sobota, 29 stycznia 2011

Aforyzm z Nietzschego

Pamiętam z młodości pewien aforyzm Nietzschego – w tej chwili nie sprawdzę, skąd on pochodził, bo tej części młodzieńczego księgozbioru już ze sobą nie brałem, wyrosłem z tego widać. Mniej więcej to brzmiało tak: „Rzym podbił cały świat – teraz może sobie pozwolić na klęskę…“ Na pewno przekręciłem, ale nie w tym rzecz.

Przypomniało mi się to zdanko trochę a propos absurdalnej miejscami dyskusji pod przedpoprzednim postem – już w kwestię mnożenia się Anonimowych wchodził nie będę, nie chce mi się – i zapowiedzi Wojciecha Majdy odnośnie nowego tekstu na Agepo.

Cała nasza cywilizacja jest jak ten nietzscheański Rzym, co to już tyle podbił, tyle razy zwyciężył – że wreszcie może sobie na klęskę pozwolić. Stwierdzenie to, jak cała masa innych aforyzmów tego autora jest tyleż błyskotliwe, co nieprawdziwe: mój przyjaciel, Darek Milewski, doktor historii, kiedy jeszcze nie był doktorem tylko współspaczem z akademika na Jelonkach zwykł mawiać, że strategia wojenna Rzymian była prosta jak konstrukcja cepa. Wysyłali armię za armią z góry zakładając że z pierwszej wróci kilku, druga utknie, a trzecia to już niedobitki krajowców – czapkami nakryje, bo niewielu ich przy życiu do tej pory zostanie. Tak więc klęski były w rzymską ekspansję wpisane i nieuchronne. Dopiero od Oktawiana Augusta zaczął się strach przed klęską – bo też inną ekonomią musiał się kierować władca świata (w dodatku nieustannie zagrożony buntem własnej armii, więc siłą rzeczy – podejrzliwy wobec jej wodzów i systemowo niezdolny do tolerowania wybitnych, a z dynastią nie związanych…), a inną – przywódca żądnego krwi, igrzysk i darmowego chleba z oliwą, cebulą i tanim winem motłochu, jakim jeszcze niewątpliwie był Cezar, ani się troszczący o resztę świata. Z Rzymem zatem było całkiem na odwrót niż to Nietzsche sobie wyobraża. Ale z nami..?
Produkujemy, przesyłamy i dystrybuujemy z tak wielką wydajnością – że z całą pewnością możemy sobie pozwolić na rozrzutność i marnotrawstwo. Np. jak chodzi o żywność i jej przechowywanie. My z Lepszą Połową do tej pory nie wyrzucamy chleba. Zjadamy nawet czerstwy do ostatniej okruszynki – zresztą staramy się nie kupować więcej, niż jest nam potrzebne. Moi Rodzice zawsze wszystkie resztki zużywali dla drobiu i świń (póki je mieli: drób dalej trzymają). Odnoszę wrażenie, że mało kto z młodszych Czytelników w ogóle jest w stanie zrozumieć, o co tu chodzi. Chleba przecież – nie może zabraknąć, prawda..?

To się również wolności tyczy. W pewien abstrakcyjny sposób oczywiście – ale jak najbardziej też. Przed rokiem 1989 nie byłoby mi wolno hodować koni achałtekińskich. Jak bym je miał ze Związku Radzieckiego przywieźć..? Zresztą z hodowaniem jakichkolwiek koni prywatnie było wtedy niesłodko. Realizacja marzeń jest co najmniej równie cenna jak ten chleb, co to go zabraknąć rzekomo nie może. Ale jak ktoś jest przyzwyczajony do tego, że wszystko jest łatwe, wszystko dostaje się pod nos, w postaci gotowej, przeżutej i liofilizowanej, żeby się broń Panie Boże nie zepsuło – to tego nie zrozumie.

14 komentarzy:

  1. No proszę, chyba nadajemy na tych samych falach, przedwczoraj sam naskrobałem mini post o Grekach i Rzymianach.

    Czy dobrze zrozumiałem, że Wojtek też ruszy ten temat? Jeśli tak to czekam - to jest to co tygryski lubią najbardziej.

