poniedziałek, 10 stycznia 2011

Koni achałtekińskich historia sekretna, cz. 13 – Epoka Bojnou

Jest niezmienną tezą hippologii rosyjskiej niewielka liczebność populacji koni czystej krwi achałtekińskiej na przestrzeni dziejów, a w szczególności – w momencie rosyjskiego podboju Turkmenii. Ostatni fragment poprzedniej części tego cyklu był już próbą dyskusji z tą tezą.

Najkrócej rzecz ujmując, uważam że trzymając się takiego założenia, Rosjanom łatwiej strawić masowe „koniobójstwo“, jakiego dopuścili się w XX wieku. O którym to hippocydzie jeszcze niejedno tu napiszemy. Jest to zatem raczej zagadnienie z zakresu psychopatologii ludzi, niż historii koni.

Konie jako zwierzęta stosunkowo długowieczne i dość późno osiągające dojrzałość hodowlaną (praktycznie nie powinno się używać w hodowli zwierząt młodszych niż 3-letnie mimo, że dojrzałość płciową osiągają w wieku około roku: jest to zresztą zgodne z naturą, bo w hodowli tabunowej starszy ogier wypędza lub zabija młodszych konkurentów póki mu sił starczy…) nie są uważane za gatunek wybitnie plastyczny w rękach hodowcy. W każdym razie: daleko im do laboratoryjnych myszek czy królików! Tym niemniej zasadnicza dość przebudowa konstytucji cielesnej, równoważna z powstaniem nowej „rasy“ (przy wszystkich niejasnościach i ograniczeniach w używaniu tego mylącego terminu!) jest możliwa w ciągu życia jednego hodowcy (np. Aleksemu hr Orłowowi – Czesmeńskiemu udało się aż dwie rasy koni osobiście wyhodować), jeśli dopuszcza się krzyżowanie – lub w ciągu życia dwóch – trzech pokoleń hodowców, jeśli się krzyżowania nie dopuszcza, poprzestając na selekcji z materiału istniejącego.

Stosownie do mody, potrzeb i uwarunkowań, wybierając do hodowli osobniki szczególnie uzdolnione w tym lub w innym kierunku, albo cieszące się w wybitnym stopniu pożądanymi cechami, jesteśmy w stanie uzyskać prawie dowolny efekt (oczywiście w granicach biologią dopuszczalnych). Podaję to na odpowiedzialność samej przewodniczącej Polskiego Związku Hodowców Koni Fryzyjskich, naszej przyjaciółki Ani Szczepańskiej, z którą o tym kiedyś, dawno temu rozmawiałem – ale właśnie konie fryzyjskie są przykładem tego jak nie używając krzyżowania i nie wprowadzając do populacji genów, których w niej wcześniej nie było, mimo to można uzyskiwać dość różniące się od siebie „produkty końcowe“. Konie fryzyjskie bowiem zaczęły swoją karierę w dość odległej przeszłości jako konie wierzchowe. U progu epoki nowożytnej stały się końmi pociągowymi, głównie przeznaczonymi do powozów.[1] Wraz z rewolucją rolniczą XVIII wieku zaczęto je używać przede wszystkim do prac polowych, gdzie przegrywały ekonomicznie z masywniejszymi, a łatwymi do nabycia brabantami czy belgami – przy czym, jako że były rasą istotnie stosunkowo nieliczną i hodowaną w niejakiej izolacji, dość wcześnie doszło tam do depresji genowej (o którym to zjawisku będzie jeszcze w tym cyklu niejedno) i w połowie wieku XIX było już ich naprawdę niewiele, w dodatku bardzo blisko ze sobą spokrewnionych. Wówczas, na fali rosnącego dobrobytu (a także, co tu kryć, na fali rosnącego nacjonalizmu…), holenderscy hodowcy skrzyknęli się i zaczęli je rozmnażać jako cenny zabytek przeszłości, stopniowo przywracając im zapomnianą funkcję wierzchową. Wszystkie te przemiany fenotypowe zaszły przy tym, o ile można wierzyć mieszkańcom Fryzji, bez dolewu obcej krwi. Pokazuje to jak, mimo wszystko, zmiennym i plastycznym gatunkiem jest koń w rękach wprawnego hodowcy.

