego“, co to i pod siodło i do pługa miałby się nadawać. ”To wąsko wyspecjalizowana rasa wierzchowa“ – pisał. – „Jeśli nie uda nam się utrzymać jej typu i cech użytkowych, po co mamy ją w ogóle hodować?“

Natychmiast po objęciu stanowiska głównego hodowcy jednym posunięciem wybrakował wszystkie konie, które jego zdaniem nie spełniały wymagań odnośnie typu i jakości – de facto cały niemal dorobek poprzednich 25 lat hodowli, polegającej na przypadkowym krzyżowaniu koni achałtekińskich, w tym także z innymi rasami (z końmi pełnej krwi, o czym była już mowa). Koni, które spełniałyby postawione przez niego kryteria poszukiwał w najbardziej zapadłych kołchozach pustynnej i półpustynnej strefy Turkmenii – były to często zwierzęta niedożywione i cierpiące na poważne schorzenia spowodowane nadmierną i niezgodną z ich wrodzonymi cechami pracą, o marnym z pozoru wyglądzie. Już jednak pierwsze pokolenie ich potomstwa dowiodło, że Włodzimierz Szamborant nie mylił się w swoim wyborze. Przez 3 lata udało mu się zebrać stawkę ok. 40 – 50 w pełni typowych i dzielnych matek czystej krwi oraz grono znakomitych reproduktorów, założycieli uznanych jeszcze za jego życia nowych linii męskich, znakomicie wyrażających swoisty typ i ogromną żywotność tej rasy. Byli to dwaj synowie Fakirsulu (od różnych matek), Fakirpelwan i Geliszykli. Obie te linie (nie wywodzące się zresztą wprost od Bojnou, choć oczywiście posiadające w żyłach jego krew za pośrednictwem matek obu założycieli) są obecnie jednymi z najpopularniejszych w hodowli koni achałtekińskich.

Program hodowlany Szamborant rozwijał się do 5 października 1948 roku. Tego dnia o 2.30 w nocy czasu lokalnego Aszchabadem wstrząsnęło trzęsienie ziemi o sile 7,3 w skali Richtera, dziewiąte najbardziej niszczycielskie trzęsienie ziemi w pisanej historii ludzkości, z ponad 110.000 ofiar śmiertelnych. Straty samej stadniny były niewielkie – nie zginął ani jeden koń: stado mateczne było na pastwisku, gdzie oczywiście nic mu nie zagrażało, a gruby mury zbudowanej jeszcze przez generała Kuropatkina stajni ogierów wytrzymały wstrząs. Zawalił się tyko szpital dla koni, w którym przebywały dwie klacze i jedno źrebię – na szczęście nie robiąc im krzywdy. Włodzimierz Szamborant w ostatniej chwili wyskoczył przez okno swojego walącego się domu. Zginęło jednak wielu pracowników, a stadnina straciła dostęp do wody: ruchy górotworu spowodowały przesunięcie podziemnych cieków i dotychczas zaopatrujące ją źródła wyschły. Szamborant próbował ratować stadninę sprowadzając z Moskwy wiertło do wywiercenia studni głębinowej, jednak jego władze zwierzchnie uznały, że taniej będzie przenieść całą stadninę bliżej Aszchabadu. Zniechęcony, Szamborant w następnym roku zrezygnował ze stanowiska.

Spędziwszy nieco czasu na odeskim torze wyścigowym, Szamborant otrzymał swoje ostatnie oficjalne stanowisko jako główny hodowca Terskiego konnego zawodu – jednej ze starszych, jeszcze przedrewolucyjnych rosyjskich stadnin koni, od początku specjalizującej się przede wszystkim w koniach arabskich. Był to paradoks, który sam Szamborant dostrzegał i wielokrotnie dawał mu wyraz: nie ma większej niezgody niż pomiędzy hodowcami i wielbicialami rasy arabskiej a hodowcami i wielbicielami rasy achałtekińskiej. I jedni i drudzy twierdzą, że to ich ulubiona rasa jest najstarszą i najczystszą z ras wschodnich, od której wywodzą się wszystkie pozostałe – i jest to spór niemożliwy do rozstrzygnięcia w drodze racjonalnej argumentacji, gdyż z obu stron w grę wchodzą najsilniejsze emocje. Tym niemniej, Włodzimierz Piotrowicz poradził sobie z hodowlą arabów, czego dowodem są choćby wyniki finansowe: to jemu udało się wyhodować ogiera Nabieg, ojca Piesniara, sprzedanego za milion dolarów i nie mniej znakomitego Menesa. Oczywiście, zdanie polskich hodowców koni arabskich o polityce hodowlanej Terskiego konnego zawodu w tym okresie jest całkowicie odmienne: co nie jest tak zupełnie bez znaczenia, biorąc pod uwagę fakt, że używano tam także klaczy zagrabionych w Polsce w 1939 roku.[1]

Szamborant nie wytrzymał długo bez achałtekińców i wyprosił w końcu zgodę na przywiezienie z Turkmenii ok. 50 koni, od których zaczęła się północnokaukaska gałąź hodowli tej rasy, prowadzona najpierw w Terskim, potem w Dagestańskim konnym zawodzie, a obecnie przede wszystkim w Stawropolskim konnym zawodzie i kilkudziesięciu już prywatnych stadninach w tej części Federacji Rosyjskiej. Stawka sprowadzonych koni składała się z 30 matek, 20 młodzieży i 3 reproduktorów: Geliszykli, Karakira i Fakirpelwana. Już w Tersku urodził się najlepszy syn Geliszykli i ulubieniec swojego hodowcy, Julduz.

