piątek, 14 stycznia 2011

Koni achałtekińskich historia sekretna, cz. 15 – equus sovieticus, czyli gospodarka sowiecka

Zwykle historię gospodarczą Sowietów dzieli się na „komunizm wojenny“, „NEP“, „okres kolektywizacji“ – który po śmierci Stalina płynnie przechodzi w „czasy zastoju“. Historia hodowli koni wygląda dość podobnie, z tym, że nie było w tym sektorze NEP-u. Była to bowiem od samego początku dziedzina zmilitaryzowana, podległa aż do końca istnienia kawalerii w Związku Radzieckim, czyli do 1953 roku – Ministerstwu Obrony. Początkowo, do połowy lat 20. kierowanemu przez niejakiego Lwa Bronsztajna, ps. „Trocki“, a właściwie – przez ludzi usiłujących zrealizować jego wizję światowej rewolucji.

W odniesieniu do hodowli koni, niezbędnych dla Armii Czerwonej, miało to oznaczać jej całkowite i natychmiastowe upaństwowienie – żeby jakoś sobie z tym zadaniem poradzić, wymyślono wtedy system „wojskowych baz remontowych“.

Typową bazą remontową był rozciągnięty wokół miasta Mineralne Wody step, o powierzchni ponad 100 tysięcy hektarów, później podzielony między Terski i Stawropolski Konzawod (i jeszcze kilka mniejszych). Na tym ogromnym obszarze zbudowano kilkanaście polowych „punktów remontowych“, wyposażonych w zagrody do odławiania i oceny koni, wodopoje, podstawowe budynki dla personelu, itp. Całość obsługi stanowili czerwonoarmiści. Hodowlą kierowali zootechnicy i weterynarze w części jeszcze carskiej armii, w części zaś – sprowadzeni z zagranicy (głównie z Niemiec). Metoda utrzymywania w ten sposób koni została określona jako „ulepszony chów tabunowy“. Klacze zasadniczo przebywały na swobodzie, jednak krycie odbywało się tylko w zagrodach, „z ręki“ a po wyźrebieniu starano się matkom i przychówkowi zapewnić dodatkową paszę, a także próbowano chronić stada przed szczególnie niekorzystnymi warunkami naturalnymi (mrozy, śnieżyce, susza) budując prowizoryczne schronienia i zapewniając przez cały rok dostęp do wody. Najważniejsze zaś, że rodzące się źrebięta poddawano szczegółowym oględzinom, a dorastające konie – testom dzielności po których z powrotem do stad wracały tylko te, które zakwalifikowano do dalszej hodowli. Kilkaset kilometrów na północ, na Stepach Salskich w podobny sposób zorganizowana została jeszcze większa „baza remontowa“, później podzielona na Konzawod im. Budionnego i Konzawod im. 1 Konnej Armii. Podobnych „baz“ było na całym obszarze Związku Radzieckiego kilkadziesiąt (np. w rejonie Aleksandriji nad Dnieprem, itd.). W pobliżu Krasnodaru zbudowano „klasyczną“ stadninę dla importowanych koni pełnej krwi angielskiej, Konzawod „Wostok“.
Tabunowe utrzymani koni. Tu akurat - w Kirgizji