Długi ten wstęp był po to, aby przywrócić właściwe proporcje temu, co Rosjanie zastali w roku 1881 w świeżo podbitej Turkmenii. Zastali zaś obraz który niczym się nie różnił od tego, jaki wynika z porównania szkieletów końskich sprzed 4 tysięcy lat odkopanych w Gonur-Depe i w innych stanowiskach wczesnej epoki brązu na terenie Margiany i Baktrii. Wielka ilość jucznych kuców dość podobnych do dzikiego kuca kaspijskiego od którego niewątpliwie pochodzą, a którego ostatnie egzemplarze ocaliła od zagłady Louise Firouz. Rozmaitość koni wierzchowych – na ogół o tyle do siebie podobnych, że jednakowo wychudzonych, zabiedzonych i krępych. Na tym tle dość wysokie (wtedy zapewne ok. 150 cm w kłębie…), błyszczące się metalicznie, elitarne konie bojowe, których mogło być 5 – 10% całej końskiej populacji w pustynnych oazach, rzeczywiście mogły wyglądać jak przybysze z innej planety. Tak też były przez Rosjan traktowane. Ewentualności ich związku z mniej reprezentacyjnymi współmieszkańcami tych samych pastwisk i zagród nikt nawet nie badał. Taka możliwość wydawała się ówczesnym ludziom na pierwszy rzut oka obelgą. Co oczywiście miało głębokie uzasadnienie w całym poprzednim życiowym doświadczeniu rosyjskich zootechników – w europejskiej Rosji na zaledwie ok. 200 tysięcy elitarnych koni „zawodzkich“, posiadających udokumentowane pochodzenie i trzymanych w ludzkich, czyli w końskich warunkach, przypadało ponad 20 milionów końskich „bytów“, od źrebięcia kijem przez ciemnego murzyka traktowanych i nie znających innej paszy niż ta, którą same sobie znajdą, choćby i pod śniegiem. O tym, że przynajmniej po żeńskiej stronie rodowodów (bo kryto owe konie „zawodzkie“ od dość dawna głównie importowanymi ogierami…), najpewniej to się wszystko w okolicach najazdu mongolskiego sprowadzało do tego samego mianownika, nikt już nie pamiętał i pamiętać nie chciał.

Tymczasem wiele wskazuje na to, że owe zabiedzone koniki „szeregowych Turkmenów“ pod względem genetycznym niczym istotnym się od żywym złotem błyszczących koni „serdarów i bohatyrów“ nie różniły. A nawet, gdyby tak nie było, to i tak – populacja owych „koni elitarnych“ daleko wyższa być musiała niż to Rosjanie zwykli oficjalnie przyznawać (a zwykli przyznawać, że było ich od jednego do dwóch tysięcy co najwyżej)![2] Ci sami Rosjanie podają, że co roku pędzono na targi Buchary, Chiwy i do Afganistanu nie mniej niż kilkaset dorodnych wierzchowców z okolic Aszchabadu i Merwu. Skąd by się ich wzięło tyle, gdyby wszyscy Turkmeni co najwyżej tysiąc czy nawet dwa tysiące ogierów i klaczy trzymali..?

Teza o znikomej, pomijalnej wręcz liczebności koni czystej krwi achałtekińskiej przed rosyjskim podboje kłóci się też z uroszczeniem do ich rzekomo wielkiego w przeszłości wpływu na inne rasy koni i na hodowlę koni w ogóle, w tym na hodowlę koni w Rosji. Wedle tych samych Rosjan w połowie XIX wieku na obszarze Wojska Dońskiego trzymano prawie tysiąc achałtekińskich ogierów dla krycia tamtejszych klaczy. „Argamaków“, jak nazywano z perska te konie, używano także na dość masową skalę w rosyjskiej hodowli państwowej (o której wiele pisałem na łamach „Końskiego Targu“ – może dam tu kiedyś Państwu jakieś streszczenie dla lepszego zrozumienia tej i dalszych części tego cyklu…). Skąd by się te konie brały, jeśli we własnej ojczyźnie miało być ich tak niewiele..?

W trzy dziesięciolecia po podboju Turkmenii zaczęła się w Rosji moda na konie achałtekińskie. Zostały pokazane na wystawach hodowlanych lat 1909 (w Taszkiencie), 1912 (w Piatigorsku) i 1913 (w Kijowie). Kilkakrotnie pisano o nich w magazynie „Konevodstvo i Konnyj Sport“ (jeden z najstarszych periodyków o tematyce hippologicznej na świecie – ukazuje się nieprzerwanie od 1842 roku). Pojawiały się też (z rzadka) także poza granicami ówczesnej Rosji.

