czwartek, 13 stycznia 2011

Koni achałtekińskich historia sekretna, cz. 14 – utworzenie Księgi Stadnej

Turkmeni, podobnie jak inne ludy nie-rosyjskie Azji Środkowej i Kaukazu, nie podlegały obowiązkowi służby wojskowej w armii carskiej. Kiedy jednak po wybuchu I wojny światowej władze carskie ogłosiły ochotniczy zaciąg do turkmeńskiego pułku kawalerii, ilość ochotników wielokrotnie przekraczała potrzeby. Pułk – 627 jeźdźców i do tysiąca koni – dosiadał najlepszych achałtekińskich ogierów. Wchodził w skład tzw. „korniłowskiego oddziału uderzeniowego“ 8 Armii, złożonego głównie z ochotników. Zdaniem Aleksandra Stiepanowicza Klimuka, kto nie widział (na zdjęciach oczywiście, na zdjęciach, w Rosji ciężko było tak sędziwego wieku dożyć, żeby wielu naocznych świadków do naszych czasów dotrwało…) tekińskiego pułku na koniach – ten nie widział prawdziwej kawalerii!
Tekiński pułk konny

Podczas kampanii 1916 i (pierwszej połowy) 1917 roku pułk był dyslokowany na Białorusi, w rejonie Mohylewa – w pobliżu, w twierdzy Bobrujsk, formował się też ochotniczy I Korpus polski generała Dowbór – Muśnickiego. W Mohylewie, a potem w klasztorze w Bychowie był też internowany generał Ławr Korniłow – przez pewien czas głównodowodzący armii rosyjskiej, który w kwietniu 1917 roku jako popularny, bo wsławiony brawurową ucieczką z austriackiej niewoli, dowódca petersburskiego okręgu wojskowego próbował zorganizować zamach stanu przeciw rządowi tymczasowemu Piotra Kiereńskiego. Zamach w zasadzie się udał, ale Korniłow w ostatniej chwili wycofał się i po rozmowie z Kiereńskim odesłał popierających go kadetów ze szkół oficerskich Petersburga (tzw. „junkrów“) do koszar. W nagrodę został mianowany najpierw dowódcą 8 Armii, a potem głównodowodzącym, tylko po to, by w sierpniu tego samego roku, w o wiele gorszej dla siebie sytuacji po raz kolejny próbować – bez powodzenia – przejęcia władzy i zagrodzenia drogi bolszewikom. Petersburg miał zostać opanowany przez korpus kozacki generała Krasnowa, który jednak pod wpływem propagandy rozszedł się bez walki. Tym razem, Korniłow został internowany przez Kiereńskiego wraz z większością swojego sztabu. Historycy zazwyczaj przyjmują, że Korniłow władzę próbował przejąć tylko raz - w sierpniu. W kwietniu 1917 roku po prostu odbierał paradę kadetów szkół oficerskich i tyle, a pod koniec miesiąca zrezygnował z dowodzenia okręgiem zniechęcony szerzącą się w jego wojskach demoralizacją. Wiem zbyt mało na ten temat, by sprawę rozstrzygnąć w jakikolwiek bądź sposób.
Korniłow (w środku, oznaczony nr 1) i inni internowani w Bychowie

Bolszewicy po sukcesie własnego zamachu stanu z października (listopada) 1917 roku chcieli generała natychmiast rozstrzelać. W tej sytuacji, stanowiący jego ochronę pułk tekiński, z Korniłowem na czele, ruszył w listopadzie 1917 roku nad Don, gdzie właśnie wybuchło powstanie kozackie przeciw nowej władzy a generał Aleksiejew rozpoczął zbieranie antybolszewickiej Armii Ochotniczej.

