sobota, 25 grudnia 2010

Koni achałtekińskich historia sekretna, cz. 10 – Pod szczytami Kopet-Dagu


Turkmenia leży pomiędzy łańcuchem gór Kopet-Dag, który jest północną rubieżą Wyżyny Irańskiej a Amu-darią oraz pomiędzy Morzem Kaspijskim a przedgórzem Paropamisu i Górami Hisarskimi. 90% tego terenu zajmuje Nizina Turańska, w znacznej części bezwodna (pustynia Kara-kum). Współcześnie zaledwie 3,5% terytorium kraju nadaje się pod uprawę roli, a dalsze 9% uprawiane jest dzięki nawadnianiu.[1] Świadectwa archeologiczne dowodzą, że w przeszłości obszar upraw był większy. Wynika to zarówno ze zmian klimatyczno – geograficznych (w starożytności Amu-daria wpadała do Morza Kaspijskiego, obecnie kończy swój bieg w Jeziorze Aralskim, zresztą wysychającym; w wieku XVII w okresie oziębienia klimatu, doszło do gwałtownego wysychania Jeziora Sarykamyskiego i rzeki Darialyk[2]), jak i z nieudanych irygacji oraz zanieczyszczeń przemysłowych epoki sowieckiej (budowa Kanału Karakumskiego doprowadziła do zasolenia znacznej części dawnych gruntów uprawnych i pogorszenia jakości wody pitnej[3]). Władze niepodległej już Turkmenii próbują zaradzić temu problemowi angażując się w kolejny, po Kanale faraoniczny projekt – budowy na środku pustyni Kara-kum sztucznego jeziora.

Mapa oaz Achał i Merw sporządzona przez Włodzimierza „Tuhan-Mirzę“ Baranowskiego, uczestnika nieudanej rosyjskiej ekspedycji pod Geok Tepe w 1879 roku.[4]

Szczyty Kopet-Dagu po raz pierwszy stały się granicą państwową w roku 1881, w momencie podboju obecnej Turkmenii przez carską Rosję i utworzeniu Obwodu Zakaspijskiego. Wcześniej ten łańcuch górski poprzecinany licznymi prostopadłymi do jego przebiegu dolinami, które ułatwiają komunikację w kierunku północny – wschód – południowy – zachód (tym bardziej, że na skutek szczególnych warunków hydrologicznych oazy po północnej stronie łańcucha górskiego mieszczą się właśnie u wylotów tych dolin; największymi z tych oaz są: obszar wokół dzisiejszego Aszchabadu oraz nawadniana ginącą w piaskach pustyni deltą rzeki Murgab wielka oaza Merw, jeden z najstarszych nieprzerwanie zamieszkałych ośrodków miejskich na świecie) był raczej obszarem pogranicznym o bliżej nieokreślonym terytorium, płynnie przechodzącym w północnoirańską prowincję Mazandan (w dużej części także zamieszkałą przez Turkmenów). Taki stan rzeczy wynikał również z faktu, że plemiona, które Rosjanie podbili, nie wytworzyły żadnej własnej struktury państwowej.

Warunki przyrodniczo – geograficzne tego obszaru przesądziły iż od najdawniejszych czasów zamieszkującego go ludy uprawiały jednocześnie stosunkowo wysoko rozwinięte rolnictwo (z uwagi na konieczność nawadniania) i koczowniczą gospodarkę pasterską. Jesienne opady deszczu (od 80 do 400 mm, w zależności od regionu, występują też bardzo duże wahania pomiędzy poszczególnymi latami, opady występują niemal wyłącznie jesienią) dostarczały wystarczająco wiele wody (czasem także śniegu), aby obrzeże pustyni kwitło. Jednak z nadejściem letnich upałów, roślinność poza obszarem sztucznie nawadnianym zamierała i koczownicy migrowali na południe, w góry, gdzie można było znaleźć schronienie przed dojmującym upałem (sięgającym 65°C) i dłużej utrzymujące się pastwiska. Na zimę koczownicy z powrotem schodzili do rozkwitających po deszczach oaz w podgórskich dolinach, gdzie przy tej okazji odbywały się targowiska i festyny.