«Юлдуз» по-туркменски значит «Звезда», — opowiadał o nim Włodzimierz Piotrowicz — он был отличного происхождения. Сын Гелишикли, чемпиона породы, красивейшего жеребца золотисто-гнедой масти, и Гуль, самой красивой нашей кобылы. Юлдуз имел самую длинную шею и самую сухую голову. Его шаг был в полтора раза длиннее, чем у других. У него была тонкая нежная шерсть, высокий выход шеи и необыкновенная длина ног, говорящая о прочности связок и сухожилий…» tj.: „Julduz po turkmeńsku znaczy „Gwiazda“. Był on doskonałej budowy. Syn Geliszykli, czempiona rasy, najpiękniejszego ogiera złocisto – gniadej maści i Gul, naszej najpiękniejszej kobyły. Julduz miał najdłuższą szyję i najdłuższą głowę. Jego krok był półtora raza dłuższy niż u innych. Miał cienką, delikatną sierść, wysoko zawieszoną szyję i niezwykle długie nogi, mówiące o wytrzymałości ścięgien i suchości tkanki…“

Oprócz Julduza, Szamborant uzyskał i inne konie, w pełni odpowiadające jego wyobrażeniom – Gundogara, Guneszli, Guldżachana, Polieta oraz Ametysta i Ararata (synów Absenta). Konie te stały się wizytówkami rasy, a ich potomstwo hoduje się obecnie we wszystkich rosyjskich stadninach. Wydawało się, że cel pracy hodowlanej został osiągnięty. Jednak, zajęty pracą Włodzimierz Piotrowicz nie dostrzegł, jak nad jego głową gromadzą się chmury. Konflikt arabsko – achałtekiński stopniowo się rozgrzewał. Obwiniano go, że wszystko co najlepsze – od karmy po trenerów – oddaje „swoim“ achałtekińcom, szkodząc rasie arabskiej. Co, po prawdzie, nie było kłamstwem – z arabami Szamborant pracował wyłącznie z konieczności, traktując to jako obowiązek służbowy.

Lobby „arabskie“ naciskało na Ministerstwo Rolnictwa by zlikwidować oddział achałtekiński w Tersku. Szamborant próbował się temu przeciwstawić, w szczególności z oburzeniem odrzucając sugestie odwiezienia koni z powrotem do Turkmenii – pod koniec lat 60. był już tam na ukończeniu rozpoczęty jeszcze za Stalina Kanał Karakumski, o którym była mowa w jednym z odcinków cyklu i jałowe solniska lub pola bawełny zajmowały miejsca dawnych pastwisk, pozostawiając coraz mniej miejsca dla koni. Ostatecznie, w 1969 roku lobby arabskie zwyciężyło. Achałtekińce przeniesiono z Terska do sowchozu Gubdeńskiego w republice Dagestan. Szamborant zdołał uzyskać tyle, że posłano go tam razem z końmi – i z 60-tką na karku rozpoczął od zera organizację pierwszej w europejskiej części Rosji stadniny koni specjalizującej się wyłącznie w hodowli koni achałtekińskich.

Pierwszą zimę w Dagestanie konie spędziły w niedokończonych stajniach nowego toru wyścigowego w Machaczkale. Ludzie, którzy poszli za Szamborantem mieszkali w barakach lub w namiotach. Przez następne trzy lata Szamborant poszukiwał miejsca, które odpowiadałoby potrzebom koni. „Przejechałem cały Kaukaz“ – opowiadał później. – „Jeździłem do Baku, Majkopu, Czerkieska. Potem Dagestan wydzielił mi 530 ha ugoru w Turali, tuż nad brzegiem morza. W czym jest dobre Turali? W tym, że przyroda tu taka sama, jak w ojczyźnie tekińców, w Turkmenii, ale do tego jest jeszcze morze. Co może być lepszego?“ Stopniowo na miejscu opuszczonej z powodu wysychania Morza Kaspijskiego wioski rybackiej wśród ciągnących się kilometrami płaskich jak stół solnisk, wyrósł Dagestański konny zawod (w końcu lat 80. wydzielony z rodzimego sowchozu). Szamborant, mając na głowie budowę i pracę selekcyjną, znajdował jeszcze czas na liczne publikacje oraz na walkę o jak najszersze wykorzystanie koni achałtekińskich w sporcie i ich regularne sprawdzanie na torach wyścigowych. Po prawdzie, to w swoim bezgranicznym oddaniu ukochanej rasie koni gonił za nierealnym marzeniami – wierzył, że dzięki selekcji i treningowi kiedyś nadejdzie taki dzień gdy koń czystej krwi achałtekińskiej przegoni na torze wyścigowym konia pełnej krwi angielskiej…

