poniedziałek, 31 stycznia 2011

Chinatown

Jak wszyscy dobrze wiemy, Jack Nicholson w bardzo nieodpowiednim momencie powtórzył zasłyszany u fryzjera dowcip o Chińczyku. Dzisiaj, zdopingowany faktem że Lepsza Połowa słabuje (słabujemy ostatnio na zmianę, wczoraj mnie tak kręciło po tej giełdzie, że drewna z przyczepy nie rozładowałem i po siano nie pojechałem, co muszę już koniecznie dzisiaj zrobić…), próbuję się do wskazówki w tymże dowcipie zawartej zastosować. Nie! Nie wyobrażajcie sobie zaraz Państwo jakichś frywolności. Próbuję pracować jak Chińczyk. Czyli – jak prawdziwy mieszkaniec wsi: po trochu, po kawałku, co i raz zajęcie zmieniając.




Mam z tym, nie ukrywam, ciągle kłopot i wkurzam Lepszą Połowę przez to, że zwykłem wszystko robić jednym ciągiem – a jak już skończę: walić się bezwładnie przed ekran końputera i rozluźniać się jak stare szelki. Jest to, niestety, przyzwyczajenie nabyte przez długie lata w szkołach, a potem w pracy. Takie jasne, wyraźne, ostre rozdzielenie „czasu pracy“ od „czasu wolnego“. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam się z tej przypadłości wyleczyć. W każdym razie: próbuję!

1 komentarz:

  1. Witaj, ja też pracuję niczym Chińczyk, czyli codziennie przez wiele godzin! I jak tylko skończę jedną pracę, najczęściej mam drugą, a potem trzecią domową. Ale potem równie efektownie padam przed kompem albo telewizorem.
    Dzięki za polecenie przychodni, może nasza wystarczy, bo do tej pory pomagali nam we wszystkim doskonale, jeżeli chodzi o piesia :)
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...