Nad Don z ok. 500-osobowego pułku dotarło z Korniłowem zaledwie kilkunastu Turkmenów: wszyscy pozostali zginęli w ciężkich walkach z oddziałami wiernymi bolszewikom. Ze starcia z bolszewickim pociągiem pancernym samego Korniłowa wyniósł ciężko ranny achałtekiński ogier. Również tych kilkunastu, tworzących osobistą ochronę Korniłowa Turkmenów, zginęło w ciągu następnych kilku miesięcy, tzw. „lodowego marszu“, kiedy to zimą 1917 – 1918 dowodzona przez Korniłowa nieliczna jeszcze Armia Ochotnicza próbowała zdobyć – bez powodzenia – najpierw Rostów nad Donem, a potem Jekaterynodar (dziś Krasnodar) nad rzeką Kubań, gdzie od przypadkowego pocisku czerwonej artylerii zginął i sam Korniłow.[1]

Na tym jednak udział Turkmenów w rosyjskiej wojnie domowej bynajmniej się nie zakończył. W ich kraju rodzinnym, tj. przede wszystkim w tzw. Obwodzie Zakaspkijskim jak wszędzie zresztą, początkowo przewagę mieli bolszewicy. Dopiero latem 1918 roku przy wsparciu wojsk brytyjskich z Iranu i Afganistanu wybuchło antybolszewickie powstanie. W miastach władzę przejęli socjaliści – rewolucjoniści (eserowcy), rosyjski odpowiednik ludowców. Wśród rodowitych Turkmenów plemienia Teke rej wodził Dżunaid-chan, który jeszcze w styczniu 1918 roku przejął władzę w chanacie Chiwy. Bolszewikom udało się jednak zbudować przeciw niemu koalicję mniejszych plemion turkmeńskich i części niezadowolonych z jego rządów Uzbeków (tzw. „młodochiwańczycy“). W listopadzie 1919 roku plemiona turkmeńskie zbuntowały się przeciw Dżunaid-chanowi, a 1 lutego 1920 roku bolszewicy zajęli Chiwę. Wkrótce też zwrócili się przeciw swoim niedawnym turkmeńskim sojusznikom: rozstrzelano około stu plemiennych przywódców. Dżunaid-chan prowadził walkę partyzancką przeciw bolszewikom aż do 1927 roku, przy czym w 1924 roku udało mu się porozumieć także z Uzbekami. W 1927 roku, pobity, musiał szukać schronienia w Afganistanie.

Na terytorium Obwodu Zakaspijskiego bolszewicy uzyskali przewagę latem 1919 roku (do lutego 1920 roku bronił się jeszcze portowy Krasnowodzk), po wycofaniu się Brytyjczyków i Amerykanów. Aż do początku lat 30. walkę partyznacką z baz na terenie Afganistanu prowadzili tzw. „basmacze“, z Ibrahimem-begiem na czele.

16 września 1924 roku bolszewicy z ziem dawnego Obwodu Zakaspijskiego oraz zamieszkałych przez Turkmenów części „republik“ chiwańskiej i bucharskiej utworzyli Turkmeńską Socjalistyczną Republikę Radziecką.[2]

Pierwszy po wojnie domowej spis powszechny został przeprowadzony w 1926 roku. Wykazał on, że ludność Turkmeńskiej SRR liczy 998 tysięcy mieszkańców – wobec 1 mln 42 tys. w roku 1913.[3] Spadek liczby ludności pomimo wysokiego przyrostu naturalnego wśród Turkmenów wynikł z ogromnej (jak na tak niewielki liczebnie naród) przymusowej emigracji jaka stała się skutkiem wojny domowej. Emigracja ta nasiliła się jeszcze w latach późniejszych (przeprowadzenie tzw. „reform wodnych“, które pozbawiły znaczną część Turkmenów podstaw egzystencji wynikających z dziedzicznych praw do określonej ilości wody w oazach, oraz kolektywizacja rolnictwa: w warunkach gospodarki koczowniczo – pasterskiej sprowadzająca się do odebrania Turkmenom ich stad i wielki terror lat 30.). Szacuje się, że od 1925 do 1938 roku z Turkmenii uciekło (na ogół – przez Kopet-dag do Iranu, z Merwu zaś do Afganistanu) ok. 150 - 200 tysięcy Turkmenów, a więc do 20% całej populacji.[4]