System „baz remontowych“ niedługo przeżył upadek swojego twórcy, Trockiego. Praktyka dowiodła, że konieczność nadzorowania ogromnych stad i obszarów była ponad ludzkie siły, nawet w warunkach wojskowej dyscypliny – i że praca czerwonoarmistów wcale nie jest darmowa, jak to się z pozoru wydawało: trzeba ich było przynajmniej żywić i jako – tako ubierać: niezależnie od tego, jakby ich nie zagrzewać do pracy propagandą, martwi z głodu czy z zimna, pracować nie chcieli..! Bazy podzielono na mniejsze stadniny koni – konzawody. Ich personel stanowili już przed wybuchem wojny głównie cywile, którym pozwolono zamieszkać na terenie stadnin i przydzielono niewielkie działki, na których mogli uprawiać warzywa  i hodować zwierzęta gospodarskie na własny użytek. Konzawody do 1953 roku podlegały łącznej kontroli ministerstwa obrony i ministerstwa rolnictwa. Potem stały się instytucjami całkowicie cywilnymi, a większość z nich, obok podstawowej działalności podjęła się także hodowli krów lub owiec, a także – uprawy zbóż, częściowo na własne potrzeby, częściowo na sprzedaż. Wybudowano – lepsze lub gorsze – stajnie i ogrodzono większość pastwisk, w większości wypadków odchodząc od „ulepszonego chowu tabunowego“ do zwykłego chowu alkierzowego.

„Państwowa“ produkcja koni w żadnym momencie nie pokrywała potrzeb Armii Czerwonej. Do końca istnienia kawalerii jako odrębnej formacji wojskowej i do końca funkcjonowania trakcji konnej w taborach, tj. do roku 1953, znaczna większość używanych w obu tych celach koni pochodziła z rekwizycji dokonywanych w „zwykłych“ kołchozach. Z czasem ustaliło się, że radziecka hodowla koni ma charakter dualny – z jednej strony, zajmują się nią wyspecjalizowane państwowe gospodarstwa (sowchozy lub konzawody), z drugiej zaś, jako produkcja uboczna, istnieje także w niektórych kołchozach. Konie pochodzące z jednej i z drugiej hodowli poddawane były tym samym testom dzielności na torach wyścigowych (w 1991 roku, w chwili rozwiązania ZSRR, funkcjonowało na jego terytorium ponad 60 torów) lub w klubach sportowych. Kołchozy mimo, że w latach 70. nareszcie udało się je naprawdę zmechanizować nie porzuciły hodowli koni, bo była ona opłacalna: nie tylko hodowla koni mięsnych i mlecznych, ale także koni zarodowych ras szlachetnych. Nagrody uzyskiwane na torach były atrakcyjne dla dysponujących nader skąpo wydzielanymi środkami pieniężnymi kołchozów, a sukces hodowlany mógł oznaczać możliwość sprzedaży przychówku konzawodom lub – co było szczególnie podniecające, acz rzadkie – nawet zagranicę. Hodowca zatrzymywał wówczas co prawda tylko niewielki ekwiwalent dewizowej ceny w rublach, ale i to było wiele. Trzeba pamiętać, że aż do Gorbaczowa, członkowie kołchozów mieli bardzo ograniczone możliwości zakupu towarów przemysłowych. Większość dóbr była im wydzielana przez sam kołchoz, który uzyskiwał je w drodze wymiany za oddawane państwu płody rolne wedle arbitralnie ustalonego parytetu. Nawet niewielki zastrzyk gotówki do kasy kołchozu miał zatem nieproporcjonalnie wielkie znaczenie tak dla kołchozu, jak i dla kołchoźników. Mógł oznaczać np. możliwość zakupu… pralek lub telewizorów dla członków kołchozu!
Czempion rasy władymirowskiej na Wystawie Osigąnięć Gospodarczych ZSRR, ogier Terek z Gawriłowo – Posadzkiego Konzawoda

