niedziela, 16 stycznia 2011

Koni achałtekińskich historia sekretna, cz. 17 – Triumf Araba

Bezpośrednim skutkiem rajdu Aszchabad – Moskwa, o którym była mowa w poprzednim odcinku, było jedynie zaprzestanie krzyżowania koni czystej krwi achałtekińskiej z końmi pełnej krwi angielskiej i wydanie (co zajęło kolejne 6 lat) III tomu księgi stadnej, od tej pory prowadzonej jako księga zamknięta. Jak się zdaje, populacja koni achałtekińskich była już w tym momencie nazbyt przetrzebiona, by dało się w prosty sposób wykorzystać militarnie ten potencjał: 486 klaczy i 287 ogierów to zbyt mało, by wystawić choćby jeden pułk kawalerii w czasie, gdy Armia Czerowna liczyła ich czterysta…

Nie znaczy to, oczywiście, że konie achałtekińskie nie zostały wykorzystane dla celów wojskowych podczas II wojny światowej. Wręcz przeciwnie: ciągle jeszcze nieliczna rasa, została ponownie zdziesiątkowana na skutek strat wojennych.

Zakończenie II wojny światowej to najbardziej znany występ znakomitego siwego ogiera Arab (Ag Iszan – Ata Gusz), który niósł marszałka Żukowa podczas defilady zwycięstwa w 1945 roku. Jest to zresztą zagadka: tak naprawdę fakt, że to właśnie Arab niósł Żukowa 24 czerwca 1945 roku po Placu Czerwonym, pomimo dość wyrafinowanych poszukiwań zainteresowanych tematem rosyjskich hodowców, nie został ostatecznie potwierdzony.

Arab, urodzony w 1930 roku, był jednym z koni biorących udział w rajdzie Aszchabad – Moskwa. Podarowany – wszystko jedno: Woroszyłowowi czy Budionnemu – trafił do armijnej stajni, przeznaczonej na potrzeby wyższych dowódców Armii Czerownej w Moskwie. Ponieważ wszystkie wcielone do wojska w 1935 roku konie otrzymywały imiona zaczynające się na literę „K“, zmieniono mu nazwę na „Kazbek“. Jako Kazbek występował od 1935 do 1947 roku pod siodłem wyższych oficerów oraz kawalerzystów trenujących pod okiem Elizara Lwowicza Lewina i biorących udział we Wszecharmijnych zawodach konnych, gdzie Kazbek sprawdził się zarówno w rajdach na 100 km, jak i w ówczesnym odpowiedniku wszechstronnego konkursu konia wierzchowego, biorąc udział w rozlicznych konkursach, w skład których wchodziły próby terenowe, próby władania bronią białą, skoki przez przeszkody (brał także udział w konkursach potęgi skoku, ustanawiając pod swoim trenerem rekord Związku Radzieckiego skokiem na 2 m 12 cm w 1947 roku[1]), próby ujeżdżeniowe. Był także wystawiany do wyścigów na różnych dystansach.

Według Inny Suchodolskiej, która przeprowadziła śledztwo dziennikarskie w tej sprawie, Stalin do końca życia upierał się, żeby wszystkie uroczyste parady na Placu Czerwonym były prowadzone przez oficerów na koniach – nawet w czasie, kiedy kawaleria, po II wojnie światowej, była stopniowo likwidowana, by w 1953 roku ulec ostatecznemu rozwiązaniu. Dwukrotnie sam Stalin zdecydował też, na jakim koniu oficer prowadzący ma siedzieć. W przypadku parady zwycięstwa 24 czerwca 1945 roku, Żukow, na wyraźne polecenie Stalina, miał siedzieć na białym koniu. Dwa lata później, kiedy Budionny chciał na takim samym koniu poprowadzić jakąś zwykłą defiladę, Stalin się na to nie zgodził – parada zwycięstwa miała być wydarzeniem wyjątkowym.

Podobno, pracownicy armijnej stajni nie pokazali Żukowowi stojącego w niej Kazbeka. Generał Antonow, który miał dla niego wybierać konia, został postawiony przed wyborem jednego z dwóch ogierów rasy strzeleckiej, półbraci Celebes i Cwietok. Obaj, jak to konie zaawansowane w krew arabską – niezbyt imponujących wymiarów i dla głównodowodzącego, który oprócz tego, że miał do odegrania najważniejszą rolę w paradzie i był świetnym kawalerzystą, był także człowiekiem dość pokaźnej już wówczas tuszy, po prostu za małe. Wybrano więc Celebesa dla adiutanta Żukowa, generała Zieleńskiego, a dla samego marszałka, pośpiesznie sprowadzono ze stajni jednego z moskiewskich pułków kawalerii przy Szosie Choroszewskiej arabo-dono-kabardyńca hodowli Terskiego konnego zawoda imieniem Kumir. Według dokumentów, to właśnie na Kumirze Żukow prowadził paradę. Kłopot w tym, że każdy koń urodzony w Terskim konnym zawodzie powinien nosić na zadzie piętno w kształcie litery „T“ – nikt takiego piętna na koniu Żukowa tego dnia nie widział. Co skądinąd można i dzisiaj zweryfikować:
 