Podbój rosyjski wprowadził do utrwalonych zwyczajów turkmeńskich dotyczących hodowli koni dwie, podówczas jeszcze stosunkowo niewielkie, modyfikacje: po pierwsze, sporo koni achałtekińskich dostało się w ręce Rosjan (częściowo także osiedlających się na terytorium Turkmenii) oraz przedstawicieli innych ludów, wcześniej już pozostających pod rządami Imperium Rosyjskiego: Uzbeków, Kazachów czy Ormian, a przede wszystkim – Kozaków. Większość z tych koni nie została wykorzystana w hodowli, a jeśli nawet były rozmnażane, to bez zachowania czystości krwi – i stąd ich potomstwo zostało stracone dla przyszłości rasy. Tym niemniej pojawiły się pierwsze hodowle koni achałtekińskich prowadzone nie przez Turkmenów. Oprócz kilku czy kilkunastu nie-turkmeńskich hodowli prywatnych, jakie zdążyły powstać do I wojny światowej, znaczącą rolę odegrała założone przez generała Kuropatkina w Aszchabadzie Zakaspijskie Stado Ogierów (Государственна Конюшня; w terminologii rosyjskiej „gosudarstwienna koniusznia“ lub „słucznaja koniusznia“ to stado ogierów), do którego kupowano od prywatnych hodowców turkmeńskich najlepsze ogiery, które były następnie udostępniane po umiarkowanych cenach ogółowi hodowców.

Obok dotychczasowych wyścigów „ludowych“ oraz innych zabaw konnych, jakim pospolicie oddawali się Turkmeni przy okazji swoich świąt, przy Stadzie Ogierów organizowano próby dzielności w formie wyścigów. Początkowo gonitwy były rozgrywane po prostu na pustyni, gdzie wyznaczano prowizoryczny tor.

Ogier Bojnou, ojciec – założyciel współczesnej rasy koni achałtekińskich.[3]

Bohaterem tego okresu był złocisto – bułany,[4] niewysoki (153 cm w kłębie) ogier Bojnou (inne lekcje jego imienia to Bujnaw, Bujon, numer w księdze stadnej 2a), urodzony w 1885 roku po ogierze Lelianig Czepi od nieznanej z imienia achałtekińskiej kobyły u hodowcy Tanry Kuli Katy. Ścigał się później i był wykorzystywany jako ogier czołowy u innego hodowcy w Bezmenie, by w roku 1900 zostać zakupionym do Stada Ogierów. Bojnou wygrał wszystkie wyścigi do których został wystawiony – zarówno tradycyjne, jak i organizowane przez Rosjan w Aszchabadzie. Według współczesnych mu świadectw, biegł długimi, lekkimi fulami wyciągając się tuż przy ziemi „jak żmija“ – tak go też między sobą nazywali zachwyceni nim Turkmeni.

Bojnou pozostawił po sobie niezliczone ilości potomstwa, wśród którego wyróżniło się grono jego synów, wnuków i prawnuków – założycieli większości z istniejących obecnie linii męskich w tej rasie (zresztą pozostałe istniejące współcześnie linie męskie tak czy inaczej niosą w sobie jego krew, za pośrednictwem jego córek).

Charakterystyki linii męskich nie będę w tym cyklu podawał – wszelkie informacje na ten temat łatwo sobie samemu wygrzebać w internecie, choćby na stronie stadniny Kara-Kum (nie pytajcie mnie, gdzie się ta stadnina mieści! Niby rządzą tym Szwedzi, ale wszystko wskazuje na to, że rezydują na Florydzie… Może ktoś wie, to powie…). Za to chętnie bym udzielił gościnnych łam, gdyby np. Olga zechciała coś napisać o rodzinach żeńskich w hodowli koni achałtekińskiej, bo jest to temat całkowicie dla mnie tajemniczy, a wielce interesujący...