Pod koniec istnienia Związku Sowieckiego hodowlą koni zajmowało się 102 konnych zawodów. Spośród nich 41 specjalizowało się w hodowli kłusaków (dwóch ras: kłusaków orłowskich  – rdzennie rosyjskiej rasy, wyhodowanej przez hr Orłowa i od 1847 roku funkcjonującej samodzielnie, z własną księgą stadną; oraz „kłusaków rosyjskich“, rasy powstałej w końcu XIX wieku poprzez krzyżowanie kłusaków orłowskich z o wiele od nich szybszymi kłusakami amerykańskimi); 35 w hodowli koni ras wierzchowych, 13 w hodowli ciężkich koni pociągowych, a 13 – w hodowli koni ras „o znaczeniu lokalnym“ (do których należały też konie czystej krwi achałtekińskiej). 25 z 41 stadnin kłusaczych prowadziło też oddziały ciężkich koni pociągowych, które były głównym celem radzieckiej hodowli: jeszcze w połowie lat 80. konie miały służyć przede wszystkim do pracy (ewentualnie miały dawać mleko i mięso) i w związku z tym ciężkie konie pociągowe cenione były najbardziej.
Test kłusaków na lodowym torze Centralnego Moskiewskiego Hipodromu.

Oprócz tego, w chwili upadku Związku Radzieckiego funkcjonowało 69 stad ogierów: w pewnym sensie, stada ogierów były w ZSRR anachronizmem – ich pruski pierwowzór, landgestüte, to instytucja służąca upowszechnianiu wśród hodowców prywatnych najlepszych, wybranych przez państwo ogierów. W Związku Radzieckim nie było zaś żadnych hodowców prywatnych! Co prawda, hodowlę koni prowadziło też ok. 800 sowchozów i kołchozów, ale były to tak wielkie instytucje, że mogły z powodzeniem obejść się bez pośrednika w postaci stada ogierów i pozyskiwać dla siebie reproduktory bezpośrednio w konnych zawodach lub hodować własne. W praktyce zatem, stada ogierów służyły głównie mniejszym i bliżej położonym kołchozom, zwłaszcza w tzw. „strefie hodowli tabunowej“.

Ogółem zatem, na terytorium 1/6 globu, funkcjonowało mniej niż 1000 podmiotów prowadzących hodowlę koni. To naprawdę jest bardzo mało! Niezależnie od tego, że były to instytucje wielkie, każda z nich posiadała tysiące i dziesiątki tysięcy hektarów ziemi i zwykle po kilkaset, a niekiedy i kilka tysięcy koni (co prawda, te kilka tysięcy to raczej właśnie „w chowie tabunowym“ na mięso i mleko…). Także radzieccy hodowcy przyznawali, że kluczem do powodzenia w hodowli koni jest różnorodność – w końcu, im więcej kombinacji genów się wypróbuje, tym szybciej wyhoduje się czempiona. O jakiej zaś różnorodności można mówić, jeśli decyzje w sprawach kojarzenia par (tam, gdzie nie odbywało się to na swobodzie, w tabunach), podejmuje mniej niż 1000 hodowców, a zasadnicze kierunki hodowli wyznacza kilkunastu zootechników z Riazania..?

Jak wszystko inne, także hodowla koni w ZSRR była bowiem do absurdu scentralizowana i obsesyjnie planowa. Wszystkie księgi stadne, dla 45 oficjalnie uznanych ras i „grup rasowych“, jakie były hodowane w ZSRR, jedyny w całym kraju bank nasienia i jedyne laboratorium prowadzące badania markerów genetycznych koni prowadził (i prowadzi nadal) Wszechzwiązkowy Naukowo – Badawczy Instytut Hodowli Koni (skrót rosyjski: WNIIK) w Riazaniu. WNIIK był – i jest – częścią Wszezwiązkowej (obecnie: Wszechrosyjskiej) Akademii Nauk Rolnych, w chwili powołania w 1930 roku, oczywiście noszącej imię Lenina. Która, koniec końców, wchodziła w skład Akademii Nauk ZSRR. Hierarchicznie podporządkowane były WNIIK wydziały hodowli koni instytutów hodowlanych wchodzących w skład niektórych republikańskich i tzw. „strefowych“ akademii nauk. Struktury te nie przetrwały już jednak transformacji ustrojowej.