Kazbek (czyli Arab) przebywał wtedy w tej samej wojskowej stajni co Celebes i Cwietok, a tylko na skutek jakiejś intrygi (Budionnego?), pracownicy „zapomnieli“ pokazać go wysłannikowi Żukowa. Kiedy wybrano dla Żukowa Kumira, ten przyjechał do stajni i dosiadł go na próbę. Nie był zadowolony i kazał sobie pokazać wszystkie pozostałe konie: oczywiście, znajdując wśród nich Kazbeka, który natychmiast przypadł mu do gustu. Kumira pospiesznie ukryto i to tak dobrze, że nie ma po nim więcej śladu w dokumentach.[2]

Arab w wieku 17 lat został zwolniony „do cywila“ i odesłany do Taszkienckiego konnego zawoda w Uzbekistanie, gdzie jednak nie udało się od niego uzyskać żadnego potomstwa i po dwóch latach został sprzedany Dżambulskiemu konnemu zawodowi w Kazachstanie.

Spośród stosunkowo niewielkiej liczby potomstwa Araba, do dalszej hodowli użyto zaledwie czterech jego synów: karego Absenta (urodzonego w 1952 roku od Bakkary), najsłynniejszego konia achałtekińskiego czasów sowieckich i karego Ałama (urodzonego w 1952 roku od Ankiety), którzy przedłużyli linię męską Araba, oraz gniadego Awangarda 5 (urodzonego w 1955 roku od Jerki) i siwego Artysta (urodzonego w 1954 roku od Sekty), którzy zapisali się w historii jako ojcowie pewnej liczby córek.[3]

Najsłynniejszym z potomków Araba jest oczywiście Absent, koń który wystąpił w finałach trzech kolejnych olimpijskich konkursów ujeżdżeniowych: w Rzymie, w Tokio i w Meksyku, zdobywając złoty (w Rzymie) i brązowy (w Tokio) medal indywidualnie oraz brązowy (w Tokio) i srebrny (w Meksyku) medal w drużynie, a także wielokrotnie tytuł mistrza ZSRR w ujeżdżeniu. To już jednak całkiem inna historia…

PRZEJŚCIE DO CZĘŚCI OSIEMNASTEJ

[1] T. Livanova, Loshad’ trieh olimpiad, Konnyi Mir Nr 2/2000, za: www.maak.ru
[2] Inna Suchodolska, Belyi kon‘ vielikoy pobiedy, Ahalteke-Inform 2005, za: www.maak.ru
[3] Tatiana Ryabova, Linia Araba, Akhalteke-Inform 2005, za: www.maak.ru

4 komentarze:

  1. Jak patrzę na to zdjęcie Araba, to widzę dobrego konia wierzchowego, z długim zadem, wysoko osadzoną, łabędzią szyją (choć krótką), głębokiego, na kościstej nodze. Dlaczego dziś ta rasa się wyrodziła w kierunku swojej karykatury? Jelenia, nisko osadzona szyja, płytkie, długie kłody, krótkie, przebudowane i słabo związane zady, brak spodu, czemu to ma służyć???

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. Rasa się wcale nie wyrodziła. Znakomita większość żyjących obecnie tekińców to są dalej "dobre konie wierzchowe" - ja tam w każdym razie na własne oczy owych "karykatur" zbyt wiele nie widziałem.

    2. Arab był nietypowy. Dopiero od niego i od jego syna wyowdzi się "typ masywniejszy" (właśnie o kościstość i często: ordynarne głowy i krótkie szyje...), współcześnie - wcale często spotykany, choć rzadko nagradzany na czempionatach, bo ideał tekińskiej urody toto nie jest.

    3. Stanowczo za wcześnie na takie wnioski. I o typach, i o bonitacji i o kierunkach hodowli - pewnie jeszcze będzie, choć na razie mam gotowe tylko dwa następne odcinki. Wtedy podyskutujemy.

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim razie czekam na tekst o typach i celach w hodowli. Mam nadzieję, że mnie Pan tym razem nie wygoni, mimo odmiennej opinii.

    Tak BTW, to przypomina on typem nieco naszego Ramzesa xo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak pisał Tołstoj: "Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne. Każda nieszczęśliwa rodzina, jest nieszczęśliwa na swój sposób". Widać dobrych koni to też dotyczy...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...