Skoro jednak piszemy o Bojnou, to warto jednak wspomnieć przynajmniej najwybitniejszych potomków tego ogiera. Za najwybitniejszego z jego synów uchodził ostatni, urodzony w 1909 roku (już po śmierci ojca) złocisto – bułany Melekusz od klaczy Oraz Nijaz Karandaszy. Melekusz był bardzo podobny do swojego ojca, z tak samo szlachetną głową osadzoną na równie długiej i cienkiej szyi. Po matce odziedziczył miękki grzbiet, co jednak nie przeszkodziło Turkmenom uznać go za ideał rasy. Do ukończenia piątego roku życia Melekusz z powodzeniem ścigał się, by w 1914 roku zostać zakupionym do Stada Ogierów. Już w czasach radzieckich, w 1923 roku, Melekusz reprezentował rasę achałtekińską na I wystawie rolniczej w Moskwie – tam zobaczył go młody syn oficera remontowego czerwonej kawalerii, Włodzimierz Szamborant, który zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia i później był wieloletnim dyrektorem Aszchabadzkiego, a potem Terskiego Konnego Zawoda i najwybitniejszym hodowcą koni achałtekińskich w XX wieku.

Bojnou krył w Zakaspijskim Stadzie Ogierów do wiosny 1908 roku, kiedy to na skutek starości i choroby (a także zapewne na skutek nadmiernego przeciążenia kryciem), zakulał na obie tylne nogi. Rosjanie chcieli go zastrzelić, ale mieszkaniec aułu Keszy Muhammed Kuli-chan uprosił u komendanta oddanie mu chorego konia. Otoczony troskliwą opieką Bojnou padł w jego jurcie 7 listopada 1908 roku.[5]

Epoka Bojnou to swoista „Belle Epoque“ w historii koni achałtekińskich. Ostatni rozkwit przed masową rzezią. Dla porządku i sprawiedliwości trzeba przyznać Rosjanom, że w świetle tej wiedzy jaką dysponowali, inaczej postępować niż postępowali – nie mogli. Wielka szkoda by zresztą z tego powodu nie wynikła – nikt przecież, nawet sam car, nie miał takiej władzy, żeby zakazać Turkmenom trzymać takie konie, jakie im się podobały. Przy tym skutki biologiczne wykluczenia z dalszej hodowli sporej większości koni niosących „achałtekińskie“ geny nie byłyby tak dramatyczne, gdyby nie późniejsze rzezie, które dodatkowo ich liczebność zmniejszyły. O czym będzie mowa już w następnym odcinku, poświęconym zagadce spisania księgi stadnej…

Na koniec zaś, tradycyjnie (zauważyliście Państwu chyba, że w tym co piszę, więcej jest zburzonych mitów niż utwierdzonych prawd i więcej pytań – na razie przynajmniej – bez odpowiedzi, niż pewników..?), zagadka dla Moich Wiernych Czytelników. Otóż wspominany już tu Marian hr. Czapski opisując w swojej „Historii powszechnej konia“ konie turkmeńskie wspomina, że sam je widział. W Orenburgu i w Petersburgu (w Petersburgu jako – nie przyjęty w końcu przez cara – prezent od emira Buchary). Ale także i w Polsce, dokąd rząd carski miał „w znacznej liczbie“ sprowadzić na reproduktorów konie z Turkiestanu. Konie te „miały głowy małe, uszy krótkie, szyje cienkie, wysoko postawione, pęciny długie ale elastyczne, odsadę ogona znamienitą, a stawianie nóg tylnych nadzwyczaj szerokie.“[6] Przy tym „przymioty ich cechujące są: zwinność, lotność, wytrwałość i inteligencya. Charakter ich łagodny w obejściu z człowiekiem, jest równie zapalczywy w stósunkach z innemi końmi, jak charakter koni perskich“.[7] Wypisz – wymaluj to, co mi w tej chwili po padoku biega, nie może być pomyłki, to o achałtekińce chodzi!

