środa, 1 grudnia 2010

Jakoś...

Realizując pewien komercyjny program czytam końską prasę z ostatniego półwiecza. Zabrałem ze sobą trochę na wyjazd - za mało, bo już kończę. Mniejsza przy tym o samą wartość informacyjną tego źródła wiedzy. Potwierdza się jednak zjawisko, na które ktoś kiedyś zwrócił uwagę na moim ulubionym forum: dramatycznie niski poziom polszczyzny w dużej części tekstów! Wtedy, broniąc piszących autorów nie zdawałem sobie sprawy jak szeroki zasięg ma to zjawisko. Oczywiście, był przypadek pewnego profesora z Lublina, zamilczmy przez litość jego nazwisko, który na poważnie traktował bajki Herodota o "milionowej armii Kserksesa", a każdym prawie zdaniem gwałcił podstawowe zasady gramatyki polskiej (no Hun, Hun wypisz, wymaluj!). Był, a raczej jest też ten pan, którego tekst wtedy stał się powodem do całej chryi. Broniłem całego tego towarzystwa wiedząc po sobie jak trudnym zadaniem jest oddać myśl - nawet i lotną, niech jej będzie - w słowach jasnych i zrozumiałych.

Ale to wszystko nic! W zbiorach "do przeczytania" mam też gazetki z lat 80... Normalnie, Bareją pisane - nie, że śmieszne, tylko taką właśnie, nic nie znaczącą nowomową, jaką właśnie Bareja w "Misiu" choćby wyśmiewał! A wydawałoby się, że gdzie jak gdzie, ale w koniarstwie potrzeby nowomowy być nie powinno. Temat jakby aideologiczny. A jednak! Widać ogólny klimat był taki. I udzielał się niezależnie od potrzeby...

3 komentarze:

  1. Ja ostatnią osobą jestem, która może kogokolwiek za styl, ortografię czy interpunkcję krytykować, bo mój blog pod tym względem niemal na granicy (po)czytalności ;) jest. Myślę jednak, że się powoli wyrabiam, bo jak piszesz - trening czyni mistrza. Na początku blogowej przygody napisanie 250 słów zajmowało mi z 4 godziny. Teraz w tym czasie jestem w stanie stworzyć wpis ze źródłami na 1500-2000 słów, odpisywać na komentarze i stracić sporo czasu na "surfowanie" po internecie.

    Przez styl i dobór słów można poznać wartości piszącego. W dobie baroku były makaronizmy (tak mnie w liceum przynajmniej uczono), za komuny taka śmieszna nowomowa. Ciekawe co o naszej epoce powiedzą potomni (o ile będzie im dane)?

    Na zalinkwanym forum napisałeś:
    "Co innego, oczywiście, warsztat naukowy. Tutaj nie ma przebacz, ale to nie jest sztuka, którą trzeba ćwiczyć, tylko prosta jak konstrukcja cepa lista oczywistych zasad korzystania ze źródeł, krytyki tekstu źródłowego i budowy wywodu. Też nie czuję się tu bezwinny - nigdy jakoś nie miałem szansy opanować porządnie statystyki, liznąłem tylko przy różnych okazjach kilku pojęć i to wszystko, a potrzebowałbym więcej..."

    Możesz dać jakieś namiary czy wskazówki od czego zacząć rozwój takiego warsztatu? Nie powiem, chciałbym, żeby moje teksty były bardziej "naukowe" w tym sensie, żebym lepiej źródła dobierał, umiejętniej je krytykował itp.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poszukam czegoś w wolnej chwili. Generalnie młodzież powinna się tego uczyć na seminariach magisterskich - co nie zawsze, oj nie zawsze, ma rzeczywiście miejsce...

    OdpowiedzUsuń
  3. To byłbym bardzo wdzięczny, bo poświęcić kilka tys h na to by się tego tylko nauczyć nie chcę (studiów nie mam). Zwłaszcza, że efekt jak piszesz nie jest gwarantowany.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...