Krajobraz oazy Achał (rejon Aszchabadu) w Turkmenii[5]

Warunki przyrodnicze dzisiejszej Turkmenii nie pozwalały na wypasanie dowolnie wielkich stad zwierząt. Większość z nich musiała w ciągu roku przebyć od kilkuset do nawet tysiąca kilometrów w poszukiwaniu wody i pożywienia. Pastwiska zarówno na pustyni, jak i na górskich łąkach były stosunkowo skąpe, ale za to dobrej jakości – w rejonie tym występowała dzika lucerna (bardzo wcześnie uprawiana) oraz wiele innych traw i ziół doskonale nadających się np. dla koni. Wszystkie plemiona turkmeńskie prowadziły równocześnie oba te (gdzie indziej uważane za wzajemnie się wykluczające i prowokujące do konfliktu) sposoby gospodarowania. Koczownictwo, związane z posiadaniem stad bydła, owiec i wielbłądów, cieszyło się jednak wyższym prestiżem i było oznaką bogactwa. Stąd też, wraz ze zmiennymi kolejami losu, te same rodziny, a nawet te same jednostki, raz były osiadłymi rolnikami – ogrodnikami, z pieczołowitością dbającymi o skomplikowany system nawadniający i uprawiającymi sorgo, pszenicę, lucernę, arbuzy, dynie, bawełnę, tytoń, morele, brzoskwienie i winorośl, a raz – wędrującymi co pół roku z miejsca na miejsce pasterzami stad wielbłądów, owiec, bydła i koni.

Te same rodziny i te same osoby uprawiały też, stosunkowo wysoko cenione w handlu z okolicznymi ludami, rzemiosło: kobiety tkały dywany i kobierce oraz wyszywały i haftowały jedwabne, bawałniane i wełniane (z wielbłądziej wełny) tkaniny. Mężczyźni słynęli przede wszystkim jako znakomici płatnerze, wyrabiający poszukiwane w całej Azji Środkowej rodzaje broni białej. Cenione było także turkmeńskie garncarstwo i sztuka zdobnicza.

Współczesna inscenizacja tradycyjnego obrzędu zaręczyn. Stroje, uprząż końska (za wyjątkiem całkiem współczesnego siodła), ozdoby kobiece i przede wszystkim – kobierce – to tradycyjne wyroby turkmeńskiego rzemiosła.[6]

Ogier Mihman w tradycyjnym rzędzie i przybraniu[7]

Tradycyjne przybranie głowy i szyi konia. Metaloplastyka Turkmenów ma o wiele więcej wspólnego ze starożytnym Iranem (i, pośrednio, także z Indiami) niż z twórczością sąsiednich ludów środkowoazjatyckich.[8]

Turkmeni, jeśli nie byli zajęci wojną lub rabunkiem (panowanie nad Iranem utracili w 1722 roku, ale aż do podboju rosyjskiego stanowili arystokrację wojskową uzbeckich chanatów Chiwy i Buchary), żyli w niewielkich grupach rodzinnych (turkm. maszgala), które łączyły się w rody (urug), a następnie – jako najwyższy stopień organizacji – plemiona (tajpa)[9]. W 1881 roku licząca ok. 200 tysięcy osób ludność Turkmenii dzieliła się na ponad 30 plemion. Najlicznijeszymi z nich były: Teke (ponad 30% populacji), Jomud, Ersari, Saryki, Salor, Geoklendy, Czowdury, Alili. Turkmenów cechował i po dziś dzień cechuje skrajny konserwatyzm oraz ksenofobia. Plemiona i rody posiadają od wieków ustaloną hierarchię opartą na (częściowo legendarnej) genealogii, zasługach wojennych własnych i przodków oraz stanie posiadania. Do podboju rosyjskiego u Turkmenów występowało niewolnictwo – przy czym potomek niewolnika (gul, gyrnak) dopiero w siódmym pokoleniu mógł zostać pełnoprawnym „czystej krwi“ Turkmenem (ig, tuûs), do tego czasu zaliczany był do kategorii jarym – Turkmenów półkrwi.[10] Jednocześnie równowaga pomiędzy ludem Turkmenów a środowiskiem przyrodniczym w którym przyszło mu żyć była bardzo chwiejna – wystarczyło, by jesienne opady opóźniły się (co nie jest w tej części świata niczym niezwykłym – zdarza się i tak, że nie pada przez kilka lat z rzędu…), a jedynym sposobem na przetrwanie stawała się przemoc: rabunek karawan (od epoki wielkich odkryć geograficznych, znaczenie dawnego Jedwabnego Szlaku, który przebiega przez Turkmenię znacznie spadło), bliższych lub dalszych sąsiadów (mniej więcej w obszarze od Buchary po Teheran) albo zaciąg pod obce sztandary w charakterze najemników.

