sobota, 25 grudnia 2010

Koni achałtekińskich historia sekretna, cz. 9 – W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

Poszukiwanie śladów tej postaci było moją obsesją przez dwa lata. No ale ba! Po raz pierwszym usłyszałem o nim i o jego tajnej misji na placu przed maneżem Stawropolskiego Konzawoda – największej stadniny koni czystej krwi achałtekińskiej w Europie – z ust samego Aleksandra Stiepanowicza Klimuka, głównego hodowcy tejże stadniny. Wymienił wtedy Polaków którzy przed nami (tj. przed lipcem 2005 roku) dotarli w tamte strony. Padło nazwisko p. Ryszarda Zielińskiego – poznaliśmy się dwa lata później przypadkiem na Służewcu, historia jego koni pozostaje jeszcze do opisania, podobnie jak historie p. Tadeusza Kotwickiego czy p. Marka Kaźmierczaka. Gospodarz wspomniał też o pewnym Polaku, który dotarł do stawropolskiej stadniny jadąc rowerem przez Eurazję (wariat niewątpliwie! ale z końmi to nie ma nic wspólnego…). Na samym końcu zaś stwierdził: 300 lat temu, niedaleko stąd zabito posła polskiego króla, który z końmi achałtekińskimi wracał z Persji do Polski. Nazwisko posła: Teofil Szemberg.

Dość łatwo udało mi się zidentyfikować źródło z którego Aleksander Stiepanowicz czerpał swoje informacje. Jak sam twierdził, opierał się na Sergiuszu Wittem – petersburskim hipologu z przełomu XIX i XX wieku, jednym z „odkrywców“ (obok prof. Firsowa) rasy koni achałtekińskiej. Ten zaś przepisał historię Teofila Szemberga z wydanego także w języku rosyjskim dzieła Mariana hr. Czapskiego „Historya powszechna konia“, które pierwsze wydanie miało w roku 1874 w Poznaniu. I tu niestety, na pewien czas utknąłem – Marian Czapski jest ojcem założycielem polskiej naukowej hipologii, ale aparatu naukowego w swoim skądinąd fundamentalnym dziele nie stosuje. Tytuł hrabiowski starcza mu za przypisy – jak podsumował to lakonicznie mój przyjaciel, dr Dariusz Milewski.

Z Czapskiego można się było dowiedzieć tyle, że tragiczna śmierć posła Władysława IV nastąpiła pod Derbentem nad Morzem Kaspijskim – więc owo niedaleko Aleksandra Stiepanowicza było na rosyjską skalę: do Morza Kaspijskiego ze Stawropolskiego Konzawoda jest jeszcze pół tysiąca kilometrów! Że prowadził stado koni turkmeńskich podarowanych Władysławowi IV przez szacha Persji oraz „liczne sprzęty“ i że z całym orszakiem i „Dionizym, karmelitą“, został zabity przez „górali“, a konie zrabowano.[1] Kłopot w tym, że przecież Czapski nie był świadkiem tego wydarzenia – od wydania jego „Historii…“ dzieli je lat 230 z okładem – musiał więc o tym gdzieś przeczytać, albo (co mniej prawdopodobne), od kogoś usłyszeć – i być może owo tajemnicze źródło, z którego korzystał, a którego w żadnym miejscu nie wymienia, zawierało jeszcze jakieś dodatkowe informacje, których nie przytacza, bo nie były dla niego ważne..?

Próba zweryfikowania informacji Czapskiego poprzez dzieła poświęcone stricte stosunkom polsko – perskim, doprowadziła do większej tylko konfuzji. Owszem, pojawia się tam historia zaginionego na Kaukazie posła czy posłańca Władysława IV – ale wcale nie nazywa się on Szemberg, tylko Stahremberg i ma być nie oficerem (Czapski przypisuje swojemu Szembergowi stanowisko „generała artylerii koronnej“ – co nie może być prawdą, bo pierwszym oficerem z takim tytułem był Krzysztof Arciszewski), a dworzaninem królewskim! Czegoś to Państwu nie przypomina aby..? Jam nie Babinicz, jam Kmicic… - prawda..? Albo coś w tym rodzaju…