Teoretycznie cała praca naukowo – badawcza, koncepcyjna, miała się w ZSRR odbywać wyłącznie w obrębie instytutów stanowiących część bardzo rozbudowanej Akademii Nauk (która właśnie dlatego dzieliła się na wiele wyspecjalizowanych oddziałów, z Akademią Nauk Wojskowych - ! – włącznie). Uczelnie wyższe miały jedynie prowadzić działalność dydaktyczną: hodowców koni kształciła i kształci nadal jedyna na całym terytorium Związku (obecnie: Rosji) katedra hodowli koni Moskiewskiej Akademii Rolniczej (prowadząca także ciekawe Muzeum Hodowli Koni – z pewną ilością poloniców w zbiorach).

WNIIK dysponuje w Riazaniu własną, naukowo – badawczą stadniną koni. Ponieważ jednak klimat i warunki środowiskowe w których hodowano konie w ZSRR były bardzo różne, podobne, mniejsze placówki w postaci „stanic naukowo – badawczych“ powstały także w Kazachstanie, na Ałtaju i na Syberii.

W połowie lat 80. 102 konne zawody dawały co roku na tory wyścigowe, do klubów jeździeckich, do stad ogierów, kołchozów i sowchozów oraz na eksport – około 6 tysięcy koni. Czy to jest satysfakcjonujący wynik, jeśli pamięta się o tym, jak wspaniałe warunki i jak długa i bogata tradycja za nim stoi? Zaledwie 6 tysięcy koni z 45 ras (w tym około połowy to „rasy zawodzkie“, a reszta to „rasy miejscowe“, w mniejszym lub większym stopniu uszlachetnione)?
Trening młodych koni sportowych w doświadczalnym konzawodzie WNIIK

„Uzysk“ koni mięsnych i mlecznych oraz koni roboczych hodowanych bezpośrednio w kołchozach i sowchozach był oczywiście większy – ale też, siłą rzeczy, mniej wartościowy. Jednak i po uwzględnieniu hodowli sowchozowo – kołchozowej, radziecka „produkcja“ koni w żadnym razie nie przedstawia się imponująco. Wedle nie potwierdzonych, ale też i nie wyglądających na jakoś naciągane, radzieckich danych, podczas wojny w latach 1941 – 45, wszystkie instytucje hodowlane razem, oddały na front około 3 milionów koni wierzchowych i pociągowych. To prawie trzy razy mniej niż zmobilizował Wehrmacht który, w przeciwieństwie do Armii Czerownej, nie dysponował godną wzmianki kawalerią (podczas gdy kawaleria radziecka była najliczniejszą spośród wszystkich państw walczących w II wojnie światowej) i używał koni prawie wyłącznie do zaprzęgów. Niemcy konfiskowali co prawda konie w całej okupowanej Europie, ale też ani nie można powiedzieć, by ta okupowana Europa jako całość miała warunki do hodowli koni choćby równe radzieckim, ani też, wszystkie te konfiskaty, nie spowodowały zakłóceń w rolnictwie czy transporcie lokalnym. Tymczasem kołchozy i sowchozy w ZSRR, po oddaniu koni i mężczyzn na front, musiały do pługów i wozów zaprzęgać krowy i kobiety…
Praca w kołchozie