Kolektywizacja rolnictwa, a przede wszystkim – dekret Stalina z 1928 roku, który nakazywał natychmiastową konfiskatę wszystkich koni, jakie jeszcze na terytorium Związku Radzieckiego pozostawały własnością prywatną i zakazywał na przyszłość prywatnego posiadania tych zwierząt – miała drastyczny wpływ na liczebność hodowanych przez Turkmenów stad. Od tej pory liczebność populacji koni achałtekińskich nie ma już żadnego związku z liczebnością ludu, który tę rasę przez tyle wieków hodował.

I i II tom księgi stadnej zostały skompilowany w latach 1925 – 27 przez rosyjskich zootechników Gorelowa i Mazanowa, którzy opierali się na archiwach Zakaspijskiego Stada Ogierów oraz zeznaniach Turkmenów, którym konfiskowano zwierzęta. I i II tom księgi stadnej jest w istocie spisem koni siłą odebranych ich prawowitym właścicielom na całym obszarze Azji Środkowej i Zakaukazia. Obok koni achałtekińskich i innych koni turkmeńskich (koni jomudzkich), zawiera też konie karabachskie (wkrótce zresztą do reszty wytępione), konie rasy deliboz z Gruzji, konie karabairskie i wiele innych ras. Spisy te nigdy nie zostały wydane (w formie właściwej dla księgi stadnej) i pozostał wyłącznie w formie odręcznych notatek, które zresztą zaginęły – wyciąg z nich został dołączny do III tomu księgi stadnej, wydanego przez M.I. Belongowa w 1941 roku w Taszkiencie.[5] III tom księgi stadnej dzieli się na dwa działy: koni achałtekińskich i koni jomudzkich.

Wynika to z dwóch bardzo istotnych dla dalszego rozwoju hodowli faktów. Po pierwsze: nie wszystkie konie hodowane przez Turkmenów można było (obiektywnie, wedle wywodzących się jeszcze z XIX wieku kryteriów dzielności użytkowej i poprawności typu) zaliczyć do rasy koni czystej krwi achałtekińskiej. Jest to dość oczywiste. Niezależnie od tego kto i w jakich okolicznościach kompilowałby księgę stadną, zapewne 90% koni hodowanych przez Turkmenów nigdy by nie została do niej wpisana. Turkmeni nie znali przecież pojęcia „rasy“ i w swojej praktyce hodowlanej opierali się przede wszystkim na zaletach użytkowych zwierząt oraz na prestiżu plemion, które je hodowały. Stąd też za stado elitarne zostały uznane przede wszystkim najlepsze użytkowo konie hodowane przez plemię Teke oraz przez plemię Jomud (drugie w turkmeńskiej hierarchii pod względem liczebności, bogactwa i znaczenia).

Był to oczywiście bardzo poważny błąd – o którym będzie jeszcze mowa szerzej przy okazji dyskusji współczesnych problemów w hodowli tych koni. Tak drastyczna selekcja doprowadzić musiała do poważnego ograniczenia puli genowej w populacji. Jednak, w świetle ówczesnej wiedzy, był to zapewne błąd niemożliwy do uniknięcia. Stał się nieodwracalny tylko dlatego, że pozostałe konie (nie wpisane do księgi), zostały później po prostu zlikwidowane – i współcześnie, w granicach dawnego ZSRR, nie ma już żadnych potomków innych koni turkmeńskich niż te, które zostały w połowie lat 20. odebrane ich prawowitym właścicielom i zakwalifikowane do dalszego rozpłodu.

Po drugie, od samego początku władzy sowieckiej na szeroką skalę używano do „polepszania“ rasy achałtekińskiej ogiery (oraz pewną ilość klaczy) pełnej krwi angielskiej. Problem ten będzie jeszcze szerzej dyskutowany w jednym z kolejnych odcinków cyklu, gdyż ma dla oceny stanu współczesnego hodowli tych koni znaczenie absolutnie rozstrzygające. Dość tu stwierdzić, że III tom ksiągi stadnej pozwala wyodrębnić z ogółu populacji konie w ten sposób „uszlachetnione“, a tym samym – pozwala na kontynuację hodowli koni czystej krwi.