    Historia upadku Rzymu jest fascynująca, ale jakoś tak z reguły pomijana, albo omawiana po łebkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nietzsche jak zawsze miał rację. Tyle, że nie należy łączyć końca rzymskich podbojów z Oktawianem, jego załamanie psychiczne po klęsce teutoburskiej nie oznaczało zahamowania ekspansji - Brytania i Dacja padły dużo później.

    Rome: Total War jako narzędzie wizualizacji historycznej - genialne :D

    OdpowiedzUsuń
  3. @Iulius
    Wybacz, ale w porównaniu z podbojami Republiki wszystkie osiągnięcia Cesarstwa pod tym względem są mniej niż skromne - i moim skromnym zdaniem zaważył na tym przede wszystkim fakt, że Imperator nie mógł pozwolić wyrosnąć wśród podległych sobie legionistów żadnemu wodzowi, który równałby mu się popularnością i powodzeniem - bo miał jak w banku, że ten się zbuntuje. Popatrz - ilu wybitnych wodzów marnie kończy, od znanego chociażby z Sienkiewicza Korbulona począwszy..? Przy tym najdrobniejsza nawet porażka miała nieproporcjonalnie wielki wpływ na cesarski prestiż, o wiecznie naprężonym budżecie nie wspominając - i stąd kolejne podboje realizowane były raczej na zasadzie "byle tylko nie przegrać", niż "wygrać za wszelką cenę". Czyli tak jak napisałem: dokładnie odwrotnie niż to sobie Nietzsche (za którym, co nie ukrywam, od dawna już nie przepadam...) wyobrażał...

    @RO
    Nie, Wojciech, jak rozumiem, planuje napisać coś o opinii publicznej i samorealizacji - z Rzymem raczej to nie będzie miało nic wspólnego, to tylko mnie się tak skojarzyło :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. To może napiszę o czym będę pisała... To będzie artykuł o tym jak ludzie wybierają czy chcą uczestniczyć w szeroko pojętej "cywilizacji" i postępie. Poruszę w nim również takie kwestie jak "dobrodziejstwa" cywilizacji, to, że w wielu miejscach na świecie wprowadzano na przysłowiowych bagnetach, a w czasach w których tych jeszcze nie było to za pomocą mieczy. Nie od dziś przecież wiadomo, że państwo/król/wódz wie lepiej czego ludzie chcą...

    OdpowiedzUsuń
  5. A już myślałem że najpierw Wojtek o Rzymie, a potem coś tutaj na temat hodowli koni przez Rzymian :)

    ciekaw jestem czy oni jakoś specjalnie zajmowali się końmi, czy co się jakoś rozmnożyło to się miało - o ile mi wiadomo chyba najbardziej zależało im na piechocie a nie kawalerii

    OdpowiedzUsuń
  6. Nieee, dopiero się z tego udomowienia wygrzebałem, nie dam rady nic o rzymskich koniach napisać - tym bardziej, że to niezmiernie skomplikowane jest...

    OdpowiedzUsuń
  7. ok, nie męczę już tematycznie :) poszperam w necie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bo też i w czasach cesarstwa niewiele zostało w Europie miejsc wartych podboju. Po co pchać się na przykład do Germanii, której mieszkańców nawet Galowie uważali za barbarzyńców? Jedynym godnym uwagi kierunkiem został wschód, gdzie próby ekspansji podejmowano niemal do rozpadu cesarstwa - ostatnia, za pobożnego cesarza Juliana, niemal się powiodła.

    A o rzymskich koniach też bym kiedyś chętnie poczytał :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Stany też zaprzestały ekspansji... i padają na naszych oczach.

    Zamiast pionierów są ciepłe kluchy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Sprawa jest banalnie prosta!

    Albo się rozwijasz albo się zwijasz! Nie ma trzeciej drogi.