Udało mi się dojść, że te publikacje, wszystkie jak jedna, bazują na rękopiśmiennej spuściźnie ojca Tadeusza Krusińskiego SJ.[2] Ojciec Krusiński (1675 – 1751) był przełożonym polskiej misji jezuickiej w Isfahanie zaledwie ok. 60 lat po wydarzeniach, które opisywał, a będąc w zażyłych stosunkach z dworem perskim, miał też dostęp do tamtejszych archiwów, już dziś nie istniejących, bo je spalono podczas rewolucji 1722 roku. Tak, czy inaczej, jego relacja wydawała się bardziej wiarygodna, bo bliższa czasowo samemu zdarzeniu. Wzbogacała je przy tym o dodatkowe szczegóły: podana jest data poselskiej audiencji u szacha (17 września 1639 roku), śmierć posła i członków jego orszaku miała być efektem przypadkowego zatargu, a w kościele polskim w Isfahanie (także spalonym w 1722 roku) istniał jeszcze za czasów ojca Krusińskiego jego grób. Tylko co z tym nazwiskiem, skąd tu rozbieżność..? Tym bardziej, że poza tym jednym przypadkiem nikt nigdy o żadnym „Stahrembergu“, dworzaninie Władysława IV nie słyszał. Podczas gdy Teofil Szemberg to jest nazwisko znane w naszych dziejach – choćby dzięki temu, że oficer o takim imieniu i nazwisku, pułkownik, inżynier wojskowy i artylerzysta, napisał i opublikował broszurę o wyprawie cecorskiej Żółkiewskiego[3], która w samym tylko roku 1621 miała dwa wydania i cieszyła się wielką, a zasłużoną ze względu na rzetelność i jędrny, piękny język, popularnością…

Już się wybierałem do Kórnika, gdzie papiery po ojcu Krusińskim są przechowywane, gdy natrafiłem przypadkiem na rozwiązanie zagadki. Przypadkiem, bo szukałem informacji o koniach staropolskich, a nie o Szembergu akurat. Rozwiązanie to znajduje się w powszechnie dostępnym, bo wydanym drukiem tomie korespondencji hetmana Koniecpolskiego. Nie tylko jest tam kilka wzmianek o całym wydarzeniu – jednoznacznie potwierdzających tożsamość zaginionego posła jako Teofila Szemberga właśnie, ale też i jeden z jego własnych listów – z Astrachania, przez autorkę opracowania niesłusznie przypisany Jackowi Szembekowi, łowczemu kamienieckiemu o którym skądinąd nic nie wiadomo, aby się kiedykolwiek w tak dalekie strony wyprawiał. [4]

Całe to nieporozumienie z nazwiskiem, a także ogólna aura zapomnienia otaczająca postać pułkownika Szemberga (do IPN chyba będę się musiał zwrócić w tej sprawie, bo do tej pory nic o nim nie udało mi się opublikować, choć kilka razy próbowałem..! jakoś wydawcy alergicznie na to nazwisko reagują, zupełnie nie wiem, dlaczego..?), czego ostatnim, choć może trochę komicznym wyrazem jest wspomniana już pomyłka p. Biebrzyckiej, jednoznacznie wskazują na tajny charakter misji pułkownika. Nie pierwszy zresztą raz działał w tajnej służbie Jego Królewskiej Mości – stąd też, kolejnymi kamuflarzami jakie otaczały jego misje narosłe nieporozumienia do dziś nie pozwalają w sposób pełny i jednoznaczny jego losów odtworzyć. Tym bardziej, że zbiór korespondencji królów polskich i szachów perskich, złożony w teczce oznaczonej sygnaturą F. IV. 94 Biblioteki Narodowej Polskiej, rewindykowany z archiwów petersburskich, gdzie trafił jeszcze w XVIII wieku wraz z resztą dawnej Biblioteki Załuskich, spłonął jak cała zawartość Pałacu Krasińskich w październiku 1944 roku. Ostatnim bodaj, który miał tę teczkę w ręku był Bohdan Baranowski, który jednak tylko część zawartych tam informacji w swoich publikacjach wykorzystał, a kopii – oczywiście – nie zrobił (jak twierdzi mój przyjaciel, dr Dariusz Milewski, jak się jest historykiem w takim „kraju na kółkach“ jak Polska, to pierwszym i najbardziej podstawowym obowiązkiem jest kopiować i wydawać drukiem wszystkie źródła, jakie tylko wpadną w ręce, bo nie wiadomo, co się z nimi za kilka lat stanie…).