III tom księgi stadnej zawiera w dziale koni achałtekińskich następujące sekcje:
1)    Sekcja główna – ogiery w łącznej liczbie 287 (numery od 1 do 287) czystej krwi lub z nie większym niż 1/8 udziałem pełnej krwi angielskiej.
2)    Lista ogierów które miały największy wpływ na rasę ale padły przed kompilacją księgi – 10 ogierów (numery od 1a do 10a), w tym 2a Bojnou.
3)    Sekcja główna – klacze w łącznej liczbie 468 (numery od 1 do 468) czystej krwi lub z nie większym niż 1/8 udziałem pełnej krwi angielskiej.
4)    Lista źrebiąt dla okresu od 1915 do 1938 roku (wszystkie matki tych źrebiąt zostały wpisane do księgi).
5)    Sekcja dodatkowa – ogiery anglo-achałtekińskie z udziałem pełnej krwi od ½ do 1/8 – 46 koni (numery od 01 do 046).
6)    Sekcja dodatkowa – klacze anglo-achałtekińskie z udziałem pełnej krwi od ½ do 1/8 – 86 koni (numery od 01 do 086).
7)    Lista źrebiąt półkrwi dla okresu od 1920 do 1938 roku.
8)    Ogiery wywiezione na Północny Kaukaz z zaginionymi rodowodami – łącznie 109 ogierów, które nie zostały już później wykorzystane w hodowli czystej krwi.[6]

Biorąc pod uwagę liczbę elitarnego materiału zarodowego w populacji koni turkmeńskich w roku 1913, którą szacowaliśmy na 30 do 60 tysięcy, użycie do utworzenia nowoczesnej hodowli koni achałtekińskich zaledwie 287 ogierów i 468 klaczy wygląda jak efekt klęski żywiołowej. To nie więcej niż 2 - 3% wyjściowego pogłowia elitarnego (i całkowicie nieznaczący promil ogólnej liczby koni turkmeńskich przed rewolucją). Przekracza to wielokrotnie „średni“ poziom strat w pogłowiu zwierząt hodowlanych w wyniku kolektywizacji (liczebność bydła, owiec, kóz itd. w całym ZSRR spadła pomiędzy 1928 a 1930 rokim o ok. 30%), a nawet – wskaźnik strat pogłowia koni (pogłowie koni na terytorium ZSRR w wyniku kolektywizacji spadło mniej – więcej o połowę: konie są najmniej ze wszystkich zwierząt gospodarskich odporne na brak opieki i niewłaściwe traktowanie, jakie stało się ich losem w nowo zakładanych kołchozach). Nie są to jednak wyniki trudne do wytłumaczenia jeśli pamiętamy, że mowa o hodowli elitarnej, a więc uprawianej głównie przez turkmeńskich „bajów“ (jak nazywano ogólnie możnych wszelkiej kategorii), którzy z natury rzeczy najtrudniej mogli się pogodzić z nową władzą i że mówimy o kraju pogranicznym, skąd łatwo było – jeszcze na dobrym koniu – uciec do ziomków po drugiej stronie gór.