Te właśnie cechy społeczeństwa skrajnie „zamkniętego“, żyjącego pod ciągłą presją niezwykle niekorzystnych warunków przyrodniczych i w stanie nieustannej niemal mobilizacji wojennej, pozwoliły Turkmenom na przechowanie przez stulecia własnej rasy koni bez dających się stwierdzić wpływów obcych. Podejście Turkmenów do koni i stosowane przez nich metody hodowlane – wedle świadectw rosyjskich zdobywców – różniły się od wszystkiego, co robiły ludy ościenne. Do 1928 roku, w przeciwieństwie do wszystkich innych ras środkowoazjatyckich, konie plemienia Teke nie były wypasane w wielkich tabunach w których rozmnażałyby się w sposób niekontrolowany. Nawet chanowie i serdarowie Turkmenów nigdy nie posiadali wielkich stad koni – kilka matek stadnych to już była oznaka wielkiego bogactwa. Kobyły wypasane były w niewielkich grupach wraz z przychówkiem. Ogiery zaś przez cały czas przebywały razem z ludźmi – wiązane w pobliżu jurt i przykrywane derkami, lub nawet wprowadzane do środka dla ochrony przed wiatrem, mrozem, skwarem. Teke znani byli wręcz z tego, że większą opieką otaczali źrebiącą się klacz niż rodzącą żonę. Obie te osobliwości, tj. zarówno zwyczaj ciągłego trzymania zwierząt na podorędziu, jak i niezwykła nawet jak na muzułmanów dbałość o nie, wynikała z faktu, że bez konia Turkmen pewien był w swojej niegościnnej ojczyźnie śmierci – a żonę czy dzieci, jeśli straci się jedne, zawsze można mieć nowe, jeśli tylko zdoła się skórę ocalić w biedzie… Źrebięta były wcześnie odstawiane od matek i żywione, jeśli brakowało dobrej jakości pastwisk, mieszanką lucerny, prosa i mąki jęczmiennej, z dodatkiem baraniego tłuszczu i jajek. Wysokokaloryczne choć skąpe ilościowo odżywianie szło w parze z wczesnym zajeżdżaniem i intensywnym treningiem – pierwszej próbie wyścigowej poddawano konie niespełna dwuletnie. Dla „wytopienia“ nadmiaru tłuszczu okrywano trenowane konie kilkoma warstwami derek w porze największego upału i przebiegano pod jeźdźcem. Rosjanie odnotowali turkmeńskie porzekadło: „nim ze źrebięcia wyrośnie dorodny koń, z hodowcy zostanie chudy pies“. Ilustruje ono ogromną trudność uprawiania elitarnej hodowli w tak skrajnie niekorzystnych warunkach. Włożywszy w utrzymanie konia tak ogromny wysiłek,  Turkmeni byli na ogół niezmiernie przywiązani do swoich wierzchowców. Znani są z tego, że nigdy nie zabijali nawet starych koni i (w przeciwieństwie do wszystkich innych koczowników tego regionu) nie jadali koniny. Zaraz po urodzeniu porzucano na pustyni tylko albinosy i źrebięta ze srokacizną – co, przy stosunkowo niewielkiej liczebności populacji i wysokim wskaźniku inbredu, było polityką rozsądną: takie, na pierwszy rzut oka widoczne anomalie, mogą być zapowiedzią dalszych kłopotów, a skoro tak, to nie warto inwestować czasu i nader skąpych środków w wychowanie takiego źrebięcia.

Kilka razy do roku szlaki wędrówek poszczególnych rodzin należących do tego samego klanu lub plemienia przecinały się w z góry wiadomym miejscu i czasie – najczęściej zimą, gdy wszyscy zbierali się w należącej do plemienia podgórskiej oazie (aule). Była to okazja do wymiany towarów i wieści, a nieodłączną częścią takiego święta były wyścigi konne. Tradycyjne wyścigi turkmeńskie rozgrywane były „systemem pucharowym“: konie ścigały się na krótkim dystansie (do ok. 1000 m), parami, startując z pozycji tyłem do kierunku biegu, co wymagało wykonania zwrotu na zadzie. Zwycięzca jednej pary ścigał się potem ze zwycięzcą kolejnej – i tak kilka razy, aż wyłoniony został najszybszy koń plemienia. Oprócz honoru i sławy właściciel zwycięskiego ogiera mógł liczyć na tłumy chętnych do krycia nim swoich klaczy, prowadzonych nieraz z bardzo daleka. Podobne „ludowe“ wyścigi odbywają się po dziś dzień w zamieszkałych przez Turkmenów północnych prowincjach Iranu.