Tak czy inaczej można spróbować zarówno biografię, jak i ostatnią tajną misję płk Szemberga w skrócie tutaj dla Państwa odtworzyć. Niestety, jak już chyba pisałem jak nie w poście, to w komentarzu pod którymś, w Polsce przynajmniej, ludzie zamożni, a jeszcze związani z mediami czy z rozrywką, są internetowymi analfabetami, a komputer traktują wyłącznie jako rodzaj mebla – ale tak, to JEST materiał na co najmniej niezły film fabularny, albo i cały serial z gatunku „płaszcza i szpady“. Tym lepszy, że prawdziwy. A Bond, James Bond, to mógłby naszemu Szembergowi co najwyżej strzemię przy wsiadaniu na koń podawać…

Pierwsza wzmianka o Teofilu Szembergu na którą do tej pory natrafiłem pochodzi z roku 1610. Zawarta jest w podpisie pod sztychem Jakuba Filipa przedstawiającym bitwę pod Kłuszynem. Podpis ten brzmi:
Gnosus D (? G).A. Theoph(il) Szemberg S.R.M.Aul.inu.et delineavit
Nesuisii
Apud Thomam Makowski sculpt. et excuss
per Jacob. Philip.
Łaskawy Generał Artylerii Teofil Szemberg, Sekretarz Dworu Królewskiego, zebrał i narysował
Nieśwież
U Tomasza Makowskiego wyrzeźbiono i wyryto
przez Jakuba Filipa.
Miedzioryt Jakuba Filipa na podstawie rysunków Szemberga wykonany

Skądinąd wiadomo, że Teofil Szemberg, którego poznajemy tu już jako starszego oficera (nie był „generałem artylerii“, bo takie stanowisko jeszcze wówczas nie istniało, a co najwyżej pełnił funkcję „starszego nad armatą“ przy oblężeniu Smoleńska, był też głównym tego oblężenia inżynierem), a jednocześnie dworzanina (sekretarza) królewskiego, w samej bitwie udziału raczej nie brał. Został wcześniej przysypany ziemią w wykopie pod minę, która miała wysadzić smoleński mur, gdy Rosjanom udało się podkopać pod polski podkop ze swoją kontrminą – i cudem się z tego grobu, w którym go wybuch żywcem pogrzebał wydostał. Najprawdopodobniej pole bitwy kłuszyńskiej zwiedzał już po fakcie i przy tej okazji sporządził szkice, które stały się następnie podstawą do wykonania sztychu.

Oczywiście o jego roli jako artylerzysty i sapera podczas oblężenia Smoleńska opowiadają też relacje które tego wydarzenia dotyczą.

Jeszcze nie zakończyła się wojna z Moskwą, gdy w roku 1613 Szemberg odbył pielgrzymkę do Jerozolimy. [5] Można wątpić by wysokiego szczebla, ale przecież niezamożny (nic nam nie wiadomo o jakichkolwiek posiadałościach ziemskich czy urzędach pełnionych przez Szemberga, wygląda na to, że do końca życia był po prostu zawodowym żołnierzem) oficer pozwolił sobie na taką ekstrawagancję, gdyby go w tym nie wspierała hetmańska kancelaria. Jakie były przy tym dodatkowe zadania Szemberga oprócz pobożnego nawiedzenia miejsc świętych i czy były jakieś – nie wiadomo.

W roku 1620 jest jednym z dowódców artylerii podczas niefortunnej wyprawy Żółkiewskiego pod Cecorę. Przebiwszy się cudem do Dniestru (należał do nielicznej stosunkowo grupy żołnierzy którzy do samego końca zachowali dyscyplinę i skupili się wokół hetmana), w ciągu niespełna roku zdążył napisać swoją poczytną broszurę (piękny język polski którym się w niej posługuje podaje w wątpliwość przypisywane mu saskie pochodzenie – nie wydaje się, w każdym razie, aby sam był świeżym imigrantem z Niemiec, raczej już urodził się w Polsce) oraz ufortyfikować Kamieniec Podolski i kilka innych pogranicznych twierdz.