Od 1930 roku za hodowlę koni czystej krwi achałtekińskiej odpowiada Wszechzwiązkowy Naukowo – Badawczy Instytut Hodowli Koni (od rosyjskiego skrótu tej nazwy: WNIIK) z siedzibą w Riazaniu. Instytut ten był częścią utworzonej w tym właśnie roku Wszechzwiązkowej Akademii Rolniczej im. W.I. Lenina – jakkolwiek zakres tej odpowiedzialności był różny i jak się zdaje prowadzenie księgi stadnej zostało przejęte przez Instytut dopiero w roku 1973, wcześniej robiła to po prostu właściwa komórka Ministerstwa Rolnictwa.[7] Skądinąd kwestia ta była przedmiotem gorszących niekiedy sporów pomiędzy organami republikańskimi w Aszchabadzie, a związkowymi w Moskwie. Ponieważ jednak nie dotarłem do tej pory do jakiegokolwiek opisu tych sporów który by nie pochodził spod pióra któregoś z ich uczestników i nie jestem w stanie nawet w przybliżeniu ustalić już nie to nawet, po czyjej stronie była racja, ale nawet – jak te spory wyglądały i czy rzeczywiście Rosjanie wywieźli dokumentację hodowlaną z Aszchabadu podstępem i potajemnie, czy nie: nie będę tu Państwu plotek i potwarzy relacjonował. Najogólniej rzecz biorąc, Rosjanie zarzucają Turkmenom brak profesjonalizmu i szowinizm, Turkmeni zaś – mają do Rosjan zrozumiałe (oczywiście nie dla Rosjan, myślę jednak, że Polakom tej sprawy tłumaczyć nie trzeba..?) pretensje o pozbawienie ich narodowego skarbu jakim była ich rodzima rasa koni wierzchowych. W chwili obecnej zresztą: hodowaną już głównie – poza Turkmenią.

Utworzenie księgi stadnej w taki właśnie sposób pozostawiło poza jej obrębem wszystkie konie turkmeńskie, których nie udało się odebrać właścicielom – tj. wszystkie konie turkmeńskie poza granicami ZSRR, niezależnie od tego, do jakiej grupy rasowej należały. Także konie plemienia Teke (konie tekińskie), które do dziś dnia w bliżej nie określonej liczbie hodowane są zarówno z zachowaniem czystości rasy (w tradycyjnym, turkmeńskim rozumieniu tego terminu i przy zachowaniu tradycyjnych, turkmeńskich metod hodowlanych), jak i w połączeniu z innymi końmi turkmeńskimi lub nawet z końmi zupełnie innych ras: w Iranie, Afganistanie, Iraku, Syrii, Turcji i w Indiach. Społeczności turkmeńskie w tych krajach mają bardzo długie tradycje. Emigracja z lat 1919 – 1939 znacznie zwiększyła ich liczebność, a do hodowanych przez nie stad dostało się wiele koni w jakiś sposób już poddanych nowoczesnym metodom selekcji (bo np. pochodziły po ogierach Zakaspijskiego Stada Ogierów), a przy tym – niewątpliwie elitarnych, bo należących do najbogatszych Turkmenów. Do dziś dnia władze księgi stadnej nie interesują się tą populacją. Oczywiście – po tylu dziesięcioleciach procent koni naprawdę czystej krwi wśród nawet tekińskich koni w Iranie czy w Turcji nie będzie wielki. Tym bardziej, że i w krajach wygnania konie te przechodziły zmienne koleje losu: do rewolucji islamskiej w Iranie tamtejsze władze silnie promowały dolew do koni turkmeńskich pełnej krwi angielskiej, interesując się przede wszystkim wyścigami na krótkich dystansach. Naturalnie – nie wszyscy turkmeńscy hodowcy ulegli temu wpływowi. W 1979 roku z kolei, Chomeini zakazał posiadania osobom prywatnym więcej niż jednego konia – co część Turkmenów obeszła w ten sposób, że fikcyjnie rozdzielała swoje stada między krewnych lub chowała je przed władzami, część zaś zmuszona była wypuścić konie na wolność: ich urodzone w stanie dzikim potomstwo zostało po upływie 10 lat, gdy odwołano ten dekret, w większości wyłapane przez dawnych hodowców.[8] W Afganistanie, jak wiadomo, od 30 lat nie ustaje wojna, przy czym nie jest to wojna toczona konno i nic pewnego o tamtejszej hodowli powiedzieć nie można. Ośrodki emigracji turkmeńskiej w Turcji, Syrii, Iraku i Indiach były mniejsze i mniej dobrych koni tam dotarło po 1919 roku.