Z rejestrów carskiej administracji wynika także stały i dość liczny eksport turkmeńskich koni do krajów ościennych: przede wszystkim do pozostałych krajów regionu (Chiwa, Buchara, Kokand), do Persji, do Imperium Ottomańskiego i do Indii.

Koń tekiński. Rysunek z roku 1910.[11]

Konie hodowane przez Turkmenów dzieliły się na kilka grup. Plemię Teke (ale także najzasobniejsi hodowcy innych plemion) utrzymywało najroślejsze konie z sierścią o metalicznym połysku. Drugie co do liczebności plemię Jomud hodowało głównie konie o nieco niższym wzroście, krótszej kłodzie i szyi, bardziej spadzistym zadzie i krótszych nogach, często pozbawione charakterystycznego dla koni tekińskich połysku, przede wszystkim kasztanowate, złoto – kasztanowate, gniade i siwe – wolniejsze podczas wyścigów płaskich od koni Teke, jednak nie mniej wytrzymałe i równie przydatne na wojnie. Obie tu grupy koni otrzymały nazwy od plemion, które je hodowały – i stąd znane są jako konie achałtekińskie i konie jomudzkie. Ponadto, wszystkie plemiona turkmeńskie dla transportu jucznego i do innych prac pomocniczych utrzymywały kuce, zwane Jabud. Kuce te stanowią ogniwo pośrednie pomiędzy koniem achałtekińskim a bardzo obecnie rzadką rasą (znaną głównie dzięki wysiłkom zmarłej rok temu Louise Firouz[12]) kucy kaspijskich[13], jeszcze w czasach historycznych występujących na południowych wybrzeżach Morza Kaspijskiego w stanie dzikim. O kucach Jabud pisze już w 1874 roku Marian hr Czapski.[14] Ponadto, w regionach górskich, przede wszystkim w zamieszkałych przez Turkmenów prowincjach Iranu dochowano się grupy koni szczególnie przystosowanej do warunków wysokogórskich, masywniejszej od pustynnych koni Teke i Jomud, zwanej Goklan. Autorzy strony www.turanianhorse.org, powołując się na badania prowadzone na Uniwersytecie Kentucky podają, iż konie pełnej krwi angielskiej są genetycznie bliżej spokrewnione z jucznymi kucami Turkmenów Jabud, niż z końmi arabskimi czy tekińskimi. Nie można obecnie zweryfikować tego twierdzenia.

W następnym odcinku zajmiemy się rosyjskim podbojem Turkmenii i skutkami, jakie ten fakt miał dla miejscowej hodowli koni – czyli: utworzeniem rasy koni czystej krwi achałtekińskiej.

PRZEJŚCIE DO CZĘŚCI JEDENASTEJ

[1] Elżbieta Marciszewska, Jana Pieriegud, Bogactwa naturalne i potencjał gospodarczy, w: „Turkmenistan. Historia – Społeczeństwo – Polityka“, red. naukowa Tadeusz Bodio, Zakład Badań Wschodnich Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2005, str. 522
[2] Tadeusz Bodio, Wprowadzenie. Turkmeni i ich droga do suwerenności państwowej, w: Ibidem, str. 35
[3] Bartłomiej Zdaniuk, Turkmenia w czasach radzieckich, w: Ibidem, str. 114
[5] Akhalteke. A Great Racer of History. Aszchabat, 2003. Str. 27
[6] Akhalteke... Str. 41
[7] Fot. Nadjeżda Tarasova, 2006
[8] Akhalteke…, str. 96
[9] Tadeusz Bodio, op. cit., str. 35
[10] Tadeusz Bodio, Andrzej Wierzbicki, Procesy demograficzne, w: Ibidem, str. 397
[11] S.P.Urusow, Kniga o loshadi, St. Petersburg 1911, reprint Moskwa 2000, str. 32
[14] Marian Czapski „Historia powszechna konia“, Poznań 1874, reprint Warszawa 1985, t. I, str. 236

3 komentarze:

  1. A wiesz czy za krycie zwycięskim ogierem właściciel dostawał zapłatę?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale trening koni wojennych byl morderczy - tylko najsilniejsze ogiery i walachy przezywaly - ale to mial byc kon do rajdow czy racej rejz, a nie spacerowicz parkowy :)
    Ciekawe opisy tych koni zostawil kapitan kawalerii brytyjskiej Horacy Hayes, znawca koni swiatowych par excellance..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...