wtorek, 14 grudnia 2010

Kryzys twórczy (i nie tylko)


Poprzedni tekst, taką wpadką ozdobiony (ale właśnie bez tego ozdobnika na początku, o którym tylko przelotnie pomyślałem dobierając sam tytuł jedynie…) wymyśliłem sobie w ogólnych zarysach ponad tydzień temu jadąc samochodem do Grudziądza. Niestety, nie zapisałem nawet i planu: w efekcie nie pamiętam, co wtedy dokładnie przyszło mi do głowy. Pamiętam, że byłem z tego pomysłu bardzo zadowolony. Z realizacji zadowolony nie jestem w żadnym razie. I to wcale nie z powodu wtopy z Ezawem, bo to szczegół (Biblia – wydało się! – stoi w drugim rzędzie biblioteczki i żeby po nią sięgnąć, musiałbym zrobić małe przemeblowanie, czego mi się nie chciało, wikipedia zaś jakoś mi się długo nie otwierała, a potem po prostu zapomniałem…). Dalej to nie to, o co mi dokładnie wtedy chodziło, ale o co mi chodziło..? Starość, nie radość…

Dzieje się dużo. Byłem w zeszłym tygodniu w Domu Rodzinnym. Teraz, po powrocie, wiele już miałem przygód o których normalnie bym Państwu skwapliwie opowiedział. Nie mam sił. Kryzys twórczy mnie dopadł. A takim byłem blogowym gadułą, prawda..? No nic: lada moment przyjdą pieniądze z „Najwyższego Czasu!“ za „Mit wspólnoty“ który tam w listopadzie jeszcze poszedł, może uda mi się brakującego tauzena z firmy pożyczyć albo od któregoś z kolegów i pewnie kryzys twórczy sam z siebie przejdzie jak i przyszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...