Fundamentalna i raczej dobrze poinformowana praca prof. Witolda Pruskiego „Hodowla zwierząt gospodarskich w Królestwie Polskim 1815 – 1918“ nic o takim imporcie nie wie, a wszelkie próby tworzenia stad ogierów, czy to prywatnych czy państwowych, są tam opisane w szczegółach. Profesor jako przedwojenny urzędnik Ministerstwa Rolnictwa za hodowlę koni odpowiedzialny, miał ku temu skłonność i dostęp do archiwów nieograniczony. Wnioskuję z tego, że owe „konie z Turkiestanu“ nie trafiły do Kongresówki tylko na tzw. „Ziemie Zabrane“, czyli te terytoria dawnej Rzeczypospolitej, których Aleksander I w swej łaskawości do Królestwa Polskiego nie przyłączyć raczył. Jak na przykład Wilno, Mińsk, Żytomierz – i Białystok. Nawet nie próbowałem niczego się o tej sprawie dowiadywać. Czapski oczywiście żadnych dokumentów nie przywołuje, że jednak pisze o tym, co sam widział, jest tu źródłem z pierwszej ręki, więc kwestionować tego faktu – nie sposób. Rzucam więc pytanie w przestrzeń internetu – może choć po latach ktoś na nie odpowie – wiadomo coś bliżej o owym carskim programie hodowlanym na Ziemiach Zabranych..? Bo to by taka mała rewolucja w historii hodowli koni w Polsce była…

PRZEJŚCIE DO CZĘŚCI CZTERNASTEJ

[1] Na forum historycy.org spotkałem się z szokującą dla mnie tezą, że ciężkozbrojne rycerstwo odeszło do lamusa dziejów nie dlatego, że nowa taktyka i użycie broni palnej już w wieku XVI uczyniło go nieprzydatnym, a dlatego, że nagle i nie wiedzieć skąd – zabrakło dla rycerzy bojowych koni. Ponieważ nic mi nie wiadomo o epidemii na konie w wieku XVI, musiałbym przyjąć, że nagle hodowcy koni fryzyjskich upadli na głowę i zamiast wybierać do dalszej hodowli osobniki nadające się pod wierzch, za które brali słuszne ceny – przestawili się, Bóg wie po co – na hodowlę karecianych pociągusów za 1/10 poprzednich cen..?
[2] Wiem to z korespondencji z Nadjeżdą Tarasową, doświadczonym zootechnikiem MAAK i byłym głównym hodowcą w stadninie Akhal-Service
[3] Fot. ze zbiorów Olgi Piotrowskiej
[4] W terminologii rosyjskiej, której będziemy się tu trzymać (odejście od niej wywołaby tylko chaos, bo wszystkie konie nazywane przez Rosjan bułanymi, trzeba by przemianować), maść bułana nie wyklucza odmian i nie wymaga widocznej pręgi przez grzbiet, której konie achałtekińskie nie posiadają.
[5] Tatiana Ryabova, Aleksander Klimuk, Bojnou, w: Konevodstvo i konnyj sport, Nr 6 z 1985 roku
[6] Marian Czapski „Historia powszechna konia“, Poznań 1874, reprint Warszawa 1985, t. I, str. 236
[7] Tamże, str. 235

16 komentarzy:

  1. Dzień dobry,

    Czytałem wspomnienia francuskiego podróżnika z lat 80 XIX wieku po Azji środkowej i on generalnie bardzo narzekał na tamtejsze konie. Pisał, że raz widział u Turkmenów konie inne niż wszystkie, na długich nogach, szlachetne, etc. Spotykał też przedstawicieli plemienia Teke, którzy przedstawiani byli jemu przez władze rosyjskie jako szczególnie wojowniczy i hardzi, jednak nie mieli oni albo żadnych koni albo tych szczególnie szlachetnych, dobrych, jak on je opisał. Te dobre konie widział u grupy tubylców, którą podejrzewał o bandziorkę. W świetle tej relacji owe rosyjskie szacunki wydają się być bardziej realne niż te przedstawione na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  2. A co na ra to Radio Erewań..?

    Podróżników po Azji Środkowej były setki. Jedni narzekali, inni nie narzekali. Jedni nie widzieli żadnych koni, za to dawali znakomite relacje z nocy poślubnych z tubylkami, inni wiele pisali o koniach.

    A szacunki rosyjskie są sprzeczne z biologią...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogier Bojnou wygląda niemal na wychudzonego, ale jak czempionem był, to zapewne tak musi być.

    A propos tego wykorzystywania nadmiernego ogierów do krycia... Czy ogiery tak mają, że nie wykazują zainteresowania niektórymi klaczami w czasie rui? Powiedzmy coś w rodzaju tego co u mężczyzn występuje - kobieta jest brzydka/głupia/wredna/xxx więc nie prześpię się z nią?