Na wyprawę chocimską 1621 roku zaciąga regiment rajtarii. Hetman Chodkiewicz wysyła go z obozu jako posła do wielkiego wezyra i do hospodara mołdawskiego. Dzięki zręcznej dyplomacji popartej „czarnym pijarem“, udało mu się nie tylko rozpoznać liczebność i skład armii przygotowującej się do oblężenia Chocimia, ale też i dokonać poważnej, strategicznej wręcz dywersji w obozie wrogia. Pokłócił bowiem ze sobą wielkiego wezyra i hospodara. Hospodar stracił w efekcie głowę, a kilka tysięcy Mołdawian, którzy mieli wspomagać Turków i Tatarów – zdezerterowało. Pogorszyło się też znacznie zaopatrzenie tureckiego obozu w żywność, co miało walny wpływ na ostateczny, pomyślny dla Rzeczypospolitej, wynik tego starcia.

W następnych latach służy pod Koniecpolskim, fortyfikując liczne pograniczne stanice (w tym np. Chreptiów, znany z „Trylogii“) i dowodząc artylerią w starciach z Tatarami.

W 1636 roku Władysław IV po raz pierwszy wysyła Szemberga do Isfahanu – fakt ten umknął do tej pory polskiej historiografii, gdzie tylko jego druga, tragicznie zakończona wyprawa była w jakikolwiek sposób odnotowywana. Na Sejmie 1637 roku zaprezentował stanom wysłannika Selima II, szacha Persji, arcybiskupa (ormiańskiego) Kostenosa. Razem, w 1638 roku wyruszyli ponownie do Persji.[6]

Z tej drugiej, a tragicznej w skutkach podróży, stojąc w Astrachaniu, Szemberg pisze do swojego pryncypała, hetmana Koniecpolskiego list. List został pierwotnie datowany na 8 października 1638 roku, ale jak wynika z jego treści, wysłany został kilka dni później (wraz z listem do podkanclerzego koronnego[7]). List wyjaśnia, że Rosjanie czynili posłowie trudności – m.in. nie mógł znaleźć gońca, który podjąłby się odwiezienia jego korespondencji do kraju, a urzędnicy moskiewscy dawali mu do zrozumienia, że nie zgodzą się na jego powrót przez terytorium ich kraju. Przy tym, jak się okazuje, drogę do Persji poseł odbył lądem, brzegiem Morza Kaspijskiego, a nie statkiem, który mógł go dowieźć bezpośrednio na wybrzeże Persji.[8] Co zresztą wyjaśnia, dlaczego między datą wysłania listu z Astrachania, a zanotowaną przez Krusińskiego datą audiencji u szacha (wrzesień 1639 roku) minął prawie rok – wg Bohdana Baranowskiego, Szemberg miał także odwiedzić gruzińskich władców księstwa Kartlii przy czym teza Baranowskiego, iż zrobić to chciał dopiero w podróży powrotnej i dlatego jechał przez Derbent jest co najmniej dyskusyjna – po pierwsze, miał aż nadto czasu, aby dokonać tego już jadąc do Isfahanu, a po drugie – Derbent, jako żywo, nie leży na drodze z Iranu do Gruzji![9]

W orszaku posła było kilkunastu ludzi „własnych“ (jak można się domyślać takich, którzy razem z nim wyruszyli na wyprawę), „nie licząc uwolnionych“ – być może jeńców polskich, których Szemberg przypadkiem odnalazł po zakończonej 5 lat wcześniej wojnie i zabrał ze sobą. Razem mogło ich być 25, jak podaje Krusiński.

Nie wiadomo kiedy i gdzie dokładnie, ani też w jakich okolicznościach doszło do śmierci posła. Selim II kiedy tylko dowiedział się o tym wydarzeniu zorganizował ekspedycję karną i krwawo pomścił śmierć Teofila Szemberga – nie wiadomo w jaki konkretnie sposób, jednak znając sadystyczną osobowość tego pechowego skądinąd władcy Persów, wyrżnął w pień przynajmniej kilka czerkieskich wsi. Odzyskał też ciało posła, które zostało pochowane na terenie kościoła polskiej misji istniejącej wówczas w Isfahanie. Wydobyte od schwytanych przez Persów „Lezginów“ informacje o całym wydarzeniu zostały zawarte w liście, jaki wczesną wiosną 1641 roku szach Selim II wysłał do króla Władysława IV. Trudno jednak oczekiwać, aby wydobyte torturami zeznania były szczególnie precyzyjne, a także, aby indagowani, zapewne niskiej rangi „wykonawcy“ mieli pełną wiedzę o powodach starcia.
Współczesny kościół ormiański w Isfahanie