Jeśli te fakty jeszcze niedostatecznie świadczą o bankructwie i bezsensowności pomysłu na państwową hodowlę koni, to przypatrzmy się wynikom sportowym. W Związku Radzieckim najwyżej cenione były medale olimpijskie (akurat w sporcie jeździeckim zazwyczaj – łatwiejsze do zdobycia od medali mistrzostw Europy na przykład…), szczególnie w konkurencjach drużynowych. Pierwszy medal olimpijski – od razu złoty – w 1960 roku zdobył dla ZSRR na olimpiadzie w Rzymie Sergiej Fiłatow na achałtekińskim Absencie: indywidualnie, w ujeżdżeniu. 4 lata później, w Tokio, cała radziecka drużyna (z Fiłatowem na tym samym Absencie) zdobyła medal brązowy, ale za to wyżej ceniony, bo kolektywny a nie indywidualny. W Meksyku, w 1968 roku drużyna zdobyła medal srebrny, a Iwan Kizimow na ukraińskim koniu wierzchowym Icchor, zdobył drugie dla ZSRR indywidualne złoto. Na rok 1972 przypada szczyt sukcesów „radzieckiej szkoły ujeżdżenia“ i najbardziej pożądany przez władze, złoty medal drużynowy. Helena Pietuszkowa zdobywa też indywidualne srebro. Na tym właściwie koniec, bo jak tu traktować poważnie olimpiadę w Moskwie? Dopiero w Moskwie medal drużynowy (od razu złoty) zdobyła „kamanda“ radzieckich wkkwistów, z uwagi na trudność tej dyscypliny i jej militarne pochodzenie, najwyżej cenionej przez władze. Drużynowe złoto powtórzyli też wówczas ujeżdżeniowcy.

Niewiele tego jak na kraj o tak bogatej tradycji i tak wielkim potencjale. Skąd jednak mieli się w ZSRR brać sportowcy, skoro w całym kraju funkcjonowało zaledwie około 200 – 250 klubów i sekcji jeździeckich? Przy 60 torach wyścigowych, w kilkunastu dużych klubach sportowych (typu znane kibicom piłki nożnej „Spartak“ czy „Dynamo“), przy większości konnych zawodów oraz przy niektórych, hodujących konie kołchozach i sowchozach. Oczywiście, nawet te 200 – 250 klubów sportowych, to i tak było bardzo dużo w porównaniu z innymi krajami „obozu demokracji ludowej“ – ale, w przeliczeniu na mieszkańca i kilometr kwadratowy: mniej nawet niż w zaciekle zwalczającej jeździectwo, „ludowej“ PRL![1]


Bodaj największymi sukcesami mogła się pochwalić hodowla… sanatoryjna! Około 50 sanatoriów w południowej części kraju (Krym, wybrzeże Morza Czarnego), na Uralu i na Ałtaju trzymało własne fermy mlecznych kobył, z których mleka uzyskiwano kumys – traktowany nie tylko jako delikatesowy napój chłodzący i świetny sposób na kaca, ale też i jako środek leczniczy. Stosowany w chorobach układu krążenia i układu nerwowego. Zalecany matkom w ciąży. Kobyły – rekordzistki (rasy „radziecki“ ciężki pociągowy) dawały do 6100 litrów mleka w okresie laktacji (z czego połowę można było wydoić w celu produkcji kumysu, resztę musiało wypić źrebię – do końca nie udało się wyhodować w pełni mlecznej rasy koni, której klacze nie potrzebowałyby towarzystwa źrebięcia, by produkować mleko…).

Linia technologiczna do dojenia kobył
Takaż linia - ale zmechanizowana, obsługiwana dojarką DDA-2!

Podejrzliwość władz wobec hodowli koni i jeździectwa miała uzasadnienie polityczne wszędzie tam, gdzie koń przypominał o dawnym, przedrewolucyjnym trybie życia – a więc tam właśnie, gdzie warunki do hodowli były najlepsze: w pasie stepowym, zamieszkałym ciągle w jakiejś mierze przez potomków dawnych koczowników. Ponadto, na stosunku władzy do konia zaważyła ogólna cecha systemu, którą można by nazwać „liczykrupstwem“. Pod pozorem „naukowej organizacji“ i „planu doprowadzonego do każdego stanowiska pracy“, panoszyła się pozbawiona rozumu i wyobraźni biurokracja, która każdy wydatek musiała trzy razy uzasadnić. To nic, że licząc ruble i kopiejki „oszczędzone“ na wykorzystaniu koni zamiast traktorów, tak naprawdę liczono powietrze: wobec braku wolnego rynku żadna z używanych do rachunku cen nie miała oparcia w rzeczywistości, były całkowicie abstrakcyjne. Tak, czy inaczej – ruble i kopiejki musiały się zgadzać. Nawet, jeśli trzeba było w tym celu wyrzynać całe stadniny i góry przenosić. To najpoważniejszy powód, dla którego państwo – żadno państwo! – nie powinno mieć nic wspólnego z końmi. Konie to mistyka i piękno – a nie pozycje w budżetowej rachunkowości…
Widok właściwy tylko dla Rosji: wypas tabunu na pastwisku pokrytym śniegiem, czyli "tiebieniewka"