Ogólnie rzecz biorąc, nie wydaje się jednak, aby problem koni achałtekińskich nie wpisanych do księgi i hodowanych poza granicami dawnego ZSRR dało się zbyć bez przeprowadzenia badań. Nowoczesne metody analizy DNA powinny umożliwić wyodrębnienie z tej, jak się zdaje wcale licznej, populacji konie czystej krwi – których wykorzystanie w hodowli mogłoby, potencjalnie, pomóc w przezwyciężeniu rysującego się już obecnie kryzysu nadmiernego inbredu w obrębie rasy. Jest to postulat obecnie nierealny. Inicjatywa w tym kierunku na pewno nie wyjdzie ze strony rosyjskiej. Władze turkmeńskie mogłyby być zainteresowane w przeprowadzeniu takich badań – są one poniekąd zgodne z panującą tam ideologią panturkizmu – ale na pewno nie mają środków na ich przeprowadzenie. Pozostaje poszukiwać chętnych do rozpoczęcia tej pracy na Zachodzie. Hodowla Louise Firouz, o której była już mowa choćby w poprzedniej części cyklu, oparta była na koniach nie wpisanych do księgi – a osoba ta i organizowane przez nią wyprawy konne po pograniczu irańsko – turkmeńskim były dość popularna w krajach anglosaskich. Być może, choćby dla ratowania jej dorobku po śmierci właścicielki, dałoby się zainteresować jakiegoś sponsora szerzej pomyślaną ekspedycją naukową do Iranu? Autorka strony www.akhalteke.info także proponuje jako sposób rozwiązania współczesnych problemów wynikających z nadmiernego inbredu w obrębie rasy oraz zaniku niektórych linii czystej krwi – podjęcie badań nad populacją koni turkmeńskich w Iranie. Należy się z tym w każdym bądź razie pospieszyć: nigdy nie wiadomo, co się w tym, tak zapalnym, regionie świata może wydarzyć za kilka miesięcy czy lat.

Ponadto, przeprowadzenie takich badań porównawczych jest jedynym pozostającym w naszej dyspozycji sposobem udzielenia definitywnej odpowiedzi na pytanie, jaki był właściwie stosunek koni tekińskich do pozostałych odmian koni turkmeńskich: czy były to całkowicie różne, nie spokrewnione ze sobą rasy (jak twierdzi większość autorów rosyjskich), czy tylko różniące się sposobem utrzymania i celem hodowli odmiany wywodzące się z tego samego pnia rodowego, jak twierdzą m.in. Turkmeni i część – bardzo nielicznych – autorów zachodnich, którzy wypowiadają się na ten temat? Mogłoby to pomóc w rozwikłaniu zagadki przetrwania tej rasy w niemal nie zmienionej formie od głębokiej starożytności.

Będę wdzięczny za wszelkie uwagi do tego w szczególności odcinka „Historii sekretnej…“