    Nietzsche miał rację, tylko trzeba go czytać ze zrozumieniem, a nie dosłownie, jak Asperger jakiś. On napisał w jednym zdaniu DOKŁADNIE to samo co Pan Kobus w kilku akapitach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bynajmniej nie sądzę, aby alternartywa była tak prosta. Jeśli jedynym wyjściem jest "ucieczka do przodu" - to jesteśmy skazani na zagładę. W Kosmos nie wyemigrujemy. To całkowicie nierealne przy obecnym systemie rządów. A skąd wziąć (tanią w dodatku) energię i surowce żeby obecne marnotrawstwo i rozrzutność móc bez przeszkód kontynuować..?

    OdpowiedzUsuń
  12. Obecny system jest niestabilny jak każdy inny stworzony przez człowieka. Dziś się jeszcze rozwija, ale dojdzie do momentu, kiedy zacznie się zwijać. Wydaje mi się, że jesteśmy bardzo blisko tego punktu, ale nie ze względu na kurczące się zasoby, choć one też byłyby ograniczeniem w dalekiej przyszłości.

    Dobrze to podsumował Nietzsche - rozwijaliśmy się już tak długo, że teraz przyszła pora na "zrównoważony wzrost", czyli innymi słowy upadek cywilizacji jaką znamy i tyle w temacie.

    Tak jak sportowiec, który zwyciężył już wszystko co mógł i nie znajduje motywacji do dalszego rozwoju spychany jest w niebyt przez młodszego mistrza, jak lew co pobzykał wszystkie kocice w okolicy i już mu się nie chce prężyć lwich muskułów i głośno ryczeć przeganiany jest przez syna, tak i społeczeństwo, czy szerzej cywilizacja, chce już osiąść na laurach i spokojnie konsumować, a już niekoniecznie ryzykować i pracować. A katastrofa tylko na to czeka, jest cierpliwa, ale nieuchronna...

    Żeby nie było, że jakimś Heglistą jestem, to nie jest to cecha unikalna społeczeństwa czy cywilizacji moim zdaniem. Każdy niestabilny system się tak zachowuje. A człowiek, jako istota wielce niedoskonała, stabilnego w stanie stworzyć nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie napiszę z pewnością nic odkrywczego, ale proszę zwrócić uwagę, że póki ekspansjonizm jakiejś historycznej czy współczesnej cywilizacji ma umocowanie w Bogu, niekłamanym przeświadczeniu o własnej wyższości lub jakiejś innej nadrzeczywistości, póty odnosi sukcesy na każdym polu. Takie przekonania to jak sztandar z wyhaftowanym hasłem: "Wasza Prawda to (wybaczcie wyrażenie) "g...o prawda", które bezbłędnie potrafi zjednoczyć żołdaka, rolnika, rzemieślnika i intelektualistę. "Prawda", to w tym wypadku naturalnie Pryncypia-Idee. Sytuacja zmienia się za to diametralnie, zarówno, gdy zamiast słowa "g...o" pojawia się "tyz", jak i kiedy same Pryncypia są w ludzkiej świadomości zastępowane przez Ich nieistotne zewnętrzne cechy. :D

    Mam wrażenie, że osób zauważających, że żyjemy w czasach urzeczywistnienia najgorszych koszmarów antyutopii XX wieku (Huxley,Orwell,Bradbury) jest zbyt mało, by mogły stanowić SIŁĘ. Opiniotwórczą czy jakąkolwiek konstruktywną. Canimus surdis :-(

    OdpowiedzUsuń
  14. To prawda, ale moim zdaniem relatywizm, ekumenizm i bożek tolerancji są SKUTKIEM, a nie przyczyną społecznej dekadencji. Przyczyna leży gdzie indziej.

    Tak jak dziecko, uczące się chodzić, mimo, że się przewraca, to ma wiarę, że w końcu się uda i dąży do celu mimo siniaków. Tak starzec przestaje chodzić, bo nie wierzy, że jeszcze może, bo już boi się upaść. Wiara w możliwość chodzenia jest skutkiem, zależy od wieku, od momentu w rozwoju, a nie odwrotnie. Tak samo jest ze społeczeństwem, straciło wiarę, bo jest już stare, bo ma za dużo doświadczeń, bo czuje swój koniec..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...