Hodowla koni achałtekińskich, w tym także wczesny jej etap, przebiegały w dokładnie takich warunkach jak opisane powyżej. Z tą różnicą, że południowa część radzieckiej Azji Środkowej została przez bolszewików spacyfikowana dopiero około roku 1925 lub nawet 1927. Obszar ten nie został zatem uwzględniony w „wielkich“ programach hodowlanych Ministerstwa Obrony, zapoczątkowanych jeszcze za czasów Trockiego, na samym początku lat 20 (efektem tych programów było powstanie nowych ras koni wierzchowych, przeznaczonych dla armii: rasy budionowskiej i terskiej). W okresie początkowym, obejmującym lata 1925 – 1935 w zasadzie nie można mówić o jakichś przemyślanych programach hodowlanych na tym terenie. W tym czasie odbywało się na ogromną skalę niszczenie miejscowej hodowli (wynikłe z wojskowej konieczności pacyfikacji ciągle zbuntowanych Turkmenów i Uzbeków), często fizyczne, poprzez wybijanie całych stad, na ogół zaś, poprzez ich konfiskatę i wcielanie tak uzyskanych koni bezpośrednio do wojska, gdzie nie były już używane do hodowli. Później zaś, w okresie stalinowskich czystek, sowiecki aparat biurokratyczny w dużym stopniu stracił zdolność do innowacji, popadając w dającą jako – takie poczucie bezpieczeństwa rutynę: odbiło się to oczywiście także na hodowli koni.

PRZEJŚCIE DO CZĘŚCI SZESNASTEJ

[1] W kwestii „sukcesów“ radzieckiego sportu, warto przytoczyć obszerny fragment z albumu „Konevodstvo v SSSR“, poświęcony temu zagadnieniu, który doskonale oddaje koloryt epoki (z tego albumu pochodzą też wszystkie zamieszczone zdjęcia): Inicjatorami i organizatorami radzieckiego sportu konnego byli K. E. Woroszyłow i S. M. Budionny. Na początku szeroką popularność ten rodzaj sportu uzyskał w Czerwonej konnicy. Radziecka kawaleria wyhowała wielu wyróżniających się mistrzów jazdy konnej.

Radziecki sport konny przeszedł złożoną i pełną chwały drogę. Na początku były to rajdy na długich dystansach – 100 km i więcej. W 1925 roku na Centralnym Moskiewskim hipodromie przeszły pierwsze Wszecharmijne zawody o szerokim programie. Obejmował on dżygitówkę, zawody we władaniu bronią białą, rajd na dystansie 50 km, pokonywanie przeszkód średniej i trudnej klasy.

Dwa lata później – w 1927 r. – odbyły się drugie Wszecharmijne zawody. Były bardziej reprezentatywne – wzięło w nich udział około 350 jeźdźców; program był znacznie rozszerzony. Zanotowano rekordy: na wysokość skoku – 186 cm, na długość skoku – 6 m 17,5 cm; czas rajdu na 100 km – 4 godz. 17 min. Później niektóre rekordy zostały poprawione: rekord wysokości został doprowadzony do 225 cm, długości skoku – do 8 m 20 cm. Światowy rekord wysokości skoku równy jest 2 m 47 cm, a długości – 8 m 40 cm.