Jeden ze wzmiankujących o misji Szemberga autorów podaje rok 1640 jako datę jego śmierci. Nie wiadomo, czy tak wynikało z nie istniejących już dzisiaj dokumentów, czy jest to tylko domysł. Wiadomo z Krusińskiego, że uroczysta audiencja Szemberga na isfahańskim dworze została odnotowana pod datą 17 września 1639 roku i że poseł spędził na konsultacjach co najmniej kilka miesięcy. List Selima II, który dostarczył do Warszawy Pers Mirza Musa Beg, datowany był na wczesną wiosnę 1641 roku. Wczesna wiosna (luty – kwiecień) to na północnym Kaukazie jedyny w roku okres zwiększonej wilgotności. Przeważają wtedy północno-zachodnie wiatry znad Morza Czarnego, niebo najczęściej pokryte jest ołowianymi chmurami a padająca z nich nieustannie mżawka, rzadko kiedy zmieniająca się w solidny deszcz lub zamarzająca w płatki śniegu czyni z charakterystycznej dla tego regionu rudo-czerwonej gliny nieprzebytą maź. Nawet solidny terenowy samochód kiepsko daje sobie w tych warunkach radę poza asfaltowymi drogami – a tych w inkryminowanym okresie nie było. Z całą pewnością nie jest to okres nadający się do prowadzenia działań wojennych na szerszą skalę – a źródła są zgodne, iż Selim II na wieść o śmierci posła takie działania podjął, wysyłając ekspedycję karną. Warunki do jej przeprowadzenia panowały od maja do grudnia 1640 roku, najpóźniej do stycznia 1641 roku (tu już z dużym ryzykiem „utknięcia“ w jakiejś zapomnianej przez Allacha dolinie na dłużej). Jeśli zatem goniec z listem wyruszył wczesną wiosną 1641 roku, to ekspedycja karna która pomściła śmierć Szemberga musiała mieć miejsce najpóźniej jesienią poprzedniego roku: szach z pewnością spieszył donieść o całym wydarzeniu bez zbędnej zwłoki, ale potrzebował kilku miesięcy na wysłanie z któregoś z pobliskich garnizonów odpowiednio licznego oddziału, a potem na uzyskanie od jego dowódcy raportu, którego sentencja zapewne znalazła się w liście do Władysława IV.

Można zaryzykować przypuszczenie, że Szemberg, prowadząc stosunkowo nieliczny orszak: 25 osób – za to z podwójnie cennym ładunkiem: informacji oraz – co podaje Marian Czapski (cytowany dalej przez autorów rosyjskich), ze znacznym tabunem koni turkmeńskich (trudno sobie wyobrazić, aby ten tabun mógł być liczniejszy niż pięćdziesiąt do stu ogonów – większego stada gorącokrwistych koni 25 ludzi ogarnąć nie jest w stanie, a znowóż kilka czy kilkanaście koni to by w obrębie stosunków ówczesnych nie była liczba szczególnie imponująca…) – wybrał na pokonanie najbardziej niebezpiecznego odcinka drogi właśnie wiosnę poprzedniego roku, tj. 1640. Mógł liczyć, iż o tej porze roku działania jego potencjalnych przeciwników będą wolniejsze, a on przemknie się nie zauważony. Z całą pewnością nie zginął pod Derbentem później niż latem (czerwiec – lipiec) 1640 roku, gdyż wówczas Selimowi II nie starczyłoby czasu na zorganizowanie ekspedycji karnej jeszcze w tym samym roku i nie wysłałby listu do Władysława IV już wiosną 1641. Ponieważ podróż przez Północny Kaukaz w porze tradycyjnie ulubionej dla wypraw wojennych i łupieżczych to przejaw czystej wody szaleństwa, którego trudno oczekiwać po tak doświadczonym żołnierzu, to datę śmierci Szemberga można z pewną dozą prawdopodobieństwa sytuować na marzec – kwiecień 1640 roku. W ten sposób Szemberg spędziłby w Isfahanie około 4 – 5 miesięcy: czas najzupełniej wystarczający na dokonanie wszelkich politycznych i wojskowych konsultacji, do których zobowiązywała go instrukcja Władysława IV. Wyruszył ze stolicy Iranu nie później niż w lutym 1640 roku, kiedy nie stopniał śnieg zalegający na szczytach Wyżyny Irańskiej i górskie strumienie nie zamieniły się jeszcze w rwące rzeki. W marcu dotarł nad Morze Kaspijskie w olicy Baku i posuwał się następnie na północ wzdłuż wybrzeża, aż do tragicznego końca w okolicach ujścia Tereku – rzeki, wzdłuż której zapewne zamierzał wyruszyć na zachód by najpóźniej w maju stanąć w (starym) Czerkasku, stolicy Kozaków dońskich i stamtąd, być może angażując liczniejszą ochronę, dotrzeć do Siczy zaporoskiej lub, przez Łubnie, do Kijowa.