W końcu lat 80., już po zakończeniu wszystkich najważniejszych prac, Włodzimierz Piotrowicz przeszedł na emeryturę. Jako weteranowi, pozwolono mu kupić na własność (Związek Radziecki właśnie zaczynał się chwiać w posadach i stalinowski zakaz prywatnego posiadania koni stracił moc) ogiera Jasman, syna Garema. Jasman był jednym z ostatnich odkryć Szamboranta, jego zdaniem – koniem idealnym, bez jakichkolwiek wad. Chciał udzielać go do krycia wszystkim achałtekińskim stadninom, których w tym czasie było już nie tak mało. Jednak po dwóch latach w jednym z takich miejsc Jasman nieoczekiwanie padł, potomstwo pozostawiając tylko w (prywatnej) stadninie koni im. Szamboranta „SzaEl“ należącej do Leonida Babajewa. Jako rekompensatę za śmierć Jasmana oddano Szamborantowi syna ogiera Dagestan, Dorkusza.

Szamborant umarł na zawał serca 9 maja 1996 roku w Machaczkale (stolica Dagestanu), na torze wyścigowym, tuż przed startem Dorkusza do pierwszej w życiu gonitwy.[2]
 
Tarcza herbowa hrabiów de Chamborant
I odznaka 2 Pułku Huzarów...


Wychowankami Szamboranta są najważniejsi z obecnie działających hodowców koni achałtekińskich w Rosji. Dzięki temu właśnie człowiekowi koń achałtekiński nie przeszedł jeszcze (tak całkiem) do historii. Na jego biografii kończy się też nasza „historia sekretna“ tej rasy – w ścisłym sensie tego słowa, bo pewnie jeszcze ze dwa lub trzy odcinki w najbliższej przyszłości napiszę: to już nie będzie jednak opis dziejów, tylko raczej podsumowanie tego, co zostało Państwu opowiedziane (jak zaświadcza tytuł zbiorczy – o tym, czego na temat moich ukochanych koni nie wiem…) i wypunktowanie najważniejszych problemów współczesnych. Muszę nad tym zakończeniem trochę pomyśleć, mam też inne rzeczy do robienia – tak więc: będzie krótka przerwa…

P.S.
Mało tu zdjęć koni. Prawdę pisząc: nie udało mi się znaleźć dobrych, a jednocześnie - takich, które można by publikować - zdjęć Geliszykli, Jasmana, Dorkusza... Ale w każdej chwili mogę ten post edytować - jeśli ktoś z Państwa by mnie na trop tych zdjęć naprowadził..!

P.P.S.
Jeśli po otwarciu pliku z wywiadem z Leonidem Babajewem pokazują się tylko dziwne znaczki - trzeba zaznaczyć całość i wybrać dowolny font cyrylicy (u mnie to jest każdy z rozszerzeniem CY, ale w Windowsach pewnie będzie inaczej..?)


[1] Por. Robert Raznowiecki, Rodziny i rody, które zbudowały potęgę Tierska, nr 4/2009 „Końskiego Targu“, str. 41 - 45

3 komentarze:

  1. czy przy tej calej 'sympatii' jaka sie darza hodowcy arabow i tekincow, czy ktos na powaznie (albo i nie) przeprowadzal eksperymenty z krzyzowaniem tych ras? pisales o dolewaniu krwi angielskiej do obydwu ale nie o wzajemnym mieszaniu. co jest o tyle dziwne (dla mnie ktory na koniu siedzial raz w zyciu) ze wczesniej bylo cos o patrzeniu z gory na wypacykowanych anglikow wiec bardziej chyba powinni byc zainteresowaniy krzyzowaniem 'miejscowych' a jednoczesnie cenionych ras.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż do końca istnienia ZSRR krzyżowano konie achałtekińskie z innymi rasami - nie tylko z końmi pełnej krwi angielskiej, ale też z arabami, trakenami, końmi dońskimi, budionowskimi i innymi. Co mnie najbardziej szokuje - mimo, że rasa jest tak nieliczne i mimo, że groziło jej wyginięcie, używano w tym celu szeroko achałtekińskich klaczy, a nie tylko ogierów!

    Eksperymenty te dawały na ogół dość dzielne konie. Jednak ze względu na niewielką liczebność rasy, takich mieszańców też nie wyprodukowano zbyt wiele.

    OdpowiedzUsuń
  3. A takie mam pytanie z hodowli koni. Zgaduje ze (m.in. z powodu niewielkiej liczebnosci) wiekszosc zdrowych klaczy jest przeznaczana do rozrodu natomiast z ogierow tylko te najlepsze (bo ogierowi jednak latwiej zaplodnic niz klaczy odchowac). to co sie dzieje z reszta ogierow skoro juz nie ida do wojska jak dawniej? sprzedaje sie je do pluga albo na salami, czy tak sobie biegaja na olimpiadach zyjac w celibacie?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...