We Wszecharmijnych zawodach 1931, 1935, 1938 roku uczestniczyli już sportowcy „Osoawiachima“ i pierwszych ochotniczych stowarzyszeń sportowych „Spartak“, „Stroitiel“ i „Piszczewik“. W rozwoju konnego sportu na terenie kraju dużą rolę w latach trzydziestych odegrało stowarzyszenie „Osoawiachim“ i rozwijające się dążenie radzieckiej młodzieży do opanowania techniki jazdy wierzchem i wypełnienia normy dla otrzymania znaku honorowego „Woroszyłowski jeździec“.

Rywalizacja na koniu w tych ladach nosiła wojenno – praktyczny charakter. W kraju działało ponad 200 klubów „Osoawiachima“. W 1936 roku stowarzyszenie to zorganizowało pierwsze Wszechzwiązkowe zawody jeździeckie dla ludności cywilnej.

Podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej wielu sportowców – osoawiachimowców i woroszyłowskich jeźdźców poszło na front.

W latach powojennych niemało zdziałano dla odrodzenia radzieckiego sportu jeździeckiego. Od 1946 roku zaczęły być organizowane indywidualne i drużynowe zawody konno-sportowe o mistrzostwo ZSRR, a od 1956 roku włączone je do programy Spartakiady Narodów ZSRR. W związku z rozwiązaniem kawalerii zniknęło wojenno – praktyczne znaczenie zawodów konno-sportowych. Szeroko rozprzestrzeniły się olimpijskie – klasyczne dyscypliny sportu jeździeckiego, które weszły do programów mistrzostw, spartakiad i innych zawodów konno – sportowych.

7 komentarzy:

  1. Taka natura socjalizmu, że piasku na pustyni zabraknie. Im bardziej zdaję sobie sprawę jak dużym krajem ZSRR było tym bardziej dziwi mnie jak socjalizm jest niewydajny. Tyle trawy tam mieli i im mięsa brakowało. A te 3000 l, które można było od klaczy rekordzistki pozyskać, to naprawdę niezły wynik. Krowy są wydajniejsze,ale one lepszego jadła potrzebują, więc w ichnich warunkach to te konie rzeczywiście imponujące warunki osiągały.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przy tym kobyle mleko jest bliższe składem ludzkiemu - więc zdrowsze dla ludzi niż krowie. Nie mówiąc już o rozweselającym działaniu kumysu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Sam bym na mleko koni nie hodował, bo ma mało tłuszczu, więc kiepsko masło czy ser by się z tego robiło. Ale taki kumys to bym chciał spróbować chociaż. Zresztą alkohol pochodzenia zwierzęcego to miła dla mnie sprawa, wiesz przecież, że jestem promotorem wegetarianizmu. :D

    Miałeś okazję skosztować tego egzotycznego trunku?

    OdpowiedzUsuń
  4. W Polsce to trudno dostępny delikates, a w Rosji jakoś zawsze miałem co innego na głowie - ale jeszcze nic straconego..!

    OdpowiedzUsuń
  5. krotki komentarz do ostatniego zdjecia, mijajacej zimy widzialem pod Londynem stado owiec pasace sie na sniegu, wiec nie tylko w Rosji;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jednakowoż śnieg pod Londynem a śnieg pod Irkuckiem to są trochę odmienne zjawiska...

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,
    gwoli komentarza o tabunowym howie - jako ze ostatnio krece sie po wysokiej prerii Kolorado (niezbyt daleko od Pike's Peak) to widze tutaj cale tabuny koni i stada krow ktore pasa sie cala zime, lato, wiosne i jesien na stepie, bez zadnych stajni dla koni czy obor dla bydla - sa co prawda wiaty, bo wieja tu sakramneckie wiatry od polnocy. Konie pasa sie bez kocow, zima ladnie zarosniete i nastroszone, i jak przyjdzie snieg wygladaja nieco jak 4-nozne yeti :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...