Koniec końców, znany jest tylko finał tej historii: 25 zbrojnych, tworzących orszak pułkownika Szemberga, razem z nim samym, zginęło w walce, broniąc się do ostatniej kropli krwi. Ich mienie i konie zostały zabrane przez napastników: nie wiadomo, czy ekspedycja Selima II zdołała je odzyskać. W każdym razie kolejny wysłannik Władysława IV, Jerzy Ilinicz, wysłany do Isfahanu w 1647 roku, drogę w obie strony pokonał przez państwo moskiewskie i Morze Kaspijskie (zresztą, komunikację lądową pomiędzy Polską a Iranem zablokowało w roku 1648 powstanie Chmielnickiego).

PRZEJŚCIE DO CZĘŚCI DZIESIĄTEJ

[1] Marian Czapski „Historia powszechna konia“, Poznań 1874, reprint Warszawa 1985, t. II, str. 52
[2] Por. Stanisław Brzeziński, Misjonarze i dyplomaci polscy w Persji w XVII i XVIII wieku, Annales Missiologicae, Poznań, rok 7, 1935, str. 90 – 161.
[3] Por. Pisma, Stanisława Żółkiewskiego, w edycji Augusta Bielowskiego, Lwów 1861, str. 568 - 583
[4] Korespondencja Stanisława Koniecpolskiego, hetm. wlk. koronnego 1632 – 1646, oprac. Agnieszka Biebrzycka, Kraków 2005, str. 56, Autografy listu: BPAU 1819, s. 635 – 640 (kopia), Bcz 135, s. 539 – 541 (kopia).
[5] Bohdan Baranowski, „Znajomość Wschodu w dawnej Polsce do XVIII wieku“, Łódź 1950, str. 196
[6] Korespondencja…, str. 56.
[7] Piotra Gembickiego, najprawdopodobniej jest to list, którego autograf zachował się pod sygnaturą BPAU 1819, s. 640 – 644.
[8] Korespondencja…, str. 515 - 516
[9] Bohdan Baranowski, Krzysztof Baranowski, „Polaków kaukaskie drogi“, Łódź 1985, str. 27

3 komentarze:

  1. nie chcialbym sie czepiac szczegolow zwlaszcza ze nie znam tej historii ale wg wikipedii szahem w latach 1629–1641 byl Safi, przed nim Abbas I a po nim Abbas II.
    Selim II to sultan ottomanski w latach 1566–74.
    troche dziwny blad w tak szczegolowej opowiesci...

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, sprawdziłem teraz w Składanku. Cóż: musiałem to skądś bezmyślnie przepisać (nie dojdę teraz skąd...) - i nigdy nie przyszło mi do głowy sprawdzić!

    Bardzo, bardzo dziękuję za tę uwagę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Salve,
    historia posla krola Wladyslawa jest zadziwijaca, i nie jedna powiesc, nie jeden film czy komiks moglyby powstac - wasciny artykul moze czyjasc fantazje roznieci -
    ...tutaj mozna przeczytac dzielo Tadeusza Judy Krusinskiego po angielsku http://www.archive.org/details/chroniclesoftrav00krusiala
    Nota bene, pisalem o nim w kontekscie relacji o Afganistanie i wydarzen w Ishafanie w czasie najazdu Afganow pare lat temu http://www.historycy.org/bez_grafik/index.php/t47420.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...