[1] Geoffrey Swain, Wojna domowa w Rosji, Warszawa 2007, str. 20 – 41, Sergiej Iwanowicz Mamontow, Pochody i koni, Moskwa 2007, str. 13 – 15. Relacja Mamontowa o wypadkach z kwietnia 1917 roku różni się od ustaleń amerykańskiego historyka. Powyżej została podana relacja naocznego świadka, jakim był Mamontow (aczkolwiek, relacja Mamontowa wydaje mi się fabularyzowaną – nie umiem ocenić, na ile jest wiarygodna…). O ucieczce Korniłowa z Bychowa: ustna opowieść Aleksandra Stiepanowicza Klimuka, głównego hodowcy Stawropolskiego Konnego Zawoda. Fragment o uratowaniu generała przez jego achałtekińskiego ogiera jest dość powszechnie cytowany w internecie na „achałtekińskich“ stronach – nigdzie jednak nie udało się odnaleźć żadnych bliższych danych tego konia, ani nawet umiejscowić w czasie i w przestrzeni samego zdarzenia. Wg. rosyjskiej Wikipedii pułk poniósł ciężkie straty na zamarzniętych bagnach rzeki Sejm po 2 grudnia 1917 roku, a Korniłow pozostawiając Tekińców własnemu losowi dalszą drogę do Nowoczerkaska odbył w chłopskich przebraniu, pociągiem. Do starcia z bolszewickim pociągiem pancernym miało było dojść w rejonie rozjazdu Piesczanniki pod Unieciejem właśnie 2 grudnia, zaś pułk został rozformowany w Kijowie. W ogóle, mam nieodparte wrażenie, że wiele tu jest jeszcze do wyjaśnienia – i aż mi głupio pisać Państwu o tym wszystkim kiedy wcale nie jestem pewien, co tu jest prawdą a co nie. No cóż: tak to już jest, że im bliżej czasów współczesnych, tym więcej krwawiących ran się rozdrapuje, grzebiąc w przeszłości…
[2] Bartłomiej Zdaniuk, Turkmenia w czasach radzieckich, w: red. T. Bodio, op. cit., str. 102 – 107.
[3] Tadeusz Bodio, Andrzej Wierzbicki, op. cit., str. 399
[4] R. Èsenov, Duchovnaâ oppoziciá v Turkmenistane 1917 – 1935, Moskva 2002, za: Tadeusz Bodio, Andrzej Wierzbicki, op. cit. str. 400
[5] www.akhalteke.info Informacj i opinie z tej „dysydenckiej“ wobec oficjalnej hodowli strony będą jeszcze przedmiotem szczegółowej analizy.
[6] Informacje uzyskane od Nadjeżdy Tarasowej, hodowcy w stadninie Akhalt-Service.
[7] J. N. Barmincew, E. W. Kożewnikow, op.cit., str. 12, Tatiana Rybova, „Linia Araba“, Akhalt-Inform 2005, za: www.maak.ru

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy cykl, ale ze czytuje nieregularnie pewnie bede musial wrocic do poczatku zeby sie polapac w tej historii...
    Co do badan genetycznych, technika jest juz na tyle daleko posunieta ze sekwencjonowanie wybranych fragmentow genomu jest coraz popularniejszym biznesem (glownie w USA oczywiscie), za kwote rzedu 100$ mozna zamowic analize wlasnej sliny i przez strone internetowa sprawdzac potencjalne defekty genetyczne badz przyblizone miejsce pochodzenia praprzodkow.
    Mysle ze za duzo nizsza sume od lba moznaby przebadac hurtem wszystkie konie (o ilu koniach mowimy?) i doswiadczalnie okreslic czystosc i liczebnosc ras. choc podejrzewam ze tak bezduszne podejscie spotkaloby sie z huraganowa krytyka ze strony sporej czesci establiszmentu, a to od nich chyba oczekiwalibysmy sponsorowania tych badan.

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym przypadku wystarczyłoby określić stopień pokrewieństwa ok. 5 tysięcy koni żyjących obecnie i w miarę dostępnego materiału archeologicznego w postaci szczątków końskich (a mamy nawet i bardzo stare z tego regionu...) prześledzić te linie krwi wstecz. Co - w jakimś zakresie - już się nawet i dokonało. M.in. na tej podstawie nowsze opracowania uznają za nieprawdziwą teorię o kilku dzikich odmianach konia udomowionych przez człowieka, od których miałyby różne obecnie żyjące rasy pochodzić. Udomowienie konia najprawdopodobniej zostało dokonane tylko raz i wszystkie obecnie żyjące konie (poza końmi Przewalskiego) pochodzą od stosunkowo niewielkiej grupy, której przodkami nie były ani konie Przewalskiego, ani tarpany. Z czego by wynikało że wszystkie ok. 200 obecnie istniejących ras, od achałtekińca po konia belgijskiego pociągowego - to dzieło człowieka...

    Jednak już ta teoria, niewiele w sumie mówiąca o tym jak te rasy otrzymano - jest "politycznie niepoprawna" w środowisku hodowców. Koniec końców, sprzedajemy ludziom prestiż, mit i dobre samopoczucie - a nie: prawdę - nieprawdaż..?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...