    Czy też może kryją wszystko co się pod ten... nawinie?

    OdpowiedzUsuń
  4. @Wojciech

    Co ma chłop zrobić jak jest ładna i głupia? a co kiedy ładna i wredna?

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla większości mężczyzn uroda niewiasty rekompensuje zwykle nawet największe skazy jej charakteru czy intelektu. To co zrobi chłop zależy od niego. jak to mawiają Amerykanie "man got to do, what man got to do".

    Duży wpływ ma wynik ma również prowadzenie się kobiety/mężczyzny i kwestia tego czy facet ma względem danej kobiety "poważne zamiary".

    OdpowiedzUsuń
  6. kobieta stworzenie boże - powinno siedzieć w oborze
    lecz ze względu na kształt d**y, chłop ją wziął do chałupy

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie róbmy proszę onetu na tym wartościowym blogu...

    OdpowiedzUsuń
  8. oj niezamierzone,

    To miał być filozoficzny żart odnośnie twojej odp. tyle, że w rustykalnym stylu, jeśli kala wasze uszy to proszę skasować komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Wojciechu

    Ogólnie rzecz biorąc osobistych preferencji ogiera nie uważa się za ważny czynnik w hodowli. Aczkolwiek kilka angedot na ten temat pewnie bym mógł opowiedzieć - jak każdy kto kiedykolwiek miał z tym do czynienia.

    A ogier eksploatowany nadmiernie najpierw traci na płodności (więc ta nadmierna eksploatacja zaczyna też tracić sens), a potem to się już różne dziwne rzeczy dzieją. Byłem swego czasu umówiony na krycie naszej Dalii wlkp pięknym trakenem na Żuławach - ładuję kobyłę do przyczepy, a tu telefon: "panie, nie przejeżdżaj pan, ogier nam na obie zadnie okulał.." Jak się okazało: właśnie podczas kolejnego skoku - miał już dość...

    OdpowiedzUsuń
  10. skoro i tak wyszedłem na prostaka z tymi kobitkami w oborze to się spytam bez krępacji o ogiery

    otóż widziałem ogiera, koń średnio mały coś a'la kucyk, z pytonem tak długim i luźno wiszącym, że obserwując go aż mnie dreszcze brały w podbrzuszu, że biedak zaryje nim w coś i sobie uszkodzi

    czy to normalne? taka długa faja? czy konik był w jakimś okresie godowym i normalnie to się mu cofa

    konik był trochę agresywny, odgonił ode mnie całe stadko które dopieszczałem czym tam miałem w kieszeni i musiałem karmić tylko jego

    OdpowiedzUsuń
  11. Taki priapizm się czasem zdarza - z najrozmaitszych powodów. Przyjmijmy po prostu, że konik był wesoły i czuł się dobrze :-)

    Znajomy skoczek opowiadał, że miał ogiera który mu drągi prąciem strącał i zdarzyło mu się z tego powodu konkurs przegrać.

    OdpowiedzUsuń
  12. dziękuje za odpowiedź profesjonalisty, bo mnie to bardzo zastanawiało

    a normalnie nie wypada spytać

    OdpowiedzUsuń
  13. dziś w hodowlach na pewnym poziomie inseminacja jest podstawą podskoki to domena pociągowców;)

    OdpowiedzUsuń
  14. "Podskoki" drogie dziecko to na trampolinie. A poza tym milcz jak dorośli rozmawiają - to może się czegoś nauczysz. Na przykład tego, że w bardzo wielu rasach koni, wcale niekoniecznie pociągowych - sztuczna inseminacja jest zakazana.

    Z ewidentnej nieznajomości tematu i aroganckiego stylu wnioskuję, że masz góra 13 lat...

    OdpowiedzUsuń
  15. Dlaczego jest zakazana? Dlatego, że człowiek może wybrać "nieoptymalne", mniej żywotne plemniki?

    OdpowiedzUsuń
  16. Nieee... Zwolennicy zakazu (dotyczy on m.in. koni pełnej krwi angielskiej, których trochę jest na świecie - nie wiedzieć tego, to jak słonia w zoo nie zobaczyć...) argumentują, że to zmniejsza ryzyko depresji inbredowej. Przeciwnicy - że nabija kasę ogiernikom, bo więcej ogierów potrzeba. I tyle.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...